środa, 24 kwietnia 2019

Nawadniająca bomba, czyli Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+

Dobry krem nawilżający, to ważny element pielęgnacji skóry w praktycznie każdym wieku. Ja stosunkowo długo nie zdawałam sobie z tego sprawy, czego dziś trochę żałuję, wszak po moim czole odrobinę za bardzo widać, że dwudziestkę mam już dawno za sobą xD (chociaż niedawno przy zakupie piwa pytano mnie o dowód :D tak, nie miałam makijażu :P). Jednak około 8 lat temu, po nadrobieniu braków w pielęgnacji oraz wyklarowaniu się mojego kosmetycznego gustu, doszłam do wniosku, że najbardziej kocham nietłuste, mocno nawadniające żele i od dawna namiętnie testuję właśnie tego typu produkty. Kolejnym z nich, jest właśnie Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+. Jak się on u mnie sprawdził? Polubiliśmy się, czy może nie za bardzo? Zapraszam Was serdecznie do lektury! :)
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Krem Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ znajduje się w bardzo eleganckim oraz wyjątkowo porządnym jak na plastik opakowaniu. Całość utrzymana jest w białoniebieskich klimatach, które są bardzo przyjazne dla oka ;) Wewnątrz znajdziemy 50ml produktu, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Sam żel ma błękitną barwę i dla mojego nosa zupełnie nie ma on zapachu. 
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Konsystencja z kolei jest bardzo typowa dla produktów tego typu. Co mam przez to na myśli? Delikatna żelowa formuła gładko sunie po skórze, a dodatkowo w kontakcie z nią, krem staje się jeszcze bardziej wodnisty. Po nałożeniu na twarz, kosmetyk bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Po kilku godzinach Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ wnika w skórę do całkowitego matu, oraz co ważne - nie klei się prawie wcale ;) Wydajność specyfiku, przy nakładaniu go na twarz wilgotną od toniku, również wydaje mi się bardzo przyzwoita :) 
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Co ważne, produkt ten idealnie nadaje się pod makijaż. Żel grzecznie współpracował z praktycznie każdym moim podkładem, kremem bb czy pudrem, a w dodatku po jego użyciu można zacząć wykonywać makijaż praktycznie od razu, bez niepotrzebnego czekania aż kosmetyk się wchłonie. A jakie zadanie ma Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+? Przede wszystkim ma zapewnić nam długotrwałą wilgotność skóry, łagodzić oraz rozjaśnić cerę. Tylko tyle i aż tyle... :)
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Kiedy go otworzyłam, moja twarz wyglądała naprawdę niespecjalnie. Było na niej trochę zaczerwienień i suchych skórek po kwasach, ale na szczęście poradził sobie z nimi po kilku użyciach. Oczywiście poza tym, biorąc pod uwagę działanie długodystansowe, Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ świetnie moją cerę nawilżył! Sprawił, że stała się ona wygładzona, jędrna oraz miła w dotyku (warto pamiętać, zmarszczki są zawsze bardziej widoczne, gdy cera jest odwodniona i przesuszona). Należy również wspomnieć o tym, że moja twarz zrobiła się w ciągu ostatniego roku odrobinę kapryśna, a on nie potęgował problemu z zaskórnikami ;) Jest to produkt do którego z pewnością bardzo chętnie w przyszłości powrócę, bo działa świetnie zarówno sam, jak i w towarzystwie serum :) Na Jolse kupicie go za 22.50$, czyli około 90zł. Moim skromnym zdaniem, jest on tej kwoty wart :)
A Wy znacie ten produkt? Zdradzicie mi, jaki jest Wasz ulubiony krem nawilżający? A może narobiłam Wam ochoty akurat na Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+? Dajcie koniecznie znać! :)

