wtorek, 16 października 2018

Beauty&Shape by Shinybox, czyli rozpocznij jesień w wyjątkowym stylu ;)

Niestety pudełka Inspired by od jakiegoś czasu nie pojawiają się już na rynku, jednak producent nie pozostawił nas samych sobie. W zamian powrócono do formy Extraboxów, a jesień ekipa Shiny postanowiła umilić nam edycją "Beauty&Shape", dzięki któremu ponoć możemy zadbać o swoje zdrowie, oraz zapewnić sobie chwilę relaksu. Jak udało się to Shinybox? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią ;)
Beauty&Shape by Shinybox
Beauty&Shape by Shinybox
Naturalne Mydło z Bursztynem Powrót do Natury, to pierwszy produkt, który znalazłam w pudełku. Są to całkowicie naturalne mydła w pudełeczkach, pakowane przez producenta także jako zestaw, albo w tekturowe, złote tacki i „otulane” wełną drzewną lub innym, naturalnym wypełniaczem. Szkoda, że ta sama wersja pojawia się w moim pudełku już drugi raz :/ Produkt pełnowymiarowy kosztuje 10,00 zł za 100g. Drugim kosmetykiem, który pojawił się w tej edycji extraboxa jest Suchy Szampon Exclusive Polska Technical Dry Shampoo. Według producenta jest on doskonały do oczyszczania fryzury. Szybko się aplikuje, rewitalizuje i usuwa przetłuszczenie. Włosy stają się dzięki niemu niezwykle czyste i świeże, pełne objętości oraz tekstury. Brzmi super, jednak ja bez żalu oddam go mamie... Mnie po tego typu produktach zazwyczaj tylko swędzi głowa xD Pozostanę więc przy tradycyjnym myciu "na mokro" :P  Cena? 21zł za 100ml. Od marki Bio Agadir otrzymaliśmy z kolei dwa Oleje Arganowe. Jest on z jednej strony najbardziej pożądanym, a z drugiej najtrudniej dostępnym olejem na świecie. Ten tłoczy się na zimno, jest organiczny, bardzo wysokiej jakości, z naturalnymi ekstraktami pomarańczy oraz róży damasceńskiej. I super :P Tylko szczerze powiem, że ostatnio Shinybox raczy nas taką ilością olei i olejków, że ja nie wiem już co z nimi robić, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że zupełnie nie jestem ich fanką xD Zobaczymy, te pewnie polecą do kogoś w ramach upominku :) Cena travel size: 12zł za 10 ml.
Beauty&Shape by Shinybox
Jeśli chodzi o kolorówkę, tym razem o dziwo okazała się ona całkiem trafiona. Tusz Catrice Glam&Doll False Lashes Mascara. Ma on głęboko czarną formułę która zwielokrotnia rzęsy dla uzyskania efektu tych sztucznych. Podkręcona silikonowa szczoteczka uchwyci każdy włosek i delikatnie go uniesie, zapewniając jednocześnie rozdzielenie bez sklejania i grudek. W tym przypadku w stu procentach mogę się zgodzić z opisem producenta. Trafiam na tę maskarę w pudełkach Shinybox już trzeci raz, ale bardzo mi ona odpowiadała, więc z chęcią wykorzystam i ten egzemplarz. Koszt? 16.99zł. W Extraboxie Beauty&Shape, powinien się też znajdować kosmetyk Pablo Color, ale w moim go nie było, więc na zdjęciu widzicie tusz - atrapę z wrześniowego pudełeczka ;) Jego cena to około 12zł. Marka Earthnicity przygotowała dla nas Puder Utrwalająco - Matujący Perfect HD. To ponoć idealny produkt dla osób występujących przed kamerami lub często robiących sobie zdjęcia. Został stworzony, aby delikatnie rozjaśnić cerę, zatrzeć drobne linie, zmarszczki i niedoskonałości oraz zredukować widoczność porów. Działa także matująco - pomaga wchłonąć nadmiar sebum i kontrolować błyszczenie. Opis producenta brzmi świetnie, więc z pewnością mimo sypkiej formuły za którą nie przepadam - wypróbuję go na sobie :) Cena? 15zł za 0.5g. W pudełku znalazłam także Vasco Top Coat. Od jakiegoś czasu nie robię już hybryd, bo moje paznokcie chyba niekoniecznie się z nimi polubiły, więc również zapewne poleci on gdzieś w świat. Szkoda trochę, że nie trafiłam po prostu na odżywkę ;) Jego cena to 28.90zł.
Beauty&Shape by Shinybox
O wprowadzenie nas w stan relaksu, zadbano głownie za pomocą świec ;) Od marki Natura Rzeczy otrzymujemy Tealight "Skoszona Trawa". Kupując sobie zestaw, mamy do wyboru zapachy z serii Basic: Harmonia, Oddech, Radość, Wolność, Spokój i Energia - lub z serii Simple: Kawa, Czekolada, Palone Drewno, Skoszona Trawa, Zielona Herbata oraz Świeża Bawełna. Sama świeczuszka pachnie naprawdę ślicznie, szkoda jedynie, że aromat jest aż tak delikatny :( Za zestaw sześciu musimy zapłacić 10zł. Drugą świecą w zestawie, jest Bispol o zapachu Kawy. Znajduje się ona w szkle powlekanym folią i pachnie całkiem realistycznie oraz dość mocno. Przez ten fakt, muszę się z nią rozstać, bo ja wszelkich "jedzeniowych" zapachów nie trawię, wszak te nadal przyprawiają mnie o migreny :/ Szkoda, że nie można było trafić na żadną inną wersję, bo tak naprawdę, to mimo niskiej ceny, te świece są całkiem w porządku. Koszt? 7zł za sztukę.
Beauty&Shape by Shinybox
W saszetce znajduje się z kolei Pure Green Coffee Detox Green Coffee. Jest to połączenie zielonej i czarnej kawy Arabika oraz naturalnych składników ziołowych, zapakowanych w pojedyncze torebki. Mamy do wyboru aromat klasyczny lub cappuccino. Lubię kawę i zapewne to cudo wypiję, ale w to, że od takiej kuracji faktycznie się schudnie, jakoś nie do końca wierzę ;) Koszt saszetki nie został podany - to prezent :) Ostatnią już rzeczą z tego pudełeczka, jest 3Flow Solutions Slim FLOW. Cóż to takiego? To pierwszy z suplementów 3FLOW, który może być świetnym wsparciem w walce o wymarzoną sylwetkę. Preparat ten poprawia sprawność, wytrzymałość i dodaje energii, a przy tym wzmacnia efektywność stosowanej diety. Pomaga też utrzymać osiągnięty ćwiczeniami efekt, kiedy w wyniku spadku energii lub natłoku zajęć mamy problemy z zachowaniem systematyczności. Okej - ogólnie rzecz ujmując - to całkiem ciekawa rzecz. Ja jednak nie jestem zwolenniczką brania suplementów jak popadnie, bo przy ilości leków, które zażywam najnormalniej w świecie się boję. Mimo wszystko preparatem tym zainteresował się mój mąż i stwierdził, że być może po niego sięgnie. Zobaczymy :) Jego koszt to 129zł za 60 kapsułek.
Podsumowując - jest to pudełko, które nieszczególnie wpasowało się w moje gusta i styl życia. Jednak zawartość Extraboxów chyba praktycznie zawsze znana jest wcześniej, dzięki czemu same możemy zdecydować, czy dana edycja wpisuje się w nasze potrzeby czy też nie. W razie czego - nadal można ją zakupić za 59zł na stronie Shinybox. Czy byłybyście zadowolone z zawartości pudełeczka Beauty&Shape? Dajcie koniecznie znać! :)

