wtorek, 11 sierpnia 2020

Paula’s Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer, czyli o nawilżaniu z Topestetic

Kremy - żele to latem mój ulubiony sposób na szybkie oraz łatwe nawilżenie skóry twarzy. Ciągle poszukuję swojego świętego Graala w tej kategorii i bardzo lubię testować wszelkiego rodzaju nowości. Gdy pod koniec maja do mojego domu zawitał krem Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer, byłam go niesamowicie ciekawa... Interesowała mnie zarówno sama marka, jak i fakt, jak z tego typu produktami radzą sobie zachodnie firmy. Czy jestem z niego zadowolona? Same przeczytajcie!
Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer
Krem Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer znajduje się w zwykłej, błękitnej tubce zamykanej na klik. Nie jest to nic ekstra, ale przynajmniej możemy być pewni, że stosując go zachowamy należytą higienę, oraz uda nam się zużyć produkt do końca ;) Całość zawiera 50 mililitrów i ważne jest 12 miesięcy od otwarcia. Co o swoim kosmetyku mówi producent? "Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer to lekki, odświeżający krem do każdego typu cery z problemem odwodnienia, a także szarej, zmęczonej i pozbawionej blasku. Kosmetyk zawiera minerały (Potassium PCA, Magnesium PCA, Calcium PCA) zapewniające prawidłowy bilans wodny zarówno na powierzchni skóry, jak i w jej głębszych warstwach. Idealnie opracowana formuła wzbogacona o ekstrakty roślinne, ceramidy i skwalan, wzmacnia zatrzymywanie wilgoci, sprawiając, że cera pozostaje nawilżona przez dłuższy okres czasu. Krem poprawia strukturę naskórka i wygładza go bez ryzyka zapchania porów, dzięki czemu idealnie sprawdzi się jako nawodnienie skór problematycznych oraz trądzikowych. Dodatkowo zawarte w nim antyoksydanty (ekstrakt z alg, ekstrakt z czeremchy, ekstrakt z mangostanu) chronią przed negatywnym wpływem środowiska i spowalniają procesy starzenia. Lekka konsystencja kremu sprawia, że dobrze sprawdzi się do nakładania pod makijaż". 
Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer
Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer  ma białą barwę, i mimo że producent deklaruje brak zapachu - ja czuję w nim lekką, kremowo - kwiatową nutę. Konsystencja kosmetyku jest leciutka, przypominająca odrobinę "napowietrzony" mus. Po nałożeniu na twarz, całość bardzo szybko wchłania się niemalże do matu, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Krem łatwo się rozprowadza, pięknie współpracuje z każdym serum nakładanym pod spód, można stosować go pod filtry, oraz pod makijaż. Nic się nie roluje, a kosmetyki kolorowe wyglądają na nim tak samo ładnie, co zawsze ;) Co ważne - kosmetyk okazał się też całkiem wydajny, już mała ilość produktu wystarczała mi na pokrycie całej twarzy :)
Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer
Jak jednak działa Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer? To ciekawy produkt, który pomimo tego, że jest naprawdę leciutki, dobrze radzi sobie z nawilżeniem mojej kapryśnej skóry. Cera podczas jego stosowania była jędrna, gładka, przyjemnie napięta oraz sprężysta. Ubolewam nad tym, że niestety nie łagodził mojego rumienia na policzkach, ale także go nie zaogniał, więc uznać należy iż po prostu nie taka jego rola ;) Podczas stosowania kremu, zauważyłam że pojawia się u mnie mniej zaskórników niż zwykle, ale przy równoczesnym stosowaniu innych środków - nie jestem w stanie powiedzieć do końca czy to głównie jego zasługa. Może tak być, bo krem pomaga zachować równowagę barierze hydrolipidowej (a ja miewam z nią problem), co ma wpływ na wszelkie zmiany, jednak wcale nie musi ;)
Podsumowując: Ja z kremu Paulas Choice Water - Infusing Electrolyte Moisturizer byłam zadowolona, a także chętnie wróciłbym do niego w przyszłości. Jego cena na Topestetic wynosi 153zł wraz z przesyłką i myślę, że jest ona adekwatna do jakości produktu, który ma za zadanie przede wszystkim skutecznie nawilżać, jednocześnie nie obciążając skóry. Macie swoich ulubieńców marki Paula's Choice albo polecacie coś z oferty Topestetic? Jakich kosmetyków nawadniających używacie latem? Dajcie koniecznie znać!


