poniedziałek, 25 marca 2019

SecretKey 24K Gold Premium, czyli o serum i esencji ze złotem słów parę

Jakiś czas temu, z koreańskiego sklepu Jolse, dotarły do mnie dwa kosmetyki z serii SecretKey 24K Gold Premium. Zdecydowałam się na przetestowanie First Essence oraz First Serum :) Kosmetyki  te zawierają w sobie witaminy, ekstrakt z kawioru, wiciokrzewu oraz drobinki 24 karatowego złota. Ponadto znajdziemy w nich także kwas hialuronowy, niacynamid i adenozynę, które mają zagwarantować nam głębokie nawilżenie, poprawę elastyczności, rozjaśnienie przebarwień oraz zmniejszenie widoczności zmarszczek. Brzmi super! Ale jak te dwa gagatki sprawdziły się na mojej kapryśnej ostatnio cerze? Czy wszystko, co się świeci to złoto? :D Zapraszam do lektury! ;)
SecretKey 24K Gold Premium
Pierwszym z kosmetyków, o których dziś mowa, jest SecretKey 24K Gold Premium First Essence. Jest to produkt, który został umieszczony w dużej (aż 150ml!), szklanej butelce z matowego szkła. Mimo tego, że jest ona odkręcana, to okazała się całkiem wygodna, choć ja zdecydowałam się powiększyć jej otwór wyjmując plastikowy "dziubek" ułatwiający dozowanie. Całość wygląda naprawdę bardzo elegancko, ekskluzywnie, oraz nie niszczy się i nie wyciera, chociaż podczas użytkowania na butelce potrafią zostać ślady palców ;) Bardzo przypadł mi do gustu zapach tejże serii, bo jest on bardzo delikatny, świeży i przyjemnie "zielony" :) 
secretKey 24K Gold Premium first essence
Konsystencja kosmetyku jest dość rzadka i niemalże przypomina wodę, ale jednak czuć w niej jakiś element "żelowości". Wewnątrz butelki pływają małe pęcherzyki powietrza, oraz maleńkie płatki złota :) Sprawdziłam również, że produkt ten po wyschnięciu nie klei się i jeśli od razu nie nałożymy nic innego na twarz, po kilku minutach prawie go nie czuć ;) Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie nawilżenie, elastyczność, odświeża, łagodzi pieczenie i dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych :) Na pewno solo nie zdziała on cudów, ale zastosowany podczas pielęgnacji wieloetapowej, znacząco "podbija" działanie innych kosmetyków. Dodatkowo esencja jest naprawdę bardzo wydajna ;) Jej koszt to 27.20$.
SecretKey 24K Gold Premium First Serum