środa, 10 października 2018

Jesienna wishlista kosmetyczna, czyli o moich chciejstwach słów kilka

Od jakiegoś czasu, zakupy kosmetyczne zdecydowanie zeszły na dalszy plan ;) Jest to związane z powolnym urządzaniem mieszkania, zakupem mebli do sypialni, odkładaniem na małe malowanie i wymianą telewizora. Nie oznacza to jednak, że moje serducho do niczego nie bije szybciej! Jest kilka takich rzeczy, które bardzo chętnie zobaczyłabym w swojej kosmetyczce :D Jakich? Zapraszam do lektury! ;)
Jesienna wishlista kosmetyczna
Poza tym, co tu pokazuję, marzy mi się jeszcze pewna torebka MK, koszula w czerwone maki Mohito, nowy telefon (mój ma 4 lata i już dogorywa ;)) i dwie pary kolczyków xD (jedna z Lilou a druga W.Kruk - jeśli chcecie zobaczyć i to, dajcie znać - podzielę się nimi na instastory ;)) Ale myślę, że dziś nie o tym i skupimy się  tylko na kosmetykach :)
Jesienna wishlista kosmetyczna

1. Skinfood Yuja Water C Cream, Nawilżająco - Rozświetlający krem do twarzy - Krem ten ma za zadanie nawilżać i rozjaśniać naszą naszą skórę. Zawiera on wyciąg z Yuja będącą cytrusem uprawianym w Azji. Ma on rozmiar mandarynki oraz żółto-pomarańczowym kolor. Podobnie jak cytryna lub limonka,  yuja jest ceniona za pachnącą skórkę, olejki eteryczne, nasiona oraz sok. Już raz miałam go w swoich łapkach, ale podarowałam go Beautypedia Patt :D Mam nadzieję, że się u niej sprawdził ;) Mnie prześladuje ten kosmetyk od samej premiery i z racji tego, że kremy tej marki dobrze się u mnie sprawdzają, nie omieszkam go w końcu przetestować ;)
2. Frudia Lip Balm, Odżywczy Balsam do Ust w Słoiczku - Ma on właściwości nawilżające oraz odżywcze, a stworzono go na bazie ekstraktu z miodu i jagód. Stosowany regularnie ma dodawać wargom jędrności i sprężystości. Produkt ponoć świetnie sprawdzi się w pielęgnacji ust popękanych, szorstkich oraz przesuszonych. Powiem szczerze, że gdyby nie to, że jest permanentnie niedostępny, już dawno bym sobie go kupiła, szczególnie że aktualnie kończą mi się wszystkie mazidła do ust :P Czekam na dostawę! xD
Jesienna wishlista kosmetyczna
3. Skin&Lab Red Serum - Naturalny kompleks Phyto Red zapobiega tworzeniu się przebarwień, a także pielęgnuje skórę na różne sposoby, między innymi nawilżając oraz poprawiając krążenie, zapewniając cerze jaśniejszy i bardziej jednolity odcień. Serum zapewnia także kontrolę w kwestii przetłuszczania, jednocześnie zapobiegając powstawaniu zmarszczek. Kosmetyk zawiera w sobie wiele owocowych ekstraktów, niacynamid i adenozynę :) Ja czuję się kupiona! W związku z tym, że przede wszystkim dwa ostatnie składniki moja cera bardzo lubi, z pewnością nie omieszkam go wypróbować :D
4. Glow Recipe Watermelon Glow Pink Juice Moisturizer - Kosmetyk jest wzbogacony ekstraktem z arbuza bogatym w witaminy i aminokwasy, kwasem hialuronowym oraz łagodzącymi ekstraktami roślinnymi, takimi jak wyciągi z piwonii i jaśminu. To chłodzące, żelowe serum natychmiast nawilża naszą cerę. Z kolei przeciwutleniacze chronią przed wolnymi rodnikami naprawiając uszkodzone komórki skóry. Stosowany dwa razy dziennie, obleka cerę soczystą, długotrwałą wilgocią. Z tego, co zrozumiałam kosmetyk ten pochodzi z Korei, ale wysyłany jest ze Stanów Zjednoczonych, co na moje oko średnio trzyma się kupy :P Mam jednak wrażenie, że produkt ten zaraz wyskoczy mi z lodówki i oczywiście bardzo chciałabym go wypróbować :D
Jesienna wishlista kosmetyczna
5. Neogen Bio Peel Gauze Peeling Green Tea - Są to jednorazowe, delikatne płatki do regularnej eksfoliacji skóry. Zielona herbata - bogate źródło przeciwutleniaczy ma działanie kojące, przeciwzapalne oraz przeciwzmarszczkowe. Ekstrakt z Wąkroty Azjatyckiej z kolei skutecznie łagodzi podrażnienia. Moja naczynkowa cera niekoniecznie lubi peelingi, a o tych płatkach słyszałam już tyle dobrego, że chyba w końcu pora przekonać się, czy i ja będę z nich zadowolona :) 
6. Masażer kwarcowy - Masaż twarzy tego typu przyrządem niesie za sobą wiele korzyści: chłód wydzielany przez wałeczki zamyka pory, zmniejsza się opuchlizna oraz cienie pod oczami, jednocześnie poprawiając krążenie krwi. Dzięki temu rozluźniają się także mięśnie, zmniejszając widoczność drobnych zmarszczek. Masaż ma więc działanie nie tylko upiększające ale i relaksująco -odprężające. Tego typu masażer wykonany z jadeitu dostałam już na Hello Asia 3, ale zachachmęciła mi go mama. Z racji tego, że nawet polubiłam ten rytuał, tym razem chciałabym wersję różową: z kwarcu :)
7. Colourpop The Zodiac Eyeshadow Palette - Jaki jest Twój znak zodiaku? To paleta, która jest inspirowana horoskopem i każdy kolor symbolizuje inny z nich ;) Ja jestem koziorożcem, i co ciekawe, mój odcień według producenta to czerń ze złotymi drobinkami :D Mnie osobiście bardzo się podoba, zarówno ten kolor, jak i cała paleta. A że z kosmetykami tej marki bardzo się polubiłam, chętnie widziałabym ją w swojej kolekcji! :D
8. Maybelline The Eraser Eye 00 Ivory - Producent obiecuje naprawdę sporo, wszak kosmetyk ma za zadanie widocznie wygładzić drobne zmarszczki, natychmiast "wymazać" podkrążone oczy, zasinienia oraz obwódki. Ekskluzywny aplikator z kolei wypełnia i wygładza skórę. Skoncentrowana formula zawierająca owoce goji i haloxyl redukuje cienie oraz pozwala sińcom zniknąć. Naczytałam się na jego temat naprawdę najróżniejszych rzeczy, ale w związku z tym, że do tej pory w naszym kraju dostępne były tylko ciemne odcienie, musiałam obejść się smakiem. Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie wyczaiłam jednak, iż najjaśniejszy z nich 00 Ivory, całkiem nieźle mógłby się u mnie sprawdzić. Nie omieszkam więc zobaczyć, czy również będę zachwycona, czy zła że go kupiłam, a może okaże się, że to zwykły przeciętniak. Pewnie skoczę po niego już jutro po wizycie u lekarza ;)
Znacie te produkty? Może któryś polecacie, odradzacie, a może po prostu wpadło Wam coś w oko? Dajcie koniecznie znać! ;) Zdradźcie też jaki macie znak zodiaku :D



