piątek, 22 czerwca 2018

VDL Perfecting Last Foundation A00, czyli o podkładzie dla bladolicych słów parę

Na pewno każda z Was zna ten ból, kiedy nie możemy dobrać sobie odpowiedniego odcienia podkładu. A znacie uczucie, kiedy wchodzicie do drogerii a tam wszystko, co jest na półkach, jest dla Was za ciemne? Ja znam :/ I choć sytuacja powoli się zmienia, to kiedy zaczynałam się malować (plus minus z 12 lat temu), odpowiadał mi jeden podkład na rynku :/ Jaki? Revlon Colorstay 110 Ivory, do skóry suchej i normalnej.  A tu nadal jest ciężko znaleźć coś jaśniejszego! (w tym miejscu współczuję Dziewczynom o jaśniejszej cerze niż ja i to wielce!). Wiedziona ciekawością, postanowiłam jednak pierwszy raz w życiu wypróbować podkład rodem z Korei Południowej, stawiając na VDL Perfecting Last Foundation w odcieniu A00, który doradziła mi obsługa Jolse. I wiecie co? On to dopiero jest jasny! :P A co poza tym? Zapraszam na recenzję! :)
VDL Perfecting Last Foundation A00
Opakowanie podkładu VDL Perfecting Last Foundation A00 to klasyczna, kwadratowa buteleczka z pompką, wykonana z matowionego szkła. Osłonka jest w kolorze klasycznej, błyszczącej czerni, wkłada się ją na klik, a pompka którą znajdziemy wewnątrz nie sprawia żadnych problemów (Wy też nienawidzicie jak one "strzelają"? xD).  Całość zawiera 30ml kosmetyku, ważnych 18 miesięcy od otwarcia i jest bardzo prosta w obsłudze, więc nie musimy się obawiać, że część podkładu wyląduje np. na spodniach :P  (przydarzyło mi się coś takiego całkiem niedawno, gdy miałam produkt w butelce z pipetą :/) Dodatkowo fluid zawiera SPF 30 PA ++, pachnąc jednocześnie "plastelinowymi kwiatami" ;) Nie jest to może aromat godny podziwu, ale nie ma też dramatu.
VDL Perfecting Last Foundation A00
Konsystencja podkładu jest bardzo wygodna w użyciu. Nie jest on bowiem ani za rzadki, ani zbyt gęsty, więc bez problemu możemy więc rozprowadzić odpowiednią ilość na twarzy, jednocześnie stopniując intensywność :) Tak samo dobrze wygląda nałożony gąbeczką, jak i palcami, ale niestety w ciągu dnia czasem muszę dołożyć go w okolice nosa nawet jeśli wcześniej utrwalę go pudrem. VDL Perfecting Last Foundation nie jest raczej mistrzem trwałości, ale przez pierwsze 6 godzin wygląda na mojej twarzy bardzo dobrze.
VDL Perfecting Last Foundation A00
Kolor podkładu naprawdę jest bardzo jasny, a w dodatku utlenia się na stosunkowo neutralny odcień. Myślę, że może to być dużą zaletą dla Dziewczyn, które są ode mnie jeszcze bledsze i dla odmiany mają karnację wpadającą w oliwkę lub żółć. Przy moich wybijających się dość mocno różowych tonach nic na szczęście nie odcina się od szyi. Krycie VDL Perfecting Last Foundation A00 jest całkiem przyzwoite i w stu procentach zasługujące na miano "średniego".  W tym momencie jest on dla mnie jakiś ton za jasny (uzupełniam trochę niedobory witaminy D xD), ale jeszcze miesiąc temu bardzo ładnie wtapiał się w moją cerę. Wykończenie, które podkład ten nam serwuje, to satyna połączona z delikatnym glow. U mnie na szczęście kosmetyk nie ciemnieje, nawet noszony przez około 12 godzin :)
VDL Perfecting Last Foundation A00 swatch
Niestety poza średnią trwałością, podkład ten ma jeszcze jeden minus. Aby go używać, najlepiej mieć idealnie wypielęgnowaną twarz. Bez rozszerzonych porów, bez suchych skórek i jeśli posiadacie inną cerę niż tłustą lub mieszaną, warto zastosować pod spód porządny, nawilżający kosmetyk i/lub bazę wygładzającą. Inaczej niestety gagatek ten potrafi po kilku godzinach podkreślić dokumentnie każdą nierówność na Waszym obliczu... Na szczęście nie dotyczy to zmarszczek, bo jakimś cudem VDL prześladuje głównie suche skórki i rozszerzone pory, a po zastosowaniu bazy problem ten zupełnie znika.
