poniedziałek, 29 maja 2017

Majowe nowości, czyli o tym, co ostatnio do mnie trafiło

Maj to miesiąc moich imienin. Przez ten fakt, jakoś zazwyczaj obfituje on we wszelkiego rodzaju zakupy, nowości, prezenty i inne cuda, bo jakoś mniej sobie odmawiam :P W dodatku - nie będę ukrywać, chyba wynaleziono mi całkiem nową i całkiem przewlekłą choróbkę, która w dodatku za nic nie chce ustąpić choć trochę, więc niestety, ale zdarzało mi się robić zakupy pod wpływem chwili i na poprawę humoru (tak, wiem, zły nawyk, zły). Wracając jednak do sedna sprawy i przyjemniejszych tematów - zobaczcie same co ładnego przytargałam do domu tym razem (bądź przyniósł mi listonosz i wszelkiego rodzaju kurierzy :P)! Musicie mi tylko wybaczyć różne światło na zdjęciach :P Co chwila pokazywało się i chowało słońce, więc mam wrażenie, że każde jest inne :/
nowości
Hada Labo Tokyo Evree
W maju cała blogosfera żyła promocją na kosmetyki do pielęgnacji twarzy 2+2 w Rossmannie (btw. trwa ona do 30 maja, więc jeszcze zdążycie ;)) Ja oczywiście niestety uległam i sprawiłam sobie najpierw trio (czwarty kosmetyk zgarnęła mama), a potem Różany Olejek do Mycia Twarzy Magic Rose Evree. Wcześniejsze zakupy to z kolei nowa w Polsce marka Hada Labo Tokyo, która wywołała ostatnio sporo kontrowersji. Należy ona niby do koncernu Rotho produkującego azjatyckie Hada Labo, jednak na rynek europejski wypuszczono linie ze zmienionymi składami, częściowo produkowane w USA i Japonii. Zdecydowałam się jednak przetestować Lotion No.1 Super Hydrator, Concentrated Water Serum Lock-in-Moist oraz Skin Plumping Gel, czyli hydrożel wypełniający skórę. Zobaczymy, jak to polsko-japońsko-amerykańskie Hada Labo Tokyo zda egzamin ;)
glow, silisponge, blend it!
W ostatnim miesiącu skusiłam się też na kilka akcesoriów kosmetycznych. W Hebe natrafiłam na dziwny, błękitny odpowiednik Silisponge (oscylujący coś koło 10zł), postanowiłam więc zobaczyć, jak sprawdzi się u mnie (i na razie o dziwo nie jest źle!). Ze strony internetowej Glov zamówiłam sobie rękawicę do skóry suchej i wrażliwej oraz wersję niebieską. Mam już wersję klasyczną i na początku się z nimi nie polubiłam, ale potem okazało się, że źle tego wynalazku używam (bo był za suchy). Gdy opracowałam odpowiednią metodę - jest super! Postanowiłam też dać drugą, ostatnią już szansę jajeczkom Blend it! Pierwsze, pod oczy, rozleciało mi się w ciągu miesiąca, ale może za drugim razem będziemy dogadywać się lepiej. Jak nie, to nasze ostatnie spotkanie :P
innisfree, klairs, skingarden
Na tym zdjęciu widać mgiełkę Innisfree Aloe Revital Skin Mist, zamówioną na ebay. Szła do mnie tak długo, że już naprawdę myślałam, że zaginęła na amen. Pisałam hurtowo maile do sprzedawcy (sprawdzonego, wiele razy u niego zamawiałam) i już miałam umawiać się z nim na zwrot kasy bądź ponowną wysyłkę, ale pewnego dnia mój szacowny Pan Listonosz mieszkający w bloku obok, przyniósł sobie paczuszkę jak gdyby nigdy nic. Naskrobałam więc do szanownego Pana lub Pani z Korei, że za pomoc dziękuję, paczka doszła. Ale co się nadenerwowałam, to moje :P Dla odmiany - reszta rzeczy, choć azjatycka, zamówiona została w Polsce, w nowo otwartym sklepie Skingarden. Podczas startu, nie dość, że wszystko zostało przecenione o 40%, to jeszcze dostałam w prezencie koralowy błyszczyk Missha i mini toner ;) Oczywiście pełnowymiarowym zakupem jest Klairs Rich Moist Soothing Serum :) Słyszałam o nim wiele dobrego, mam więc nadzieję, że się sprawdzi :)
Yves rocher konwalia, Bioline hydrolat
Od dłuższego czasu ciekawiły mnie hydrolaty marki Bioline. Robiąc zakupy w jednej z aptek internetowych, zdecydowałam się więc na wersję Róża, i szczerze powiem - jestem z niego zadowolona. Pięknie pachnie, przyspiesza wchłanianie kosmetyków i korzystnie działa na cerę. Super! :) Obok widzicie wodę toaletową Yves Rocher Konwalia. Nie jest ona może najwyższych lotów, ale bardzo lubię tę wersję bo pachnie całkiem realistycznie (super jest jeszcze bez <3 też go kupiłam, ale poleciał do Interendo :)).