piątek, 5 października 2018

Nowości ostatnich miesięcy

Sama bardzo lubię tego rodzaju posty, ale z tym jakoś wyjątkowo mi nie po drodze ;) Przez zawirowania dotyczące przeprowadzki, nowości nie pojawiły się ani w sierpniu, ani we wrześniu :/ Z kolei nad tym wpisem pracuję od trzech dni i najpierw ze względu na fatalną pogodę miałam problemy ze zdjęciami, potem przeszkodziło mi choróbsko, które musiałam przywieźć z chrzcin, na których byłam w niedzielę w międzyczasie podczas wegetowania na kanapie wciągnęłam się jeszcze w nowy serial, a mąż znowu wyjechał na tydzień :P Jednak w końcu udało mi się zebrać, gdy złe samopoczucie chwilowo odpuściło po lekach i całość dokończyć ;) Zapraszam Was zatem serdecznie do oglądania, wszak już dawno nic nie szło mi aż tak opornie! xD
nowości zakupy prezenty black liner
nowości zakupy prezenty black liner
Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe, w ostatnich miesiącach nie trafiło ich do mnie zbyt wiele. Z racji tego, że chciałam spróbować nowego sposobu podkreślania brwi, zakupiłam sobie kredkę Brow Artist Xpert L'oreal w kolorze Ebony i jak na razie nieszczególnie się z nią polubiłam. Ale może jeszcze dojdę do wprawy w używaniu jej. Skusiła mnie także nowość L'oreal, czyli Unlimited Mascara. Widziałam już dobre i złe opinie na jej temat, więc jestem strasznie ciekawa, jak to dziwadełko sprawdzi się u mnie. Z kolei od Douglas dostałam za punkty kupon na 40zł i żeby się nie zmarnował, postanowiłam sprawić sobie nowe opakowanie Kremu BB Hot Pink Skin79. Z racji tego, że bardzo lubiłam ten produkt z poprzednią formułą, postanowiłam zobaczyć, czy będę zadowolona także z nowej (recenzja starej wersji).
nowości zakupy prezenty black liner
Jakiś czas temu, trafiły do mnie także produkty do twarzy koreańskiej marki Frudia. Zdecydowałam się na dwa kosmetyki z linii rozjaśniająco - nawilżającej, zawierającej ekstrakt z cytrusów, owocu mango i witaminę C. Z lewej strony widzicie Citrus Brightening Cream, a z prawej Citrus Brightening Serum. Mam nadzieję, że pomogą mi z codzienną walką z przebarwieniami, naczynkami i zaczerwienieniami :)
nowości zakupy prezenty black liner
Gdzieś w połowie września, w The Body Shop zdarzyła się promocja 2+2. Wtedy zakupiłam w pakiecie na pół z koleżanką żele pod prysznic :D Ja sprawiłam sobie wersję Banana oraz Fuji Green Tea a ona bodajże mango oraz grejpfrut ;) Z kategorii "mycie" nowością jest także pianka pod prysznic Douglas Home Spa Seaweed&Sea Minerals :)
nowości zakupy prezenty black liner
Z kolei od Kasi z Myskinstoryy dostałam w prezencie krem do twarzy Centella Calming Gel Cream Iunik, który strasznie mnie ciekawił :D Do tego otrzymałam gratis także kilka innych wspaniałości, czyli między innymi maski w płachcie, miniszminkę Sephora, która świetnie nadaje się do ombre na ustach, pomadkę Candy Lip Balm Holika Holika, maleńki sypki puder Make Up for Ever, miniaturę All Day Anti - Pollution Defensor Laneige oraz uniwersalny żel Bamboo Soothing Gel Beauty Kei :) Pięknie Ci dziękuję za ten upominek ;*
Na kolejnych dwóch zdjęciach podziwiać można moje nowości z Jolse :) Rzeczą, jaka bardzo szybko skusiła taką srokę jak ja, jest Erlastory Rose Gold Blossom 24K Gold Ampolue, która zawiera płatki złota :D Serum to ma za zadanie rozjaśniać oraz nawilżać i mam nadzieję, że będzie to robić tak samo dobrze, jak wygląda ;) Z kolei marka Tosowoong skusiła mnie swoją linią wybielającą (tak, ostatnio zaczęła przetłuszczać mi się twarz, i teraz poza piegami miewam jeszcze przebarwienia po pryszczach, będące efektem kombinacji w przyjmowanych lekach). Skusiłam się na Krem Spot Whitening VITA Clinic Vitamin Tree Fruits Extract oraz Płatki Spot Brightening VITA Clinic All-In-One Moisture Vitamin Pads i przyznać muszę, że one bardzo szybko pokazały co potrafią <3 Już kocham tę linię! :D Jako gratis dostałam kilka miniaturek i krem do rąk, który powędrował do mamy ;)
nowości zakupy prezenty black liner
Z kolei marka Huxley skusiła mnie swoją nawilżającą serią Secret of Sahara. Zdecydowałam się na przetestowanie esencji Essence Grab Water, nawilżająco-kojącej maski Healing Mask Keep Calm, oraz duetu do mycia twarzy: Cleansing Gel Be Clean Be Moist i Cleansing Water Be Clean Be Moist. Dwa z tych produktów już powoli pokazują, co potrafią ;)
nowości zakupy prezenty black liner
Całkiem niedawno, dostałam też piękną jesienną paczkę z nowościami marki Lirene ;) Całość pokazywałam Wam na swoim instagramie, więc tu pozwolę sobie zaprezentować już same kosmetyki :) Trafił więc do mnie między innymi Peeling Drobnoziarnisty z Olejkiem z Czarnej Porzeczki, Migdałowy Kremowy Żel Myjący z D-Panthenolem, oraz Miętowy Żel Peelingujący z Wyciągiem z Bambusa. Wyobraźcie sobie, że całe to trio już zarezerwował sobie mój mąż xD
nowości zakupy prezenty black liner
Czwartym kosmetykiem, który od razu po rozpakowaniu paczki zachachmęcił mi mój Rafał, jest Ultra - Wygładzający Krem do Rąk Minerały Morza Martwego ;) Z tego, co wiem, powędrował on do jego podróżnej kosmetyczki. Pierwszą rzeczą, która okazała się moja na własność jest z kolei Rozświetlająco - Nawilżające Mleczko do Ciała Alga Purpurowa :) Miło, że linia Mineral Collection ciągle się rozszerza, bo jest naprawdę bardzo dobra :)
nowości zakupy prezenty black liner
Tutaj z kolei widać różne rodzaje maseczek Peel Off, z którymi nie miałam jeszcze styczności, więc chętnie zobaczę, jak się sprawdzą (tak, trochę przekonałam się do saszetek... Ale tylko trochę xD). Z kolei zabieg Rękawiczki Odmładzające Idealne Dłonie oddam mamie, bo bardzo jej się spodobały :)
nowości zakupy prezenty black liner
W paczce znalazłam także ciekawy Krem Probiotyczny Ochrona i Nawilżenie City Protect. A co ucieszyło mnie najbardziej? Oczywiście dwa kosmetyki z nowej serii Lirene Lab Therapy, która ciekawi mnie już od jakiegoś czasu... :D W paczce znalazły się Miodowa Maska do Masażu Twarzy oraz Serum Spektakularnie Odmładzające ;) Na pewno nie omieszkam zobaczyć, jak się spiszą! :)
I to już wszystko na dziś :) Wpadło Wam coś w oko? Lubicie czytać posty o nowościach? Dajcie koniecznie znać, bo ten wyjątkowo kosztował mnie sporo zachodu xD Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić link do swoich wpisów tego typu - chętnie zajrzę ;)