VDL Perfecting Last Foundation A00
Szczerze powiedziawszy, moje pierwsze spotkanie z koreańskimi podkładami przebiegło w całkiem przyjemnej atmosferze. Na plus zaliczyć należy sporą, bardzo jasną gamę kolorystyczną, ładne opakowanie, przyjemną aplikację, konsystencję i nawet ten nie do końca cudowny zapach, oraz wygląd przez pierwsze kilka godzin po nałożeniu, a na minus - późniejsze podkreślanie porów, suchych skórek oraz trwałość w okolicach nosa (ale to moja "podkładowa" zmora przy katarze, więc nic nowego, że znowu narzekam akurat na to).  Całość kosztuje 19.96$ (około 74zł) i jest naprawdę godna polecenia jeśli podkłady z rodzimego rynku są dla Was za ciemne :) Same zobaczcie, jak odcina się kolorem od naszych drogeryjnych kosmetyków ;) A tymczasem mój egzemplarz poczeka na mnie do jesieni :D
Czy Wy też wiecznie macie problem z doborem odpowiedniego odcienia podkładu? A może już znalazłyście swój ideał? Dajcie koniecznie znać, jak to wygląda u Was :)

sobota, 16 czerwca 2018

Colourpop No Filter Concealer Fair 06, czyli o finale poszukiwań korektora idealnego

Nie wiem, czy zauważyłyście, ale tym razem nie było mnie tu dłużej niż zwykle. Jesteśmy na przededniu wakacji i właściwie jak wyszliśmy z mężem z domu tydzień temu - wróciłam dopiero wczoraj. Byliśmy kilka dni u znajomych na wsi, świętując urodziny jednego z przyjaciół, a potem balowaliśmy w Łodzi z Patrycją. Trzeba jednak w końcu wrócić do rzeczywistości i mimo tego, że mam świadomość, że to żaden urlop, to naprawdę udało mi się odpocząć od codziennej monotonii i zapomnieć o problemach. Zmieńmy jednak temat na stricte kosmetyczny, wszak dzisiejszy post nie ma być przynudnawymi wynurzeniami o niczym... xD Ostatnimi czasy zmagam się z dużymi jak na moją osobę cieniami pod oczami i z uporem maniaka szukam korektora, który usatysfakcjonowałby mnie w stu procentach. Nie powiem, nie jest łatwo, ale ciągle miałam nadzieję, że taki produkt znajdę. Wkładając więc do koszyka Colourpop No Filter Concealer 06 Fair w odświeżonej wersji, miałam wymagania jak stąd do nieskończoności (no i z powrotem). Jak zatem spisał się u mnie ów gagatek? Zapraszam do lektury!
Colourpop No Filter Concealer Fair 06
Korektor marki Colourpop znajduje się w prostym, plastikowym opakowaniu przypominającym błyszczyk. Mimo iż wszystko wygląda naprawdę skromnie, to przyznać trzeba, że całość ma całkiem niezłą jakość. Nakrętka jest matowa, srebrne napisy nie wycierają się z biegiem czasu, a aplikator jest naprawdę miękki i wygodny (przypomina jakby elastyczną, spłaszczoną szpatułkę). Całość zawiera 4 gramy, ale wydaje mi się, że produkt ten jest całkiem wydajny. Ostatnio katuję go naprawdę codziennie, a zużycie wcale nie jest zbyt duże. Zapach produktu jest bardzo delikatny i świeży, bardzo się cieszę, że nie czuć w nim mojego "ulubionego" aromatu plasteliny xD Warto również w tym miejscu wspomnieć, iż kosmetyki Colourpop są wegańskie.
