wtorek, 17 września 2019

Hello Asia 4, czyli kontynuacja tradycji

Siódmego września miałam okazję uczestniczyć w czwartej już edycji Hello Asia, organizowanej przez Interendo. Osobiście byłam jeszcze na dwóch poprzednich i do dziś ciepło je wspominam (pierwsza niestety mnie ominęła bo zarezerwowaliśmy urlop ze znajomymi i nie dało się go przesunąć :/). Tym razem spotkanie również odbyło się w Grudziądzu i także w sali konferencyjnej Yasumi, ale mimo tego samego miejsca, absolutnie nie było nudno :) Z resztą same zobaczcie!
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W tym roku spotkanie zaczęliśmy od sesji fotograficznej na patio :) Całą grupą zrobiliśmy sobie eleganckie zdjęcia grupowe i powoli poszliśmy do sali konferencyjnej, gdzie czekała na nas herbata, kawa, babeczki i inne przekąski :) 
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Po chwili swobodnej rozmowy, Sonia (Kosmetyczka z Korei) prowadząca sklep koreanunicorn.pl zaprezentowała nam swoje kosmetyki i opowiedziała nam o realiach prowadzenia tego typu interesu w Polsce. Ile kosztuje zarejestrowanie jednego nowego produktu w kraju, o kontaktach z dostawcami, logistyce, transporcie, skąd biorą się wyższe ceny oraz wiele, wiele innych rzeczy. Następnie poruszyliśmy jeszcze temat nadchodzących targów Beauty Days oraz rozdano nam upominki. 
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Sonia przywiozła każdemu kosmetyk marki Commleaf, od Yasumi dostaliśmy zestaw prezentowy wraz z bonem na zabieg do wykorzystania na miejscu, a resztę wyczarowała dla nas jak zawsze niezawodna Patrycja. W oczekiwaniu na swoją kolej w gabinecie kosmetycznym, poszłam relaksować się w strefie SPA, która w tym roku była dosłownie "cała dla nas" ;)
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Najpierw przebrałam się w kostium kąpielowy i założyłam szlafrok, oraz na 10 minut zaległam na leżaku zawzięcie walcząc ze swoim selfie stickiem, którego mimo wszystko nie udało mi się namówić do współpracy :D (dziad nie chciał połączyć się z telefonem przez bluetooth). Potem zrezygnowana poszłam razem z Anią (Kolorowy Kraj) do jacuzzi i spędziłyśmy tam dobre pół godziny na rozmowie, masażu oraz zabawie ustawieniami wanny (można było zmienić nawet kolor światełek!).
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Potem na kilka minut udałyśmy się do sauny (również we dwie, bo strefa SPA jakoś nie miała zbyt dużego wzięcia). Zmieniłyśmy kolor światełek z czerwonego na turkus żeby było milej, rozsiadłyśmy się na samym dole, chwilę pogadałyśmy i ruszyłyśmy pod prysznic oraz wskoczyłyśmy z powrotem w swoje ubrania :) Całość zajęła nam chyba koło godziny ;)
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W tym czasie, większość zaczęła już wracać z zabiegów, które zafundowało nam w tym roku Yasumi. Po chwili także ja udałam się na rytuał Osaji, który polega na masażu specjalnie zaprojektowanymi, ceramicznymi łyżeczkami. Ma on za zadanie redukować obrzęki, detoksykować skórę, liftingować, oraz usunąć martwe komórki naskórka. Szczerze powiem, że byłam bardzo zadowolona z efektów i moja cera rzeczywiście wyglądała po nim znacznie lepiej :) Po powrocie czekała mnie znowu chwila przyjemnej rozmowy, obiad i wtedy okazało się, że już praktycznie 15:00 i pora zbierać się do domu. Te 6 godzin z Wami naprawdę przeleciało mi przez palce! :D
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W spotkaniu udział wzięli: 
Organizatorka Patrycja - Interendo
Magda - Love Dots
Kasia - Myskinstoryy
Ania - Kolorowy Kraj
Ola - Wroobela
Monika - Candymona
i ja :D