niedziela, 30 września 2018

Shinybox "Coś Pięknego", czyli o wrześniowym pudełku słów kilka

Ze względu na mnogość wrażeń w ostatnim miesiącu, wrzesień zleciał mi jak z bicza strzelił, przez co lekko zaniedbałam bloga i kilka innych rzeczy. Nawet w momencie, kiedy Wy czytacie tego posta, ja jestem gdzieś w okolicy Poznania na chrzcinach nowego członka rodziny ;) Dziś jednak pora na recenzję najnowszego, wrześniowego pudełeczka Shinybox, o nazwie "Coś pięknego". Wystąpiło ono w bardzo wielu wersjach i pora w końcu powiedzieć, co myślę o tym, które trafiło do mnie :) Zapraszam więc do lektury!
Shinybox "Coś Pięknego"
Kosmetyki, które do mnie trafiły, znalazły się w sztywnym opakowaniu, które z pewnością w przyszłości będzie można do czegoś wykorzystać. Jedyne, co mi się w nim nie podoba, to fakt, iż niestety stylistyka ulotki nie do końca pokrywa się z nadrukiem na pudełku. Ile ładniej byłoby, gdyby na kartoniku znalazły się te słodkie, różowe kwiatki? :D
Shinybox "Coś Pięknego"
Pierwszym kosmetykiem, który rzucił mi się w oczy po otwarciu pudełka Shinybox "Coś Pięknego", jest Cougar, Olejek do Twarzy "Brazylijska papaya" z kwasem hialuronowym. Jest to produkt pełnowymiarowy, gwarantowany dla klientek których wrześniowy zestaw jest minimum drugim w ramach jednej subskrypcji. Tak prawdę mówiąc nie przepadam za olejkami, ale ten przeznaczony jest do masażu twarzy, więc z chęcią zobaczę jak się u mnie spisze (w końcu na Hello Asia dostałam dwa różne masażery i od czasu do czasu umilam sobie nimi wieczory :P) Jego cena to aż 111,00zł za 30ml. Drugim kosmetykiem, jaki znalazłam wewnątrz, jest Natur Planet Hialu Pure 3% Serum z Kwasem Hialuronowym mający formę żelu. Lubię wszelkiej maści "sera" do twarzy, a tego typu produkty świetnie sprawdzają się przy wieloetapowej pielęgnacji, więc pewnie po odczekaniu na swoją kolej - pójdzie w ruch ;) 10ml kosmetyki, kosztuje 21.90zł. Jedną z miniatur, które pojawiły się w pudełku, jest Sape Oczyszczenie Peelmaska do Twarzy. To produkt 3w1, mający za zadanie myć, peelingować oraz oczyszczać naszą twarz. Nie miałam jeszcze styczności z marką Sape, ale z racji tego, że po zmianach w leczeniu moja skóra coraz bardziej zaczyna się przetłuszczać, prawdopodobne niebawem po nią sięgnę ;) Nie będę więc ukrywać, że jej obecność również mi się podoba, choć mimo wszystko mogłaby być większa :P Cena? 25zł za 30ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Beaute Marrakech przygotowało dla nas Naturalny Dezodorant Ałunowy w Sprayu. Jest to produkt dobry dla fanek kosmetyków naturalnych, ponieważ nie zawiera glinu, ale szczerze powiedziawszy mnie zupełnie on nie ucieszył (i nie pomógł nawet ładny różany zapach). Od razu zgarnęła go moja mama, której wpadł on w oko już podczas otwierania pudełka. Niech jej dobrze służy ;) Jego cena to 14zł za 100ml. Kolejną rzeczą, która znalazła się w pudełku "Coś pięknego", jest Biotaniqe, Naturalny Krem Odżywczy. Mimo że na dobrą sprawę kosmetyk wygląda ciekawie, ja na pewno go nie wypróbuję, choćby ze względu na zbyt duże zapasy w tej kategorii produktowej :P Myślę, że wcześniej czy później również trafi on do kogoś innego, mimo iż producent obiecuje wsparcie mikroflory skóry, długotrwałe nawilżenie, odżywienie, łagodzenie i ochronę naszej cery przed przesuszeniem. Koszt? 5.99zł za 75ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Nietypowym akcentem w pudełku Shinybox "Coś pięknego", jest Odświeżający Żel pod Prysznic Str8 Ahead dla mężczyzn. Nie będę ukrywać, że mój mąż oczywiście ucieszył się z takiego dodatku, a ja w miesiącu, kiedy mamy Dzień Chłopaka naprawdę nie mam nic przeciwko jego obecności. A na dobrą sprawę, nawet jeśli nie macie komu go dać, można zużyć żel samemu, mnie jego aromat przypadł do gustu :P (lubię "męskie" nuty zapachowe w kosmetykach). Cena? 13zł za 400ml. W pudełku znalazłam też duet  kosmetyków do włosów. Aussie Miracle Moist Szampon do Włosów Suchych, od razu dałam mamie, wszak przy łuszczycowej skórze głowy nie mogę pozwolić sobie na stosowanie czego popadnie :P (od kilku lat używam jednego szamponu i mam względny spokój z plamami). Dodatkowo wiele na temat moich włosów można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są suche xD Jego koszt - 7.99 za 90ml.  Drugim produktem jest Aussie 3 Minutowa Intensywna Odżywka  do Włosów Zniszczonych. Ona z kolei bardzo mnie ucieszyła i z pewnością przyda się na jakiś wyjazd ;) Nie liczę na spełnienie obietnic producenta, ale długie włosy po użyciu odżywki zawsze łatwiej rozczesać, szczególnie że mój szampon potrafi nieźle poplątać kosmyki :P Cena? 7.99 za 75ml.
Shinybox "Coś Pięknego
Prezentem dla ambasadorek, był z kolei tusz do rzęs Pablo Color HypoAllergenic Mascara with Propolis. Lubię testować nowe maskary, więc w przyszłości pewnie po niego sięgnę, mimo tego, iż posiada klasyczną szczoteczkę. Będzie musiał odczekać swoje w kolejce, ale zawartość propolisu, witamin i brak alkoholu zachęca do wypróbowania ;) Niestety nigdzie nie potrafię doszukać się jego ceny :P
Podsumowując: moja wersja pudełka okazała się po prostu średnia. Jak zwykle znalazłam coś, co mnie zaciekawiło, parę rzeczy się dla mnie nie nadawało, tradycyjnie  też obdarowałam kilka osób z rodziny, a coś zostawiłam dla siebie. Brakuje mi jednak w "Coś pięknego" czegoś ekstra i marzy mi się, żeby w Shinybox znowu zaczęły pojawiać się bardziej znane ale mniej "drogeryjne" marki. A Wy co myślicie na ten temat? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? Dajcie koniecznie znać! ;)

poniedziałek, 24 września 2018

Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia, czyli o balsamach koloryzujących słów parę