Colourpop No Filter Concealer Fair 06
Korektor Colourpop No Filter Concealer dostępny jest w 30 różnych kolorach podzielonych na odcienie bardzo jasne, jasne, średnie, średnio ciemne, ciemne i bardzo ciemne. Dodatkowo, jeśli mamy ochotę, możemy sobie kupić produkt w kolorze białym, lub znaleźć wśród dostępnych odcieni coś do konturowania. Ja jednak, jak już mówiłam, szukałam kosmetyku do zakrycia sińców pod oczami. Zdecydowałam się więc na kolor 06, opisywany jako bardzo jasny z ciepłymi podtonami. I mimo tego, że w sieci było bardzo mało zdjęć tego produktu (dopiero co pojawiła się nowa wersja), to chyba nie mogłam trafić lepiej. Korektor na mojej cerze nie ciemnieje, ale przyznać muszę, że po nałożeniu staje się chłodniejszy. Nie zawiera on również drobinek, a według producenta jego wykończenie jest matowe. Ja jednak uważam, że bez przypudrowania bliżej mu po zaschnięciu do delikatnej satyny.
Colourpop No Filter Concealer Fair 06
Colourpop No Filter Concealer Fair 06
Korektor Colourpop bardzo łatwo się nakłada oraz szybko rozprowadza. W dodatku tak samo naturalnie wygląda zarówno nałożony gąbeczką, jak wklepany palcem. Sam produkt ma dość gęstą konsystencję i naprawdę przyzwoite, choć niepełne krycie. Szczerze jednak powiem, iż jest ono na poziomie w pełni mnie satysfakcjonującym, wszak bez problemu zasłania co trzeba. A teraz najważniejsze: utrwalony trzyma się w stanie idealnym od nałożenia aż do zmycia i absolutnie nie ma mowy o żadnym wchodzeniu w zmarszczki! Dogadywał się on z każdym moim pudrem, kremem pod oczy oraz bazą. Brawo! W dodatku nie wysuszył też okolic oczu, choć ja zawsze nakładam na skórę najpierw krem nawilżający ;)
Colourpop No Filter Concealer Fair 06
Korektor Colourpop No Filter Concealer kosztuje w oficjalnym sklepie internetowym 6$. Osobiście uważam, że jak za tę cenę, jest naprawdę świetny, a jego jedynym minusem, jest konieczność zamówienia go z USA (przesyłka kosztuje 9$, powyżej 50$ jest darmowa, ale warto również pamiętać, że bodajże jeśli wartość paczki będzie wyższa niż 47$ możemy zapłacić VAT. Zamawiając więc z darmową wysyłką ryzykujemy poniesieniem dodatkowych kosztów). Myślę jednak, iż w dobie zakupów internetowych nie jest to spory problem. Ja z pewnością przy okazji nabędę kolejną sztukę, bo znalazłam swojego "Świętego Graala".
