wtorek, 20 sierpnia 2019

NOU Bergamot, czyli o perfumach nieoczywistych

Wspominałam już kilka razy, że z perfumami bywa u mnie bardzo różnie. Przez lata miałam z nimi wyjątkowo trudną relację i ze względu na ciągłe migreny nie używałam ich wcale, a gdy do świata zapachów wróciłam, okazało się, że mój gust okazał się stosunkowo specyficzny. Tak jak pisałam w recenzji NOU Jasmin, moja rodzina określa należące do mnie perfumy jako "męskie", "zwracające na siebie uwagę" oraz "dziwne". I do tego towarzystwa NOU Bergamot zdecydowanie pasuje dużo lepiej niż wersja Jasmin :) Czas więc na jej recenzję ;)
nou bergamot woda toaletowa
Woda perfumowana NOU Bergamot także pochodzi z serii NOU Flowers, inspirowanej sześcioma różnymi, kwiatowymi ogrodami. Cóż to takiego ta bergamotka? Po prostu gorzka pomarańcza, która jest składnikiem wielu kultowych i klasycznych receptur :) W ramach ciekawostki dodam, że bergamotka wykorzystywana jest także do aromatyzowania herbaty Earl Grey ;) A jak producent opisuje swój twór? Same przeczytajcie: "Właśnie wkraczasz do ogrodu NOU Bergamot. Spacer rozpoczyna się od zapachów cytryny, bergamoty i kardamonu, ale po chwili wyczujesz również świeżość przed chwilą zerwanych z gałązki zielonych liści. Zamarzy ci się filiżanka orzeźwiającego napoju i wtedy, nieoczekiwanie, pojawią się zapachy jaśminu, zielonej herbaty, irysa oraz lilii. Dreszcz emocji popchnie cię tajemniczą alejką w głąb ogrodu. W jednym z najpiękniejszych zakamarków zielonego buszu odkryjesz drzewo cedrowe, wokół którego tańczą nuty piżma." W nutach głowy producent deklaruje więc obecność cytryny, bergamoty, kardamonu i zielonych liści, nuty serca grają jaśmin, zielona herbata, irys oraz lilia a pobrzmiewające na końcu nuty bazy to piżmo i drzewo cedrowe.
nou bergamot woda toaletowa
Opakowanie perfum NOU Bergamot zwraca na siebie uwagę na półce. Tak jak we wszystkich zapachach z tej serii, jest czarne, klimatyczne, z roślinną grafiką. Po wyjęciu flakonu z kartonika, naszym oczom ukazuje się prosta, ale elegancka buteleczka z naklejką. Sama etykietka przyklejona do szkła jest dobrej jakości, ale według mnie, bardziej elegancko wyglądałaby ona z grawerem. Mam wrażenie, że odrobinę przyoszczędzono również korku, który wykonano z plastiku, ale za to należy pochwalić najważniejsze - atomizer! Daje on bardzo ładną, średniej wielkości chmurę i naprawdę dobrze się spisuje, wydobywając z zewnątrz piękną mgiełkę. Zaraz po rozpyleniu, ja czuję w tym zapachu gorzko-kwaśne, może odrobinę męskie i stosunkowo ostre dla nosa cytrusowe nuty. Jest nietypowo, czyli jest dobrze. Po  około godzinie, do głosu dochodzi odrobina damskiej słodyczy w postaci kwiatów (wydaje mi się, że najbardziej czuć irys), ale główne akordy nadal grają owoce cytrusowe oraz zielona herbata. Na samym końcu zaś, faktycznie zaczynają pobrzmiewać ciepłe nuty charakterystyczne dla piżma i cedru, ale nadal są one okraszone bergamotową goryczką. Pod względem trwałości jest to aromat naprawdę przyzwoity, wszak czuć go na mojej skórze przez mniej więcej 7-8 godzin. Około 2-3 godziny projekcja zapachu jest typowo przeciętna (czyli na odległość ramion), a przez kolejne 5 godzin - bliskoskórna (czuć go, gdy ktoś np. się nad nami pochyli, my sami już nie za bardzo).
nou bergamot woda toaletowa
Zapach Nou Bergamot, określiłabym jako bardzo świeży, gorzkawy, mocno cytrusowy i absolutnie nie nadający się dla każdej z pań oraz na prezent. Szablonowo zapach ten pasuje raczej do pory letniej oraz wiosennej, ale jeśli o to chodzi, ja bywam przewrotna i czasami w ciepłe pory roku wybieram aromaty ciężkie, a zimą "mrożę" dodatkowo aurę zimnymi, orzeźwiającymi świeżakami.  Jeśli chodzi on Wam po głowie, poszukajcie w Rossmannach testera, by zobaczyć czy coś, co prawie można by nazwać unisexem, będzie Wam się dobrze "nosić". W ramach ciekawostki dodam, że NOU Bergamot przypomina mi Hermes Un Jardin Sur le Nil. I nawet nie chodzi tu o nuty zapachowe, wszak jedyny wspólny punkt w tych kompozycjach to irys, ale o klimat, jaki oba te aromaty tworzą. Jaka jest więc ich cena? Płacąc 69.90 za 50ml zapachu otrzymujemy w zamian naprawdę dobrą jakość oraz dodatkowo wspieramy rodzimy rynek.
A czy Wy znacie zapachy marki Nou? A może kojarzycie serię Flowers lub narobiłam Wam ochoty na przyjrzenie się jej bliżej? Dajcie koniecznie znać!