prezent interendo
A będąc już przy naszej kochanej dobrej wróżce Patrycji - całkiem niedawno dostałam od niej taką piękną paczkę! :) Jest to chyba połączenie prezentu imieninowego z dniem dziecka, w którym znalazłam same "smaczki". Lotion Hada Labo, kremy Erborian, Dr.Jart+ i Ahava, sheet mask, płatki pod oczy Secret Key, cudo na wągry Innisfree oraz wiele innych cudeniek, które z miłą chęcią wypróbuję :) Dziękuję pięknie raz jeszcze ;*
Prezent Feeling Fancy
Z kolei u Feeling Fancy wygrałam nagrodę - niespodziankę. Gdy ją dostałam, pomyślałam sobie - "jak to jest, że osoba, która w życiu mnie nie widziała, wie lepiej co mnie ucieszy, niż moja - dajmy na to - kuzynka?". Jest więc oczywiste, że z prezentu jestem niesamowicie zadowolona. Wewnątrz ujrzałam rozświetlacz Sun Kiss Makeup Revolution (mam identyczny, ale to nic bo jest fajowy :D Ten znalazł już nową właścicielkę), paletę Naked Chocolate tej samej marki, eyeliner L'oreal, sheet mask Missha i wosk Kringle Candle o zapachu Splash (pisałam, że lubię świeże, trochę męskie aromaty, prawda? ;)). Olu, jestem w szoku, że aż tak dobrze udało Ci się trafić w mój gust! Dziękuję ;*
Dr Irena Eris SPA Resort Fiji
Znacie linię Dr Irena Eris SPA Resort Fiji? Jest to seria luksusowych kosmetyków, które kupić można w Douglasie. Ja dostałam ją w ostatnim miesiącu jako prezent od marki. Wygładzający Peeling do Ciała Dr Irena Eris SPA Resort Fiji umieszczony jest w plastikowej tubie o pięknym, lazurowym wzorze. Kosmetyk należy raczej do tych delikatnych, ale świetnie wygładza ciało, nie pozostawiając po sobie tłustej warstwy. Jednocześnie przez to, że jest dość gęsty, nic nie spływa nam po rękach. Zapach przypomina mi morską bryzę. Delikatną, świeżą, lekko wyczuwalną, ale za to jaką przyjemną... Z Kolei Odżywczy Balsam Nektar Dr Irena Eris Spa Fiji umieszczono w eleganckim, białym słoiczku z kobaltowo-turkusową naklejką. Jego konsystencja jest leciutka, delikatna, ale jednocześnie bardzo odżywcza. Gdy już się wchłonie, pozostawia po sobie pięknie nawilżoną i odżywioną skórę. Zapach? To również cudowna, świeża morska bryza, tyle że bardziej intensywna niż w przypadku peelingu. Chyba się pokochaliśmy ;) Moja wiosna zapachniała Fiji :D
kosmetyki benton
Od marki Benton Polska dostałam paczkę niespodziankę. W prawdzie poproszono mnie o podanie adresu, ale zupełnie nie spodziewałam się tylu świetnych kosmetyków wewnątrz! W dodatku radość była tym większa, że przesyłka przyszła dokładnie dzień przed moimi imieninami :D W paczce znalazłam Honest TT Mist, czyli kojącą mgiełkę, Snail Bee High Content Skin, będący bezzapachowym tonikiem z filtratem ze ślimaka i zieloną herbatą (o esencji z tej serii poczytacie tutaj), Fermentation Essence, czyli esencję opierającą się na filtracie z grzyba pleśniowego Galactomyces oraz krem pod oczy z tej samej serii: Fermentation Eye Cream. Będzie co testować! :D
Be glossy maj 2017
Na sam koniec zostawiłam majowe pudełeczko Be Glossy Sekret Piękna. Kupiłam je (pierwszy raz w życiu, serio!) ze względu na Peeling Solny Organique z linii Sea Essence dodawany do pudełeczek wymiennie z balsamem z tejże serii. Liczyłam na smarowidełko, dostałam co dostałam, cóż - życie :D I moje zezowate szczęście :P Na jego temat powiedziano już chyba wszystko, więc odeślę Was jedynie do wpisu mojej imienniczki Eweliny ;)
I to już wszystko na dziś. Jak same widzicie - nie jest tego mało :P Raz jeszcze przepraszam za różne światło na zdjęciach, ale mam na dzieję, że nie przeszkadza to jakoś specjalnie w odbiorze... Znacie któreś z moich nowości? Jak się u Was sprawdziły? A może wpadło Wam coś w oko? Dajcie znać! :)