Drugim kosmetykiem, który miałam okazję wypróbować, jest SecretKey 24K Gold Premium First Serum. Umieszczono je w eleganckiej, szklanej buteleczce z matowego szkła, zawierającej 30ml produktu. Pompka działa bez zarzutu i całość jest naprawdę wygodna w użyciu, a przy okazji dobrze sprawdza się w transporcie. Zapach kosmetyku, jest dokładnie taki sam jak w przypadku esencji, ale konsystencja jest trochę gęstsza i bardziej przypomina żel. Wydaje mi się także, że w serum pływa też trochę więcej płatków złota ;) Niestety w moim przypadku było ono totalnie niewydajne i w momencie kiedy wypaćkałam całą butelkę tegoż produktu, zostało mi jeszcze ponad pół esencji :P (Co ciekawe, z powodzeniem można ją sobie potem przelać do opakowania po serum - wtedy jest zdecydowanie wygodniej :D). Po nałożeniu na esencję, kosmetyk ten bardzo szybko wnikał w skórę i również nie pozostawiał po sobie uczucia lepkości ani ciężkiego filmu, choć czuć było, że coś na naszą cerę zostało już nałożone. Ogólnie rzecz biorąc jest to dobra baza pod każdy krem, która zapewniała ładne wygładzenie i nawilżenie skóry. Niestety muszę ze smutkiem przyznać, że w momencie kiedy owo serum się skończyło, nie zauważyłam absolutnie żadnej różnicy w stanie cery, ani działaniu reszty kosmetyków. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby całą robotę w tym zestawie "odwalała" esencja... A koszt tego niedziałającego serum to aż 26.50$ :P
SecretKey 24K Gold Premium First Serum
Podsumowując mój wywód: duet ten zapewnił mojej cerze naprawdę bardzo dobre nawilżenie, a co za tym idzie, lekko zniwelował widoczność zmarszczek mimicznych oraz zagwarantował jej elastyczność. Nie zauważyłam jednak obiecanego przez producenta rozjaśnienia skóry ani przebarwień, które się na niej znajdują. Komplet za grosz nie radził sobie również z moim rumieniem, więc w tej materii ratowały mnie głównie kremy oraz maści. I co najważniejsze - odnoszę wrażenie, że za cały efekt, który uzyskałam, odpowiada jedynie esencja, a serum jest totalnie zbyteczne, bo gdy go zabrakło, nie odczułam jakiejkolwiek różnicy. Jeśli więc chciałybyście coś z tej linii wypróbować, z czystym sumieniem polecam SecretKey 24K Gold Premium First Essence.
A Wy miałyście styczność z kosmetykami tej marki? A może znacie tę linię z własnego doświadczenia? Dajcie koniecznie znać! Zdradzicie, czym aktualnie nawilżacie swoją cerę? :)