Witam Was po dłuższej, nieplanowanej przerwie w akompaniamencie kucia i wiercenia dobiegającego z łazienki, która przywitała mnie swoją dużą awarią xD Przecudny poniedziałek po powrocie z intensywnego weekendu :P Wracając jednak do dzisiejszego tematu... Ogólnie rzecz biorąc bardzo lubię pomadki do ust nadające lekki, przejrzysty kolor. Mam ich całkiem pokaźną kolekcję, a dodatkowo zaraziłam tym uwielbieniem mamę. W związku z tym, często testuję produkty tego typu i ciągle szukam ideału. Czy znalazłam go w Innisfree Glow Lip Tint Lip Balm? Same zobaczcie! ;)
Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia 2
Pomadka Innisfree znajduje się w 3.5 gramowym plastikowym, ale dobrym jakościowo opakowaniu  w różowym kolorze (ogólnie zależy on od odcienia, który sobie nabędziemy). Mimo noszenia go w torebce, wożenia oraz przechowywania w kosmetyczkach, ani nie zeszły z niego napisy, ani się ono nie podrapało. Sztyft wykręca się bez zarzutu, nie wsuwa i nie wysuwa się sam (oj, już miałam takie gagatki :/), a także posiada bardzo dla mnie wygodny, ukośnie ścięty koniec. Sam produkt ma idealny poziom twardości, gdyż nie "rozmaśla się" na ustach, ani nie jest zbyt twardy. Po prostu idealnie po nich sunie i można go nałożyć bez żadnego dyskomfortu nawet na pękniętych lub skaleczonych wargach.
Innisfree Glow Tint Lip Balm Camelia 2
Smaku ani zapachu nie jestem w stanie się w owej pomadce doszukać, ale szczerze powiedziawszy, ani jednego, ani drugiego zupełnie mi nie brakuje. Do wyboru mamy pięć odcieni, nawiązujących do kwiatów ogrodowych ;) Tak więc możemy kupić sobie pomadkę dzielącą nazwę z Azalią, Kamelią, Aksamitką, Różą, lub po prostu "Ogrodową", co jak domniemam rozumieć należy jako coś kwiatowego :P Ja zdecydowałam się na nr 2, czyli "Camellia". Jest to odcień, który po prostu wpada w landrynkowy róż, ładnie podbijający kolor warg (w dodatku u każdego wygląda inaczej!) i świetnie nadający się dla fanek tego typu odcieni ;) Intensywność koloru oczywiście można stopniować, oraz co ważne, nawet gdy z ust zejdzie warstwa szminki, pozostanie na nich "wgryziony" w naskórek kolor :) Działa więc ona na zasadzie tintu i na moich wargach wytrzymuje około 4 godzin, równomiernie blaknąc. 
Co jednak z kwestiami pielęgnacyjnymi, o których wspomina producent? Szczerze powiedziawszy, ja byłam nimi mocno zawiedziona. Wiem, moje usta są bardzo kapryśne, ale na dobrą sprawę pomadka ta raczej wysuszała moje wargi aniżeli nawilżała. W dodatku często miałam problem z podkreśleniem suchych skórek. Finalnie balsam wylądował więc u mamy i szczerze powiedziawszy wcale nie mam ochoty do niego wracać, mimo iż na zdrowych ustach wyglądał bardzo ładnie... Co ciekawe, moja rodzicielka chętnie tego tintu używa i jest naprawdę zadowolona, więc wszystko zależy od Waszych warg.
Podsumowując mój wywód: mimo tego, że pomadka Innisfree Glow Tint Lip Balm ma wiele zalet, ta jedna wada dyskwalifikuje ją u mnie na całej linii. Jest mi przykro, ale nie będę po niej płakać, bo na szczęście znalazła nową, w dodatku zadowoloną z niej właścicielkę ;) Koszt balsamu to około 8.5$ na jolse.
A wy lubicie balsamy koloryzujące? Miałyście może styczność z tą konkretną pomadką? A może zdradzicie mi, jaką pomadkę tego typu wypróbować w następnej kolejności?

wtorek, 18 września 2018

By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream, czyli o moim nowym ulubieńcu słów kilka

W poprzednim poście dotyczącym hitów ostatnich miesięcy, wspominałam Wam o pewnym kremie... Mowa oczywiście o By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream, który wpadł w moje ręce w postaci próbek, na drugiej edycji Hello Asia. Wprawdzie odkopałam je z głębi mojej komody mieszczącej w sobie moje kosmetyczne zapasy dużo później, ale już one tak przypadły mi do gustu, że postanowiłam zakupić pełnowymiarowy kosmetyk. Dlaczego...? Przeczytajcie same!
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream znajduje się w zwykłym słoiczku wykonanym z ciemnego tworzywa, ozdobionego biało - czerwoną naklejką. Nie ma w nim nic ekstra, ale nie można też odmówić mu odrobiny uroku. Szczerze powiedziawszy, ja patrząc na niego, mam też lekkie skojarzenia z seriami aptecznymi. Opakowanie zawiera 50ml kosmetyku, ważnego 12 miesięcy od momentu pierwszego otwarcia. Nie pamiętam niestety, czy wewnątrz znajdowała się jakaś szpatułka do nakładania produktu, ale szczerze powiedziawszy ja po prostu ich nie używam. Wygodniej jest mi umyć ręce i nimi wydobyć krem. Jest to kosmetyk zawierający w swoim składnie witaminy (producent wspomina głównie o tej C i E) oraz oparty na dużej ilości rokitnika, który ma za zadanie nawilżyć, odmłodzić oraz rozjaśnić skórę. 
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream ma białą barwę i pięknie pachnie pomarańczą, co skutecznie umila proces jego rozsmarowywania. Konsystencja produktu, to coś pomiędzy żelem, a kremem. Na pewno nie należy on do tych "super lekkich", ale też nie obciąża skóry, nawet jeśli ma ona niewielkie skłonności do przetłuszczania. Pozostawia on po sobie delikatny film, ale nie jest on w żaden sposób męczący dla użytkownika, wszak krem się nie klei, a pozostająca na twarzy warstwa sprawia, że cera staje się jakby satynowa i gładsza. Co ciekawe, dobrze nadaje się on również jako baza pod makijaż. Od razu po jego nałożeniu, zawsze przystępowałam do aplikacji podkładu lub kremu BB i nigdy nie sprawił mi żadnych problemów :) Świetnie nadaje się on zarówno do stosowania rano, jak i wieczorem ;)
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream
Co jednak z działaniem By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream? Szczerze powiedziawszy, ja byłam z niego bardzo zadowolona. Specyfik ten świetnie radzi sobie solo, pięknie niwelując widoczność mojego rumienia na twarzy, mocno nawilża, koi, a skóra wydaje się gładsza i naprawdę rozjaśniona (wiecie, że prawie nie mam już piegów? :P Zniknęły też przebarwienia po pryszczach). Dodatkowo krem bardzo dobrze współpracuje z innymi specyfikami (choć tak naprawdę mnie on sam wystarczyłby za pielęgnację xD). Dodatkowo miałam wrażenie, że skóra podczas jego użytkowania była wyjątkowo jędrna, a jednocześnie zmniejszyło się u mnie przetłuszczanie w strefie T.
By Wishtrend Vitamin 75 Maximizing Cream
Podsumowując: jestem naprawdę zadowolona z tego zakupu. Podoba mi się zarówno jego zapach, konsystencja, jak i działanie. Jeśli miałabym na siłę doszukiwać się jakichś minusów, to za tę cenę (około 23$) wolałabym dostać ten kosmetyk w bardziej eleganckim opakowaniu. Myślę jednak, że tak naprawdę działanie całkowicie rekompensuje ten brak ;) Znacie ten kosmetyk? Może miałyście okazję go używać? Dajcie koniecznie znać :) Będzie mi też miło, jeśli podzielicie się ze mną nazwą swojego ulubionego kremu! ;)