wtorek, 13 sierpnia 2019

Nowości lipca, czyli nadrabiamy zaległości

Przez mój urlop, lekkie zawirowania, malutki "niedoczas", zmiany w umeblowaniu mieszkania i aktualne przeziębienie, mam na blogu lekkie "tyły". Zastanawiałam się nawet, czy jeszcze ten post publikować, ale w ankiecie na moim instagramie, wszystkie orzekłyście, że mimo tego że właściwie już niemal połowa sierpnia, chcecie moje nowości zobaczyć :) No więc oglądajmy! :D
maszynki gilette
Czy ktoś pamięta jeszcze czerwcową promocję w Rossmannie, kiedy to można było nabyć sporo taniej między innymi maszynki do golenia? Zaopatrzyłam się wtedy w klasyczne Gilette Venus oraz wkłady do niej, a także rączkę i wkłady do Gilette Venus Swirl, która ma aż 5 ostrzy oraz śmieszną metalową kulkę, pomagającą w dopasowaniu się jej do naszego kształtu ciała. Stosunkowo ciekawa promocja czeka nas również od 21 sierpnia, więc jeśli pragniecie poznać szczegóły, zajrzyjcie do Eweliny :)
aa hydro sorbet soraya plante pinio pianka
Poza tym kupiłam jeszcze kilka drobiazgów do ogólnego użytku. AA Hydro Sorbet Balsam Chok Chok wpadł mi w oko w reklamie na fb i niechętnie, ale poszłam go zakupić (z balsamami do ciała mam trudną relację). I co się okazało? Jest miłość! Prawdopodobnie pokuszę się o napisanie mu pełnej recenzji. Na piankę Roślinną Piankę Myjącą do Twarzy Soraya Plante zdecydowałam się chyba przy okazji jakiejś promocji i nie ukrywajmy - wszechobecnej mody na tę serię, a także dlatego, że jest wychwalana pod niebiosa. Zobaczymy, czy będzie tak samo dobra, jak mój aktualny ulubieniec Iunik :) Trzecim produktem z tego zdjęcia jest rzecz, którą wypatrzyłam u swojej szwagierki :) Ona kupiła ten kosmetyk dla swojego synka, ale ja oczywiście Micelarną Piankę do Mycia Pinio o zapachu banana kupiłam do mycia rąk :P Miło się jej używa i ma przyjemną cenę. Nabędziecie ją w Biedronce ;)
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Poza tym, jeszcze w czerwcu mąż zafundował mi jako prezent na rocznicę ślubu zestaw Sulwhasoo First Care Activating Serum EX. W jego skład wchodzi rzeczone serum w trochę zmienionej buteleczce (tutaj znajdziecie jego recenzję, bardzo się polubiliśmy), kosmetyczka oraz miniaturki. Wyjątkowo spodobał mi się krem Sulwhasoo Essential Firming Cream EX oraz Concentrated Ginseng Renewing Serum (już zamówiłam sobie 40 próbek tego drugiego na ebay :P - czyli "cebula deal"). Poza tym w zestawie były jeszcze Essential Balancing Emulsion EX oraz Essential Balancing Water EX (na polskie po prostu tonik i emulsja ;)).