środa, 24 maja 2017

Płyny micelarne Lirene, czyli o zmywaniu makijażu słów parę

Demakijaż to podstawa ładnej, zdrowej cery. Mam nadzieję, że dziś już wszyscy to wiedzą :D W moim przypadku, poza żelami i olejkami myjącymi, codziennie towarzyszy mi też płyn micelarny. A to do wstępnego demakijażu, a to do domywania resztek, a to do przetarcia skóry rano i usunięcia warstwy kosmetyków nałożonych na noc. Ostatnio miałam okazję testować dwa produkty marki Lirene. Płyn Micelarny z Minerałami Morza Martwego, oraz Nawilżająco - Łagodzący z D-panthenolem. Który lepiej się sprawdził? Z jakim bardziej się polubiłam? Zapraszam do czytania! :)
Lirene płyn micelarny
Płyn Micelarny Nawilżająco - Łagodzący z D-panthenolem Lirene
Jako pierwszy, stosowałam Płyn Micelarny Nawilżająco - Łagodzący z D-panthenolem Lirene. Znajduje się on w typowym dla marki opakowaniu, mieszczącym 200ml. Wykonane jest ono z wygodnego w użyciu plastiku (czyli nie jest ani zbyt twardy, ani zbyt miękki). Otwór całkiem dobrze dozuje płyn, choć zdarzyło mi się, że dostałam go dużo więcej niż chciałam :P Konsystencja to oczywiście typowa dla miceli woda, a zapach - praktycznie nie istnieje.  Przejdźmy jednak do działania. Kosmetyk całkiem sprawnie usuwa lekki makijaż, choć z tym ciężkim, wodoodpornym oczywiście sobie nie poradzi (jednak ja zawsze po zmyciu każdego make-upu micelem, myję jeszcze twarz wodą i żelem lub ostatnio glov). Co ważne, produkt ten nie ściąga skóry twarzy, ładnie ją koi i nie powoduje podrażnień ani zaczerwienień - za to więc wielki plus. Nie szczypie też w oczy, a przy szkłach kontaktowych to szczególnie istotny aspekt. Ogólnie rzecz biorąc - ja byłam z jego działania zadowolona, jedyny minus jakiego się doszukałam, to to, że niestety się klei :P Jego cena regularna wynosi 13.99zł.
Lirene Płyn Micelarny z Minerałami z Morza Martwego
Jako drugi testowałam Płyn Micelarny z Minerałami z Morza Martwego. Znajduje się on w większej, okrągłej butelce, mieszczącej w sobie aż 400ml. Mimo swojego rozmiaru jest ona wygodna i łatwa w obsłudze, prawdopodobnie dzięki temu, iż plastik nie jest zbyt twardy. Mam wrażenie, że w porównaniu z poprzednim micelem, łatwiej go dozować. Butelka posiada mniejszy otwór więc dzięki temu zawsze dostaję tyle produktu na ile mam ochotę ;) Konsystencja jest oczywiście wodnista, a zapach mimo iż jest świeży i delikatny, to jakoś tak średnio mi odpowiada :P Jak zatem z działaniem? Płyn micelarny całkiem nieźle usuwa makijaż (może nawet lepiej niż jego różowy kolega), jednak po jego użyciu na mojej twarzy pojawiają się malutkie zaczerwienienia (nie jest to wysypka, tylko źle reagują na niego naczynia krwionośne). Drugi minus? Szczypie mnie w oczy :/ Poza tym jest już całkiem przyzwoicie. Micel odświeża, nie ściąga cery, nie wysusza ani nie powoduje u mnie nieprzyjemnych doznań mimo obietnicy normalizacji wydzielania sebum (mam cerę normalną, naczyniową). Dużą jego zaletą jest to, że w przeciwieństwie do poprzednika - nie klei się na skórze. Cena regularna produktu to 18.89.
W ramach podsumowania - oba płyny micelarne mają swoje wady i zalety. Jednak w przypadku mojej naczyniowej i wyjątkowo wrażliwej cery, chyba ostatecznie postawiłabym na klejącą się wersję różową :D Niebieskiej została mi jeszcze połowa, ale ze względu na szczypanie w oczy i "uwidacznianie" naczyń krwionośnych, raczej oddam go mężowi :) Miałyście może któryś z tych płynów micelarnych? Jak się u Was sprawdziły? A może macie innego ulubieńca tejże marki? Dajcie znać! :)