środa, 12 września 2018

Hity ostatnich miesięcy - edycja wrześniowa

Wiosną wspominałam Wam, że trochę żałuję z rezygnacji z cyklu o ulubieńcach kosmetycznych. Wcześniej pojawiał się on co miesiąc, potem na długo zarzuciłam tę serię wpisów, a dziś wracam z drugim już postem z nowej edycji "hitów ostatnich miesięcy" ;) Stwierdziłam, że sama bardzo  chętnie czytam tego typu posty u innych, a osobiście nie zawsze wspominam o tym, co polubiłam szczególnie lub mówię o tym za mało dosadnie xD Zapraszam Was więc do lektury! :D
hity kosmetyczne
hity kosmetyczne
Pierwszym i chyba jedynym produktem z tego grona, który nie doczekał się oddzielnej publikacji na blogu, jest Vitamin 75 Maximizing Cream by Wishtrend. Jest to krem witaminowy (producent wspomina głównie o wit. E) oparty na rokitniku, mający za zadanie dogłębnie nawilżyć, odmłodzić i rozjaśnić skórę, a także zapobiegać utracie elastyczności :) Zdecydowałam się na jego zakup, kiedy robiłam porządki w komodzie, w której przechowuję kosmetycznie zapasy i znalazłam w niej jakieś próbki tego produktu. Po ich zużyciu pomyślałam - to chyba jest coś dla mnie :) Teraz kończę słoiczek i naprawdę jestem z niego bardzo zadowolona ;) Mam też nadzieję, że uda mi się jednak napisać oddzielny post na temat tego cuda ;) Drugim kosmetykiem, który zrobił na mnie niemałe wrażenie, jest Su:m 37 Time Energy Skin Resetting Repairing Serum. W jego przypadku zachwyciło mnie chyba wszystko: piękna butelka, elegancki, choć dość mocny aromat, konsystencja oraz działanie. Po pierwsze zmiany na skórze zauważyłam naprawdę bardzo szybko, a po drugie - były one naprawdę widowiskowe (uwielbiam swoją skórę bez bordowych plam!). Ogólnie rzecz biorąc, moja cera faktycznie stała się piękniejsza, a ja z chęcią do tego kosmetyku wrócę :) Jeśli interesuje Was pełna recenzja tego produktu, znajdziecie ją tutaj.
Kupiłyście kiedyś jakiś kosmetyk tylko dlatego, że miał ładne opakowanie? No ja oczywiście kupiłam i to nie jeden. Ale zdecydowanym hitem w tej kategorii okazał się TonyMoly Cats Wink Clear Pact. Ta śmieszna, kocia puderniczka skrywa wewnątrz produkt, który naprawdę szalenie polubiłam i zużyłam go już w dwóch egzemplarzach, a trzeci grzecznie czeka w kolejce :) Kosmetyk pięknie wygładza skórę, elegancko wygląda przez większość dnia, nie wysusza i nie wchodzi w zmarszczki. Lepszego pudru od lat nie miałam (tu znajdziecie jego recenzję). Czwartym hitem z tego posta, jest Laneige Stained Lip Glasstick w odcieniu 08 Peach Moonstone :) W tym przypadku  także piękne opakowanie idzie w parze z genialną zawartością, wszak ta tyci pomadka jest naprawdę świetna! Ma ona formę lekkiego balsamu koloryzującego, który przyjemnie nawilża, oraz jednocześnie jest bardzo trwała, gdyż wgryza się w nasze wargi niczym azjatyckie tinty. Mnie wiernie towarzyszyła ona przez całe lato i nadal to właśnie tą pomadkę ciągle noszę w torebce, katując dosłownie dzień w dzień. Zdecydowanie warto w nią zainwestować! Tutaj znajdziecie więcej szczegółów na jej temat ;) Moim kolejnym małym hitem, jest Colourpop No Filter Concealer Fair 06. Jak zapewne wiecie, poszukiwania korektora który by mi odpowiadał, trwało u mnie naprawdę długo. W końcu okazało się, iż ta właśnie amerykańska marka zaproponowała mi to, czego potrzebowałam :) Przyzwoite krycie, prosta aplikacja, bardzo jasne odcienie w wielu tonacjach kolorystycznych i elegancki wygląd przez cały dzień - w końcu! Jedyny jego minus to fakt, że z opakowania jednak ścierają się napisy :P Ale mimo wszystko już czeka na mnie następny :) Pełną recenzję tego kosmetyku znajdziecie tutaj.
hity kosmetyczne
Jak zapewne dobrze wiecie, Inga balsamów do ciała używać nie lubi. Potem człowiek się klei, piżama się klei, a do tego na skórze często pozostaje jakiś dziwny film. Dlatego z wyborem czegoś, co godne byłoby nałożenia na moje ciało, zawsze jest cyrk. Tym razem jednak, wyjątkowo nie miałam się do czego przyczepić i Dr Irena Eris Spa Resort Mauritius Nawilżający Balsam - Żel naprawdę podbił moje serce. Nie kleił się, pięknie pachniał, był bardzo lekki i przyjemny w użyciu, a do tego robił to, co do niego należy - pięknie nawilżał moją skórę. Teraz pewnie będę kupować go do końca świata xD Całą recenzję tego cuda przeczytacie tu.
I tym razem to już wszystko :) Miałyście może okazję testować któregoś z moich ulubieńców? A może podzielicie się czymś, co Wam ostatnio przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać :) Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić w komentarzu link do swojego posta na temat hitów kosmetycznych ;)

