piątek, 17 maja 2019

Sulwhasoo First Care Activating Serum EX, czyli zdrowszy wygląd dla skóry

Sulwhasoo First Care Activating Serum EX to coś pomiędzy serum a esencją. Produkty tego typu posiadają zazwyczaj bardzo lekką konsystencję, która ma za zadanie poprawić wchłanianie kolejnych kosmetyków pielęgnacyjnych, które nakładamy na twarz, oraz zwykle oferuje ono też właściwości nawadniające i rozjaśniające cerę. Co ma w sobie jednak konkretnie first serum Sulwhasoo? Z ponad 3 tysięcy koreańskich ziół, producent wybrał pięć, tworząc JAUM Balancing Complex (między innymi z żeń szenia). Tym sposobem, Sulwhasoo First Care Activating Serum EX stało się jedną z popularniejszych "first serum" rodem z Korei. Czy warto je wypróbować? Same przeczytajcie!
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX znajduje się w białej, nieprzezroczystej butelce ze szkła, zawierającej 60ml kosmetyku. Nie da się ukryć, że gdy trzymamy ją w ręce, ciężar, jakość materiałów i wykonanie, od razu daje nam do zrozumienia, iż mamy do czynienia z produktem ekskluzywnym. Pompka działa w buteleczce bez zarzutu, dozuje odpowiednią ilość produktu, a jedyną rzeczą, do której można się przyczepić jest fakt, że jedynie pod światło widać, ile jeszcze kosmetyku zostało wewnątrz opakowania.
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Wewnątrz buteleczki, znajduje się pomarańczowy, bardzo rzadki żel, bądź jak kto woli - gęsty płyn :P Na upartego, można używać pod Sulwhasoo First Care Activating Serum EX jeszcze toner, ale przyznam szczerze, że ja stosowałam je głównie jedynie w towarzystwie kremu nawilżającego (czasem nakładałam też resztki serum z poprzedniej recenzji), dwa razy dziennie. Kosmetyk ten gładko sunie po skórze, nie spływa z palców i świetnie współpracuje z różnego rodzaju tonikami oraz kremami. Jeśli nałożymy owe first serum solo, wchłonie się ono do matu. Bez klejenia, bez pozostawiania po sobie jakiejkolwiek warstwy i bez ściągnięcia skóry. Ale generalnie nie polecam, gdyż jest stworzone "do towarzystwa" ;). Bardzo ciekawą rzeczą w tym produkcie jest zapach - świeży, mocno ziołowy, dość męski, ale jednocześnie ulotny. Mnie bardzo się on podoba, ale nie jestem pewna, czy wszystkie nosy będą zadowolone :D Czasem to esencjoserum zdarzało mi się stosować pod bazę pod makijaż lub krem BB. Z każdym współpracowała bez zarzutu, a makeup elegancko się na nim trzymał,
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Jakie obietnice składa nam wobec Sulwhasoo First Care Activating Serum EX producent? Ma ono za zadanie przywracać równowagę naszej cerze, odżywić ją, wspomóc nawilżenie, poprawić elastyczność oraz ją rozświetlić. Co z tego wszystkiego zaobserwowałam u siebie? Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że moja skóra dawno nie wyglądała tak świetnie, jak podczas użytkowania tego produktu i naprawdę nie dziwię się, że zyskało ono rangę kultowego :) Cera jest gładka, rozświetlona, przebarwienia są mniej widoczne, rumień wyciszony, a wszystkie ranki goiły się dużo szybciej niż zazwyczaj. Dodatkowo mam wrażenie, że ilość zaskórników na moim czole ostatnio się zredukowała i sadzę, że należy ten fakt połączyć właśnie z obecnością tego first serum w mojej pielęgnacji. Oczywiście spełnia ono też swoją podstawową rolę, czyli ułatwia i przyspiesza wchłanianie się innych kosmetyków pielęgnacyjnych oraz przygotowuje skórę do przyjęcia zawartych w nich składników aktywnych. Nie zauważyłam niestety większych zmian jeśli chodzi o wygląd zmarszczek, ale z racji dobrego nawilżenia, moje już były niemalże niewidoczne.
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Podsumowując: jestem bardzo zadowolona ze zmian, jakie Sulwhasoo First Care Activating Serum EX zafundowało mojej skórze i myślę, że byłabym skłonna zakupić je ponownie, nawet za 66$, które trzeba za nie zapłacić na Jolse. Cena nie robi zbyt dobrego wrażenia, ale działanie, wygląd oraz wydajność sprawiają, że mimo to, aż chce się go używać ;)
A Wy znacie Sulwhasoo First Care Activating Serum EX? Albo może chociaż o nim słyszałyście? Dajcie koniecznie znać! Jakiego serum lub esencji aktualnie używacie?

