wtorek, 18 czerwca 2019

Makijaż na wakacjach, czyli kosmetyczni ulubieńcy, którzy ze mną jadą

Makijaż na wakacjach to temat rzeka... Jedni się malują, inni nie, każdy ma swoje zdanie i robi jak mu odpowiada :) Ja wyznaję zasadę, że na plażę zabieram ze sobą tylko filtr i wodoodporny tusz do rzęs, ale na wieczorne wypady do miasta, wycieczki i spacery, lubię się umalować i ubrać lepiej niż w kostium kąpielowy oraz sukienkę o fasonie oversize :P Co więc postanowiłam ze sobą zabrać na najbliższe 2 tygodnie? Same zobaczcie z jakimi kosmetykami będę podbijać Chorwację! :P Znajdziecie tu same moje pewniaki, na których jeszcze ani razu się nie zawiodłam :)
missha cho bo yang tarte concealer
Missha Cho Bo Yang jest ze mną krótko, ale pokochałam ją praktycznie od razu. Krem BB ma śliczne wykończenie, eleganckie opakowanie, dobrze kryje oraz co najważniejsze - jest trwały! Ogólnie rzecz biorąc świetnie dogaduje się z moją cerą i z pewnością zasłużył na to, aby jechać ze mną ;) Jeśli chcecie wiedzieć więcej, jego recenzję znajdziecie tutaj. Korektor, który zdecydowałam się włożyć do mojej wakacyjnej kosmetyczki, to Tarte Shape Tape. Nie jest to produkt idealny, ale na tyle dobry, iż wiem, że nie zepsuje mi humoru swoimi fochami a dodatkowo działa przyzwoicie na wielu polach. Pomoże skutecznie zakryć zarówno cienie pod oczami, jak i nowego nieprzyjaciela na środku czoła :D Recenzję przeczytacie w tym miejscu i choć napisałam tam, że drugiej sztuki nie kupię, to jednak stało się inaczej, wszak trudno znaleźć mi coś lepszego o podobnym działaniu.
Hean Fixer Spray Deborah loose powder
Na pewno wiele z was to zna... Zwiedzanie, spacery do późna, spora wilgotność nad wodą... Czasem makijaż wypadałoby więc utrwalić ;) Moim ulubieńcem w tej dziedzinie, jest ostatnio Hean High Definition Fixer Spray :) Jest łatwo dostępny, niedrogi i naprawdę sprawia, że makijaż wytrzyma cały dzień i noc bez poprawek (u mnie w rodzinie bywają takie wesela - ślub o 14:00 a impreza do rana :P). Zdecydowanie polecam! Puder, który jedzie ze mną to Deborah Dress Me Perfect Loose Powder. Dostałam go jakiś miesiąc temu od Basi i pokochałam od pierwszego użycia. Nadaje twarzy pięknego, zdrowego blasku, wygląda świeżo oraz naturalnie, ale jednocześnie ładnie utrwala podkład. Myślę, że pokuszę się o napisanie temu produktowi recenzji, wszak na pewno na nią zasłużył ;)
My secret face Illumitator powder lily lolo honolulu
A teraz pora na duet do konturowania twarzy :) Od dawna mój ukochany bronzer to Lily Lolo Pressed Bronzer w odcieniu Honolulu. Jest dość ciemny, ale jeśli dobrze z nim popracujecie, świetnie sprawdzi się nawet przy najjaśniejszych karnacjach. Trwa on na twarzy calusieńki dzień, jest całkowicie matowy i świetnie komponuje się z chłodną karnacją. Będę płakać jak się skończy i pewnie kupię go po raz kolejny :P Z kolei rozświetlacz, to pewnie wszystkim dobrze znany i tani jak barszcz My Secret Face Illuminator Powder. Tworzy on śliczną taflę, jest bardzo trwały, pięknie wygląda w połączeniu z powyższym bronzerem i idealnie pasuje do mojej karnacji. To już drugie opakowanie, które gości w mojej kosmetyczce ;) Sprawdza się od kilku lat, więc na pewno da radę również na urlopie! ;)
Golden rose puder do brwi tusz fasio loreal lash telescopic affect m 1039