niedziela, 21 kwietnia 2019

Życzenia Wielkanocne

Liczyłam na to, że przed Wielkanocą uda mi się napisać jeszcze jedną recenzję, jednak malowanie mieszkania, problem z okiem, pogrzeb w bliskiej rodzinie i wyjazd na drugi koniec Polski skutecznie te plany zweryfikowały ;) Jednak co się odwlecze, to nie uciecze - moja opinia na temat kremu Dr Jart+ pojawi się w następnej kolejności :) A dziś z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, chciałabym życzyć Wam, aby były one pogodne, radosne i spędzone w miłej, rodzinnej atmosferze oraz przede wszystkim "w komplecie". 
źródło
A tak bardziej ogólnie: dużo zdrowia, wyjątkowego szczęścia, satysfakcji, wielkiej i gorącej miłości, aby niczego Wam nie brakowało, oraz aby każdy kolejny dzień był lepszy niż poprzedni. Bardzo dziękuję też, że o mnie pamiętacie i tu zaglądacie. Wesołych Świąt i mokrego dyngusa! Mam również nadzieję, że Wielkanocny Króliczek będzie pamiętał o "jajku niespodziance" specjalnie dla Was ;)
P.S. Może w końcu w tym roku dopisze nam też pogoda! :) Z nowym postem na pewno wrócę po Świętach, a tymczasem lecę się pakować i jedziemy do rodziców :)
P.S.2 Może ktoś nie widział jeszcze mojego posta z nowościami? ;)