czwartek, 6 września 2018

Sierpniowe boxy kosmetyczne, czyli jak Shinybox spisał się tym razem

Sierpień oraz początek września upłynął mi pod znakiem sporych zmian i wielu przemyśleń typu: "umiesz liczyć, licz na siebie" (no, może jeszcze na mężu, rodzicach oraz bratu mogę zawsze polegać). Po tygodniowej walce udało mi się też ogarnąć mieszkanie po przeprowadzce, a także wygrać batalię z niereformowalną Netią, która za nic nie chciała przysłać do mnie technika w celu podłączenia mi internetu i tv (tego drugiego i tak nie oglądam, ale było gratis, to wzięłam :P U mnie w domu odbiornik służy do grania na konsoli oraz oglądania netflixa i filmów). Kończąc jednak ten przydługi wstęp, pora na zaległą prezentację dwóch sierpniowych pudełek, które wyszły spod ręki ekipy Shinybox. Co myślę na ich temat? Same zobaczcie :)
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
Pierwszym z boxów, który dotarł do mnie w zeszłym miesiącu, był Inspired by Nature me, czyli dawne "Naturalnie Piękna". Na pewno po zmianach pudełeczko to stało się bardziej różnorodne. Czy to dobrze, czy to źle? Nie wiem. Zależy czego oczekujecie... ;)
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
Pierwszym z produktów, który znalazłam w środku, była Świeca Sojowa HadeMade Cake. Ogólnie rzecz biorąc, jestem na tak jeśli chodzi o umieszczanie tego typu produktów w boxach, ale jej zapach strasznie mi nie odpowiada ;) Jest słodki, naprawdę intensywny i bardzo czuć w nim wanilię, w związku z czym przekazałam ją mamie. Jej cena to 18.99 za 100ml. Kolejnym produktem, który pojawił się w pierwszej edycji Nature me, jest Olej Arganowy Organiczny Kremowo.pl. Jak pewnie dobrze wiecie, specjalną fanką stosowania olejów nie jestem, więc prawdopodobnie poleci on gdzieś w świat... Jego koszt to około 21.90 za 50ml. Chyba najciekawszym kosmetykiem z tego zdjęcia, okazała się Wygładzająca Ambrozja do Twarzy Like a Flower Avebio. Producent obiecuje, że za jej sprawą nasza skóra stanie się wygładzona i nawilżona dzięki kwasowi hialuronowemu, naturalnym kwiatowym ekstraktom oraz soku z aloesu. W tym przypadku jestem zdecydowanie na tak ;) Jej cena to 79zł za 50ml (była ona dodawana do pudełek wymiennie).  Ostatnim kosmetykiem z tego zdjęcia jest Naturalne Mydło z Borowiną i Bursztynem Powrót do Natury. Szczerze powiedziawszy, na co dzień ręce myję produktami w płynie, ale ta kostka na pewno przyda mi się do czyszczenia pędzli lub gąbeczek, więc całkiem miło, że się tu pojawiła. Koszt? 10zł.
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
W pudełku Inspired by Nature me, znalazłam także Naturalny Peeling Kawowy Pomarańczowe Latte Skin Team. Szczerze powiedziawszy, ostatnio trochę przekonałam się do tego typu produktów, więc z chęcią zobaczę, jak się on u mnie sprawdzi. Cena Peelingu to 17,90 za 50g. Drugim kosmetykiem ze zdjęcia jest Mleczko  Odbudowujące Wiązania Dwusiarczanowe Oway. W pierwszej chwili zupełnie nie wiedziałam do czego ono służy, ale po wnikliwszym wczytaniu się w opis i ulotkę doszłam do tego, iż powinnam zastosować je do włosów xD Zawiera ono biodynamiczny hibiskus, organiczny olej perilla, proteiny bawełny a także olej daktylowy. Mleczko ma za zadanie maksymalnie odżywić naszą czuprynę oraz zredukować zniszczone łuski włosowe. Z pewnością chętnie je wypróbuję. Koszt mleczka wynosi 39zł za 75ml. Ostatnim już produktem kosmetycznym, jest Wybielająca Pasta do Zębów z Aktywnym Węglem Seysso. Nie jestem akurat fanką wkładania tego typu rzeczy do pudełek, ale właśnie jej używam i jednak przekonała mnie ona do siebie. Oczywiście nie zauważyłam wybielenia, ale odpowiada mi jej smak, oraz to, że moje nadwrażliwe zęby nie "łupią" przy każdej możliwej okazji. Problemy z dziąsłami i aftami również się nie pojawiły, więc finalnie cieszę się, że pasta znalazła się w najnowszym boxie. Cena? 39.90 za 75ml.
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
Ciekawym akcentem w pudełku Nature me są produkty niekosmetyczne. Pierwszym z nich, jest Jonizowana Żywa Woda Alkaliczna Redox. Posiada ona właściwości, które w najprostszy i najskuteczniejszy sposób wspomagają niwelowanie kwasowości oraz redukowanie wolnych rodników. Szczerze powiem, że nie udało mi się jej spróbować, bo zaraz po otwarciu paczki dobrał się do niej mój mąż. Stwierdził, że ma ciekawy, jakby sosnowy posmak i tyle xD Jej cena to 4zł za 250ml. Drugim produktem, który niestety narobił sporo problemów, jest Naturalny Sok Śliwkowo - Jabłkowy Natjun. W pierwszej paczce, którą dostałam od Shiny, był on potłuczony w drobny mak i choć listonosz ją przywiózł, to nawet nie chciał mi jej wydać :P Druga na szczęście przyszła już w całości i dzięki temu mogę cieszyć się w pełni naturalnym sokiem, który finalnie okazał się bardzo dobry. Jego koszt to 11.90 za 100ml :) Ostatnią już rzeczą, którą poza masą ulotek i kodów rabatowych dostałam w tejże przesyłce, jest Sos Jabłkowo - Musztardowy Natjun. Choć jestem okropnym "tadkiem niejadkiem" wyjątkowo lubię słodko - pikantne smaki. Okazał się on bardzo ciekawym dodatkiem do potraw i przyznać muszę, że sos naprawdę mi smakował :) Koszt? 12.99 za 225g.
Podsumowując to pudełko, muszę przyznać, że w pierwszej chwili poczułam spory zawód. Jednak gdy tak naprawdę przyjrzałam mu się bliżej, okazało się, że tylko świeca i olej zupełnie nie przypadły mi do gustu, a całą resztę z miłą chęcią wykorzystam, mimo iż moje serce zabiło szybciej jedynie do Ambrozji Avebio. Na dobrą sprawę nie jest to pudełko typowo w moim guście, ale ogólnie rzecz biorąc okazało się ono przydatne i zaskakujące, szczególnie biorąc pod uwagę produkty spożywcze.
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
Drugim pudełkiem, które trafiło do mnie w zeszłym miesiącu, jest Shinybox Hippieness, mający nawiązywać do idei letnich festiwali, wakacyjnego szaleństwa i wolności. Pierwszym produktem, który znalazłam w boxie, jest Olej Arganowy EkoMedica. Co ciekawe jest to rzecz, którą możemy stosować zarówno w pielęgnacji, jak i w kuchni. Ja pewnie wykorzystam ją w ten drugi sposób. W pielęgnacji mi się nie przyda, ale może uda mi się dodać ten olej do jakiejś potrawy. Jego koszt to 38zł za 100ml. Kolejnym kosmetykiem, jest Maska z Keratyną Novex Brazilian Keratin. W tym przypadku nie będę ukrywać, że jestem zawiedziona jej obecnością, gdyż moje włosy nie do końca się z nimi lubią, a w pudełkach znajduję już chyba trzeci jej rodzaj. Poproszę o coś innego... :( Cena? 15zł za 210g.
Kolejnym kosmetykiem, który znalazłam w tej edycji boxa, był Relaksujący Balsam do Ciała  Lawenda O'Herbal. Był on dodawany do pudełek wymiennie z innymi produktami tejże firmy. Przyznać muszę, że lubię tą markę i kocham zapach lawendy, ale widzę go w Shinybox (lub Inspired by, nie pamiętam dokładnie) chyba też już któryś raz. Wcześniej trafiła do mnie wersja z werbeną, więc ta pewnie powędruje dalej ;) Cena balsamu, to 22.99 za 500ml. W mojej wersji pudełka, znalazły się tak naprawdę dwa produkty do pielęgnacji ciała. Drugim z nich okazało się Jedwabiste Mleczko do Ciała z Drobinkami Unani. Ma ono za zadanie nawilżać, odżywiać i rozświetlić naszą skórę. Nie będę ukrywać, że ono z kolei wzbudziło moje zainteresowanie, bo daje bardzo ładny efekt, ale niestety dostały go jedynie klientki, dla których sierpniowy Shinybox był minimum drugim w subskrybcji. Jego koszt to 43zł za 60ml.
Shinybox Hippieness Inspired by Nature me
W Shinybox Hippieness znalazło się też sporo wszelkiej maści produktów saszetkowych, oznaczonych oczywiście jako pełnowymiarowe. Pierwszym z nich jest Smoothie Bowl Foods by Ann w cenie 4.29zł (do którego nawet boję się robić podejście, bo tego typu rzeczy to zupełnie nie moja bajka). Z kolei następne dwie rzeczy to maseczki: Biotanique MultiBiomask Calm&Clean (1.79zł) oraz Dermaglin Maska Pielęgnująca z Zieloną glinką Kalambryjską (6.99zł). Jak pewnie wiecie, niekoniecznie lubię tego typu opakowania w przypadku maseczek, ale te postaram się mimo niechęci wypróbować, bo czuję że mogą się u mnie sprawdzić. Ostatnim już kosmetykiem jest Domowe SPA dla Stóp SheeFoot (5.31zł). Też postaram się tę saszetkę zużyć, bo ostatnim razem gdy znalazłam ją w pudełku, pożytek z niej zrobił sobie mój mąż testujący wszystko, co wpadnie mu w ręce :P (bez pytania oczywiście).
Podsumowując ostatnią sierpniową edycję Shinybox, nie sposób nie zauważyć, że jest ona stosunkowo wtórna. Mam wrażenie, że wiele rzeczy, które w niej znalazłam gdzieś już kiedyś widziałam i miałam okazję je testować. Przez to w moim mniemaniu plasuje się ono gdzieś pomiędzy średnim a słabym :( Szkoda, bo poprzednia edycja naprawdę była bardzo przyzwoita!
W zeszłym miesiącu, dla mnie zdecydowanie wygrała odświeżona wersja "Naturalnie Piękna", czyli Nature me, mimo iż na początku nie do końca mnie zachwyciła :) A Wy co myślicie na ten temat? Uważacie zawartość poszczególnych boxów za ciekawą? :) Czekam na Waszą opinię! ;)