A poniżej możecie zobaczyć wszystkie upominki, jakie dostaliśmy tego dnia w Grudziądzu, na Hello Asia 4 :) Nie powiem, szczególnie lodóweczka na kosmetyki zrobiła na mnie wrażenie :D Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok :) Bardzo się cieszę, że mogłam być tego dnia z Wami i dziękuję Pat za zaproszenie ;*
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4







środa, 11 września 2019

AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok, czyli o antypatii do balsamów słów parę

Nie wiem na ile jest Wam znana moja antypatia do balsamów do ciała i stosowania ich, ale generalnie przez wiele lat unikałam tego typu kosmetyków jak ognia. Bo tłuste, bo się lepiły, bo śmierdziały, generalnie zawsze coś było z danym produktem nie tak jak powinno. Od około 5 lat staram się z tym walczyć i powoli szukam produktów z różnych półek cenowych, które spełnią dwa zadania - nawilżą oraz odżywią moją skórę i będą szybko się wchłaniać, nie pozostawiając po sobie żadnych kłopotliwych "pamiątek". Jak wypadł oceniany w ten sposób AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok? Zapraszam do lektury!
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok ChokAA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok znajduje się w prostej, zielononiebieskiej tubce w kropki ze stworkiem, który przypomina trochę króliczka ;) Nie jest ani porywająco, ani elegancko, ale za to prosto, trochę słodko (zalatuje "kawaii") oraz higienicznie. Całe opakowanie zawiera 200ml produktu i jest ważne 6 miesięcy od pierwszego otwarcia. Formuła produktu oparta jest z kolei na kwasie hialuronowym oraz wąkrotce azjatyckiej. Producent obiecuje nam nawilżenie, sprężystość, witalność, blask, oraz to co mnie do tego produktu przyciągnęło - szybką wchłanialność! ;)
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok
Zapach balsamu jest przede wszystkim dość delikatny. Przyjemny, ale nie porywający. Mnie przypomina on coś w stylu roślinności po deszczu :) Trochę liści, trochę kwiatków, odrobina słodyczy, nic szczególnie konkretnego, ale nigdy mnie nie drażnił, nawet gdy akurat miałam migrenę ;) Na skórze nie utrzymuje się on chyba wcale... Konsystencja produktu, to coś pomiędzy balsamem, a żelem i bardzo przypomina mi on wiele kremów do twarzy rodem z Korei. Całość bardzo łatwo nabiera się na palce oraz rozprowadza po skórze, sprawiając że aplikacja produktu staje się lekka i przyjemna :) Co ważne, bardzo szybko się on wchłania nie pozostawiając po sobie uczucia tłustości, czy lepkości.
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok
Jak zatem AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok działa? Skóra już po pierwszym użyciu staje się gładsza, sprężysta i po prostu ładniejsza, a przy regularnym, wieczornym stosowaniu udaje mu się utrzymać świetny wygląd skóry. Jest ładnie nawilżona, odżywiona oraz wygładzona, a ja nie odczuwam żadnej suchości, swędzenia czy ściągnięcia. Co ważne - w przypadku małych ranek i skaleczeń, nie powoduje żadnego szczypania co jest bardzo istotną sprawą jeśli chorujecie na AZS lub łuszczycę :) Nie spodziewajcie się po nim mega odżywienia, ale to bardzo dobry produkt, dla osób, które powinny, a nie lubią stosować smarowideł do ciała ;)
Podsumowując: kupiłam ten balsam w ciemno, bo po prostu zwrócił moją uwagę w drogerii, a podczas ostatniej promocji, już sprawiłam sobie drugie opakowanie. Dla mnie jest świetny - niedrogi (15.99), przyjemny w użytkowaniu, lekki oraz skuteczny (choć może nie grzeszy wydajnością). Na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę ;)
A Wy jakie macie wymagania względem balsamów do ciała? Robicie to regularnie czy też podchodzicie do tego jak pies do jeża? :D

czwartek, 5 września 2019

TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink, czyli o kocich pomadkach słów parę