środa, 20 marca 2019

Purito Snail Clearing BB Cream, czyli o nowym ulubieńcu słów parę

Gdy w wieku 21 lat porzuciłam podkłady na rzecz azjatyckich kremów BB, nie sądziłam, że mój romans z nimi będzie trwał tak długo. Dotychczas moim ulubieńcem był Skin79 Hot Pink, ale producent postanowił zmienić jego kolor i cóż - już nie jest ulubieńcem... W tym oto momencie, zaczęły się poszukiwania czegoś jasnego, co dobrze wyglądałoby na mojej skórze o dziwnym, szaroróżowosinym zabawieniu. Wtedy też, zdecydowałam się przetestować znaleziony na Jolse Purito Snail Clearing BB Cream i cóż mogę powiedzieć... To był strzał w dziesiątkę! :D
Purito Snail Clearing BB Cream
Purito Snail Clearing BB Cream umieszczono w małej, plastikowej tubce, zawierającej 30ml kosmetyku, ważnego 12 miesięcy od otwarcia. Opakowanie jest proste i skromne, ale na szczęście nie niszczy się ono zbyt szybko oraz jest wygodne w użytkowaniu. Dodatkowo dzięki temu, że produkt umieszczono w tubie, można go zużyć do samego końca ;) Konkretnie ten egzemplarz, ma być specyfikiem typowo odżywczym, działać rozjaśniająco, kojąco i przeciwzmarszczkowo.
Purito Snail Clearing BB Cream
Zapach kremu Purito Snail Clearing BB Cream czuć jedynie podczas aplikacji i jest on świeży, przyjemny, ale też bardzo delikatny. Co z kolorem? Według mnie nr 21 Light Beige to zdecydowanie odcień szaro-beżowy, który wpada w różowe tony. W każdym razie do mojej cery adaptuje się wręcz idealnie, mimo tego, że na swatchach wypada dość ciemno. Co się z nim dzieje w ciągu dnia? Na pewno nie ciemnieje, wręcz powiedziałabym, że na mojej twarzy delikatnie jaśnieje, ale może to tylko złudzenie ;) Wykończenie jakie otrzymujemy, to delikatny, zdrowy glow. Twarz jest po prostu rozświetlona, lekko satynowa. Oczywiście jeśli macie ochotę, można zmatowić go pudrem i ja zazwyczaj właśnie tak postępowałam ;) Co do nakładania - tym razem aplikowałam ten BB Beauty Blenderem i sposób ten był bardzo wygodny, ale kosmetyk równie dobrze wygląda jeśli użyjemy palców, uprzednio delikatnie rozgrzewając go na dłoni. Lepiej także nałożyć dwie cieniutkie warstwy, niż jedną grubą :) Dużą jego zaletą, jest stosunkowo wysoki filtr, bo aż SPF38 PA +++.
Purito Snail Clearing BB Cream
Trwałość Purito Snail Clearing BB Cream jest bardzo przyzwoita, nie ściera się, ale solo potrafi ubrudzić otoczenie. Puder załatwia jednak ten mały problem i wtedy wytrzymuje on u mnie calusieńki dzień praktycznie bez poprawek :P Jego krycie jest bardzo dobre. Wszelkie niedoskonałości, zaczerwienienia, piegi i cienie, znikają pod kołderką z kremu. U mnie nie powoduje on wysypu niedoskonałości, ale też za każdym razem bardzo dokładnie wykonuję demakijaż składający się z dwóch bądź trzech etapów ;) Kosmetyk nie podkreśla suchych skórek i nie zbiera się w zmarszczkach, ani załamaniach skóry w celu podkreślenia nierówności xD Czy krem faktycznie posiada właściwości rozjaśniające, nawilżające oraz przeciwzmarszczkowe? No raczej nie bardzo, ale nie oczekuję, że kosmetyk kolorowy będzie robił za mnie to, co pielęgnacja (choć byłoby to miłe i wygodne, ale nie ma lekko :D). To ona jest podstawą dobrego wyglądu naszej cery, a krem BB to tylko skromny dodatek, który ma przede wszystkim nie szkodzić :)
Purito Snail Clearing BB Cream
Krem Purito Snail Clearing BB Cream kosztuje 11$ i uważam, że jak za tę cenę jest kosmetykiem nad wyraz dobrym i zostaje on moim ulubieńcem :D Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to nieszczególnie eleganckie opakowanie i mała gama odcieni, bo osoby wybitnie blade mogą nie znaleźć w niej odcienia dla siebie (mnie pasuje Revlon Colorstay 110). Nie pogardziłabym również, gdyby sprzedawano go w większych tubkach... Ale wiecie co? Ja z pewnością kupię go ponownie!
A Wy miałyście już styczność z marką Purito? Lubicie kremy BB? Macie jakiegoś ulubieńca? Dajcie koniecznie znać!