piątek, 31 sierpnia 2018

Laneige Time Freeze Eye Serum, czyli zatrzymajmy czas

Może któraś z Was zauważyła, że nie było mnie tu dłużej niż zwykle? ;) Wynika to z faktu, iż od momentu, kiedy pojawił się tu ostatni post zaliczyłam jakąś paskudną trzydniówkę i przeprowadzkę do innego miasta (tak, u mnie zawsze dzieje się wszystko na raz). Na dodatek ciągle nie mam internetu, ponieważ pan z Netii zgodził się zaszczycić mnie swoją obecnością dopiero w sobotę :P Dość jednak wysmętniania się na tematy osobiste, czas przejść do głównego bohatera dzisiejszego posta, czyli serum pod oczy Laneige Time Freeze Eye Serum. Czy ten kosmetyk się u mnie sprawdził? Udało mu się "zamrozić czas"? Same przeczytajcie! :)
Laneige Time Freeze Eye Serum
Laneige Time Freeze Eye Serum umieszczono w bardzo eleganckim, jakby lustrzanym pojemniczku z plastiku (które koszmarnie trudno było mi sfotografować xD). Jego dużą zaletą jest opakowanie typu airless z bardzo sprawnie działającą pompką i malutkim "okienkiem z boku" przez które na bieżąco możemy kontrolować stopień zużycia produktu. Kosmetyk ten zawiera 20ml serum ważnego 12 miesięcy od otwarcia. Jakie obietnice złożył względem serum producent? Ma ono za zadanie poprawić elastyczność powiek, nawilżyć je, zmniejszyć drobne linie pod oczami oraz lekko rozjaśnić te okolice. Podoba mi się fakt, że Laneige nie naobiecywało "cudów na kiju" i na stronie internetowej marki możemy znaleźć dokładne wyniki badań, które są na moje oko całkiem realne.
Laneige Time Freeze Eye Serum
Dużą zaletą tego produktu, jest bardzo przyjemna konsystencja przypominająca lekki krem - żel, który bardzo łatwo rozprowadzić na powiece oraz pod nią. Kosmetyk szybko się wchłania i mimo tego, że pozostawia po sobie bardzo delikatny, nieklejący film, bardzo dobrze dogadywał się z moim makijażem. W tym momencie muszę też wspomnieć o zapachu Laneige Time Freeze Eye Serum. Jest on bardzo ładny, perfumowany i naprawdę elegancki, ale według mnie, jak na produkt do stosowania w okolicach oczu - po prostu zbyt mocny. Na początku czułam go dość długo, choć z czasem nos oczywiście się przyzwyczaił i przestałam zwracać na niego uwagę.
Laneige Time Freeze Eye Serum
Jak zatem z działaniem Laneige Time Freeze Eye Serum? Na dobrą sprawę producent obiecał nam bardzo niewiele, wspominając głównie o prewencji i poprawie wyglądu okolic oka. Biorąc to pod uwagę, oczywiście z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to nastąpiło xD Wzrósł poziom nawilżenia, przez co zmarszczki faktycznie stały się mniej widoczne (ale nie będę ukrywać, że wcześniej trochę zaniedbałam pielęgnację tych stref, a dodatkowo zaczęła mi dokuczać bezsenność), sińce pod oczami już tak nie straszą i lekki korektor bez problemu może je zakryć, a o wzroście elastyczności skóry może świadczyć choćby fakt, iż przestały robić mi się tzw "zagniotki" podczas spania. Bardzo często mam z tym problem i niesamowicie mnie to irytuje, tak samo jak moją mamę, po której chyba odziedziczyłam takie super "tendencje" :P Nie wiem jednak, jak poradziłby sobie z obrzękami, ponieważ po prostu ich nie miewam. Laneige w swoim opisie zapewnia jednak, iż serum pomogłoby także na ten rodzaj "dolegliwości".
Laneige Time Freeze Eye Serum
W ramach podsumowania przyznać muszę, iż jest to produkt, którego bardzo lubiłam używać. Świetnie nadaje się on do stosowania o każdej porze, jest wydajny i dobrze spełnia swoje zadania. Podczas jego użytkowania skóra faktycznie wygląda jaśniej, zdrowiej oraz po prostu ładniej. Jedyne co mi w nim przeszkadzało, to zbyt mocny zapach samego kosmetyku (jednak jak wspominałam z czasem przestał mi on przeszkadzać), oraz jego cena. Na jolse kosztuje on około 150zł a na dobrą sprawę u mnie nie zdziałał nic spektakularnego, choć bardzo dobrze sprawdził się w codziennej pielęgnacji. Z drugiej strony nie wiem, czy kiedykolwiek trafiłam na kosmetyk z przeznaczeniem do stosowania w okolicach oczu, który mogłabym nazwać "moim małym geniuszem" ;) Czy warto? Oceńcie same :)
Znacie markę Laneige? A może miałyście już styczność z linią Time Freeze? Zdradzicie mi nazwę swojego ulubionego kremu pod oczy? :D

czwartek, 23 sierpnia 2018

Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum, czyli piękniejsza skóra na już

Jak zapewne dało się już zauważyć, azjatyckie esencje i serum, to taki mój mały konik. Właściwie mam z nimi trochę jak z pokemonami i generalnie chciałabym wypróbować chyba wszystkie xD Tym razem jednak, postawiłam na produkt, o którym naczytałam się naprawdę wiele dobrego. Co to takiego? Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum. Czy finalnie się ono u mnie sprawdziło? A może internetowe zachwyty nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością? Zapraszam do lektury :)
Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum
Serum Su:m37 Time Energy umieszczono w pięknej, 60-mililitrowej butelce. Jest ona wykonana z perłowego szkła, opalizującego w zależności od kąta padania światła na różowo. Całość wyposażono również w bardzo wygodną pompkę, która bez problemu dozuje odpowiednią dla nas ilość. Szczerze powiem, że biorąc tą buteleczkę do ręki, od razu widać oraz czuć, że mamy w niej małe cacko ;) Kosmetyk zawiera cały wachlarz ciekawych składników i ekstraktów (skład), ale o dziwo producent nie snuje na temat jego działania bajek. Na dobrą sprawę, obiecano nam tylko poprawę kondycji skóry, oraz jej rozjaśnienie dzięki naturalnym fermentowanym składnikom i ekstraktom roślinnym. W sumie to szanuję.
Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum
Konsystencja Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum przypomina mi bardzo rzadki, lekko wodnisty żel, który ma tendencje do delikatnego ściekania z palców. Nie stoi to jednak na przeszkodzie w komfortowym nakładaniu produktu na twarz (mnie zazwyczaj wystarcza około 5 pompek przy stosowaniu jej solo). Zapach tego kosmetyku przypomina mi chyba kwiaty neroli. Jest on jednak dość mocny i tak naprawdę nie każdemu może on odpowiadać. Ja w pierwszej chwili nie byłam nim zachwycona, drugiego dnia stwierdziłam, że jednak jest znośny, po kilku go polubiłam, a potem tak się do niego przyzwyczaiłam, że zwyczajnie przestałam go czuć ;) (bo aromat pozostaje jednak chwilę na twarzy). Po nałożeniu kosmetyku, pozostawia on po sobie delikatny film, jednak nawet w te upały nie był on dla mnie uciążliwy. Serum Su:m37 świetnie zgrało się też z moim makijażem. Tak, w przypływie lenistwa, używałam rano i wieczorem wyłącznie jego, więc na dobrą sprawę po półtora miesiąca dobija dna :P
Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum
Co mogę powiedzieć na temat jego działania? Zważywszy na to, że był to jedyny produkt pielęgnacyjny poza tonikiem, który stosowałam, serum nie miało łatwego zadania. Jednak już po kilku dniach pokazało, co potrafi (szczerze powiedziawszy byłam zdziwiona, że stało się to tak szybko). Cera najpierw pięknie się rozjaśniła. Z czasem z kolei zaczęłam zauważać, że skóra jest bardziej jędrna, gładsza, nawilżona, napięta w ten pozytywny sposób oraz ja nie mam na twarzy swojego znaku reklamowego - czyli buraczka na policzkach. Na dobrą sprawę producent świetnie spełnił swoją zwięzłą obietnicę: cera jest po prostu piękniejsza! W trakcie jego stosowania zrobił mi się jednak na brodzie pryszcz xD Nie jest to u mnie zbyt częste, ale zauważyłam, że zagoił się, zniknął i rozjaśnił szybciej niż zawsze. Generalnie nie wiem więc, czy uznać to za plus, czy za minus :P
Podsumowując moje wywody: ogólnie jestem z Su:m37 Time Energy Skin Resetting Repair Serum bardzo zadowolona i z chęcią jeszcze bym do niego wróciła, bo zauważyłam, że moja cera naprawdę wyjątkowo się z nim polubiła. Jedynym minusem w całym tym przedsięwzięciu jest cena, wszak na jolse kosztuje ono 58$. Z drugiej strony to jednak koreańska marka premium, więc na dobrą sprawę w jakiś sposób jest ona uzasadniona ;)
Jakie jest Wasze ulubione serum? Używacie koreańskich kosmetyków? Trafiłyście już może na jakiś swój hit? Dajcie koniecznie znać! :)