W sobotę jadę na Hello Asia 4 i żeby wczuć się w klimat, postanowiłam napisać recenzję kosmetyku do cna przesiąkniętego tą częścią świata. Mnie na samym początku przygody z koreańskimi produktami, kojarzyły się one głównie ze słodkimi opakowaniami: kotkami, pomidorkami, pieskami, warzywkami oraz kwiatuszkami wszelkiej maści. Bo są takie kawaii :D (czyli po polsku: sympatyczny, uroczy, czarujący, śliczny, słodki, milutki). W ten trend idealnie wpisuje się pomadka TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink. Jak się u mnie spisała? Przeczytajcie same!
Zaczniemy od tego, co w tej pomadce najważniejsze, czyli od opakowania! Jest ono wykonane z porządnego plastiku i częściowo z metalu. Sama obsadka szminki jest biała, ale posiada ona skuwkę w kolorze pomadki. Na końcu produktu znajduje się mała figurka kotka, który co ciekawe - w zależności od koloru szminki ma inną minę :D Wewnątrz znajdziemy 3.4g kosmetyku, ważnego 2 lata od otwarcia. Sztyft ma klasyczny kształt, ale zauważyłam, że dzięki ostrym krawędziom i ogólnie dobrze wyprofilowanemu sztyftowi, bardzo łatwo wyrysować nim usta bez konturówki, nawet w przypadku intensywnego koloru.
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Kolor nr 02 Heroine Pink, to połączenie różu z delikatną, malinową czerwienią o neutralnym podtonie. Wykończenie pomadki jest typowo satynowe, lekko i subtelnie odbijające światło oraz wyglądające na ustach naprawdę elegancko. Nie ma ona żadnych drobinek, pięknie podkreśla naturalny odcień ust, a pigment niejako "wżera się" w wargi, co powoduje, iż nawet po wytarciu się koloru, nadal mają delikatny odcień. Mój Heroine Pink jest bardzo uniwersalny, bo pasuje zarówno do pełnego makeupu, jak i do wytuszowanych rzęs ;) Co ciekawe, łatwo tą pomadką wykonać modne w Azji ombre, a wtedy zyskujemy zupełnie inny wygląd oraz prezentację tego odcienia ;)
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Sam sztyft ma bardzo komfortowy poziom twardości, który sprawia, że pomadka jednocześnie bardzo łatwo i komfortowo sunie po ustach, jak i jest dobrze przytwierdzona do opakowania (chyba żadna z nas nie lubi "gibiących się" pomadek, prawda?). Szminka niestety nie posiada żadnego smaku, ale za to ładniutko i delikatnie pachnie słodkimi owocami. Bez jedzenia, utrzymuje się ona na moich wargach około 4-5 godzin, pod koniec leciutko wchodząc w załamania i delikatnie zbierając się na złączeniu warg. TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink nie podkreśla za to suchych skórek ;)
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Niestety TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink w żaden sposób naszych warg nie nawilży i mimo naprawdę wielu zalet, mam wrażenie, że w te gorsze dni, ma nawet tendencję do lekkiego wysuszenia (uczciwie jednak przyznaję, że zdarzyło się to dosłownie kilka razy, a dodatkowo mam bardzo podatne na takie rzeczy usta). Wtedy jednak, gdy wracam do domu, po prostu ją zmywam i nakładam ulubiony balsam.
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Czy żałuję, że zdecydowałam się na wypróbowanie pomadki w gadżeciarskim opakowaniu? Absolutnie nie! Pomijając fakt, że za każdym razem gdy ją wyjmuję, robi ono furorę, to cieszy także moje oko. Poza opakowaniem, wnętrze też okazało się być porządne i niezłej jakości, choć może nie idealne ;) Kupicie ją bez problemu za 7.50$ na Jolse. I jeśli Was skusiłam, to chyba warto się pospieszyć, bo nie jestem pewna, czy to nie edycja limitowana.
Kupujecie czasem oczami? Zdarzyło Wam się kupić coś w ciemno, dlatego że miało ładne opakowanie? Dajcie koniecznie znać jak jest z tym u Was!