piątek, 15 marca 2019

Mały powrót do lutego, czyli Shinybox Loveliness

Mam wrażenie, że ostatnio mam tyły w każdej możliwej dziedzinie życia :P Wynikają one z nadmiaru złych wiadomości, masy zawodów z każdej strony, posiadania nadmiaru wiedzy, z którą nic nie można zrobić, próbami udawania, że wszystko jest w porządku i zwyczajnego przesilenia wiosennego ;) Po tym małym wyżaleniu się, pora jeszcze wrócić do tematu walentynek i lutowego Shinybox Loveliness. Co ciekawego się w nim znalazło? Czy warto podjąć decyzję o zakupie marcowego pudełka? Zapraszam do lektury!
Shinybox Loveliness
Shinybox Loveliness
Pierwszym produktem, który zwrócił moją uwagę, jest Bell Hypoallergenic Bronze Powder 01. Jest to bronzer połączony ze zwykłym pudrem i szczerze powiedziawszy mnie ta idea całkiem się podoba i na pewno będę go na sobie testować. Odcienie wydają mi się całkiem twarzowe i stosunkowo neutralne :) Jego cena to 16.99 i jestem zdecydowanie na tak ;) Drugim produktem, który znalazłam w pudełeczku, jest Puder Rozświetlający Strobe&Glow Highlighter Revers Cosmetics 02 Eternal. Sam kosmetyk mimo obecności małych drobinek wydaje mi się całkiem w porządku, jednak otrzymałam wybitnie nietrafiony do swojego typu urody kolor. Wypróbowałam, nie było mi ładnie, więc zapewne komuś go oddam, bo produkt sam w sobie jest całkiem przyjemny :) Szkoda, że nie trafiłam na kolor 01 bądź 04, bo wtedy na pewno zostałby ze mną ;) Może ktoś chce się wymienić? :D Jego cena to 9.99 i był on jednym z trzech wymiennych produktów, jednak ambasadorki zamiast jednej, otrzymały z tej kategorii dwie rzeczy.
Shinybox Loveliness luty
Produktem drugim, z tej samej kategorii wymiennej co rozświetlacz Revers, jest Biovax, Regenerująca Odżywka do Włosów w Piance Złote Algi&Kawior. Ma ona za zadanie intensywnie pielęgnować suche i cienkie włosy pozbawione objętości, więc to produkt w sam raz dla mnie ;) Kiedy nadejdzie jego kolej, z pewnością go zużyję. Koszt? 9.99 za 150ml. Kosmetykiem wymiennym z kolejnej kategorii, jest Serum Liftingujące Biotanique. Poprawia ono koloryt oraz strukturę skóry, a także ma za zadanie dostarczyć nam nawilżenia. W sumie to wszystko brzmi ciekawie i cieszę się z jego obecności, choć producent widocznie popłynął na popularności kosmetyków rodem z Korei :P Jego koszt to 31.99, a trafić można było jeszcze na tusz do rzęs bądź maskę do twarzy. Całe szczęście wszystko posiadało podobne ceny.
Shinybox Loveliness luty
Kolejnymi produktami, które znalazły się w lutowym boxie, są Oczyszczające Maski Błotne 7th Heaven, sztuk 8, które mają wystarczyć nam na miesięczną kurację. Czy to dobry pomysł? Nie wiem... Zważywszy na fakt, iż nie lubię maseczek w saszetkach, pewnie część komuś oddam, a część zużyję sama, bo oczyszczenie w sumie by mi się przydało... Koszt pakietu to ponoć 48zł (dziwnie dużo :P).  Jakby maseczek w saszetkach było komuś mało, to wewnątrz znalazłam jeszcze pakiecik  Biotanique Multibiomask Nutritive&Ultra Clean za 4.99 ;) Poza tym, do pudełek trafił także Zestaw Organicznych Produktów do Higieny Intymnej Masmi, kosztujący 6.97 i próbka kremu Jowae.
Co myślę na temat tego pudełka? Wersja ambasadorska, biorąc pod uwagę poprzednie miesiące, jest całkiem w porządku, mimo że tak naprawdę dostałyśmy tylko jeden produkt więcej. Ja kilka rzeczy stąd chętnie wykorzystam, kilka oddam, więc w sumie standardowo, jak co miesiąc... Ogólnie rzecz biorąc, całość nie wydaje mi się tragiczna, mimo iż widziałam wiele narzekań Dziewczyn na facebooku Shinybox... A Wy co myślicie na jego temat? Ciekawa jestem, jaki produkt Paese przyjdzie do nas w marcowym pudełku ;)

P.S. W drogerii Olmed z kodem SHINYOLMED otrzymacie 10% rabatu ;)
P.S.2. Oferta wymiany odcienia rozświetlacza jest jak najbardziej serio :D

