niedziela, 15 października 2017

Spóźnione wrześniowe nowości, czyli o zakupach, prezentach i nagrodach słów parę

Ostatnimi czasy sporo się u mnie dzieje i wiecznie mam tyły :P Staram się jednak sukcesywnie realizować "program" i dziś mimo lekkiej obsuwy, przychodzę do Was z wrześniowymi nowościami. Nie było ich w sumie zbyt wiele, ale jak co miesiąc - musiało się przecież coś pojawić xD Co? Zapraszam do oglądania! ;)
Black Liner nowości
Black Liner nowości
Jak przystało na fankę eyelinerów w żelu, w zeszłym miesiącu postanowiłam zaopatrzyć się w nowy, ukochany pędzel Maestro 790 r.0. Dla mnie jest to absolutny szczyt precyzji i kocham go miłością wielką, ale przez pomyłkę zamiast prostego, podczas zamówienia w sklepie dostałam ten zagięty. Pomyślałam - no sorry, ale to nie to uwielbiam, chcę "mój" ;) Napisałam do firmy co się stało, a ona stanęła na wysokości zadania tak wysoko, że aż byłam w ciężkim szoku :P Dosłano mi za darmo właściwy produkt bez odsyłania omyłkowego, a na przeprosiny dostałam jeszcze kod rabatowy :) Bardzo miło! ;) Z prawej strony widzicie Mac  Lipstick z edycji limitowanej Nicki Minaj. I teraz chwila szczerości... Wiem jedynie jak ta pani wygląda xD Nie kojarzę żadnej piosenki, ale podobał mi się kolor i opakowanie pomadki, więc w taki oto sposób trafiła do mnie szminka w kolorze The Pinkprint o wykończeniu Amplified Creme. Już się kochamy! Z tyłu z kolei widać część przepięknego prezentu od Interendo :D Dlaczego część? Ano dlatego, że dostałam jeszcze skarpetki w pokemony i tester pudru, ale nie załapały się do zdjęcia ;) Jest za to K Palette 1day Tattoo Lasting 2way Eyebrow Liquid w odcieniu 003 ze śliczną, Małą Syrenką. Jako dziecko oglądałam ten film tak namiętnie, że moja mama do dziś śmieje się, że dialogi znała na pamięć (mnie w wieku 4-5 lat oglądanie go po raz setny absolutnie nie przeszkadzało). Sam kosmetyk bardzo mnie ciekawi, choć zastanawiam się, czy aby nie będzie za jasny ;) Już nie mogę doczekać się, kiedy się do niego dobiorę! ;)
Black Liner nowości
Produktem, bez którego właściwie nie potrafię już wykonać swojego manicure jest Sally Hansen Instant Cuticle Remover. Jest to kosmetyk szalenie wydajny, bardzo skuteczny i wyjątkowo dobrze sprawdzający się w przypadku moich wybujałych skórek. Z chęcią kupiłam drugie opakowanie ;) Olejek do Demakijażu Resibo wygrałam z kolei w konkursie na facebooku Beautypedia Patt. Bardzo mnie to ucieszyło, gdyż od dłuższego czasu miałam na niego chęć. Wiem mniej więcej czego się spodziewać, i mimo iż nie jest to olejek emulgujący, mam ochotę wypróbować go na własnej skórze. Zobaczymy! :) Trzecim produktem ze zdjęcia, jest z kolei krem do twarzy Skinfood Peach Cotton. Jako fanka marki i amatorka brzoskwini, nie mogłam przepuścić okazji i zamówiłam xD Zobaczymy, jak się sprawdzi, planuję stosować go rano, pod makijaż ;)
Black Liner nowości
We wrześniu odkleiło mi się coś w głowie i odnowiła się u mnie faza na ziołowo - mentolowo - sosnowe aromaty. Wtedy przypomniało mi się, że sto lat temu, miałam takie rosyjskie mydło, które bardzo dobrze się u mnie sprawdzało i było wyjątkowo uniwersalne. Tak oto trafił do mnie produkt 100% Natural Hammam Body Soap Planeta Organica (tu znajdziecie jego recenzję, ale uwaga - to bardzo zamierzchłe czasy i rewelacji nie ma xD).
We wrześniu mój mąż był ze trzy razy w bułgarskiej Sofii, skąd przywiózł mi cztery żele Balea (sobie zostawiłam dwa - wersję Viva Cuba i takie dziwne coś o długiej nazwie z pawiem xD Oba pochodzą z edycji limitowanych). Do tego dostałam też swój ulubiony żel do golenia - Balea Rasiergel Pink Grapefruit. Jest wydajny, znacząco ułatwia poślizg maszynki i do tego przepięknie pachnie. W Polsce nie znalazłam lepszego zamiennika, więc zawsze jak tylko mam okazję - każę je sobie przywozić :P
Black Liner nowości Mixa
Od jednego z portali internetowych dostałam też do testów pakiet kosmetyków Mixa. Nie będę ukrywać - naprawdę wszystko przypadło mi do gustu! Krem Intensywnie Nawilżający Hyalurogel Bogaty ładnie nawilża oraz pięknie się wchłania, Żel Micelarny Zmniejszający Uczucie Ściągnięcia jest łagodny i dobrze myje, a Płyn Micelarny Skóra Zaczerwieniona świetnie usuwa makijaż, w dodatku nie pozostawiając po sobie uczucia lepkości. Do tej pory nie miałam kosmetyków tej marki, ale z tymi trzema - akurat się polubiłam ;)
I to już wszystko na dziś. Muszę chyba przyznać, że jak na mnie i moje wybitne możliwości zakupowe - nie jest źle. Choć powiem Wam też w tajemnicy, że w październiku na pewno będzie więcej do oglądania xD Przyjdą przesyłki z zagranicy, pokażę trochę swoich zakupów, odrobinę współprac, mam nadzieję, że to wszystko już za dwa tygodnie ;) Znacie coś z moich wrześniowych nowości? Podzielicie się wrażeniami? ;)