czwartek, 6 sierpnia 2020

Dwuetapowe oczyszczanie twarzy z kosmetykami Lanbelle

Mam nadzieję, że po tym jak u nas w kraju zapanowała moda na pielęgnację azjatycką, wszyscy już wiedzą, że twarz najlepiej oczyszczać dwa razy :) Raz - za pomocą olejku z emulgatorem, a drugi - delikatnym żelem bądź pianką. Ja z pierwszym etapem miewałam problemy, wszak olejki często nie do końca się u mnie sprawdzały (ze względu na mgłę, którą pozostawiały na szkłach kontaktowych) więc czasem zastępowałam je produktami typu "bb cleanser" ;) Tym razem jednak wróciłam do tradycji i przetestowałam duet marki Lanbelle: Cleansing Oil - Naturalny Olejek do Demakijażu oraz Mycia Twarzy i Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy. Co wynikło z naszej relacji? ;) Same przeczytajcie!
Lanbelle: Cleansing Oil - Naturalny Olejek do Demakijażu oraz Mycia Twarzy i Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy
Lanbelle to marka koreańskich kosmetyków premium, którą dystrybutor 4seasonsbeauty.pl wybrał ze względu na filozofię, ciekawą historię marki oraz wyjątkowych ludzi, którzy ją tworzą. Wszystko rozpoczęło się od produktów, które Lanny Park (koreańska chemiczka) opracowała dla samej siebie. Miały one zaspokoić potrzeby jej bardzo wrażliwej i delikatnej skóry. Kosmetyki szybko zyskały coraz większą popularność wśród znajomych i rodziny, co było bodźcem do założenia firmy i profesjonalnej produkcji. Zasady, którymi kieruje się Lanny tworząc kosmetyki to czystość, wysoka zawartość składników aktywnych oraz ich najwyższa jakość. Wszystko to sprawiło, że kosmetyki marki Lanbelle trafiły do profesjonalnych salonów kosmetycznych oraz SPA w Europie :)
Lanbelle: Cleansing Oil - Naturalny Olejek do Demakijażu oraz Mycia Twarzy i Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy
Pierwszym z produktów, który miałam okazję testować, jest Lanbelle Cleansing Oil - Naturalny Olejek do Demakijażu oraz Mycia Twarzy, który jednocześnie jest naszym pierwszym etapem oczyszczania. Znajduje się on w ciężkim, szklanym opakowaniu z pompką (ma 150ml), które nie sprawia żadnych problemów w użytkowaniu. Dozownik działa bez zarzutu, odmierzając odpowiednie ilości produktu (ja używam 2 - 3 do demakijażu). Według mnie zapach tego kosmetyku to coś pomiędzy słonecznikiem a trawą cytrynową, choć według producenta, powinnam czuć w nim bergamotkę :D Co obiecuje nam producent? "Lanbelle Cleansing Oil to bardzo dobrze tolerowana przez skórę wysokiej jakości mieszanka naturalnych olejków, stworzona do demakijażu w sposób przyjazny dla skóry twarzy oraz oczu. Produkt redukuje poziom wydzielania sebum oraz doskonale nawilża skórę dlatego bardzo dobrze sprawdza się w przypadku cery tłustej oraz mieszanej. Uspokaja, koi oraz delikatnie myje skórę pozostawiając ją promienną oraz rozświetloną. Odpowiedni również do pielęgnacji cery delikatnej i wrażliwej. Subtelny aromat bergamotki sprawia, że rutynowy demakijaż staje się chwilą przyjemności i relaksu." Warto nadmienić, że o ile nie jestem fanką olejków, tak ten naprawdę dobrze się u mnie sprawdził! Po pierwsze, bez problemu się spłukiwał, pięknie emulgując. Po drugie: nie zostawiał na oczach i moich szkłach kontaktowych tej koszmarnej mgły, przez co często rezygnowałam z olejków... No i rzecz ostatnia: naprawdę dobrze radził sobie z usuwaniem nawet wodoodpornego makijażu, w tym oka. Co ważne - podczas używania go moja cera nie miała problemów z rumieniem, a kłopot z zaskórnikami znacząco się zredukował. Zdecydowanie tym razem jestem na tak!
Lanbelle Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy
Lanbelle Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy to produkt, którym wykonywałam drugi etap oczyszczania, czyli mycie kosmetykiem na bazie wody ;) Umieszczono go w luksusowym opakowaniu, zawierającym 180ml produktu. Całość utrzymana jest w eleganckiej, biało - srebrnej kolorystyce. Pompka również działa bez problemów, jednak na dłuższą metę w przypadku tego produktu, niewygodna okazała się zakrętka. Nie jest to mimo wszystko wielki problem - po prostu powędrowała ona do szuflady, a żel stoi w łazience bez niej, co zdecydowanie poprawiło jego funkcjonalność. Kosmetyk ma żelową, dość rzadką konsystencję i nie pieni się zbyt mocno, co akurat dla mnie jest zaletą, wszak świadczy o jego delikatności ;) Do umycia całej twarzy, wystarczały mi 2 - 3 pompki. Teraz trochę o zapachu: według producenta ma on pachnieć kokosem. I znowu nos mówi mi w tej materii coś innego :D Dla mnie to aromat świeżości połączony z czymś lekko słodkim... Co na temat żelu rzecze etykieta? "Oczyszczający żel do mycia twarzy jest bardzo dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Został stworzony aby dobrze oczyścić pory, nawilżyć oraz przywrócić świeżość skórze. Ekstrakty roślinne zawarte w produkcie chronią barierę hydrolipidową skóry i zmniejszają transepidermalną utratę wody, równocześnie dostarczając skórze nawilżenia. Żel uspokaja wrażliwą i delikatną skórę, dodaje jej blasku i wygładza ją. Składniki produktu pomagają chronić skórę przed skutkami stresu środowiskowego tworząc na niej warstwę ochroną i pozostawiając ją odświeżoną".
Lanbelle: Cleansing Oil - Naturalny Olejek do Demakijażu oraz Mycia Twarzy i Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy
Czy Lanbelle Cleansing Gel - Delikatny Kokosowy Żel do Mycia Twarzy się u mnie sprawdził? Zdecydowanie tak! Skóra po użyciu tego produktu, jest dokładnie ale bardzo delikatnie oczyszczona, a jednocześnie blada i niezaczerwieniona. Dodatkowo po myciu nie odczuwam żadnego nieprzyjemnego ściągnięcia, podrażnienia ani swędzenia :) Nawet na dłuższą metę, przy stosowaniu dwa razy dziennie nie wysusza i nie powoduje powstawania niedoskonałości. Wręcz powiedziałabym, że faktycznie pomaga, chroniąc naturalną barierę hydrolipidową. 
Cały duet kosztuje 313zł, ale oba produkty można kupić także oddzielnie (zestaw). Cena nie jest niska, jednak należy pamiętać, że to koreańskie kosmetyki premium, a dodatkowo na mojej trudnej do okiełznania skórze naprawdę dobrze się sprawdziły. Ode mnie mają piątkę z plusem ;)
A Wy stosujecie dwuetapowe oczyszczanie? Jakich produktów najchętniej do niego używacie? Znacie markę Lanbelle? Dajcie koniecznie znać! 