niedziela, 10 marca 2019

Huxley Secret of Sahara, czyli pielęgnacji na bazie opuncji figowej ciąg dalszy

Jakiś czas temu, skończyłam testować kolejny duet marki Huxley. Recenzję tego pierwszego możecie znaleźć tutaj, a dziś pora opowiedzieć, jak sprawdziły się u mnie kolejne dwa kosmetyki tejże marki. Tym razem zdecydowałam się na wypróbowanie Toniku Secret of Sahara Toner Extract It oraz Kremu Secret of Sahara Cream Fresh and More. Czy kolejne dwa produkty okazały się tak samo dobre jak poprzednie? A może wypadły lepiej? Zapraszam na recenzję!
Huxley Secret of Sahara
Huxley Secret of Sahara
Pierwszym z produktów, o których dziś mowa, jest tonik Huxley Secret of Sahara Toner: Extract It. Jest to produkt przywracający skórze odpowiednie ph, nawilżający i kojący. Zawiera w swoim składzie charakterystyczny dla marki ekstrakt z opuncji figowej. Płyn znajduje się w ciężkiej, szklanej butelce, zawierającej 120ml płynu. Jest ona odkręcana, ale dla mnie mimo wszystko całość była komfortowa w użyciu i co ważne - naprawdę bardzo estetyczna i ciesząca oko ;) Dozownik również był w sam raz, na wacik nie wylewało się ani zbyt dużo, ani zbyt mało płynu, dzięki czemu cieszyłam się tym kosmetykiem dość długo.
Huxley Secret of Sahara
Nie będę ukrywać, że bardzo przypadł mi do gustu zapach toniku, który znacząco umila jego stosowanie. Prawdopodobne ze względu na ekstrakt z opuncji, jest on bardzo zielony, faktycznie lekko "kaktusowy", świeży oraz bardzo elegancki. Sprawdziłam również, że produkt ten po wyschnięciu nie klei się i jeśli od razu nie nałożymy nic innego na twarz, po kilku minutach zupełnie go nie czuć ;) Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie ph, nawilża, odświeża, łagodzi i dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych :) Na Jolse zapłacimy za niego około 23$.
Huxley Secret of Sahara
Drugim produktem, który miałam okazję testować, jest krem do twarzy Huxley Secret of Sahara Cream: Fresh and More. Przeznaczony jest on do skóry normalnej, mieszanej oraz tłustej i ma za zadanie zapewnić skórze długotrwałe nawilżenie oraz odżywienie, dzięki zawartemu w nim olejowi z opuncji, bambusowi, kwasowi hialuronowemu i ceramidom. 50ml kosmetyku, umieszczono w eleganckim, szklanym słoiczku, który jednocześnie jest wygodny, cieszy oko, a także zapewnia trwałość oraz estetykę przez cały okres użytkowania produktu. Zapach jest identyczny jak w przypadku wszystkich kosmetyków tej firmy. Piękny, "zielony" i idealnie wyważony. Ja go absolutnie uwielbiam! Produkt ten ma konsystencję lekkiego żelu, który gładko sunie po twarzy, a podczas kontaktu z nią staje się jeszcze bardziej wodnisty. Po nałożeniu kosmetyk bardzo szybko wnika w skórę, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Po kilku godzinach Huxley Secret of Sahara Cream: Fresh and More wchłania się u mnie do całkowitego matu. Co ważne - świetnie współpracuje z makijażem i zupełnie się nie klei :)
Huxley Secret of Sahara
Co jednak z działaniem tego cuda? Przede wszystkim, zauważyłam że moja skóra po prostu stała się ładniejsza :D Była pięknie wypielęgnowana, ukojona (tak, nie mam czerwonych placków a naczynka są mniej widoczne :P), zaskórniki niemalże zniknęły. Ponadto, dawno nie miałam tak ładnie nawilżonej, wygładzonej i odżywionej cery, a efekt ten utrzymywał się nawet wówczas, gdy nie używałam żadnego serum, ani esencji. Ja z pewnością kupię go jeszcze nie raz! Ostatnio naprawdę mam szczęście do dobrych kremów. Jego koszt, to około 26$ i jeśli już naprawdę miałabym się do czegoś przyczepić, to za tę cenę mógłby być trochę wydajniejszy. Ale i tak go kocham :D
A czy Wy znacie kosmetyki firmy Huxley? Jakiego kremu i toniku aktualnie używacie?  A może zainteresowałam Was tymi propozycjami? ;) Dajcie koniecznie znać! :)