wtorek, 10 października 2017

Inspired by Naturalnie Piękna edycja 8, czyli co ciekawego przygotowano dla nas tym razem

Szczerze powiem - delikatnie się pochorowałam :P A gwoli ścisłości, w czwartek raczej pogorszyło się to, co mam na co dzień i jakoś za nic nie mogę dojść ze sobą do ładu :P W związku z tym, postanowiłam poruszyć dziś niewymagający temat, będący niczym innym, jak openboxem najnowszego pudełeczka Inspired by Naturalnie Piękna. To już ósma edycja, która pojawiła się na rynku. Czy jej zawartość przypadła mi do gustu? Już Wam mówię! ;)
Inspired by Naturalnie Piękna edycja 8
Nie wiem dlaczego, ale tym razem zawartość boxa dostałam w pudełku Shinybox the Beauty Jungle xD (o takim), które w dodatku było znacząco uszkodzone, więc postanowiłam, że do zdjęcia wyciągnę oryginalny karton, w którym przechowuję bibeloty. Dlaczego tak się stało? Czy potraktowano w ten sposób tylko ambasadorki, czy również klientki? Jestem bardzo ciekawa... Przejdźmy jednak w końcu do zawartości!
Inspired by Naturalnie Piękna edycja 8 Senelle O'Herbal
W pudełeczku znalazł się jeden kosmetyk marki Senelle. Słyszałam o niej wiele dobrego i jestem naprawdę bardzo ciekawa oferty tej firmy. W pudełkach wymiennie z Nawilżającym Balsamem do Ciała znajdował się Krem do Twarzy, ja jednak szczerze powiem, że kremów mam już tyle, że chętniej przygarnę pod swój dach coś innego. I w dodatku z wielką chęcią go wypróbuję, ponieważ kosmetyk zawiera masło shea, skwalan i innowacyjną olejową substancję aktywną o nazwie Oleoactif ;)  Cena? 69zł za 200ml. Drugim produktem, jaki znalazłam w pudełeczku, okazała się Maska Objętość do Włosów Cienkich marki O'Herbal, należącej do koncernu Elfa Pharm. Miałam już dwa opakowania wersji wzmacniającej (więcej na jej temat przeczytacie tutaj), i nie dość, że bardzo podobał mi się jej zapach, to jeszcze wyjątkowo dobrze dawała sobie z moimi włosami radę, więc nie będę ukrywać - ta ma wysoko postawioną poprzeczkę ;) Powyższa wersja, zamiast ekstraktu z tataraku, zawiera w sobie wyciąg z arniki. Jej koszt, to 22.49 za 500ml, i nie będę ukrywać - bardzo cieszę się z jej obecności! ;)
Inspired by Naturalnie Piękna edycja 8 Cashee Luvos Vis Plantis Cuccio
Od marki Cashee Naturals otrzymałam Serum Regenerujące Róża i Dynia. Było ono umieszczane w pudełeczkach zamiennie z Przeciwstarzeniowym, zawierającym ekstrakty z Żurawiny oraz Granatu. Wracając jednak do mojej wersji - jest to naturalny, mocno skoncentrowany kosmetyk do twarzy i szyi, zawierający certyfikowane oleje o właściwościach odżywczych i regenerujących. Dzięki dużej ilości witaminy C - wzmacnia naczynia krwionośne, ogranicza powstawanie stanów zapalnych, zmniejsza zaczerwienienie oraz szorstkość skóry, przez co polecane jest do cer poszarzałych, wymagających regeneracji i starzejących się. I teraz szczerze do bólu - lubię kosmetyki w formie serum, to byłoby idealne dla mojej twarzy, ale olejki to już nie jest to, co tygryski lubią najbardziej, więc nie wiem jeszcze, czy czasem nie trafi ono do mojej mamy ;) Jego cena, to aż 149zł za 30ml. Gratisem od marki są dwa mini mydełka, "Rozmarynowe" oraz "Karotkowy Len". Jedynym akcentem przywołującym na myśl kolorówkę, jest Lakier do Paznokci Cuccio w kolorze London Underground, czyli głębokiego granatu. Do tej pory miałam styczność jedynie z masełkami do skórek tej firmy, więc z chęcią wypróbuję coś nowego, szczególnie że podoba mi się kolor, a producent obiecuje brak szkodliwych substancji, wysoką trwałość i krycie już po pierwszej warstwie. Cena? 39zł za 13ml. Kolejnym produktem, szumnie nazwanym pełnowymiarowym, jest Luvos Clean Mask. Saszetka zawiera w sobie mieszankę oczyszczonej glinki, szałwii, cynku i oczaru wirginijskiego, za sprawą których delikatnie oczyszcza, reguluje wydzielanie sebum oraz wygładza skórę. Za nawilżenie odpowiada z kolei olej z pestek moreli. I jak nie lubię kosmetyków w saszetkach, tak ten naprawdę mnie zainteresował! Jego koszt to 8zł. Ostatnim już kosmetykiem, również "saszetkowym", ale nazwanym "pełnowymiarowym",  okazała się Maseczka na Zmarszczki Mimiczne i Głębokie Linie Age Killing Effect Vis Plantis. Wydaje mi się, że miałam już z nią styczność i trafiła ona bodajże do mojej mamy, która była z niej całkiem zadowolona. Z tą będzie identycznie ;) Cena saszetki to 4.40zł.
Podsumowując: 8 edycja Naturalnie Piękna mi się podoba, choć nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kilka kosmetyków widzę w pudełkach spod szyldu Shinybox nie pierwszy raz. Czyżby lakier Cuccio? Maseczka Vis Plantis? Sama nie pamiętam, jak to dokładnie było... Nie zmienia to jednak faktu, że u mnie po raz drugi gości jedynie saszetka koncernu Elfa Pharm, a reszta naprawdę przypadła mi do gustu ;) A Wy? Co myślicie o aktualnej edycji? Podoba się Wam? Dajcie znać! :)

