środa, 10 października 2018

Jesienna wishlista kosmetyczna, czyli o moich chciejstwach słów kilka

Od jakiegoś czasu, zakupy kosmetyczne zdecydowanie zeszły na dalszy plan ;) Jest to związane z powolnym urządzaniem mieszkania, zakupem mebli do sypialni, odkładaniem na małe malowanie i wymianą telewizora. Nie oznacza to jednak, że moje serducho do niczego nie bije szybciej! Jest kilka takich rzeczy, które bardzo chętnie zobaczyłabym w swojej kosmetyczce :D Jakich? Zapraszam do lektury! ;)
Jesienna wishlista kosmetyczna
Poza tym, co tu pokazuję, marzy mi się jeszcze pewna torebka MK, koszula w czerwone maki Mohito, nowy telefon (mój ma 4 lata i już dogorywa ;)) i dwie pary kolczyków xD (jedna z Lilou a druga W.Kruk - jeśli chcecie zobaczyć i to, dajcie znać - podzielę się nimi na instastory ;)) Ale myślę, że dziś nie o tym i skupimy się  tylko na kosmetykach :)
Jesienna wishlista kosmetyczna

1. Skinfood Yuja Water C Cream, Nawilżająco - Rozświetlający krem do twarzy - Krem ten ma za zadanie nawilżać i rozjaśniać naszą naszą skórę. Zawiera on wyciąg z Yuja będącą cytrusem uprawianym w Azji. Ma on rozmiar mandarynki oraz żółto-pomarańczowym kolor. Podobnie jak cytryna lub limonka,  yuja jest ceniona za pachnącą skórkę, olejki eteryczne, nasiona oraz sok. Już raz miałam go w swoich łapkach, ale podarowałam go Beautypedia Patt :D Mam nadzieję, że się u niej sprawdził ;) Mnie prześladuje ten kosmetyk od samej premiery i z racji tego, że kremy tej marki dobrze się u mnie sprawdzają, nie omieszkam go w końcu przetestować ;)
2. Frudia Lip Balm, Odżywczy Balsam do Ust w Słoiczku - Ma on właściwości nawilżające oraz odżywcze, a stworzono go na bazie ekstraktu z miodu i jagód. Stosowany regularnie ma dodawać wargom jędrności i sprężystości. Produkt ponoć świetnie sprawdzi się w pielęgnacji ust popękanych, szorstkich oraz przesuszonych. Powiem szczerze, że gdyby nie to, że jest permanentnie niedostępny, już dawno bym sobie go kupiła, szczególnie że aktualnie kończą mi się wszystkie mazidła do ust :P Czekam na dostawę! xD
Jesienna wishlista kosmetyczna
3. Skin&Lab Red Serum - Naturalny kompleks Phyto Red zapobiega tworzeniu się przebarwień, a także pielęgnuje skórę na różne sposoby, między innymi nawilżając oraz poprawiając krążenie, zapewniając cerze jaśniejszy i bardziej jednolity odcień. Serum zapewnia także kontrolę w kwestii przetłuszczania, jednocześnie zapobiegając powstawaniu zmarszczek. Kosmetyk zawiera w sobie wiele owocowych ekstraktów, niacynamid i adenozynę :) Ja czuję się kupiona! W związku z tym, że przede wszystkim dwa ostatnie składniki moja cera bardzo lubi, z pewnością nie omieszkam go wypróbować :D