piątek, 19 maja 2017

Inspired By Naturalnie Piękna VI, czyli o pudełku i wypadkach przypadkach

Dziś będzie krótko (a przynajmniej tak się postaram). Na moim instagramie wspominałam parę dni temu, że mam problemy z ręką. Prawdopodobnie jest to  - z tego co zrozumiałam w szpitalu - ucisk nerwu na naczynia, przez co nie mam czucia w palcu wskazującym (a reszta boli :/). Mam jednak nadzieję, że jakoś przysłowiowo "rozejdzie się to po kościach" a mój palec do mnie wróci, bo na razie zupełnie nie mogę pisać na komputerze :P Odnośnie wracania - pora w końcu na temat kosmetyczny. Jakiś czas temu, dostałam od Inspired By pudełeczko Naturalnie Piękna VI. Czy mi się spodobało? Co zawierało? Zapraszam do czytania!
Inspired By Naturalnie Piękna VI
Pudełko tradycyjnie jest sztywne i bardzo ładne, wykonane z szarego papieru świetnie nawiązującego do stylu eko. W przyszłości z pewnością wylądują w nim jakieś moje bibeloty, mimo tego, że stosunkowo ciężko się otwiera ;)
Inspired By Naturalnie Piękna VI zawartość
Przechodząc jednak do zawartości - niekwestionowanym hitem tego pudełeczka jest Regenerująca Maseczka z Błotem -417, która wzbogacona została minerałami z Morza Martwego, miodem, masłem kakaowym, olejkami eterycznymi i witaminami. Bardzo ciężko się ją nakłada, bo ma nietypowa konsystencję, ale jednocześnie wyjątkowo ciekawie "usuwa". Jak? Magnesem, który widzicie na zdjęciu :D Wtedy wszystko schodzi wyjątkowo łatwo ;) Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie kazała iść mężowi do garażu po tak zwany magnes neodymowy (czyli dużo mocniejszy :P). Zawinęłam go w chusteczkę i przystąpiłam do działania! :D Wtedy nawet nie trzeba dotykać nim skóry, ponieważ cała maseczka odskakuje od niej, gdy krążek jest jeszcze w powietrzu :P Śmieszny widok :D Co do działania - produkt ten pięknie łagodzi zaczerwienienia, nawilża i odżywia, a po zastosowaniu cera faktycznie wygląda lepiej. Cena? Dość szalona, bo według karty to 476zł ;) Drugim produktem z pudełeczka okazał się Płyn Micelarny O'Herbal. Używam tego typu kosmetyków codziennie, schodzą one u mnie w hurtowych ilościach i bardzo cieszę się, że micel pojawił się w pudełeczku. Z pewnością go zużyję, zwłaszcza, że sama marka dobrze mi się kojarzy ;) Cena? 19.90 za 250ml.
Inspired By Naturalnie Piękna VI zawartość
Kolejnym produktem pełnowymiarowym okazał się szampon do włosów farbowanych Daily Colour Care Pilomax do włosów jasnych. Sam zamysł jest całkiem fajny, jednak ja - brunetka, lekko farbowana na inny odcień, oddałam go bratu. Wprawdzie on włosów nie koloryzuje, ale jest naturalnym blondynem, więc używa go od kilku dni i twierdzi, że jest zadowolony ;) Koszt? 22zł za 200ml. Szkoda, że nie trafiła mi się wersja do włosów ciemnych ;) Ciekawą pozycją z pudełeczka okazała się dla mnie Kuracja Wzmacniająca dla Paznokci, Skórek i Skóry Stóp Shefoot, która idealnie łączy świetne działanie z lekką konsystencją. Tylko zapach jakoś nieszczególnie przypadł mi do gustu. Jej cena to 29.90 za 50ml. Ostatnim już produktem z tego zdjęcia jest 100% Olej Macadamia Avebio. Nie będę ściemniać - nie lubię olei... Ten z pewnością komuś sprezentuję, i jednocześnie wyrażę ubolewanie, że nie trafiłam na inny kosmetyk, bo wymiennie z nim umieszczano w pudełeczkach serum lub wodę lawendową tejże marki. Cena za 50ml to 29zł ;)
Inspired By Naturalnie Piękna VI zawartość
Na ostatnim zdjęciu widać miniatury umieszczone w boxie. Pierwszą z nich jest Szampon Przeciw Wypadaniu Włosów marki Radical. Miałam go już jakoś czas temu i nie powodował u mnie szkód (tj. swędzenia ani wysypu plam łuszczycowych) więc z chęcią zużyję i tę miniaturkę ;) Cena za 300ml to 14.90. Drugim z mini produktów jest Podkład Kryjący Neauty Minerals. Mnie trafił się odcień Neutral Medium Light, który wydaje mi się całkiem ładny i jasny. Jeśli jednak po nałożeniu na twarz będzie za ciemny, wymieszam go z jednym z moich za jasnych minerałów :P (nie używałam go jeszcze, bo przez wspomniane we wstępie "kalectwo" nawet się nie maluję). Koszt? 44.90 za 8g. Biooleo obdarzyło nas z kolei solą do kąpieli o nazwie "Złoto Egiptu". Ma ona śliczny zapach, tyle, że ja nie posiadam wanny. Może wymoczę w niej stopy? Zobaczymy ;) Cena za 400g to 19.90. Z kolei próbki widoczne z prawej strony to Koncentrat do Twarzy oraz Koncentrat pod Oczy marki Biały Jeleń.
Podsumowując: Nie każdy z tych kosmetyków mi się przyda i nie z każdego jestem zadowolona. Całe pudełeczko oceniam jednak pozytywnie ze względu na zawartość świetnej maseczki -417, płynu micelarnego O'Herbal, miniaturki podkładu Naughty Minerals oraz Kuracji do Stóp. Nie będę ukrywać, że dostałam je w prezencie, ale gdybym kupiła je sama (a bardzo długo to rozważałam) również byłabym zadowolona ;) A Wy co o nim myślicie? Podoba się Wam? Jeśli tak, boks jest jeszcze dostępny. Kosztuje 119zł na stronie Inspired By :)