A jaki jest Wasz ukochany korektor? Miałyście już styczność z kosmetykami tej marki? Dajcie koniecznie znać! :)

sobota, 9 czerwca 2018

Laneige Stained Lip Glasstick Blue Topaz i Peach Moonstone, czyli o koreańskich pomadkach do ust

Tak, wiem! Miałam nie kupować już szminek, ale te dostałam, więc chyba prawie się nie liczy? xD Z resztą jedna z nich to naprawdę wyjątkowy egzemplarz (musiałam go mieć :P), któremu szczerze powiedziawszy nawet trudno było zrobić jakiekolwiek zdjęcie, więc z góry proszę - wybaczcie mi wszystkie niedociągnięcia ;) Zapraszam Was zatem na recenzję koreańskich cudeniek Laneige Stained Glasstick w kolorze 08 Peach Moonstone, oraz szczególnego odcienia 01 Blue Topaz mogącego pełnić również funkcję topu ;)
Laneige Stained Lip Glasstick 01 Blue Topaz 08 Peach Moonstone
Opakowania obu pomadek są bardzo eleganckie i muszę szczerze przyznać, że naprawdę przypadły mi one do gustu. Srebro przełamane kolorowym akcentem (czyli podstawą w kolorze pomadki) z dodatkiem subtelnego logo jest bardzo miłe dla oka. Dodatkowo warto też zwrócić uwagę na jego solidne wykonanie. Całość jest dość ciężka, przez co od razu czuć, że mamy w rękach coś porządnego :D Sztyft w ich przypadku jest dość wąski i ścięty na ukos, więc naprawdę łatwo wyrysować nimi kontur ust. Wewnątrz opakowania znaleźć można 2g kosmetyku, czyli naprawdę stosunkowo mało. W produktach konkurencji, zazwyczaj znajduje się niestety około pół grama produktu więcej.
Laneige Stained Lip Glasstick 01 Blue Topaz 08 Peach Moonstone
Pierwszy z posiadanych przeze mnie odcieni, nr 08 Peach Moonstone to kolor przypominający soczystą brzoskwinię. Nie ma on żadnych drobinek, pięknie podkreśla naturalny odcień ust, a pigment niejako "wżera się" w wargi, co powoduje, iż nawet po wytarciu się błyszczącej warstewki, która jest na początku, usta nadal mają delikatny kolor ;) Z kolei 01 Blue Topaz to zupełnie inna historia. Nałożony na wargi solo, sprawia, że nabierają one chłodniejszego odcienia (baza pomadki jest jakby lekko błękitna) i dodatkowo zatopionych jest w niej mnóstwo roziskrzonych drobinek, które nie są wyczuwalne na ustach. Można go oczywiście nosić bez niczego, ale prawdziwej magii nabiera dopiero, gdy nałożymy ten produkt na inną pomadkę. Cała seria dobrze ze sobą współpracuje, ale najbardziej spektakularny efekt widać przy matowych szminkach. Wtedy Blue Topaz sprawia, że kolor staje się chłodniejszy, a na ustach pojawiają się jakże teraz modne, wielokolorowe iskierki. W ramach ciekawostko dodam, że nr 02 Rose Quartz również pełni funkcję topu, ale posiada różową bazę oraz drobinki w innej kolorystyce.
Laneige Stained Lip Glasstick 01 Blue Topaz 08 Peach Moonstone
Zapach pomadek jest bardzo przyjemny, słodki i przypomina mi soczyste owoce. Smakują również delikatną słodyczą, szczególnie na początku, zaraz po nałożeniu na usta. Nie jest to jednak w żaden sposób męczące, gdyż wszystko wyważono naprawdę odpowiednio ;) Sama pomadka jest mięciutka i lekko sunie po ustach. Z resztą cała seria posiada bardziej formę leciutkich balsamów koloryzujących niż klasycznych szminek, więc nawet po kilku pociągnięciach nie spodziewajcie się pełnego krycia ;) Po ich użyciu Wasze usta będą podkreślone kolorem oraz blaskiem, który bez problemu możecie stopniować ;)
Laneige Stained Lip Glasstick 01 Blue Topaz 08 Peach Moonstone
Laneige Stained Lip Glasstick 08 trzyma się na moich ustach w stanie niezmienionym około 2 godzin, jednakże jak już wspominałam, sam pigment potrafi być widoczny nawet pół dnia :P Z kolei w przypadku 01, gdy wytrze się błyszcząca warstewka, na ustach pozostają same drobinki, które niestety, ale po tym czasie potrafią trochę migrować (jednak nieznacznie, nie musicie się obawiać, że będziecie całe w niebieskim brokacie, szczególnie że mają one formę naprawdę delikatnych iskierek).