czwartek, 5 października 2017

Wyniki konkursu z Dr Ireną Eris, czyli trochę o tym, do kogo uśmiechnęło się szczęście

Jak zapewne wiecie, i o ile pamiętacie (ja nigdy nie pamiętam xD), razem z wrześniem skończył się organizowany przeze mnie konkurs z okazji pojawienia się u mnie 900setnego obserwatora :) Teraz powoli już myślę o zabawie świątecznej, więc z chęcią wysłucham wszystkich sugestii w kwestii nagród ;) Może o czymś marzycie szczególnie, coś interesuje Was bardziej, a coś mniej? Lepsza byłaby jedna, droższa rzecz, a może wolicie kosmetyczne zestawy, lub w ogóle niespodzianki?? Dajcie znać! ;)
Przechodząc jednak do sedna sprawy... Trochę mi szkoda, że aż 7 zgłoszeń okazało się nieważnych (czyli Dziewczyny się pozgłaszały, a nie spełniły jedynego obowiązkowego warunku, mianowicie nie zaobserowały bloga). Przyznam szczerze - sprawdziłam to pierwszy raz, bo w konkursie nie wzięło udziału wiele osób. Ciekawa tylko jestem, jak sprawa wyglądała przy wcześniejszych zabawach xD Finalnie, w tej prawidłowo wzięło udział 45 osób.
Jeśli zaś chodzi o to, na co wszyscy czekają, zestaw kosmetyków ze zdjęcia wygrywa:  Joa Nowa - Joasiaczek!
Zwyciężczyni serdecznie gratuluję, niebawem napiszę do Ciebie wiadomość, choć oczywiście możesz zrobić to pierwsza :) Poproszę jedynie o Twoje dane teleadresowe :) Pragnęłabym jeszcze poinformować wszystkich, że jeśli chcą zrezygnować z obserwacji Black Liner, to przekreślają sobie szansę na kolejne wygrane! Życzę też miłego dnia i dziękuję za udział w zabawie! ;* Do następnego razu! :)