czwartek, 30 lipca 2020

Pielęgnujemy włosy z maską nawilżająco - kojącą Kerastase Specifique Masque Hydra-Apaisant

Black Liner istnieje już ponad 6 lat, ale prawda jest taka, że na temat swoich włosów pisałam przerażająco mało. Jednak wraz z wybuchem pandemii, odrobinę zmotywowana przez moją mamę, zainteresowałam się tym tematem bardziej. Przypomnijmy jednak, co ja sama mam na głowie... Moje włosy są zdrowe, naturalnie bardzo ciemne (choć zdarza mi się farbować je produktami do 24 myć), długie, niskoporowate oraz delikatne. Nie są szczególnie cienkie, ale mam ich stosunkowo mało. W dodatku bardzo trudno je czesać i stylizować. Skóra głowy z kolei posiada skłonność do przetłuszczania, sezonowo pojawiają się na niej objawy łuszczycy, przez co wymaga specjalistycznego leczenia i mycia. Jak w całym tym bałaganie sprawdziła się Maska Nawilżająco - Kojąca Kerastase Specifique Masque Hydra - Apaisant która dotarła do mnie jakiś czas temu z Hairstore.pl? Już Wam mówię!
Kerastase Specifique, Masque Hydra-Apaisant, Maska Nawilżająco - Kojąca
Maska Nawilżająco - Kojąca Kerastase Specifique, Masque Hydra - Apaisant została przez producenta umieszczona w zakręcanym słoiczku, zawierającym 200ml kosmetyku, ważnym przez 12 miesięcy od otwarcia. Całość jest utrzymana w biało - srebrnej kolorystyce i ma fikuśny kształt, co z jednej strony dobrze wpływa na design, a z drugiej - trochę utrudnia wydobycie maski ze środka :D Co na temat tego kosmetyku mówi sam producent? Maska Kerastase Specifique Masque Hydra-Apaisant ma działanie kojące oraz nawilżające. "W jej składzie znajdziesz kompleks AOX, który składa się z L-Karnityny, ekstraktu z Moringa, witaminy E i Ramnozy. Maska posiada kremowo-żelową konsystencję. Idealna dla każdego rodzaju włosów. Koi skórę głowy i ją odświeża." Jak ją stosować? Wystarczy nałożyć kosmetyk na osuszone ręcznikiem włosy, odczekać 3 minuty i spłukać całość.
Kerastase Specifique, Masque Hydra-Apaisant, Maska Nawilżająco - Kojąca
W stu procentach muszę zgodzić się z producentem w kwestii konsystencji tejże maseczki. Faktycznie jest to coś pomiędzy żelem, a kremem. Bez problemu rozprowadza się ją po włosach i skórze głowy, a całość nie ścieka z nich podczas tych 3 minut. Bardzo przypadł mi do gustu zapach Kerastase Specifique Masque Hydra - Apaisant ;) Jest on świeży, może lekko jaśminowy i naprawdę czuć w nim nutkę luksusu. A aromat naprawdę zostaje jakiś czas na naszych włosach! Ja sama tego nie czułam, ale gdy przyszłam któregoś razu po użyciu tej maski do łóżka, mąż pytał mnie, czy używałam jakichś perfum :D Potem już za każdym razem kwitował "o, czuję Kerastase" :P Przy włosach mojej długości, czyli za łopatki, jak na razie jedyną wadą okazała się jej wydajność...
Kerastase Specifique, Masque Hydra-Apaisant, Maska Nawilżająco - Kojąca
Co jednak z działaniem Maski Nawilżająco - Kojącej Kerastase Specifique Masque Hydra - Apaisant? Nie będę kłamać, ja jestem nim zachwycona! Ona naprawdę genialnie nawilża skórę głowy i włosy, sprawiając, że skalp jest ukojony i nie swędzi (a ja posiadam do tego skłonności, jak mam gorszy dzień, to zdarza się, iż nie mogę z tego powodu zasnąć) a pasma prezentują się przepięknie! Są wyjątkowo błyszczące, bardzo miłe w dotyku, odbite od nasady i nieobciążone. Dodatkowo mam również wrażenie, że maseczka spowolniła u mnie przetłuszczanie się włosów, oraz co ważne - nie wywołała u mnie wysypu łuszczycowych plamek. Cudo do kwadratu! :D
Kolejną wadą, poza wydajnością, jest niestety jej cena... Na Hairstore.pl za Kerastase Specifique Masque Hydra - Apaisant musimy zapłacić 142.90zł. Ale wiecie co? Ja jestem w pełni przekonana, że warto. Jeśli macie ochotę na shopping, z kodem BLINER do 12 sierpnia otrzymacie 10% rabatu na całe zakupy, łącznie z przecenionym asortymentem. Może akurat znajdziecie coś dla siebie ;)
Znacie markę Kerastase? Macie wśród jej oferty swoich ulubieńców? A może polecacie inne produkty z asortymentu sklepu? Jak dbacie o swoje włosy i skórę głowy? Dajcie koniecznie znać!