Laneige Stained Lip Glasstick 01 Blue Topaz 08 Peach Moonstone
Jeśli już więc doszliśmy do tego, iż to bardziej balsam koloryzujący niż typowa szminka, warto też wspomnieć, jak mają się w jej przypadku właściwości pielęgnacyjne, o których szeroko rozpisuje się producent. Według mnie, obietnice nie są ani trochę przesadzone, gdyż balsamiki te, na moich ustach spisują się wręcz idealnie. Nie wysuszają (a wręcz solidnie nawilżają) nie kleją się, nie podkreślają suchych skórek oraz są bardzo lekkie i komfortowe w noszeniu. Ja polubiłam je do tego stopnia, że ostatnio maluję się nimi non stop oraz z chęcią przygarnęłabym więcej kolorów (mimo, że nie powinnam, bo już boję się liczyć swoje szminki...).
Podsumowując mój wywód: jeśli lubicie tego typu pomadki, to dobrze trafiłyście ;) Właściwości pielęgnacyjne idealnie łączą się tu z trwałością koloru, wyglądem i wydajnością, a jedyne minusy, których udało mi się doszukać, to fakt drobnej migracji drobinek w odcieniu Blue Topaz, oraz nieszczególnie atrakcyjna cena ;) W tym momencie na Jolse kosztuje ona 18.60$ czyli około 67zł. Porównując je jednak do Givenchy Le Rouge a Porter stwierdzam, że jakościowo jest dużo lepiej, a cena jest sporo niższa ;) Ja zostaję więc przy Laneige! :D
Jakie pomadki Wy nosicie ostatnio najchętniej? Znacie Laneige Stained Lip Glasstick? ;) Dajcie koniecznie znać, czy któraś wpadła Wam w oko ;) 

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Majowe pudełka kosmetyczne, czyli o "Shinybox" i "Inspired by" słów parę

Maj już jakiś czas temu się skończył, jednak ja dopiero teraz przychodzę do Was z prezentacją kosmetycznych pudełek z poprzedniego miesiąca ;) Dlaczego? Ano dlatego, że mój Shinybox - Blask Kobiecego Piękna - znowu zaginął w akcji, Inspired by Naturalnie Piękna zostało wysłane w tamtym miesiącu dość późno a ja wciągnęłam się w nowy serial xD Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, więc pora w końcu obejrzeć, co znalazło się w boxach z poprzedniego miesiąca :)
Shinybox Blask Kobiecego Piękna Inspired by Naturalnie Piękna XII
Blask Kobiecego Piękna to edycja majowa, która zasługuje na uwagę ze względu na nowy sposób pakowania Shinyboxa. Inne jest kartonowe pudełko zabezpieczające i w końcu zmieniono także te koszmarne boxy z miękkiego kartonu na eleganckie, błyszczące pudełeczka, w których będzie można przechowywać bibeloty oraz kosmetyki :P To wielki plus!