piątek, 12 kwietnia 2019

Nowości, nowości, nowości, czyli co trafiło do mnie w ostatnim czasie

Szczerze powiem, że ostatnio troszeczkę kosmetyków trafiło pod mój dach. To wpadło mi w oko, tamto skusiło dobrą ceną i od ostatniego posta z nabytkami naprawdę jest co pokazywać. Nie będę jednak przedłużać, zobaczcie same!
nowości black liner
nowości black liner
Przy okazji jakiejś większej promocji na kolorówkę w Hebe, skusiłam się na dwie rzeczy, które od dawna chodziły mi po głowie. Pierwszą z nich, jest Bell HypoAllergenic Perfectionist Powder nr 02 z wytłoczonymi ślicznymi pudroworóżowymi kwiatuszkami (tak, uwielbiam takie rzeczy :D), a drugą, Hean Glam Higlighter Powder 201 Lihgt Rose :) Poza tym, nabyłam także swój ulubiony koci puder do twarzy TonyMoly Cats Wink 01Tutaj znajdziecie jego pełną recenzję ;)
nowości Black Liner
Na Lovely Liquid Camouflage Conceal&Contour 01 Soft polowałam właściwie od jego premiery. Szybko udało mi się go dostać, prawda? xD Wiem, że 19 kwietnia zaczyna się kolejna promocja w Rossmannie, ale znając moje ostatnie szczęście NA BANK by go nie było :P Tusz do rzęs Dermacol Selfie Mascara dostałam jako gratis przy zamawianiu szkieł kontaktowych na kolejny miesiąc. Nie powiem, to zawsze miły gest ze strony sklepu ;) Poza tym, nie wytrzymałam i kupiłam sobie pomadkę Mac z edycji limitowanej Boom Boom Bloom w kolorze Hey, Kiss Me! a przez błąd systemu dostałam w gratisie szminkę Mac Relentlessy Red, Miała być dodawana do zakupów od 179zł, a mimo wszystko wrzuciło mi ją do koszyka i potem faktycznie mi ją przysłano. Nie wierzę we własne szczęście, ostatnio nieczęsto mi towarzyszy :P
nowości Black Liner
Oczywiście jak tylko otrzymałam paczkę i zobaczyłam jakie te opakowania są cudowne, stwierdziłam że nie przeżyję ani dnia dłużej bez Mac Prep + Prime. Czytałam o nim różne opinie - dobre i złe, ale moje pierwsze wrażenie bardziej skłania się ku temu pierwszemu ;) Poza tym, w wyżej wspomnianym Hebe, skusiłam się także na znany mi już Fixer Spray Hean. Święta Wielkanocne niebawem, więc dodatkowe utrwalenie makijażu bardzo się przyda ;)
nowości Black Liner
Ostatnio skończył się także mój zmywacz do paznokci i wyposażyłam się tym razem w jakąś nowość Isany. Poza nim, skusiłam się też na trzy klasyczne lakiery, również w jakiejś większej promocji. Pierwszy z nich, Essence Shine Last&Go nr30 to niesamowity bubel i nie poleciłabym go najgorszemu wrogowi :D Z kolei Catrice More Than Nude 03 oraz Catrice IcoNails 20 z czystym sumieniem wam rekomenduję, o ile jeszcze nie używacie hybryd ;)
nowości Black Liner
Z rzeczy przeznaczonych do mycia trafił do mnie między innymi peeling Dove Exfoliating Body Scrub Kiwi Seeds&Cool Aloe Scent. Skusiłam się na niego ze względu na promocję i obecność składników, które lubię, ale finalnie nie jestem z niego szczególnie zadowolona. Poza tym, kupiłam także szampon Pharmaceris H Łupież Tłusty, który dobrze radzi sobie ze swędzeniem i pielęgnacją łuszczycowej skóry głowy. Co dziwne, w The Body Shop, jednak spodobała mi się linia Cactus Blossom i zdecydowałam się na żel pod prysznic. Gdy wąchałam tę serię za pierwszym razem, stwierdziłam, że jest straszna i absolutnie nic z niej nie chcę, a za drugim podejściem mnie urzekła. I weź tu zrozum kobietę xD Dodam, że przy okazji pierwszych zakupów miałam migrenę :P Uzupełniłam także zapas Olejku pod Prysznic Isana, który wykorzystuję do mycia gąbeczek oraz nabyłam Szczotkę do Masażu Ciała For Your Beauty.
nowości black liner
Marka Bielenda wypuściła całkiem niedawno nową linię, noszącą wdzięczną nazwę "Fresh Juice". Przy okazji promocji w Rossmannie, postanowiłam sprawić sobie Hydroesencję z Bioaktywną Wodą Cytrusową w wersji Ananasowej - Rozświetlającej, oraz Płyn Micelarny należący do linii Pomarańczowej - Nawilżającej. Poza tym, w ramach niespodzianki trafiło do mnie także Serum Vitamin C Gel Peel Mission oraz Regenerujący Krem Pod Oczy Yonelle. Myślę, że dam je mojej mamie w prezencie :)
nowości black liner
Ze sklepu Jolse, tym razem zdecydowałam się na przetestowanie esencji Sulwhasoo First Care Activating Serum EX, która była zachwalana wszem i wobec w wielu miejscach, kremu nawilżającego Dr.Jart + Water Fuse Ultimate Hydro Gel oraz Aromatica Lively Super Brite Vita Serum, które ma bardzo fajną formę leciutkiej emulsji :) W prezencie dostałam także krem do rąk z kolagenem. Serum w mgiełce, które strasznie mnie zaciekawiło, nosi nazwę Heimish Bulgarian Rose Mist Serum i akurat je sprawiłam sobie sama :P Na pewno za jakiś czas pojawi się recenzja pierwszych trzech kosmetyków ;)
nowości black liner
Od Patrycji Interendo, dostałam także paczuszkę z prezentem z Japonii :) Kochana, naprawdę bardzo Ci dziękuję, że o mnie pamiętałaś! :D Wewnątrz niej znalazł się krem do twarzy Aqua Collagen Gel Enrich Lift EX Dr Ci Labo, Tusz do Rzęs Fasio Volume, który już w czerwcu pojedzie ze mną na urlop, wszak ponoć jest wodoodporny, oraz travelset Shiseido Aqualabel. Jestem bardzo wdzięczna i strasznie się cieszę <3
Poza tym, trafiła do mnie także paczka od agencji BlogMedia, którą otrzymały osoby mające pojawić się na konferencji Meet Beauty. Jak wiecie, niestety została ona odwołana... (zdjęcie prezentu znajdziecie na moim instagramie) I to już wszystko co pojawiło się u mnie w ostatnim czasie. Coś wpadło Wam w oko? Dajcie koniecznie znać! :)