sobota, 30 września 2017

Innisfree Canola Honey Lip Balm Smooth Care, czyli o moim nowym hicie słów kilka

Jak już wiele razy wspominałam, moje usta są z tych bardzo problematycznych i chyba pierwszym kosmetykiem pielęgnacyjnym, jaki do mnie trafił, była pomadka ochronna. Przechodziłam z nimi różne rzeczy, od kompleksów, że są zbyt duże, po akcję typu "coś na nich jest". Tym czymś okazało się pęknięte naczynie krwionośne, mały podskórny wylew...? W każdym razie tak orzekł dermatolog, a one do dziś nie mają równiej pigmentacji i w tymże miejscu mam na dolnej wardze ciemniejszą plamę, która jednak na szczęście z roku na rok blednie... Od tego czasu jeszcze bardziej uważam z doborem peelingów i kosmetyków do pielęgnacji ust, przez długi czas nie używałam nawet szminek i obchodziłam się z nimi jak z jajkiem. Teraz do koloru na ustach wróciłam, jednak nadal staram się o nie wyjątkowo dbać. I ostatnio trafiłam na naprawdę dobry produkt, który świetnie mi w tym pomaga ;) Jaki? Innisfree Canola Honey Lip Balm w wersji Sooth Care ;)
Innisfree Canola Honey Lip Balm Smooth Care
Pomadka Innisfree znajduje się w 3.2 gramowym plastikowym, ale dobrym jakościowo opakowaniu  utrzymanym w biało - zielonej kolorystyce. Mimo noszenia go w torebce, wożenia oraz przechowywania w kosmetyczkach, ani nie zeszły z niego napisy, ani się ono nie podrapało. Sztyft wykręca się bez zarzutu, nie wsuwa i nie wysuwa się sam (oj, już miałam takie gagatki :/), a także posiada bardzo dla mnie wygodny, ukośnie ścięty koniec. Sam produkt ma idealny poziom twardości, gdyż nie "rozmaśla się" na ustach, ani nie jest zbyt twardy. Po prostu idealnie po nich sunie i można go nałożyć bez żadnego dyskomfortu nawet na pękniętych lub skaleczonych wargach.
Innisfree Canola Honey Lip Balm Smooth Care
Smaku ani zapachu nie jestem w stanie się w owej pomadce doszukać, ale szczerze powiedziawszy, ani jednego, ani drugiego zupełnie mi nie brakuje. Po nałożeniu kosmetyk czuć na ustach, ponieważ pozostawia on po sobie błyszczący film, który utrzymuje się bardzo długo. Jeśli użyję go na noc - muszę usunąć pozostałą warstwę rano chusteczką lub płynem micelarnym - pod tym kątem bardzo przypomina mi koreańskie maski do ust. Tak jak już wspominałam, pod względem działania nie mam temu produktowi nic do zarzucenia. Świetnie nawilża, odżywia usta i jednocześnie nie ma problemu z uzależnieniem od pomadek (też macie tak po niektórych, że chciałybyście smarować tylko więcej, i więcej, i częściej, i jeszcze? Nienawidzę ich :/). Już po nałożeniu odczuwalna jest ulga oraz ukojenie, a po użyciu wargi są gładkie i jędrne. Szczerze Wam powiem, że to pierwszy od wielu lat produkt pielęgnacyjny w sztyfcie, który sam jeden może poradzić sobie z całą moją pielęgnacją ust. 
Innisfree Canola Honey Lip Balm Smooth Care
Podsumowując - jestem naprawdę bardzo zadowolona z zakupu tej pomadki, więc absolutnie nie żałuję wydanych na nią pieniędzy (kupiłam na ją Jolse za około 24zł). Świetnie sprawdza się zarówno w torebce, jak i w pielęgnacji domowej, daje sobie radę nawet gdy na dworze jest chłodniej, albo moje usta są w "stanie ciężkim, ale stabilnym". Zaliczyła ze mną zajad, wypadek, w którym przecięłam górną wargę (myślałam, że trzeba będzie szyć, fuj), urlop, ostatnie chłodniejsze dni i w każdej z tych sytuacji spisała się wzorowo. Do tego jest całkiem wydajna... Ja z pewnością wypróbuję inne jej wersje! ;) A Wy? Miałyście okazję ją poznać? A może macie innego ulubieńca w kategorii pielęgnacji ust? Dajcie koniecznie znać! ;)