Shinybox Blask Kobiecego Piękna
Jednak nie od dziś wiadomo, że najbardziej liczy się wnętrze xD Co więc znalazłam wewnątrz majowej edycji? Już Wam mówię! :)
Chyba najdroższym produktem w pudełku, który od razu wzbudził moje zainteresowanie, są Chusteczki do Demakijażu z Minerałami z Morza Martwego Seacret. Producent obiecuje nawilżenie i dokładne usunięcie z twarzy wodoodpornego makijażu. Ja jestem z ich obecności bardzo zadowolona, ponieważ zdarza mi się używać takowych na wyjazdach oraz czasami do usunięcia resztek make-up'u. Ich cena wynosząca 104zł za 25 sztuk jest według mnie przesadzona, ale to opakowanie z pewnością zużyję i nie oddam go nikomu :P Drugim produktem, który znalazłam w boxie, jest Mus pod Prysznic i do Kąpieli Gruszka&Bergamotka nieznanej mi wcześniej marki Nutka. Szczerze powiem, że ten produkt również mi się podoba, a w dodatku trafiłam na najbardziej dopasowaną do moich gustów zapachowych wersję :) W połączeniu z nawilżeniem obiecywanym przez producenta, może się on okazać bardzo przyjemnym produktem pod prysznic. Gratis dostałyśmy także próbkę Emulsji do Higieny Intymnej Nutka. Koszt musu to 9zł.  Wymiennie z korektorem marki Golden Rose, można było znaleźć w pudełku Maskę Głęboko Oczyszczającą Zielone Laboratorium. Jest ona na bazie białej glinki, dzięki czemu eliminuje zanieczyszczenia, absorbuje nadmiar sebum, łagodzi i rozjaśnia. Nie powiem, zużyję ją z chęcią, ale moje serce bije jakoś szybciej na widok korektora xD Na plus jednak warto zaliczyć fakt, że tym razem produkty te mają niemal identyczną cenę. Maseczka to koszt 11zł.
Shinybox Blask Kobiecego Piękna
I teraz najciekawsza część tej historii xD W maju, klientki mające status "stałej w uczuciach" mogły za pomocą ankiety wybrać, czy chcą znaleźć w swoich pudełkach Błyszczyk Extreme Gloss Mesauda Milano (44zł), czy Kredkę do Ust Xpress Lips Mesauda Milano (28zł). Ja z racji bycia ambasadorką Shinyboxa dostałam oba te produkty i o ile błyszczyk bardzo przypadł mi do gustu, to niestety kredka wydaje mi się posiadać jakiś dziwaczny odcień... Za to jakości nie można obu kosmetykom odmówić ;) Ostatnią już rzeczą z edycji majowej, jest Dezodorant Perfumowany C-Thru Cosmic Aura. Mimo tego, że zapach nie jest zbyt mocny i trwały, to nawet mi się podoba ;) Z jednej strony jest niby świeży i lekki, ale jednak posiada w sobie element zmysłowości oraz elegancji, którą deklaruje producent. Mimo iż to niby nic ekstra, bardzo mnie ten element boxa ucieszył :D Cena dezodorantu to 18.99zł.
Ogólnie rzecz biorąc, dla mnie to jedno z lepszych pudełek ostatnimi czasy :) Właściwie wszystko mi się przyda, wszystko mnie ucieszyło, nie mam ochoty nic oddawać, no i pudełko w końcu jest ładne ;) Moim zdaniem stosunek ceny do jakości jest tym razem przyzwoity, choć konturówka i błyszczyk mogłyby znaleźć się razem nie tylko w pudełkach ambasadorek. Jednakże z drugiej strony miło, że przynajmniej można było wybrać co wolimy ;) Mam jednak nadzieję, że w czerwcu będzie jeszcze lepiej! W końcu Shinybox ma urodziny :)
Inspired by Naturalnie Piękna XII
Inspired by Naturalnie Piękna XII
W maju dotarło do mnie także Inspired by Naturalnie Piękna XII. Zawartość umieszczono w pudełku zastępczym, a to które widzicie na zdjęciach, to niestety atrapa z początkowych edycji :P Pierwszym i według mnie najciekawszym produktem z całego boxa, jest Tonik do Twarzy Przeciwzmarszczkowy Babo. Marka ta nie dobiera pielęgnacji ze względu na wiek, a bierze pod uwagę konkretne potrzeby skóry (trochę jak w Azji ;)). Produkt ten sprawdzi się więc jako prewencja przeciwzmarszczkowa, a zawarte w nim składniki nawilżają i poprawiają kondycję skóry. Jestem na tak, zwłaszcza że umieszczono go w szklanym opakowaniu z atomizerem ;) Chętnie zużyję go do twarzy, szyi i dekoltu :) Cena? 65zł. Drugim kosmetykiem, który także wpadł mi w oko, jest Naturalny Peeling Orzechowy Blank.Mydlarnia. Jest to chyba po prostu mydło złuszczające i choć nie lubię aromatów jedzeniowych w kosmetykach, to te orzechy pachną całkiem przyzwoicie oraz nieprzytłaczająco ;) Myślę więc, że raczej zobaczę jak ta kostka daje sobie radę w akcji. Cena? 18zł za 120g.