poniedziałek, 15 maja 2017

Inga ma instagram, czyli o eksplorowaniu nowej przestrzeni

Jaki to ciekawy zbieg okoliczności... Trzysetny post na blogu, zbiegł się akurat z momentem, kiedy postanowiłam pojawić się w nowym miejscu w sieci ;) Szczerze powiedziawszy - do założenia konta na instagramie zbierałam się jak pies do jeża. W końcu w okolicy Bożego Narodzenia stwierdziłam - "może chociaż nick sobie zarezerwuj". I tak powstał profil o nazwie inga.blackliner. Kolejne pół roku (no bo w końcu jakby nie patrzeć, połowa maja już) zabrało mi przekonanie się do wstawienia pierwszego zdjęcia i ruszenie z kopyta. Nareszcie jednak jestem i działam, więc informuję ;) Na razie mam problem z robieniem ładnych zdjęć telefonem oraz ciągle jestem z nich niezadowolona, żywię jednak nadzieję, że z czasem będzie lepiej ;)
inga black liner
Jeśli macie jakieś rady dla początkującej, bądź chciałybyście zostawić mi w komentarzach nazwę swojego profilu - piszcie śmiało :) Będzie mi też bardzo miło, jeśli zechcecie do mnie zajrzeć ;) Pod zdjęciem profilowym z prawej strony znajdziecie ikonkę, która przeniesie Was prosto na miejsce :) (a tu wersja dla leniwych - klik)