niedziela, 12 maja 2019

Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum, czyli nawilżenie z rozświetlaniem w jednym

Moja pielęgnacja twarzy, od dość dawna skupia się głównie na nawilżaniu cery, rozjaśnianiu jej i łagodzeniu rumienia, który towarzyszy mi już właściwie niemalże dzień w dzień (w sumie to aktualnie jest mój główny problem). Jeśli więc na kosmetyku napisano, że producent obiecuje właśnie te trzy rzeczy, niemalże pewne jest, że trafi on w moje "lepkie" rączki :D Jak zatem sprawdziło się u mnie Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum? Już Wam mówię! ;)
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum znajduje się w bardzo poręcznej, 30 mililitrowej buteleczce z przezroczystego plastiku. Pompka, w którą jest wyposażone, w moim przypadku okazała się bardzo wygodna, wszak nie "strzela" oraz dozuje wygodne ilości produktu. Całość wydaje mi się ładna i estetyczna, a dodatkowo powiedzieć mogę, że przewożenie w kosmetyczkach i kufrach na szczęście nie szkodzi jej urodzie ;)
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Wewnątrz buteleczki znajduje się różowiutka, lekka emulsja, która niemalże nie ma zapachu. Delikatna, mleczna konsystencja gładko sunie po skórze i świetnie współpracuje z różnego rodzaju esencjami oraz kremami. Po nałożeniu na twarz, kosmetyk bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Nawet jeśli nałożymy je solo (a producent wspomina, że produkt ten świetnie się do takich praktyk nadaje) nie wchłonie się ono do matu, tylko pozostawi na naszej cerze delikatny film, który na szczęście się nie klei oraz nie przeszkadza (a ja jestem bardzo wrażliwa na takie sprawy :P). Na minus zaliczam wydajność produktu, wszak u mnie Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum starczyło na naprawdę krótko ;) Co ważne, produkt ten idealnie nadaje się pod makijaż. Emulsja a'la serum grzecznie współpracowała z praktycznie każdym moim podkładem, kremem bb czy pudrem, a w dodatku po jej użyciu można zacząć wykonywać makijaż praktycznie od razu, bez niepotrzebnego czekania aż kosmetyk się wchłonie. 
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Jakie obietnice składa nam wobec Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum producent? Przede wszystkim, kosmetyk ten ma naszą skórę nawilżyć, rozjaśnić oraz wygładzić, w czym ma nam pomóc kompleks witamin, 5 rozmiarów cząsteczek kwasu hialuronowego, oraz ekstrakty roślinne. Z tego co widzę na CosDNA, produkt ten ma też chyba całkiem przyzwoity skład. Jak jednak działa? U siebie zauważyłam po jego włączeniu przede wszystkim różnicę w poziomie nawilżenia skóry. Dodatkowo produkt ten dobrze koił mój rumień (policzki przestawały być czerwone na jakiś czas) oraz ładnie rozświetlał twarz, ale jeśli zależy Wam na rozjaśnieniu przy jego pomocy przebarwień, to możecie być zawiedzione ;) Wygładzenie? Owszem, było. Ale przy dobrym nawodnieniu, moja skóra od razu staje się jędrniejsza, gładsza, ma ładniejszy koloryt i wygląda po prostu "zdrowiej". 
Podsumowując: z efektów stosowania serum jestem zadowolona, ale na dobrą sprawę robi ono dokładnie tyle, co dobry krem nawilżający, a przy tej wydajności, cena około 75zł na Jolse, wydaje mi się być odrobinę nieadekwatna do jego zasług ;) Mimo wszystko, jeśli zależy Wam na nawilżeniu, dobrym składzie i ukojeniu skóry latem - to może być coś dla Was :)
Znacie koreańską markę Aromatica? Miałyście już z nią styczność? Dajcie koniecznie znać! W jaki sposób aktualnie nawilżacie swoją cerę? :)

poniedziałek, 6 maja 2019

Kolorowe nowości kwietnia :)