poniedziałek, 25 września 2017

Shinybox Beauty School, czyli powrót do szkoły we wrześniu 2017

Ja zdawałam swoją maturę w 2008 roku. Od tej pory, mój jedyny kontakt ze szkołą, skończył się na dwumiesięcznych praktykach w podstawówce. W czasach licealnych, z racji zamiłowania do spania i braku potrzeby, ograniczałam się rano do założenia jakichś czarnych ciuchów, umycia zębów, twarzy, wytuszowania rzęs, zasznurowania glanów i już byłam zwarta i gotowa do działania. Serio. Chodziłam do szkoły na 8:10, wstawałam o 7:30, o 8:00 byłam w szkole. W kwestii kosmetyków "kolorowych" malowałam jeszcze paznokcie lakierem do frencza, czyli takim mlecznym różem, czerń pozostawiając sobie na weekendy. Tak, tak było 10 lat temu, pamiętam, że dokładnie identycznie robiły chyba wszystkie moje koleżanki z klasy (przed samą maturą, zaczęła malować się do szkoły jedna :P). Jak więc zatem wygląda sprawa z Shinybox Beauty School? Czy zostałabym z nim szkolną pięknością? :P
Shinybox Beauty School wrzesień 2017
Zawartość wrześniowego pudełeczka Shinybox oglądałam przy stole, w towarzystwie mamy, od 30 lat trudniącej się nauką języka polskiego aktualnych licealistów. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ siedząc i piejąc, po co ekipa boxa wsadziła doń tyle kolorówki jako nawiązanie do tematyki szkoły, mama zaserwowała mi mały wykład - "dobra, Inga, za twoich czasów, faktycznie mało kto się malował, ale teraz dziewczyny w 1 klasie konturują twarz, a co niektóre chodzą na co dzień w krwistoczerwonych, matowych szminkach. Takie czasy." Nie powiem, poczułam się staro xD Spójrzmy jednak, co znalazłyśmy w ślicznym, różowym kartoniku, nawiązującym do tematyki początku roku szkolnego.
Shinybox Beauty School wrzesień 2017
Pierwszym z produktów, który znalazłam w pudełku, okazał się Delia Coral nr 184. Nie będę ukrywać, jakoś nieszczególnie lubię lakiery tej marki, bo schną u mnie pół dnia, a trzymają się drugie pół. I choć jestem w mniejszości, która nadal stosuje klasyczne lakiery, nie będę go niestety używać :( Nie podoba mi się turkusowy kolor, brokat w środku i ta seria lakierów się u mnie nie sprawdza. A nawiązując do tematyki boxa, to chyba takie weekendowe to szkolne piękno jeśli wziąć pod uwagę kolor ;) Wolałabym zobaczyć tu jakiegoś nudziaka, w dodatku może innej marki ;) Koszt kosmetyku to 6.50zł. Drugim produktem jest Dax Cashmere Eyeshadow Base. Lubię tę bazę, miałam okazję ją stosować i świetnie się na moich powiekach sprawowała, jednak nie będę ukrywać, że data ważności - styczeń 2018 - nie napawa optymizmem... Gdybym zaczęła używać jej jutro, nie wiem czy uda mi się zużyć połowę :( Szkoda. Jej koszt to około 23zł.  Kolejnym produktem z tego zdjęcia, to BellaPiere Shimmer Roll, czyli rozświetlacz mineralny, odpowiedni także dla wegan. Jego odcień jest ładny, forma pomysłowa, ale w praktyce nie jest tak różowo, bo kosmetyk strasznie się osypuje oraz niesamowicie migruje. Finalnie zainteresowała się nim moja mama i stwierdziła, że te drobinki, które rozświetlacz serwuje, ładnie będę wyglądały na ciele i ona z chęcią zrobi z niego użytek na najbliższej imprezie. Cena wynosi 60zł za 2g.