środa, 10 maja 2017

Benton Snail Bee High Content Essence, czyli o koreańskiej esencji słów parę

Powoli narasta we mnie irytacja. Irytacja na panującą aktualnie pogodę. I zimno, i pada, i zimno, i pada, i do tego wszystkiego bolą mnie stawy. Ale wysmarowałam się Fastum i piszę jak stary paralityk: na raty, bo dokuczają mi głównie nadgarstki :P Dziś wszak pora na recenzję esencji Benton Snail Bee High Content Essence, pochodzącej z Korei Południowej, jednak bardzo łatwo dostępnej w Polsce. Esencja to według Charlotte Cho - serce koreańskiego rytuału pielęgnacyjnego, jego najważniejszy etap, wywodzący się ściśle z tego kraju. Ponoć jej dołączenie do codziennej rutyny, daje właśnie największe efekty, ponieważ jest to kosmetyk, który doskonale nawilża i wspomaga procesy zachodzące w skórze.
Benton Snail Bee High Content Essence
Esencja koreańskiej marki Benton, znajduje się w plastikowym opakowaniu z pompką. Nie wyróżnia się ono niczym szczególnym, jednak warto wspomnieć, że plastik jest jakościowo dobry, a pompka działa jakoś wyjątkowo bez żadnych problemów (nie wiem jak to wygląda u Was, ale do mnie często one strzelają - chyba mnie nie lubią :P). Buteleczka zawiera 60ml produktu, który okazuje się dość rzadkim, lekko wodnistym żelem, w którym znajdują się bąbelki powietrza.
Benton Snail Bee High Content Essence
Na szczęście esencja po nałożeniu na twarz bardzo szybko się wchłania i nie ma tendencji do klejenia się. Łatwo rozprowadzić ją po skórze oraz jest całkiem wydajna (stosuję ten kosmetyk rano i wieczorem po trzy pompki już od około 6 tygodni). Świetnie radzi sobie zarówno solo, pod makijażem, jak i w towarzystwie produktów do pielęgnacji wieczornej, nakładanych warstwowo (stosując taką pielęgnację, nakładamy kosmetyki od tego, który ma najlżejszą konsystencję, aż do tej najcięższej). Esencja nie posiada żadnego aromatu - według mnie trochę szkoda, ale zapachowe wrażliwce powinny być ukontentowane :D (warto też wspomnieć, że kosmetyk ten ma ponoć całkiem niezły skład).
Benton Snail Bee High Content Essence
Esencja Snail Bee High Content Essence - jak sama nazwa wskazuje, zawiera w sobie 90% filtratu ze śluzu ślimaka i trochę pszczelego jadu. Ma ona za zadanie nawilżyć i wygładzić skórę, łagodzić stany zapalne, wspomagać walkę z niedoskonałościami, zmarszczkami, oraz przebarwieniami. Warto wspomnieć, że w tym momencie towarzyszą mi chyba wszystkie wspomniane wyżej "problemy". Niby do tej pory pryszcze były czymś totalnie dla mnie obcym, ale dostałam od lekarza nowy, jakże cudowny specyfik, na którego ulotce ktoś napisał "trądzik" w dziale skutków ubocznych i oto były! Trzy pryszcze! (w całym swoim ponad 27-letnim życiu miałam może z sześć). Zgorszona wybujałą bezczelnością swojej cery stosowałam jednak cały czas tą samą pielęgnację. I cóż mogę powiedzieć: po włączeniu owej esencji do swojej porannej i wieczornej rutyny, faktycznie zauważyłam wzrost nawilżenia, złagodzenie zaczerwienień (tych po pryszczach, a także typowo naczyniowych), oraz ładne rozświetlenie i napięcie cery. W kwestii zmarszczek - jakoś sama nie wiem. Z pewnością stare nie uwidoczniły się bardziej, tylko były tak samo "piękne i urocze", ale może po prostu kosmetykami nie da się już zdziałać więcej (bo w tym momencie są u mnie lekko widoczne bruzdy nosowo-wargowe oraz moje ukochane trio na czole, jednak wiem, że kiedy mam miesiąc lenia, albo gówniane kosmetyki, wyłazi mnóstwo innych).
Benton Snail Bee High Content Essence
Podsumowując - jestem zadowolona z zakupu tej esencji i bardzo cieszę się, że dołączyła do mojego pielęgnacyjnego arsenału. Polubiłyśmy się, po jej włączeniu do swojej pielęgnacji zauważyłam zmianę na lepsze i jeśli szukacie czegoś, co mogłoby zagościć na Waszej twarzy np. pod kremem - z czystym sumieniem polecam :) Choć i solo pod makijażem esencja spisywała się u mnie świetnie ;) Jej cena regularna to 99zł, ja jednak kupiłam swoją za bodajże 80. Gdzie? Na stronie dystrybutora Skin79, ekobieca, mintishop i wielu innych. Na ebay jakoś rzadko widuję kosmetyki tej firmy... :P Znacie markę Benton? Sięgałyście kiedyś po koreańskie esencje? A może podzielicie się, co najczęściej ląduje pod Waszym kremem? Dajcie znać! :)