Specjalistą od podkreślania moich brwi, od wielu sezonów jest Golden Rose Eyebrow Powder nr 107, więc to naturalna kolej rzeczy, iż ten kolega jedzie ze mną ;) Jeśli lubicie modelować brwi cieniami, naprawdę warto go wypróbować! W kwestii tuszy do rzęs, postawiłam na wodoodporny Fasio Volume, który sprezentowała mi Interendo (trzech godzin w basenie nie wytrzymał, ale w morzu pływam w okularach i krócej więc pewnie da radę) oraz mojego starego ulubieńca - L'oreal False Lash Telescopic. Pięknie rozczesuje on rzęsy, wydłuża, jest trwały i nie osypuje się nawet po całym dniu. Tutaj przeczytacie pełną recenzję ;) I ostatnia rzecz z tego zdjęcia - bazowy cień do powiek! Jeśli tak jak ja, jesteście bladziochami o chłodny podtonie, zwróćcie uwagę na cień Affect M-1039. Świetnie się rozciera, jest genialnie napigmentowany i trwa na powiekach calusieńki dzień :) Bardzo polecam, idealnie wygląda z kreską!
smashbox 24 hour photo finish shadow primer eveline precise brush liner bbi@ gel eyeliner
Kontynuując tematykę makijażu oka,  postanowiłam zabrać ze sobą również niezawodną bazę pod cienie Smashbox 24Hour Photo Finish Shadow Primer. Nie należy ona do tanich, ale za to jest bardzo wydajna oraz sprawia, że każdy cień wygląda na naszej powiece naprawdę świetnie i to przez naprawdę długi czas. Wysoką cenę wynagradza też wyjątkowo wysoka wydajność produktu ;) W kwestii eyelinera, postawiłam na Eveline Precise Brush Primer. Ma on piękny odcień czerni, jest trwały, łatwo namalować nim kreskę w każdych warunkach (udało mi się nawet gdy trzylatka ciągnęła mnie za rękaw krzycząc: "ciocia, ja też chcę!" :D) oraz ma bardzo przystępną cenę. Jeśli poczułyście się zainteresowane, więcej na jego temat możecie przeczytać tu. Ostatnim już kosmetykiem do oczu, jest czarna kredka BBi@ Last Auto Gel Eyeliner. Używam jej do malowania linii wodnej i jako jedyna trwa na niej aż do demakijażu. Tak, wiem że to zmniejsza oko, ale zdarzyło mi się już, że ludzie oraz Wy same pytałyście czy mam wytrzeszcz, więc absolutnie się tym nie przejmuję xD (no i akurat tarczycę mam zdrową :P) Jeśli szukacie trwałej kredki na linię wodną - kupujcie! :D Wydaje mi się, że marka w swojej ofercie ma także cielistą wersję.
YSL Rouge Volpute Shine Mac Candy Yum Yum Modesty
W kwestii pomadek, postawiłam z kolei na klasykę z nutką szaleństwa. Co to znaczy? W moim wykonaniu - postanowiłam zabrać ze sobą pewne niezawodne trio. Zacznijmy zatem od szaleństwa :D Mac Candy Yum Yum to idealna matowa pomadka o bardzo chłodnym odcieniu fuksji, której wyjątkowo lubię używać. Jest trwała, nie wysusza ust i "robi cały makijaż". Jej po prostu nie może zabraknąć w mojej wakacyjnej kosmetyczce :D Do tego klasyka - kryjąca szminka Mac Modesty w  moim ulubionym wykończeniu cremesheen na pewno przyda mi się gdy będę chciała mocniej podkreślić oko. A z kolei gdy zapragnę efektu "my lips but better", postawię na lekko przejrzystą pomadkę Yves Saint Laurent Rouge Volpute Shine nr 8Tu znajdziecie recenzję niemalże identycznego odcienia, który jest tak samo genialny jak ten powyżej :) Z resztą wszystkie te trzy pomadki są naprawdę godne polecenia ;)
I to już wszystko, co planuję zabrać. Czy to dużo, czy mało - pewnie każdy oceni według swoich standardów. Mnie jednak wystarczy to zarówno do stworzenia lekkiego makeupu na wycieczkę lub spacer, jak i czegoś bardziej zwracającego uwagę :) Nie lecimy samolotem, więc można napakować do bagażnika czego dusza zapragnie :P Ja tym razem kupiłam sobie nawet płetwy :D