Cosrx black head tonymoly bling cat Sulwhasoo cream EX
Tutaj z kolei widać kosmetyki, które dostałam do testów od jolse. Zdecydowałam się na BHA Blackhead Power Liquid Cosrx między innymi dlatego, że nadal walczę z niedobitkami skórnych niedoskonałości. Robi dobre wrażenie, na pewno niebawem pojawi się jego recenzja a ja w przyszłości sięgnę też po wersję z kwasami AHA. Poza tym, trafiła do mnie również pomadka z edycji limitowanej TonyMoly Bling Cat w kolorze Heroine Pink, bo nie mogłam się jej oprzeć :D Opakowanie po prostu wymiata :P Po zużyciu miniaturki, skusiłam się także na pełnowymiarowy krem Sulwhasoo Essential Firming Cream EX. Zużyłam go już bardzo dużo i z pewnością niebawem napiszę jego recenzję, ale już mogę Wam zdradzić, że na pewno będzie ona pozytywna :)
Clarena Bali Cocoshell Peeling Iceland Balm Nawilżający Balsam do Ciała
Ten zestaw marki Clarena dostałam w prezencie od sklepu Fryzomania i zdążyłam napisać już jego recenzję. Ogólnie rzecz biorąc, zarówno Bali Cocoshell Peeling jak i Iceland Balm Nawilżający Balsam do Ciała zrobiły na mnie dobre wrażenie :)
Shark Sauce Holy Snails Althea Petal Velvet Powder
Jak zapewne pamiętacie, przebarwienia to moja zmora od lat. Dlatego strasznie się cieszę, że dostałam od Interendo Shark Sauce Holy Snails. Połączenie niacynamidu z kilkoma innymi składnikami aktywnymi sprawia, że produkt ten jako jeden z niewielu, na mojej skórze naprawdę świetnie się sprawdza i jest wyjątkowo skuteczny ;) Dołączam do jego fanek bez większego zastanowienia :D W paczuszce znalazłam także puder Althea Petal Velvet Powder, z limitowanej, urodzinowej edycji :) Bardzo Ci dziękuję ;*
Na tym zdjęciu widać z kolei dwa zapachy marki NOU z linii Flowers. Pierwszy z nich - Jasmin już doczekał się swojej recenzji, a drugi z nich - Bergamot, jest jeszcze w fazie testów, która niestety trochę się opóźnia, bo złapałam jakąś infekcję i od dobrego tygodnia mój nos konsekwentnie odmawia mi posłuszeństwa ;) Jednak mimo wszystko, moja opinia na jego temat na pewno się pojawi się na blogu :)
I to już wszystko, co tym razem miałam zamiar Wam pokazać. Coś wpadło Wam w oko? Znacie któryś z tych produktów? Jeśli macie ochotę - zostawcie linki do swoich postów z nowościami :) Chętnie zajrzę ;)

czwartek, 8 sierpnia 2019

Pielęgnacja ciała marki Clarena. Czy warto poznać ją bliżej?