Shinybox Beauty School wrzesień 2017
Na tym zdjęciu, widać ciąg dalszy kolorówki. Cień Testowy Pierre Rene w szarobłękitnym kolorze wygląda naprawdę mało interesująco. Jednak przy bliższym poznaniu naprawdę wiele zyskuje, bo kremowa konsystencja, opalizujący kolor i łatwość nakładania, naprawdę mi się spodobały. Koszt kosmetyku, to ponoć 6.99zł. Ostatnim już produktem kolorowym, dodawanym do pudełek zamiennie z błyszczykami tej samej marki, jest Contour Palette Smart Girls Get More nr 02, będąca po polsku paletą do konturowania twarzy. Powiem szczerze, że to plastikowe opakowanie nie wygląda zachęcająco (nie lubię takich xD), ale zawartość jest niczego sobie. Odcienie są chłodne, trudno zrobić sobie nimi krzywdę - chyba zrobię z niej użytek. Cena? 13.99zł. Próbką ze zdjęcia jest Aksamitna Kuracja do Ciała Biały Jeleń ;)
Shinybox Beauty School wrzesień 2017
Do pudełka dodano także blok FaceHartów. Mnie osobiście się ten pomysł podoba, bo zawsze chciałam spróbować czegoś takiego, ale jakoś nigdy nie udało mi się ich nigdzie kupić. Oczywiście od razu w piątek, kiedy box wpadł w moje ręce - spróbowałam. I cóż mogę powiedzieć? To chyba nie jest takie proste xD Cena? 20zł za 25sztuk.
Shinybox Beauty School wrzesień 2017
W pudełku znalazły się jednak również kosmetyki pielęgnacyjne. Pierwszym z nich jest Deep Conditioning Hair Mask Novex. Szkoda trochę, że jest to taka mała miniatura, bo na moje włosy sięgające pośladków starczy może na dwa razy... O ile dobrze pójdzie xD Ale ogólnie rzecz biorąc - przyda mi się nawet te 100g, wezmę ją sobie może na jakiś wyjazd. Cena pełnowymiarowego opakowania to 46.70 za 1kg. Ostatnim kosmetykiem, jaki znalazłam w pudełku, jest Pielęgnujące Mydło do Rąk CleanHands. Trafił mi się zapach "owoce tropikalne" i choć tropików w nim nie czuć, to na pewno mi się przyda. Generalnie nie nadążamy z mamą kupować mydeł w płynie, bo takie jest na nie zapotrzebowanie, więc z pewnością szybko zostanie zużyte ;) Cena? 6.50 za opakowanie.
Upominkiem dla Ambasadorek była w tym miesiącu torba Atmosphere ze sklepu brytyjka.pl. Napis "Scotland" może nie jest szałowy (chociaż zawsze można było trafić gorzej, np. na jakieś różowe pączuszki albo inne sweet serduszka :P), ale jest ona aktualnie najwięcej mieszczącą torbą tego typu jaką posiadam, także jest dobrze ;) Na pewno przyda mi się na zakupy.
Podsumowując: w tym miesiącu według mnie gdzieś zagubił się temat pudełka, bo równie dobrze mogłoby nazywać się Cool Party, albo coś w tym rodzaju... Kolejna rzecz: brakuje mi w nim czegoś ekstra, produktu gwiazdy, kosmetyku, który by Nas zachwycił. We wrześniu można by naprawdę sporo poprawić, ale mam nadzieję, że może następnym razem, w końcu napiszę, że jest super ;) A Wy? Co myślicie na jego temat? Podoba Wam się Beauty School czy nie za bardzo? :)
Zapraszam na KONKURS!