P.S. Nie wiem, czy uda mi się coś stworzyć jeszcze przed wyjazdem, wszak mam masę prania i jeszcze więcej pakowania :D Dodatkowo jeśli się nie uda,  nie wiem czy starczy mi samozaparcia, by napisać coś podczas wyjazdu, ale mimo wszystko zabieram ze sobą laptopa ;) Jeśli by Wam mnie brakowało, zapraszam na mój facebook i instagram. Tam na pewno będzie się działo :) W domu będę pewnie 4 lipca :) Buziaki! ;* 

środa, 12 czerwca 2019

Missha Cho Bo Yang, czyli o kolejnym dobrym kremie BB słów kilka

Nie wiem jak Was, ale mimo tego, że jak jest lato, to musi być ciepło, mnie te afrykańskie upały chyba przestały bawić :/ Co innego na urlopie, nad wodą (do której w każdej chwili można wejść i popływać), a co innego w miejskiej dżungli :P Dziś nawet nie chciało mi się wyjść z domu, a wczoraj ledwo przeżyłam powrót od okulisty :D Ja jako dziecko z grudnia, chyba już wolę ten mróz :D Przechodząc jednak do meritum... Jeszcze podczas wiosennej aury, zaczęłam używać nowego kremu BB Missha Cho Bo Yang i po przetestowaniu go także w upale, przychodzę do Was z moją opinią na jego temat ;) Jak się sprawdził? Zapraszam do lektury!
missha cho bo yang
Krem BB Missha Cho Bo Yang umieszczono w brązowo - złotej tubie, zawierającej 50ml kosmetyku, który powinniśmy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Mimo takiej formy opakowania (nie wiem jak Wam, ale mnie tubki kojarzą się "tanio") całość wygląda naprawdę elegancko i myślę, że powinna zadowolić niejedną srokę. Do tuby dołączona jest także pompka, która również działa bez zarzutu :) Nie strzela i możemy wycisnąć dokładnie tyle produktu, ile sobie zamarzymy :P Krem BB Missha Cho Bo Yang zawiera orientalne ziołowe składniki (dziki koreański żeń - szeń, kordyceps chiński i czyste złoto), które czynią skórę gładką, jasną oraz promienną. Zawiera filtr SPF 30 PA ++, czyli jak na moje standardy - mogłoby być lepiej, mimo że i tak pod spód używam zawsze zwykłego filtra.
Missha Cho Bo Yang 21
Zapach kremu Missha Cho Bo Yang czuć jedynie podczas aplikacji i jest on świeży, lekko kwiatowy, przyjemny, ale też bardzo delikatny. Co z kolorem? Według mnie nr 21 to zdecydowanie odcień szaro-beżowy, który wpada w chłodne tony. Wiele osób nie będzie z niego zadowolonych, gdyż może wypadać nieco sino, ale w razie czego, na jolse znajdziecie jeszcze dwa inne kolory. W każdym razie do mojej cery adaptuje się wręcz idealnie, mimo tego, że na swatchach wypada dość ciemno. Na plus należy więc zaliczyć duże zdolności "przystosowawcze" ;)