4. Glow Recipe Watermelon Glow Pink Juice Moisturizer - Kosmetyk jest wzbogacony ekstraktem z arbuza bogatym w witaminy i aminokwasy, kwasem hialuronowym oraz łagodzącymi ekstraktami roślinnymi, takimi jak wyciągi z piwonii i jaśminu. To chłodzące, żelowe serum natychmiast nawilża naszą cerę. Z kolei przeciwutleniacze chronią przed wolnymi rodnikami naprawiając uszkodzone komórki skóry. Stosowany dwa razy dziennie, obleka cerę soczystą, długotrwałą wilgocią. Z tego, co zrozumiałam kosmetyk ten pochodzi z Korei, ale wysyłany jest ze Stanów Zjednoczonych, co na moje oko średnio trzyma się kupy :P Mam jednak wrażenie, że produkt ten zaraz wyskoczy mi z lodówki i oczywiście bardzo chciałabym go wypróbować :D
Jesienna wishlista kosmetyczna
5. Neogen Bio Peel Gauze Peeling Green Tea - Są to jednorazowe, delikatne płatki do regularnej eksfoliacji skóry. Zielona herbata - bogate źródło przeciwutleniaczy ma działanie kojące, przeciwzapalne oraz przeciwzmarszczkowe. Ekstrakt z Wąkroty Azjatyckiej z kolei skutecznie łagodzi podrażnienia. Moja naczynkowa cera niekoniecznie lubi peelingi, a o tych płatkach słyszałam już tyle dobrego, że chyba w końcu pora przekonać się, czy i ja będę z nich zadowolona :) 
6. Masażer kwarcowy - Masaż twarzy tego typu przyrządem niesie za sobą wiele korzyści: chłód wydzielany przez wałeczki zamyka pory, zmniejsza się opuchlizna oraz cienie pod oczami, jednocześnie poprawiając krążenie krwi. Dzięki temu rozluźniają się także mięśnie, zmniejszając widoczność drobnych zmarszczek. Masaż ma więc działanie nie tylko upiększające ale i relaksująco -odprężające. Tego typu masażer wykonany z jadeitu dostałam już na Hello Asia 3, ale zachachmęciła mi go mama. Z racji tego, że nawet polubiłam ten rytuał, tym razem chciałabym wersję różową: z kwarcu :)
7. Colourpop The Zodiac Eyeshadow Palette - Jaki jest Twój znak zodiaku? To paleta, która jest inspirowana horoskopem i każdy kolor symbolizuje inny z nich ;) Ja jestem koziorożcem, i co ciekawe, mój odcień według producenta to czerń ze złotymi drobinkami :D Mnie osobiście bardzo się podoba, zarówno ten kolor, jak i cała paleta. A że z kosmetykami tej marki bardzo się polubiłam, chętnie widziałabym ją w swojej kolekcji! :D
8. Maybelline The Eraser Eye 00 Ivory - Producent obiecuje naprawdę sporo, wszak kosmetyk ma za zadanie widocznie wygładzić drobne zmarszczki, natychmiast "wymazać" podkrążone oczy, zasinienia oraz obwódki. Ekskluzywny aplikator z kolei wypełnia i wygładza skórę. Skoncentrowana formula zawierająca owoce goji i haloxyl redukuje cienie oraz pozwala sińcom zniknąć. Naczytałam się na jego temat naprawdę najróżniejszych rzeczy, ale w związku z tym, że do tej pory w naszym kraju dostępne były tylko ciemne odcienie, musiałam obejść się smakiem. Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie wyczaiłam jednak, iż najjaśniejszy z nich 00 Ivory, całkiem nieźle mógłby się u mnie sprawdzić. Nie omieszkam więc zobaczyć, czy również będę zachwycona, czy zła że go kupiłam, a może okaże się, że to zwykły przeciętniak. Pewnie skoczę po niego już jutro po wizycie u lekarza ;)
Znacie te produkty? Może któryś polecacie, odradzacie, a może po prostu wpadło Wam coś w oko? Dajcie koniecznie znać! ;) Zdradźcie też jaki macie znak zodiaku :D