Tak się złożyło, że w ciągu ostatniego miesiąca trafiły do mnie głównie kosmetyki kolorowe, lub rzeczy z nimi związane (co wcale nie oznacza, że szalałam jak dzika w Rossmannie :P) Pielęgnacji nie pominęłam jednak całkowicie, wszak spłynęły do mnie rzeczy zamówione jeszcze w marcu z Korei oraz Japonii. W maju planuję udać się na mały detoks kosmetyczny i kupić sobie w końcu trochę letnich ubrań, sandałki, a także kostium kąpielowy, wszak mój urlop zbliża się wielkimi krokami. Co z tego wyjdzie - nie wiem xD Jeśli czujecie się zaciekawione, zapraszam do oglądania!
black liner tusze do rzęs
W kwietniu w jednym ze sklepów internetowych zamówiłam zapas tuszów do rzęs, który powinien wystarczyć mi już do końca wakacji. Niby mogłam kupić je w Rossmannie, ale cenowo wcale nie wyniosłoby mnie to mniej, a w ten sposób przynajmniej mam pewność, że rzeczy, które zamówiłam, nie padły ofiarą macantek, które nie wiedzą, że towar macany należy do macanta i otwierają w drogerii wszystko jak leci. Straciłam już nadzieję, jeśli chodzi o klientów, ale może w końcu producenci zaczną wszystko zaklejać... Co kupiłam? Mój ulubiony False Lash Telescopic L'oreal, dwie sztuki Lash Sensational Mascara Maybelline, SnapScara Maybelline w kolorze Deja Blue (niebieskim), oraz wodoodporną maskarę Catrice Glam&Doll, wszak  jak chodzę na plażę to też lubię mieć wytuszowane rzęsy xD
Black liner eyelinery
Jedynym nabytkiem z Rossmanna, który widać na tym zdjęciu, jest lakier do paznokci Miss Sporty Crazy Glitter 020 i już mogę powiedzieć, że się z tym topem nie polubiłam, bo nie daje takiego efektu jak sobie ubzdurałam xD Dziękuję :P Poza tym, na Cocolicie zamówiłam także moje ukochane ostatnio eyelinery Eveline Precise Brush Liner. Można nimi namalować kreskę łatwo, szybko i w każdych warunkach (udało mi się nawet jak trzylatka ciągnęła mnie za rękaw krzycząc: "ciociaaaaa, mnie teeeeeż umaluuuuj!!!"). Kiedyś uważałam linery w pisaku za herezję, ale jak widać tylko krowa nie zmienia poglądów. Poza tym, znalazłam także bardzo dobry cień bazowy na całą powiekę i nabyłam już drugą sztukę: Affect M-1039. Polecam wszystkim bladziochom ;)
black liner nowości loreal
W zeszłym miesiącu trafiło do mnie z Rossmanna to oto trio marki L'Oreal. Na nowość Infallible More Than Concealer 320 Porcelain zdecydowałam się, bo po prostu lubię testować korektory i wciąż szukam swojego ulubionego. Ostatnimi czasy dogorywa również mój puder sypki, więc postanowiłam go zastąpić True Match Minerals Mattifying Powder Translucent. Z kolei na zakup podkładu Infallible 24h Fresh Wear 005 Pearl zdecydowałam się, bo z Korei coś nie może dolecieć zamówiony przeze mnie krem BB i dosłownie nie miałam się czym malować. Prawdę mówiąc, nie jest to raczej produkt moich marzeń, a ja znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że do europejskich podkładów chyba nie mam po co wracać... Może kiedyś pokuszę się o recenzję. Paczuszko moja, przyleć w końcu!
black liner zakupy
Tutaj widać moje kolejne zakupy z Rossmanna. Zdecydowałam się wypróbować mgiełkę Bielenda Magic Water 3w1 Baby Doll Skin, której to różne wariacje wyskakują z każdego kąta instagrama. Na razie czeka na swoje 5 minut, ale moja mama ma taką w kolorze złotym i konsekwentnie twierdzi, że jest z niej zadowolona. Poza tym, zdecydowałam się także na dwie pomadki ochronne do ust, bo moja szuflada świeci w tej kategorii pustkami, a latem suchość dokucza mi chyba jeszcze bardziej. Tym razem do mojego koszyka wpadły stara dobra Alterra Lippenpflege oraz Eos Organic Stick Sweet Mint. Eosy w formie kulek nie zdały u mnie egzaminu, ale postanowiłam dać marce szansę po wielu latach ;) Garnier Płyn Micelarny 3w1 to produkt, który gości u mnie stale, na zmianę z Biodermą i nie lubię go zmieniać :D A ostatnim już kosmetykiem z tego zdjęcia, jest mgiełka utrwalająca Wibo Mood Glow Babe Spray, która już bardzo przypadła mi do gustu i jak dla mnie mogłaby wejść do stałej oferty marki. Marzy mi się także puder z tej limitki, ale nie udało mi się go upolować w żadnym sklepie i teraz moje serce płacze :( buuuu... 
black liner pielęgnacja azjatycka
Z Azji w zeszłym miesiącu dotarły do mnie trzy produkty. Pierwszy z nich kupiłam chyba sto lat temu podczas akcji Mega Deal na Jolse. Mam na myśli oczywiście jedyny na zdjęciu kosmetyk koreański, czyli Haruharu Black Rice Serum. Następne dwa, to z kolei produkty japońskie. Pierwszy z nich, czyli BCL Momo Puri Lotion Peach Ceramide Water and Lactobacillus Blend wypatrzyłam u Interendo i zapragnęłam mieć, a z kolei Angel Recipe All in One Essence przyleciało do mnie od Ber de Ver. To moje trzecie opakowanie tego produktu i nie będę ukrywać - nadal lubię go tak samo mocno! Tutaj znajdziecie recenzję tego cuda :)
I to już wszystko na dziś. Coś wpadło Wam w oko? Któryś z kosmetyków znacie i lubicie? A może widzicie tu jakiegoś swojego bubla? Dajcie koniecznie znać! Jeśli macie ochotę, możecie w komentarzu zostawić link do swoich kwietniowych nowości :) Chętnie zajrzę ;)