Missha Cho Bo Yang 21
Co się z nim dzieje w ciągu dnia? Kosmetyk na pewno nie ciemnieje, a wykończenie, jakie dzięki niemu otrzymujemy, przypomina wilgotny glow. Twarz po użyciu BB jest rozjaśniona i satynowa, ale bez problemu możemy go potraktować dowolnym pudrem, aby ten efekt zmienić. Co do nakładania - aplikowałam Cho Bo Yang gąbeczką i sposób ten był bardzo wygodny, ale kosmetyk równie dobrze wygląda jeśli użyjemy palców, uprzednio delikatnie rozgrzewając go na dłoni. Lepiej także nałożyć dwie cieniutkie warstwy, niż jedną grubą albo dokładać produkt punktowo :) Dzięki temu, uzyskamy naprawdę przyzwoite krycie, które dobrze radzi sobie z moim rumieniem nawet w gorsze dni ;)
Trwałość Missha Cho Bo Yang jest bardzo dobra, choć zawsze używałam nań jakiegoś pudru, gdyż solo potrafi np. odbijać się na telefonie. Nawet podczas tych upałów i przy moim nieśmiertelnym katarze wyglądał ładnie ;) Nie zauważyłam, aby kosmetyk ten w jakikolwiek sposób zapychał, lub pogarszał stan mojej cery. Krem BB Missha Cho Bo Yang nie podkreśla suchych skórek i nie zbiera się w zmarszczkach, ani załamaniach w celu podkreślenia tego, co nie należy ;) Jest bardzo komfortowy w noszeniu i nie wysusza mojej cety, a miałam okazję używać go również zimą, bo wtedy stosowała go moja mama. "Nosił się" tak samo komfortowo, jak latem :)
Missha Cho Bo Yang 21
Według mojej oceny, Missha Cho Bo Yang jest dużo lepsza niż jej sławniejsza siostra o nazwie Perfect Cover :) Na minus zaliczyłabym w tym przypadku jedynie brak odcienia nr 13, który okazuje się przydatny, jeśli mamy do czynienia z jeszcze większym bladziochem ode mnie ;) Przyznać jednak trzeba, że również 21 ładnie adaptuje się do odcienia mojej cery, a do ciemnych to ona nie należy ;) Poza tym, szczerze muszę przyznać, że jestem z tego produktu szczerze zadowolona :) Kupicie go za około 80-90zł, w zależności od miejsca ;)
A Wy znacie kremy BB Missha? Miałyście styczność z Perfect Cover albo Cho Bo Yang? Dajcie znać, jak ich produkty sprawdziły się na Waszych twarzach :)