piątek, 5 maja 2017

Nowości kwietnia, czyli o promocjach, zakupach i prezentach słów parę

Czas biegnie nieubłaganie. A w związku z tym, że u mnie w kalendarzu straszy data "5 maja", pora na post o nowościach z zeszłego miesiąca, które mogłabym podsumować: "miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle...". Inga miała oszczędzać, ale że trafiła się promocja w Rossmannie oraz kilka innych ciekawych okazji, a grupa o azjatyckich kosmetykach na fb znów wodziła na pokuszenie, to kupiłam to i owo. Znowu - chciałoby się rzec. Ale chyba pora przyzwyczaić się do tego, że jestem niereformowalna i tak już zostanie :P Zapraszam Was zatem do oglądania, wszak znowu jest co! :D
nowości black liner
neogen, glov, o'herbal, vichy
Zaraz na początku kwietnia skusiłam się na ponoć rewelacyjny krem Black Volume Creme - Water Crapping System Neogen, który ponoć jest wielkim hitem w swojej ojczyźnie. I ma czarny kolor! <3 Musiałam go mieć, bo zrobiono mi wodę z mózgu, oraz obiecano że odmłodnieję po nim o 20 lat, będę piękna i cudowna. Koniec. Mam nadzieję, że nie kupię żadnego kremu przez najbliższy rok. No może chociaż przez pół, bo naprawdę dużo czeka w kolejce na wypróbowanie :P Drugą nowością jest u mnie rękawica Glov. Na początku chyba średnio się polubiłyśmy, ale z czasem odkryłam, co robię źle i od tej pory nasze relacje zdecydowanie się poprawiły :P Maskę Wzmacniającą Włosy O'Herbal miałam już okazję testować i bardzo mi odpowiadała, więc trafiła do mnie ponownie jeszcze szybciej, niż się tego spodziewałam (więcej pisałam o niej tutaj), a antyperspirant Vichy, to już chyba milionowy egzemplarz w mojej kosmetyczce. Jest wydajny, skuteczny i nie powoduje swędzenia, więc kupuję go regularnie :)
makeup revolution, seche vite, bell secret garden
W kwietniu odnowił mi się szał na rozświetlanie. W związku z brakiem nowych wrażeń, postanowiłam zamówić sobie Strobe Highlighter Makeup Revolution w odcieniu Moon Glow Lights oraz Rozświetlacz Sun Kiss tej samej marki, w kolorze noszącym nazwę Ice Kiss. Moja relacja z nim zaczęła się niezbyt dobrze, ba! Byłam nawet przekonana, że nabyłam bubel (tani na szczęście), ale po zmianie pędzla, kosmetyk okazał się całkiem przyjemny. Przy okazji zamówiłam też schodzący u mnie w domu w sporych ilościach Top Seche Vite. Z kolei w Biedronce po drugiej stronie ulicy skusiłam się na puder Bell Secret Garden Beauty Finish Powder, będący edycją limitowaną, dostępną tylko w owym dyskoncie. Jeśli jeszcze go nie macie - polecam ;) Daje bardzo ładne, zdrowe wykończenie, a makijażowi daleko do płaskiego matu.
evree, bielenda, wibo, dr irena eris, long4lashes, lovely
Na tym zdjęciu widać moje zakupy z Rossmanna. Zaszalałam całkiem mocno, a na swoje usprawiedliwienie mam jedynie fakt, że na poprzednich promocjach nie kupiłam nic... W kwestii nowości do ust, skusiłam się na dwa produkty marki Evree: balsam My Super Balm w wersji poziomkowej, oraz Sugar Lips, będącym poziomkowym peelingiem ;) Mam nadzieję, że nie będzie zbyt ostry. W kwietniu trafiłam też na promocję esencji Bielenda MultiEssence 4w1 i włożyłam do koszyka wersję do skóry suchej, więc w końcu zobaczę, ile ma ona wspólnego z koreańskimi produktami tego typu. Nawiązując raz jeszcze do pogłębiającej się manii rozświetlaczowej, z