wtorek, 19 września 2017

Hello Asia 2, czyli dużo zdjęć, masa upominków i trochę wspomnień

Po pierwsze - nie będę ukrywać, że jestem spotkaniową świeżynką ;) Do tej pory byłam jedynie na otwarciach dwóch sklepów w Łodzi, więc jadąc na Hello Asia 2 nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Jednak z perspektywy czasu - było naprawdę super! :D Przepraszam Was jednak za jakość zdjęć ze spotkania, bo niestety wewnątrz było ciemno, a ja z racji gabarytów mojego aparatu fotograficznego, zabrałam ze sobą jedynie telefon ;) Mimo wszystko - starałam się xD
Hello Asia spotkanie
Spotkanie odbyło się 12 sierpnia we wrocławskim hotelu Terminal. Żeby nie być zgonem w sobotę rano, zarezerwowaliśmy sobie z mężem nocleg, ale na dobrą sprawę i tak nie poszłam spać zbyt wcześnie, bo jeszcze wieczorem zaliczyłam krótką rozmowę na korytarzu z organizującą spotkanie Interendo oraz piżamowe plotki z Candymoną ;) Następnego dnia obudził mnie mąż, więc tradycyjnie już, zarzuciłam "szpachlę na twarz" i nic nie jedząc, zeszłam ze ściśniętym z nerwów żołądkiem na dół ;) Rafał pojechał zwiedzać wrocławskie Zoo, a ja poszłam stawić czoło własnym demonom, czyli nieśmiałości xD Po wejściu na salę, zajęłam miejsce, i na szczęście niedługo potem pojawiły się znajome twarze. Po mojej lewej zasiadła poznana dzień wcześniej Candymona, a po prawej Feeling Fancy (czyli główna pomoc organizatora, autorka logo i zdjęcia powyżej ;)). I już było okej :P 
spotkanie Hello Asia
spotkanie Hello Asia
Zaraz potem, przywitała nas Patrycja - Interendo i zaczęła się prezentacja Rare Beauty Market, dotycząca aromaterapii i jej leczniczego zastosowania w Korei. Potem Seong opowiadał również o refleksologii, każdy miał okazję zostać wymacanym (ja oczywiście usłyszałam, że mam strasznie drobne i szczupłe dłonie, nad czym bardzo ubolewam, bo uwielbiam pierścionki a kupienie czegoś na mnie graniczy z cudem), a niektórzy załapali się nawet na krótki masaż pleców ;) 
spotkanie Hello Asia
Hello Asia
Hello Asia
Zaraz po masażu i refleksologii, czekała na nas kolejna, świetna niespodzianka. Jaka? Premiera polsko - koreańskich kosmetyków Meldvici. Autorzy opowiadali nam, jak przez 5 lat pracowali nad naturalnymi formułami, które miałyby optymalne i bezpieczne dla skóry składy. Wszystko to, zostało umieszczone w wyjątkowo pięknych i ascetycznych opakowaniach, naprawdę zasługujących na uznanie ;) Potem można było wybrać sobie jeden z dwóch kosmetyków, które wchodzą do sprzedaży we wrześniu - czyli mgiełkę, lub emulsję. Pewnie nie będziecie zdziwione, jeśli powiem, że oczywiście capnęłam to drugie xD Padło również kilka słów o mace Wishtrend a potem Michał z bloga Twoje Źródło Urody opowiedział nam o wegańskiej marce O'right, od której również dostaliśmy miły upominek (mnie się nawet poszczęściło, bo trafiłam na bardziej wypasioną wersję :P). A potem okazało się, że w końcu zasłużyłyśmy na posiłek! Tak, akurat ja zdążyłam zjeść w międzyczasie już wszystkie chrupki, które stały dookoła :D
Hello Asia Meldvici
spotkanie Hello Asia
spotkanie Hello Asia
W przerwie było trochę śmiechów, hihów, plotek, oraz wywiązała się wśród nas dyskusja o tym, jak mikrofon Candymony śmie nie być różowy. W tym czasie właśnie powstało zdjęcie zawiedzionej brakiem różowości u wspomnianego wyżej pomponikowego mikrofonu Interendo. Uwielbiam je xD
spotkanie Hello Asia
Zaraz potem, okazało się, że przygotowano dla nas kolejne atrakcje. Przyjechała do nas koreańska makijażystka Jiyun Rachel Park, która umalowała wszystkie chętne (nie poznałam się potem w lusterku, serio...), ekipa Rare Beauty Market udzielała porad dotyczących pielęgnacji i prowadziła badania skóry (jakoś nie zdążyłam skorzystać :() a Natalia z Centrum Stylu robiła chętnym manicure japoński. Do dziś żałuję, że pomalowałam paznokcie i zapomniałam zabrać ze sobą zmywacz :/ Ale cóż, skleroza nie boli, a moja jest iście wybitna. Mimo wszystko, bawiłam się bardzo dobrze, bo stres odpuścił a atmosfera zrobiła się dużo luźniejsza. Muszę przyznać, że czułam się, jak wśród dobrych koleżanek :D
Hello Asia spotkanie
Hello Asia spotkanie
Tutaj widać Rachel przy pracy i efekt końcowy w dziennym świetle. Zupełnie inaczej, prawda? ;) Często ludzie mówią mi, że mam mało europejskie rysy, a teraz jeszcze dodatkowo to podkreślono xD (Osoby, które nie wiedzą, jak wyglądam "normalnie" zapraszam choćby tu).
Hello Asia spotkanie
Hello Asia spotkanie
A na samym końcu, robiłyśmy japońskie słodycze, ale w gruncie rzeczy ja styrana życiem (miałam mały wypadek parę dni przed), tylko "pomagałam" Candymonie i obżarłam Olę z Feeling Fancy xD
Hello Asia spotkanie
A kto wziął udział w spotkaniu? Już Wam mówię! ;)
No i oczywiście ja, ta cała na czarno xD
spotkanie hello asia