czwartek, 6 czerwca 2019

Powrót do maja z Shinybox, czyli Step Into the Beauty

Tegoroczny maj był chyba wyjątkowo zimny i deszczowy, choć nie powiem, żeby jakoś szczególnie mi to przeszkadzało (bardziej irytuje mnie to nagłe lato). Jak co miesiąc, dotarło do mnie pudełeczko Shinybox, które tym razem nosiło nazwę Step into the beauty. Co się w nim znalazło? Czy jest lepiej niż w kwietniu? Przekonajmy się na własne oczy! ;)
Shinybox Step into the beauty
Na tym zdjęciu, widać wszystkie produkty, które znalazły się w każdym zestawie Shinybox Step into the beauty. Pierwszy z nich, to Vianek Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy. Uzupełnia on demakijaż, przywracając skórze odpowiedni poziom pH. Zawiera składniki o działaniu łagodzącym, ochronnym, antyoksydacyjnym i wspomagającym mechanizmy naprawcze. Nie przepadam za tą marką, bo kilka produktów mnie uczuliło, ale na pewno zrobię do niego podejście. Może akurat się sprawdzi, więc finalnie jestem zadowolona, iż znalazł się on w pudełku. Cena? 20.99zł. Drugi kosmetyk to Quin Face So Sweet&Natural Lip Scrub Silcare. Jest to cukrowy peeling do ust o zapachu jagody, złożony w 98% ze składników pochodzenia naturalnego :) Ogólnie rzecz biorąc, z peelingami do ust mam bardzo trudną relację, wszak moje wargi są tak wrażliwe, że dotychczas udało mi się znaleźć jeden, który nie powoduje u mnie bólu :P Znając życie, ten pewnie trafi w inne ręce ;) Koszt? 25zł. Trzeci z produktów, to Balsam do Ust Ponętna Śliwka Bielenda, dodawany do pudełek wymiennie z różaną lub arbuzową wazelinką tejże marki. Kosmetyk niby ciekawy, ale patrząc na skład i opakowanie - raczej nie dla mnie. Powędruje on zapewne do szwagierki, wszak niedawno pytała czy nie mam przypadkiem za dużo mazideł do ust ;) Cena? 8.90. Ostatnią już rzeczą jest HYPOAllergenic Triple Eyeshadow Hypoalergiczny trójkolorowy cień do powiek Bell. Trafiła mi się ładna wersja, a trio w sam raz nadaje się do letniej walizki, więc one raczej zostaną ze mną :) Koszt? 13.99zł.
Shinybox Step into the beauty
Na tym zdjęciu widzicie z kolei produkty, które dodawane były do pudełeczek wymiennie. Ambasadorki dostały całe trio, a normalna subskrybentka, niestety tylko jeden z powyższych kosmetyków. Trafić można więc było na Mini Olejek Rozświetlający Naturativ, który już kiedyś miałam i bardzo dobrze sprawdzał się latem na mojej białej skórze (cena pełnowymiarowego produktu to 89zł), Szampon w kostce Mydlarnia Cztery Szpaki na bazie roślinnych składników - idealny do codziennego stosowania przy wszystkich typach włosów (koszt: 32zł) lub miniaturkę żeli  pod prysznic lub balsamu marki Mara Naturals. I to by było na tyle. W internecie widziałam gdzieś wyliczenie, że w tym miesiącu wartość podstawowego pudełka wynosiła około 86zł.
Shinybox Step into the beauty
Do ambasadorskich boxów trafiły jeszcze dwa dodatkowe kosmetyki. Pierwszym z nich jest Naturalny Olejek do Ciała Imbir i Trawa Cytrynowa marki Orientana, stworzony według tradycyjnej receptury ajurwedyjskiej. Przeznaczony jest on do pielęgnacji skóry zwiotczałej, wysuszonej i wymagającej uelastcznienia. Stosując go podczas masażu, ponoć możemy liczyć na redukcję tkanki tłuszczowej oraz cellulitu ;) Jego cena to około 42zł. Z kolei drugim, znacznie ciekawszym produktem, jest Aloe Vera Magic Bubble Mask od LR Health & Beauty Polska. Zawarte w maseczce ekstrakty z imbiru oraz moringi głęboko i skutecznie oczyszczają skórę, uwalniając ją od obumarłych komórek naskórka i szkodliwych substancji, Zapobiegają także osadzaniu  się nowych zanieczyszczeń. Wszystko to sprawia, że skóra twarzy odzyskuje witalność, staje się promienna i gładka. Szczerze powiem, że opis producenta brzmi na tyle zachęcająco, że na pewno zostanie ona u mnie na dłużej ;) Jej cena to 72.90zł. Ja w tym miesiącu dostałam także książkę "Prosty Układ", której nie dołożono mi do poprzedniego zestawu:
Shinybox Step into the Beauty
Podsumowując: Jaka jest moja opinia na temat majowego pudełka Shinybox Step into the Beauty? Zawartość, która trafiła do klientek niestety nie powala na kolana w żaden sposób... Gdyby chociaż każda z nich dostała wszystkie wymienne produkty - już byłoby o niebo lepiej! Z kolei wersja ambasadorska wydaje mi się zachęcająca i mimo iż kilka produktów poleci w świat, to część z pewnością wykorzystam. A moje małe marzenie? Aby każda z subskrybentek dostała w swoim pudełeczku to samo, co ja ;)
A Wy co myślicie o majowej zawartości pudełka Shinybox? Dajcie koniecznie znać! :)