piątek, 5 października 2018

Nowości ostatnich miesięcy

Sama bardzo lubię tego rodzaju posty, ale z tym jakoś wyjątkowo mi nie po drodze ;) Przez zawirowania dotyczące przeprowadzki, nowości nie pojawiły się ani w sierpniu, ani we wrześniu :/ Z kolei nad tym wpisem pracuję od trzech dni i najpierw ze względu na fatalną pogodę miałam problemy ze zdjęciami, potem przeszkodziło mi choróbsko, które musiałam przywieźć z chrzcin, na których byłam w niedzielę w międzyczasie podczas wegetowania na kanapie wciągnęłam się jeszcze w nowy serial, a mąż znowu wyjechał na tydzień :P Jednak w końcu udało mi się zebrać, gdy złe samopoczucie chwilowo odpuściło po lekach i całość dokończyć ;) Zapraszam Was zatem serdecznie do oglądania, wszak już dawno nic nie szło mi aż tak opornie! xD
nowości zakupy prezenty black liner
nowości zakupy prezenty black liner
Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, w ostatnich miesiącach nie trafiło ich do mnie zbyt wiele. Z racji tego, że chciałam spróbować nowego sposobu podkreślania brwi, zakupiłam sobie kredkę Brow Artist Xpert L'oreal w kolorze Ebony i jak na razie nieszczególnie się z nią polubiłam. Ale może jeszcze dojdę do wprawy w używaniu jej. Skusiła mnie także nowość L'oreal, czyli Unlimited Mascara. Widziałam już dobre i złe opinie na jej temat, więc jestem strasznie ciekawa, jak to dziwadełko sprawdzi się u mnie. Z kolei od Douglas dostałam za punkty kupon na 40zł i żeby się nie zmarnował, postanowiłam sprawić sobie nowe opakowanie Kremu BB Hot Pink Skin79. Z racji tego, że bardzo lubiłam ten produkt z poprzednią formułą, postanowiłam zobaczyć, czy będę zadowolona także z nowej (recenzja starej wersji).
nowości zakupy prezenty black liner
Jakiś czas temu, trafiły do mnie także produkty do twarzy koreańskiej marki Frudia. Zdecydowałam się na dwa kosmetyki z linii rozjaśniająco - nawilżającej, zawierającej ekstrakt z cytrusów, owocu mango i witaminę C. Z lewej strony widzicie Citrus Brightening Cream, a z prawej Citrus Brightening Serum. Mam nadzieję, że pomogą mi z codzienną walką z przebarwieniami, naczynkami i zaczerwienieniami :)
nowości zakupy prezenty black liner
Gdzieś w połowie września, w The Body Shop zdarzyła się promocja 2+2. Wtedy zakupiłam w pakiecie na pół z koleżanką żele pod prysznic :D Ja sprawiłam sobie wersję Banana oraz Fuji Green Tea a ona bodajże mango oraz grejpfrut ;) Z kategorii "mycie" nowością jest także pianka pod prysznic Douglas Home Spa Seaweed&Sea Minerals :)
nowości zakupy prezenty black liner
Z kolei od Kasi z Myskinstoryy dostałam w prezencie krem do twarzy Centella Calming Gel Cream Iunik, który strasznie mnie ciekawił :D Do tego otrzymałam gratis także kilka innych wspaniałości, czyli między innymi maski w płachcie, miniszminkę Sephora, która świetnie nadaje się do ombre na ustach, pomadkę Candy Lip Balm Holika Holika, maleńki sypki puder Make Up for Ever, miniaturę All Day Anti - Pollution Defensor Laneige oraz uniwersalny żel Bamboo Soothing Gel Beauty Kei :) Pięknie Ci dziękuję za ten upominek ;*