Po krótkiej przerwie wynikającej z nieprzerwanej niczym od czwartku bieganiny (wybrałam nowe meble, przyjęłam masę gości, leczyłam chorego kota, pojechałam do rodziców i zrobiłam wiele innych rzeczy), wracam do Was z nowym postem :) Dziś na tapecie duet do pielęgnacji ciała Clarena, który dostałam od sklepu Fryzomania. Pierwszy produkt, to Bali Cocoshell Peeling, a drugi - Iceland Balm Nawilżający Balsam do Ciała. Stwierdziłam, że po urlopie, mega słonej wodzie i słońcu, mojej skórze przyda się regeneracja. Czy te dwa produkty sprostały temu zadaniu? ;)
Clarena Bali Iceland
Pierwszy z kosmetyków, to Bali Cocoshell Peeling. Znajduje się on w prostym, plastikowym słoiczku, zawierającym 250ml kosmetyku ważnego 12 miesięcy od otwarcia. Nie jest to może opakowanie najwyższych lotów, ale ładnie wygląda w łazience, przyjemnie się z niego korzysta i ciężko je uszkodzić (nawet koty nie dały rady, a zrzuciły go z wanny nie raz ;)). 
Clarena Bali Cocoshell Peeling
Peeling Clarena Bali Cocoshell posiada elegancki zapach jaśminu - mnie naprawdę bardzo przypadł on do gustu. Aż żałuję, że producent nie zapewnił nam w kąpieli bardziej wyraźnych doznań w tej materii, bo z moim kochanym katarem często ledwo go czuję, ale za to leciutki aromat zostaje z nami na jakiś czas na ciele (zauważyłam to, gdy miałam dni wolne od smarkania xD). Uważam, że pod tym względem będzie w sam raz dla zapachowych wrażliwców ;) Bardzo podoba mi się konsystencja tego produktu, wszak przypomina on delikatny, gęsty krem. 
Clarena Bali Cocoshell Peeling
Funkcję peelingującą pełnią w jego przypadku maleńkie drobinki kokosa i raczej należy zaliczyć go do tych delikatniejszych w kwestii ścierania. Mimo wszystko, skóra po użyciu Clarena Bali Cocoshell Peeling jest pięknie wygładzona (na serio nie spodziewałam się aż takiego efektu) i miła w dotyku. Jednocześnie nie pozostawia on po sobie żadnej klejącej, ani olejowej warstwy. Skóra jest zarówno gładka oraz lekko nawilżona, jak i całkowicie matowa w dotyku. Na minus zaliczyłabym w jego przypadku chyba tylko fakt, że czasem ciężko go spłukać i jest niezbyt wydajny - choć w sumie to rzecz względna, bo ze mnie straszna "papryga" :) Cena? 66zł
Clarena iceland Balm Nawilżający Balsam do Ciała
Drugim kosmetykiem, który miałam okazję wypróbować, jest Iceland Balm Nawilżający Balsam do Ciała. Znajduje się on w zwykłej, białej tubie i bardzo przypomina mi apteczny (albo raczej powinnam powiedzieć "gabinetowy" ale rzadko bywam) minimalizm. Całość zawiera 200ml produktu i jest ważna 12 miesięcy od otwarcia. Mogłoby być lepiej i ładniej, ale chociaż jest wygodnie ;) I można bez problemu wydobyć z takiego opakowania kosmetyk aż do ostatniej kropli, jednocześnie zachowując względną higienę ;) Balsam Clarena Iceland zawiera w sobie PENTAVITIN, który zapobiega utracie wody z naskórka, silnie nawilża i wygładza, oraz oleje ze słodkich migdałów, awokado i algi morskie. 
Clarena Iceland Balm
Czym więc pachnie wersja iceland? Morską, lekko męską, ale jednocześnie bardzo przyjemną dla mnie świeżością, która nie jest ani zbyt mocna, ani zbyt natrętna. Konsystencja balsamu na pierwszy rzut oka wygląda na lekki krem, ale mimo to, wcale nie jest tak łatwo dokładnie go rozsmarować. Co ważne, bardzo szybko się on wchłania nie pozostawiając po sobie uczucia tłustości, czy lepkości, a jedynie gładką, pięknie nawilżoną skórę. Ciało już po pierwszym użyciu Clarena Iceland Balm staje się ładniejsze, a przy regularnym, wieczornym stosowaniu udaje mu się utrzymać skórę w doskonałej kondycji, nawet jeśli czasem o nim zapomnimy. Co ciekawe, bardzo polubiły się z nim moje łuszczycowe plamy i odkąd zaczęłam stosować ten balsam, wszystkie szybko zniknęły, a nowych ani widu, ani słychu (SZOK). Jego cena to 60zł.
Jak podsumowałabym więc swoją przygodę z tą marką? Moja mama przez wiele lat używała kosmetyków do pielęgnacji twarzy Clareny i od dziecka uznawałam ją za coś niezłego. Sama jednak nie za bardzo miałam z nią kontakt, ale pierwsze spotkanie z firmą, mimo drobnych niedociągnięć muszę uzna za udane. Pięknie udało jej się zadbać o moje ciało i chyba pierwszy raz w życiu odrobinę opalone nogi :D
A Wy znacie kosmetyki tej marki? Miałyście styczność z pielęgnacją Clareny? Macie śród ich oferty swoich ulubieńców? Koniecznie dajcie znać!