wtorek, 30 kwietnia 2019

Jak szybko nawilżyć skórę, czyli IsnTree Hyaluronic Acid Toner

Toniki oraz tonery wszelkiej maści stosunkowo długo pomijałam w swojej codziennej pielęgnacji cery. Trwało to jednak do momentu, aż w końcu odkryłam, ile tak naprawdę potrafią zdziałać i jak mocno umieją wspomóc inne kosmetyki pielęgnacyjne. IsnTree Hyaluronic Acid Toner przeleżał w szufladzie z zapasami sporo czasu, jednak w końcu stwierdziłam, że dość już się naczekał, a moja cera akurat w tym momencie potrzebuje dokładnie czegoś takiego ;) Co wynikło z naszej znajomości? Same przeczytajcie!
IsnTree Hyaluronic Acid Toner
IsnTree Hyaluronic Acid Toner znajduje się w plastikowej, przezroczystej butelce, zawierającej 200ml produktu, ważnego bodajże 8 miesięcy od otwarcia. Posiada ona wygodny dozownik, oraz dobrze sprawuje się w trakcie użytkowania. Kosmetyk ten zawiera aż 50% kwasu hialuronowego,  kolagen, kilka innych substancji nawilżających, aloes, oraz wyciąg z róży. Pełen skład znajdziecie na stronie CosDNA. Ja używam do jego aplikacji specjalnych, azjatyckich wacików ze sklepu Miniso, które chłoną mniej kosmetyku, ale równie dobrze można stosować go za pomocą zwykłych płatków kosmetycznych. Jeśli jednak chcecie zaoszczędzić więcej produktu - polecam paluszki ;)
Isntree Hyaluronic Acid Toner
Konsystencja tonera, to taka trochę gęstsza, śliska, przezroczysta woda, zawierająca w sobie malutkie pęcherzyki powietrza. Aromat kosmetyku jest dla mnie niemalże niewyczuwalny - zapewne dlatego, że toner nie posiada substancji zapachowych. Mimo wszystko mam wrażenie, że w butelce jednak odrobinę pachnie bliżej niezidentyfikowanym "czymś". 
Isntree Hyaluronic Acid Toner
W moją skórę tonik ten wnika w kilka sekund, nie pozostawiając po sobie niemalże żadnego uczucia lepkości. Genialnie sprawdza się zarówno na twarzy, szyi i dekolcie. Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie ph, odświeża, łagodzi, wygładza oraz dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych :) A co najważniejsze - on świetnie (jak na tonik oczywiście) nawilża twarz, jednocześnie nie obciążając i nie zapychając jej! Naprawdę Isntree Hyaluronic Acid Toner gwarantuje ogromną różnicę w poziomie nawodnienia cery. Jeśli więc zależy Wam na tym aspekcie, polecam zakup tego produktu. Dodatkowym bonusem podczas jego używania jest fakt, iż wszystkie kosmetyki z dalszej rutyny pielęgnacyjnej, dzięki niemu wchłoną się w skórę szybciej ;)
Isntree Hyaluronic Acid Toner
Isntree Hyaluronic Acid Toner kupicie w Korei (na ebay lub w sklepach internetowych) za około 11$. A wy jakie macie podejście do toników? Stosujecie je codziennie, czy traktujecie po macoszemu, tak jak ja dawniej? Macie jakiś swój ulubiony? Dajcie koniecznie znać!

P.S. Od 21 maja w Rossmannie rusza promocja 2+2 na kosmetyki do pielęgnacji twarzy, o szczegółach możecie poczytać u Secretaddiction. Planujecie jakieś zakupy?