Na kolejnych dwóch zdjęciach podziwiać można moje nowości z Jolse :) Rzeczą, jaka bardzo szybko skusiła taką srokę jak ja, jest Erlastory Rose Gold Blossom 24K Gold Ampolue, która zawiera płatki złota :D Serum to ma za zadanie rozjaśniać oraz nawilżać i mam nadzieję, że będzie to robić tak samo dobrze, jak wygląda ;) Z kolei marka Tosowoong skusiła mnie swoją linią wybielającą (tak, ostatnio zaczęła przetłuszczać mi się twarz, i teraz poza piegami miewam jeszcze przebarwienia po pryszczach, będące efektem kombinacji w przyjmowanych lekach). Skusiłam się na Krem Spot Whitening VITA Clinic Vitamin Tree Fruits Extract oraz Płatki Spot Brightening VITA Clinic All-In-One Moisture Vitamin Pads i przyznać muszę, że one bardzo szybko pokazały co potrafią <3 Już kocham tę linię! :D Jako gratis dostałam kilka miniaturek i krem do rąk, który powędrował do mamy ;)
nowości zakupy prezenty black liner
Z kolei marka Huxley skusiła mnie swoją nawilżającą serią Secret of Sahara. Zdecydowałam się na przetestowanie esencji Essence Grab Water, nawilżająco-kojącej maski Healing Mask Keep Calm, oraz duetu do mycia twarzy: Cleansing Gel Be Clean Be Moist i Cleansing Water Be Clean Be Moist. Dwa z tych produktów już powoli pokazują, co potrafią ;)
nowości zakupy prezenty black liner
Całkiem niedawno, dostałam też piękną jesienną paczkę z nowościami marki Lirene ;) Całość pokazywałam Wam na swoim instagramie, więc tu pozwolę sobie zaprezentować już same kosmetyki :) Trafił więc do mnie między innymi Peeling Drobnoziarnisty z Olejkiem z Czarnej Porzeczki, Migdałowy Kremowy Żel Myjący z D-Panthenolem, oraz Miętowy Żel Peelingujący z Wyciągiem z Bambusa. Wyobraźcie sobie, że całe to trio już zarezerwował sobie mój mąż xD
nowości zakupy prezenty black liner
Czwartym kosmetykiem, który od razu po rozpakowaniu paczki zachachmęcił mi mój Rafał, jest Ultra - Wygładzający Krem do Rąk Minerały Morza Martwego ;) Z tego, co wiem, powędrował on do jego podróżnej kosmetyczki. Pierwszą rzeczą, która okazała się moja na własność jest z kolei Rozświetlająco - Nawilżające Mleczko do Ciała Alga Purpurowa :) Miło, że linia Mineral Collection ciągle się rozszerza, bo jest naprawdę bardzo dobra :)
nowości zakupy prezenty black liner
Tutaj z kolei widać różne rodzaje maseczek Peel Off, z którymi nie miałam jeszcze styczności, więc chętnie zobaczę, jak się sprawdzą (tak, trochę przekonałam się do saszetek... Ale tylko trochę xD). Z kolei zabieg Rękawiczki Odmładzające Idealne Dłonie oddam mamie, bo bardzo jej się spodobały :)
nowości zakupy prezenty black liner
W paczce znalazłam także ciekawy Krem Probiotyczny Ochrona i Nawilżenie City Protect. A co ucieszyło mnie najbardziej? Oczywiście dwa kosmetyki z nowej serii Lirene Lab Therapy, która ciekawi mnie już od jakiegoś czasu... :D W paczce znalazły się Miodowa Maska do Masażu Twarzy oraz Serum Spektakularnie Odmładzające ;) Na pewno nie omieszkam zobaczyć, jak się spiszą! :)
I to już wszystko na dziś :) Wpadło Wam coś w oko? Lubicie czytać posty o nowościach? Dajcie koniecznie znać, bo ten wyjątkowo kosztował mnie sporo zachodu xD Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić link do swoich wpisów tego typu - chętnie zajrzę ;)