Teraz oczywiście pora na kolejny punkt programu, bez którego nie może się obejść chyba żadna tego rodzaju impreza - upominki! <3 Kto nie lubi prezentów? No kto? ;) Dziewczyny bardzo się postarały i dostałyśmy naprawdę świetne produkty do testów ;) Z resztą same zobaczcie:
kichocosmetics.com - mają niebawem zagościć u nas w Polsce! ;)
www.sachi.pl z kodem INTERENDO dostaniecie 13% rabatu na zakupy ;)
Oraz torebeczka i kubek od Interendo!
Bardzo się cieszę, że miałam okazję z Wami być, dobrze się bawić, poznać nowe osoby, a w przyszłości przetestować nieznane mi wcześniej produkty :) Dziękuję Organizatorkom, uczestnikom i sponsorom - za wszystko ;* 
(zapraszam również na KONKURS ;))

czwartek, 14 września 2017

Benton Honest TT Mist, czyli o mojej mglistej historii

Nie jest tak, że każdy rodzi się z zainteresowaniami, jakie kształtują się u niego w dorosłości. Ja jako dziecko, miałam w głębokim poważaniu kosmetyki mojej mamy, szminki, sukienki (do dziś krąży w rodzinie historia, jak niemal podarłam na sobie elegancką kreację, krzycząc "ja cem podenki". Inunia, lat 2 z kawałkiem, wymyśliła że woli spodenki. I wolała bardzo długo) Jako dziecko chodziłam po drzewach, ubierałam się jak chłopiec, potem zaczął się okres nastoletniego buntu, który trwał do końca licencjatu. Glany do kolan sznurowałam codziennie rano bite 10 minut, a makijażem zainteresowałam się dopiero, gdy poszłam na studia. Wtedy gdzieś zaczęło kiełkować we mnie zamiłowanie do pędzli, kosmetyków kolorowych, eyelinera, paznokcie zmieniły kolor z czarnego na inny. Na pielęgnację przyszła pora niedługo potem, ale również poza kremami i płynem micelarnym towarzyszyło mi niewiele. Potem zaczął się azjatycki szał pał (u mnie około 6-7 lat temu). Czytałam fora internetowe, testowałam pojedyncze kosmetyki rodem ze wschodu ale do mgiełek przekonałam się dopiero hmm... Rok temu? Wcześniej myślałam, że nic nie dają, po co mi to, i właściwie to zbędny krok w pielęgnacji. Po zmianie zdania, trafiło do mnie kilka egzemplarzy, więc tym razem pora na recenzję Benton Honest TT Mist, która dzielnie towarzyszyła mi całe wakacje i właśnie udało mi się ją "wykończyć". Co myślę na jej temat? Zapraszam do czytania!
Benton Honest TT Mist
Mgiełka Benton znajduje się w prostym, białym, 40-mililitrowym opakowaniu, będącym właściwie tubką z atomizerem. Do zalet takiego rozwiązania należy to, że jest naprawdę mobilna, ciężko ją popsuć nosząc w torebce (ja latałam z nią cały urlop, i do miasta, i na plażę) i zajmuje bardzo mało miejsca. Do wad? No cóż, nie jest za piękna, choć surowce z której wykonano tubkę, są bardzo dobrej jakości. Tyczy się to również atomizera, który nie zacina się aż do samego końca i raczy nas delikatną mgiełką, kiedy tylko zechcemy ;) Warto też wspomnieć, że kosmetyk nie ma żadnego aromatu, więc w sam raz nada się dla zapachowych wrażliwców.
Benton Honest TT Mist
Kosmetyk ma oczywiście formę klasycznego płynu, który rozpylamy na twarz. Trzeba mu przyznać, że pięknie się wchłania i nie klei zaraz po, ale niestety kiedy dostanie się do worka spojówkowego potrafi zaszczypać (ale ja mam ostatnio problemy z oczami, ciągle są czerwone, może to dlatego). Warto również dodać, że aplikowana oszczędnie, świetnie sprawdza się w ciągu dnia. Mojego makijażu nie rusza, ale on raczej zawsze bardzo dobrze się trzymał. Za to bardzo ładnie go scala, ujednolicając twarz i niwelując efekt pudrowości, ale w tej roli używałam jej naprawdę dosłownie kilka razy. Dobrze, teraz zatem trochę teorii, jak kosmetyk ma działać xD Podstawowym składnikiem płynu jest hydrolat z drzewa herbacianego, który tonizuje skórę, odświeża i wykazuje działanie antyseptyczne. Ma też regulować pracę gruczołów łojowych, ściągać pory, przyspieszać regenerację, a także nawilżać oraz koić, ze względu na obecność kwasu hialuronowego w składzie. Jak wyszło zatem w praktyce?
Benton Honest TT Mist
W domu używałam sobie Benton Honest TT Mist jako normalnego toniku, który nakładałam na twarz zaraz po umyciu. Wtedy odnotowałam właściwie jedynie fakt, że znacząco przyspiesza ona wchłanianie się kosmetyków, oraz zmniejsza efekt "kleistości" co niektórych gagatków. Tak naprawdę prawdziwy wachlarz możliwości pokazała ona na moim urlopie. Z racji tego, że miałam wtedy lenia jak stąd do nieskończoności, przez całe te 12 dni, malowałam się może ze 3-4 razy (i aż się sama sobie dziwię. Może trochę częściej pociągnęłam jedynie rzęsy tuszem). Muszę z czystym sumieniem przyznać, że stosowana w ciągu dnia faktycznie niweluje uczucie ściągnięcia, skóra staje się gładsza, ładniejsza i sprawia wrażenie lekko nawilżonej. Ale na prawdziwy test tak naprawdę dopiero przyszła pora. Na tymże urlopie, wysypało mnie na lewym policzku i jakieś paskudztwo wyglądające jak porządna alergia lub wypukłe ugryzienia owada męczyło mnie praktycznie pół pobytu. Pal licho, co to. Ważne, że mgiełka Benton koiła skórę na tyle, że moje ręce nie wędrowały ciągle do twarzy i chęć drapania w znaczącym stopniu malała po jej użyciu. W połączeniu z lekami przeciwuczuleniowymi, pomogła mi zlikwidować problem w kilka dni, choć małe, czerwone plamki mam na policzku do dziś. 
Podsumowując - nie będę jednak ukrywać, że mgiełka Benton Honest TT Mist to jeden z lepszych produktów tego typu, z którym miałam styczność. Faktycznie coś robiła (bo niektóre ograniczają się tylko do przyspieszenia wchłaniania innych produktów pielęgnacyjnych), bardzo przyjemnie się jej używało i pomagała nawet w kryzysowych sytuacjach. Żałuję jedynie, że za te 40ml musimy zapłacić aż 59zł. Ale z drugiej strony... Od czego są promocje? ;) W skin79-sklep.pl, są naprawdę bardzo często, więc polecam małe polowanie :D A Wy miałyście styczność z tym produktem? Używacie mgiełek? A może niekoniecznie je lubicie? Dajcie znać! :)
Zapraszam też na KONKURS!