niedziela, 7 kwietnia 2019

Kosmetyczni ulubieńcy marca, czyli o moich "rossmannowych" perełkach

Wiosna chyba rozgościła się u nas na dobre, a ja o dziwo pierwszy raz od lat nawet polubiłam się z marcowym słońcem (normalnie trochę taki ze mnie wampirek ;)), a także chłodnym wiatrem. Częstsze spacery i wyjścia z domu, sprzyjały odwiedzaniu okolicznych parków oraz sklepików, więc znowu wróciłam do codziennego makijażu. I w tym miejscu przejdźmy do meritum. Co sprawdziło się u mnie w ostatnim okresie? Same zobaczcie! Dodatkowo tym razem wszystko możecie dostać w zwykłym Rossmannie :D (Nie żadne zamawiania z Azji i te sprawy :P)
Kosmetyczni ulubieńcy marca
perełki z rossmanna
Pierwszym z produktów, który jest takim trochę "odgrzewanym kotletem", ale naprawdę bardzo go lubię, a jeszcze nigdzie o nim nie wspominałam, jest Maybelline Lash Sensational Multiplying Mascara. Kocham ją naprawdę od bardzo dawna i jeśli nie wiem na jaki tusz postawić, zawsze kupuję ten. Szczoteczka jest bardzo wygodna, można nim osiągnąć spektakularny efekt, świetnie trzyma się na rzęsach i nie kosztuje majątku. Ja jestem bardzo na tak! Drugi z produktów z kolei sprawił, że polubiłam eyelinery w pisaku. Ja! Zagorzała przeciwniczka tego sposobu rysowania kresek! :D O Eveline Precise Brush Liner pisałam już tutaj, więc nie będę się po raz kolejny szczególnie na ten temat rozwodzić. Jego główną zaletą jest fakt, że naprawdę bardzo łatwo namalować nim elegancką kreskę, jest bardzo trwały, stosunkowo wydajny i ma śliczne, błyszczące wykończenie, którego próżno szukać w przypadku eyelinerów w żelu. Jeśli zastanawiacie się, co nabyć w Rossmannie podczas promocji na kolorówkę (następna już 19 kwietnia), zdecydowanie warto wrzucić go do koszyka ;)
perełki z rossmanna
Kolejnym produktem, który podbił moje serce a wcale się na to nie zapowiadało, jest puder AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder nr 30 Make Up Fixer. Chciałam kupić sobie ten fioletowy, ale zamotałam się w drogerii i skończyłam z białym. Brawo ja! (ciekawe kiedy zgubię własną głowę). Nieco zawiedziona własnym wyborem, zaczęłam go testować i coś zaskoczyło :) Wygodne sitko, ładne wykończenie, dobre utrwalenie makijażu, elegancki wygląd przez cały dzień, piękne wygładzenie cery... Ja zdecydowanie będę do niego wracać, mimo mojej dawnej awersji do sypkich produktów. I może w końcu następnym razem uda mi się kupić ten fioletowy, po który wtedy poszłam :D
perełki z rossmanna
Kolejną perełką, do której wróciłam po jakimś czasie i w marcu zyskała u mnie nowe życie, jest Kneipp Aromatyczny Płyn Pielęgnujący "Na dobranoc". Już jedna nakrętka tego produktu, potrafi skutecznie umilić kąpiel i pomóc w ukojeniu nerwów po przerąbanym dniu xD Piana jest sztywna i obfita, woda barwi się dzięki niemu na niebiesko, a zapach towarzyszy nam dosłownie aż do wyjścia z łazienki. Nie jest to najtańszy produkt, ale warto wydać na niego nawet te 24zł w cenie regularnej :) Powyższa wersja zapachowa jest moją ulubioną, ale podejrzewam, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z ciekawostek - w sklepie internetowym Kneipp albo w TkMaxx bywają niedostępne w Polsce zapachy ;) Każdy jest tak samo genialny! I żaden nigdy nie wysuszył mi skóry :)
I to już wszystko na dziś :) Znacie choć jeden z kosmetyków, który podbił moje serducho wczesną wiosną? Jaki macie stosunek do mojego top 4? Coś znacie? Któryś produkt lubicie? Dajcie koniecznie znać!