niedziela, 30 września 2018

Shinybox "Coś Pięknego", czyli o wrześniowym pudełku słów kilka

Ze względu na mnogość wrażeń w ostatnim miesiącu, wrzesień zleciał mi jak z bicza strzelił, przez co lekko zaniedbałam bloga i kilka innych rzeczy. Nawet w momencie, kiedy Wy czytacie tego posta, ja jestem gdzieś w okolicy Poznania na chrzcinach nowego członka rodziny ;) Dziś jednak pora na recenzję najnowszego, wrześniowego pudełeczka Shinybox, o nazwie "Coś pięknego". Wystąpiło ono w bardzo wielu wersjach i pora w końcu powiedzieć, co myślę o tym, które trafiło do mnie :) Zapraszam więc do lektury!
Shinybox "Coś Pięknego"
Kosmetyki, które do mnie trafiły, znalazły się w sztywnym opakowaniu, które z pewnością w przyszłości będzie można do czegoś wykorzystać. Jedyne, co mi się w nim nie podoba, to fakt, iż niestety stylistyka ulotki nie do końca pokrywa się z nadrukiem na pudełku. Ile ładniej byłoby, gdyby na kartoniku znalazły się te słodkie, różowe kwiatki? :D
Shinybox "Coś Pięknego"
Pierwszym kosmetykiem, który rzucił mi się w oczy po otwarciu pudełka Shinybox "Coś Pięknego", jest Cougar, Olejek do Twarzy "Brazylijska papaya" z kwasem hialuronowym. Jest to produkt pełnowymiarowy, gwarantowany dla klientek których wrześniowy zestaw jest minimum drugim w ramach jednej subskrypcji. Tak prawdę mówiąc nie przepadam za olejkami, ale ten przeznaczony jest do masażu twarzy, więc z chęcią zobaczę jak się u mnie spisze (w końcu na Hello Asia dostałam dwa różne masażery i od czasu do czasu umilam sobie nimi wieczory :P) Jego cena to aż 111,00zł za 30ml. Drugim kosmetykiem, jaki znalazłam wewnątrz, jest Natur Planet Hialu Pure 3% Serum z Kwasem Hialuronowym mający formę żelu. Lubię wszelkiej maści "sera" do twarzy, a tego typu produkty świetnie sprawdzają się przy wieloetapowej pielęgnacji, więc pewnie po odczekaniu na swoją kolej - pójdzie w ruch ;) 10ml kosmetyki, kosztuje 21.90zł. Jedną z miniatur, które pojawiły się w pudełku, jest Sape Oczyszczenie Peelmaska do Twarzy. To produkt 3w1, mający za zadanie myć, peelingować oraz oczyszczać naszą twarz. Nie miałam jeszcze styczności z marką Sape, ale z racji tego, że po zmianach w leczeniu moja skóra coraz bardziej zaczyna się przetłuszczać, prawdopodobne niebawem po nią sięgnę ;) Nie będę więc ukrywać, że jej obecność również mi się podoba, choć mimo wszystko mogłaby być większa :P Cena? 25zł za 30ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Beaute Marrakech przygotowało dla nas Naturalny Dezodorant Ałunowy w Sprayu. Jest to produkt dobry dla fanek kosmetyków naturalnych, ponieważ nie zawiera glinu, ale szczerze powiedziawszy mnie zupełnie on nie ucieszył (i nie pomógł nawet ładny różany zapach). Od razu zgarnęła go moja mama, której wpadł on w oko już podczas otwierania pudełka. Niech jej dobrze służy ;) Jego cena to 14zł za 100ml. Kolejną rzeczą, która znalazła się w pudełku "Coś pięknego", jest Biotaniqe, Naturalny Krem Odżywczy. Mimo że na dobrą sprawę kosmetyk wygląda ciekawie, ja na pewno go nie wypróbuję, choćby ze względu na zbyt duże zapasy w tej kategorii produktowej :P Myślę, że wcześniej czy później również trafi on do kogoś innego, mimo iż producent obiecuje wsparcie mikroflory skóry, długotrwałe nawilżenie, odżywienie, łagodzenie i ochronę naszej cery przed przesuszeniem. Koszt? 5.99zł za 75ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Nietypowym akcentem w pudełku Shinybox "Coś pięknego", jest Odświeżający Żel pod Prysznic Str8 Ahead dla mężczyzn. Nie będę ukrywać, że mój mąż oczywiście ucieszył się z takiego dodatku, a ja w miesiącu, kiedy mamy Dzień Chłopaka naprawdę nie mam nic przeciwko jego obecności. A na dobrą sprawę, nawet jeśli nie macie komu go dać, można zużyć żel samemu, mnie jego aromat przypadł do gustu :P (lubię "męskie" nuty zapachowe w kosmetykach). Cena? 13zł za 400ml. W pudełku znalazłam też duet  kosmetyków do włosów. Aussie Miracle Moist Szampon do Włosów Suchych, od razu dałam mamie, wszak przy łuszczycowej skórze głowy nie mogę pozwolić sobie na stosowanie czego popadnie :P (od kilku lat używam jednego szamponu i mam względny spokój z plamami). Dodatkowo wiele na temat moich włosów można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są suche xD Jego koszt - 7.99 za 90ml.  Drugim produktem jest Aussie 3 Minutowa Intensywna Odżywka  do Włosów Zniszczonych. Ona z kolei bardzo mnie ucieszyła i z pewnością przyda się na jakiś wyjazd ;) Nie liczę na spełnienie obietnic producenta, ale długie włosy po użyciu odżywki zawsze łatwiej rozczesać, szczególnie że mój szampon potrafi nieźle poplątać kosmyki :P Cena? 7.99 za 75ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Prezentem dla ambasadorek, był z kolei tusz do rzęs Pablo Color HypoAllergenic Mascara with Propolis. Lubię testować nowe maskary, więc w przyszłości pewnie po niego sięgnę, mimo tego, iż posiada klasyczną szczoteczkę. Będzie musiał odczekać swoje w kolejce, ale zawartość propolisu, witamin i brak alkoholu zachęca do wypróbowania ;) Niestety nigdzie nie potrafię doszukać się jego ceny :P
Podsumowując: moja wersja pudełka okazała się po prostu średnia. Jak zwykle znalazłam coś, co mnie zaciekawiło, parę rzeczy się dla mnie nie nadawało, tradycyjnie  też obdarowałam kilka osób z rodziny, a coś zostawiłam dla siebie. Brakuje mi jednak w "Coś pięknego" czegoś ekstra i marzy mi się, żeby w Shinybox znowu zaczęły pojawiać się bardziej znane ale mniej "drogeryjne" marki. A Wy co myślicie na ten temat? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? Dajcie koniecznie znać! ;)

poniedziałek, 24 września 2018

Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia, czyli o balsamach koloryzujących słów parę