racji promocji -55% wylądowała u mnie także paleta Wibo Star Shine Shimmering Kit. Ciekawa jestem jak się sprawdzi, bo niektóre kolory są naprawdę nietypowe. Robiąc zakupy w moim małym Rossmannie (małym, ale za to był tam błogi spokój!) wrzuciłam do koszyka jeszcze puder ryżowy White Chocolate Lovely oraz Odżywkę do Rzęs Long4Lashes. Z kolei już w Łodzi brat nabył mi cień do powiek Liquid Eyeshadow Dr Irena Eris w odcieniu nr1. Jest piękny, trwały i łatwy w obsłudze, więc bardzo się cieszę, że do mnie trafił. Do zdjęcia nie załapał się niestety tusz do rzęs L'oreal False Lash Wings, oraz lakier do paznokci Wibo Strobing Nail Polish nr2, wyglądający zupełnie jak syrenkowy pyłek do hybryd ;) i To już na szczęście koniec moich zakupów ;)
smashbox, flos lek
W kwietniu - nietypowo jak na mnie - niesamowicie dopisywało mi szczęście ;) U Agnieszki prowadzącej bloga Kosmetyki z Mojej Półki wygrałam piękną paletę Smashbox Cover Shot Matte Eye Palette. Do dziś jestem pod wrażeniem jej świetnego, holograficznego designu i zawartości :) Jeszcze raz bardzo dziękuję! Z kolei u Kamili z bloga ByKamila-jk wygrałam dwa kosmetyki z najnowszej linii Flos Lek All Day. W moje ręce trafiło piękne Serum Rozświetlające Pearls, w którym zatopionych jest mnóstwo srebrzystych kuleczek i Krem Upiększający Blur, który bardzo chciała przetestować moja mama, więc postanowiłam się z nią podzielić :) Pięknie dziękujemy! ;*
manufaktura kosmetyczna
Od sklepu Manufaktura Kosmetyczna dostałam z kolei trzy naturalne surowce kosmetyczne, z których będę miała okazję stworzyć coś swojego - a mianowicie Morelowy Peeling do Ciała! Powstanie on z Oleju z Pestek Moreli, Witaminy E, oraz Pestek Moreli :) To bodajże moja druga przygoda z robieniem kosmetyków, mam więc nadzieję, że nie ma w tym przepisie nic do popsucia :D
Od marki Dr Irena Eris otrzymałam w kwietniu przepiękny zestaw Nude Glam Look, który miałam już okazję recenzować (co się w nim znajduje, a także jak wygląda zobaczycie tutaj) oraz Notes z edycji limitowanej, która ukazała się z okazji przystąpienia do Holistic Club 30 tysięcy członków (jeśli jeszcze Was tam nie ma, radzę nadrobić zaległości i zacząć zbierać punkty ;)). Do testów dostałam również Kremowy Żel do Oczyszczania Twarzy z linii Cleanology Dr Irena Eris. Nie miałam nigdy styczności z tą serią, ale mam nadzieję, że będę z niej zadowolona :)
Totalną niespodzianką okazał się dla mnie prezent z okazji Świąt Wielkanocnych ;) Marka Dr Irena Eris zabawiła się w Króliczka i podesłała nam piękne paczuszki w energetycznym, pomarańczowym kolorze. W mojej znalazłam Matująco-Wygładzające Serum na Dzień Vitaceric, Choco Bronzer Provoke, czekoladowe ciasteczko, które zjadł mi mąż i masę tyci pomarańczek :D Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie kocham tych dopracowanych w każdym, najmniejszym szczególe przesyłek :)
I to już wszystko na dziś :) Przyznajcie - na szczęście zakupów jest mniej niż miesiąc temu! ;) Wpadło Wam coś w oko? Może któryś z kosmetyków wzbudził szczególne zainteresowanie? A może trafiłam na czyjegoś ulubieńca bądź jakiegoś bubla? Dajcie znać! ;*
P.S. Wybaczcie - zdjęcia nie są dziś takie, jak bym chciała, ale u mnie ostatnio tylko leje deszcz, a jak już nie pada, to i tak jest ciemno :/