Shinybox Blask Kobiecego Piękna Inspired by Naturalnie Piękna XII
Kolejnym produktem, który znalazłam w XII edycji boxa Naturalnie Piękna, są Podpaski Ekologiczne na Dzień z Paskiem Anionowym FAR IR ANION Gentle Day. Są one wolne od chloru, środków zapachowych oraz chemikaliów. W sumie nie mam nic przeciwko tego typu produktom w pudełkach, ale szkoda, że nie są to np. tampony xD Koszt opakowania wynosi 13zł za 10 sztuk. Następnym produktem umieszczonym w boxie, jest suplement Grinday Look Up Skóra, Włosy, Paznokcie. Wiele razy pisałam, co sądzę o obecności tego typu rzeczy w pudełkach subskrypcyjnych, ale powtórzę się raz jeszcze ;) Jeśli będę potrzebowała suplementów, to sama je kupię :P Ten poleci do mamy wszak w sumie szkoda, by naturalny suplement diety poprawiający stan skóry, włosów i paznokci się zmarnował. Może jej pomoże ;) Ja przy swojej ilości leków, zawierających też indywidualnie dobrane witaminy i minerały, nie będę już nic dokładać xD Koszt preparatu to 70zł za 60 kapsułek.
Inspired by Naturalnie Piękna XII
W pudełku znalazł się także Pędzel do Brwi i Eyelinera P44 Hulu Brushes. Ja wychodzę z założenia, że pędzli nigdy za wiele i choć w życiu nie próbowałabym malować nim kresek, to wydaje mi się, że dobrze sprawdzi się on do brwi lub do ust. Mnie jakoś najłatwiej jest wyrysować precyzyjnie kształt tych drugich włosiem o właśnie takim kształcie - zwłaszcza jeśli pomadka ma ciemny odcień ;) Jeżeli używacie pomad do brwi, również powinien zdać egzamin :) Z kolei jakoś nie widzę go we współpracy z produktami prasowanymi ;) Koszt? 11.99zł. Kolejnym kosmetykiem znalezionym w pudełku, jest Lakier Hybrydowy TNS nr 30. Trafił mi się całkiem ładny odcień neonowego różu, jednak wiecie... Ja nadal używam normalnych lakierów :P Przy moim tempie wzrostu paznokcia, musiałabym robić manicure co półtora tygodnia, a ten klasyczny wytrzymuje u mnie około 7 dni, więc zwyczajnie nie chce mi się bawić w hybrydy xD Ponadto moja płytka chyba nie najlepiej je znosi... Myślę więc, że ten egzemplarz powędruje do jakiejś koleżanki :) Jego cena to 6.90zł. Ostatnią rzeczą z boxa, jest Pilnik - Łódka TNS o gradacji 180/240. Lubię tego typu pilniki i w sumie miło, że znalazł się w tej edycji Naturalnie Piękna. Koszt? 1.20zł.
Podsumowując: dla mnie XII edycja boxa Inspired by Naturalnie Piękna okazała się jedną z gorszych, ponieważ wiele produktów okazało się po prostu do mnie niedopasowanych ;) Najbardziej wpadł mi w oko tonik i pędzelek. Reszta niekoniecznie przypadła mi do gustu, jednak mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej ;) Mimo tego, że będzie to 13 edycja xD
Dla mnie tym razem wygrywa Shinybox. A Wy co myślicie na temat tych pudełek? Który chętniej byście przygarnęły? ;) Dajcie koniecznie znać :)