Witam Was po dłuższej, nieplanowanej przerwie w akompaniamencie kucia i wiercenia dobiegającego z łazienki, która przywitała mnie swoją dużą awarią xD Przecudny poniedziałek po powrocie z intensywnego weekendu :P Wracając jednak do dzisiejszego tematu... Ogólnie rzecz biorąc bardzo lubię pomadki do ust nadające lekki, przejrzysty kolor. Mam ich całkiem pokaźną kolekcję, a dodatkowo zaraziłam tym uwielbieniem mamę. W związku z tym, często testuję produkty tego typu i ciągle szukam ideału. Czy znalazłam go w Innisfree Glow Lip Tint Lip Balm? Same zobaczcie! ;)
Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia 2
Pomadka Innisfree znajduje się w 3.5 gramowym plastikowym, ale dobrym jakościowo opakowaniu  w różowym kolorze (ogólnie zależy on od odcienia, który sobie nabędziemy). Mimo noszenia go w torebce, wożenia oraz przechowywania w kosmetyczkach, ani nie zeszły z niego napisy, ani się ono nie podrapało. Sztyft wykręca się bez zarzutu, nie wsuwa i nie wysuwa się sam (oj, już miałam takie gagatki :/), a także posiada bardzo dla mnie wygodny, ukośnie ścięty koniec. Sam produkt ma idealny poziom twardości, gdyż nie "rozmaśla się" na ustach, ani nie jest zbyt twardy. Po prostu idealnie po nich sunie i można go nałożyć bez żadnego dyskomfortu nawet na pękniętych lub skaleczonych wargach.
Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia 2
Smaku ani zapachu nie jestem w stanie się w owej pomadce doszukać, ale szczerze powiedziawszy, ani jednego, ani drugiego zupełnie mi nie brakuje. Do wyboru mamy pięć odcieni, nawiązujących do kwiatów ogrodowych ;) Tak więc możemy kupić sobie pomadkę dzielącą nazwę z Azalią, Kamelią, Aksamitką, Różą, lub po prostu "Ogrodową", co jak domniemam rozumieć należy jako coś kwiatowego :P Ja zdecydowałam się na nr 2, czyli "Camellia". Jest to odcień, który po prostu wpada w landrynkowy róż, ładnie podbijający kolor warg (w dodatku u każdego wygląda inaczej!) i świetnie nadający się dla fanek tego typu odcieni ;) Intensywność koloru oczywiście można stopniować, oraz co ważne, nawet gdy z ust zejdzie warstwa szminki, pozostanie na nich "wgryziony" w naskórek kolor :) Działa więc ona na zasadzie tintu i na moich wargach wytrzymuje około 4 godzin, równomiernie blaknąc. 
Co jednak z kwestiami pielęgnacyjnymi, o których wspomina producent? Szczerze powiedziawszy, ja byłam nimi mocno zawiedziona. Wiem, moje usta są bardzo kapryśne, ale na dobrą sprawę pomadka ta raczej wysuszała moje wargi aniżeli nawilżała. W dodatku często miałam problem z podkreśleniem suchych skórek. Finalnie balsam wylądował więc u mamy i szczerze powiedziawszy wcale nie mam ochoty do niego wracać, mimo iż na zdrowych ustach wyglądał bardzo ładnie... Co ciekawe, moja rodzicielka chętnie tego tintu używa i jest naprawdę zadowolona, więc wszystko zależy od Waszych warg.
Podsumowując mój wywód: mimo tego, że pomadka Innisfree Glow Tint Lip Balm ma wiele zalet, ta jedna wada dyskwalifikuje ją u mnie na całej linii. Jest mi przykro, ale nie będę po niej płakać, bo na szczęście znalazła nową, w dodatku zadowoloną z niej właścicielkę ;) Koszt balsamu to około 8.5$ na jolse.
A wy lubicie balsamy koloryzujące? Miałyście może styczność z tą konkretną pomadką? A może zdradzicie mi, jaką pomadkę tego typu wypróbować w następnej kolejności?