piątek, 24 lipca 2020

Swederm Face Mask 4w1, czyli multifunkcyjna maseczka do twarzy z Topestetic

Przez lata podchodziłam do tematu maseczek do twarzy jak pies do jeża. Bardzo długo były one dla mnie nudnymi minutami, wyjętymi wieczorem z życiorysu... Całkiem niedawno coś jednak zaskoczyło i jak przystało na kobietę - zmieniło się o 180 stopni. Dalej nie jestem fanką masek w płachcie, ale całą resztę poznaję już bardzo chętnie, a te kilkadziesiąt minut dla siebie, nagle stało się przyjemnym rytuałem. Dziś pora na opisanie kolejnego produktu, który do mnie trafił: Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling. Jak się u mnie spisała? Już Wam mówię ;)
Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling
Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling umieszczona jest w prostym, białym słoiczku, zawierającym 100ml gotowego produktu. Może całość nie wygląda jak luksusowa petarda, ale jest skromnie, ładnie, estetycznie i co najważniejsze - plastik jest dobrej jakości, a napisy z opakowania nie schodzą ;) Na zużycie całości mamy 6 miesięcy od pierwszego otwarcia. Producent zaleca, by nakładać ją na czystą, suchą skórę na minimum 10 minut, a potem wykonać masaż wilgotnymi dłońmi, lub po prostu spłukać całość z twarzy.
Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling
Co jeszcze na jej temat dowiemy się od producenta? "Swederm Face Mask 4w1 to nowoczesny miejski kosmetyk dla każdego rodzaju cery. Niesamowite nawilżenie skóry suchej i fantastyczna równowaga tłustej. To organiczna odpowiedź dla szukających relaksu po stresach dnia w postaci skutecznego produktu stymulującego zmysły, pobudzającego skórę do regeneracji oraz usuwającego z niej zanieczyszczenia. Maska ma zaskakującą, lekką i łatwą do masażu konsystencję kremu. Zawiera miąższ z liści aloesu, masło Shea, jojoba i oliwę z oliwek, a także kwas hialuronowy, koper morski, granat i lawendę. W masce znajdziemy także zieloną glinkę i zmielone liście drzewa oliwnego." Ze względu na kompleksowe działanie, kosmetyk polecany jest do każdego typu cery :) Maska ma lekko szary kolor, a jej konsystencja jest kremowa i bardzo łatwa w nakładaniu. Gołym okiem można w niej dostrzec małe, brązowe drobinki, pełniące funkcję peelingującą, jeśli podczas usuwania produktu zdecydujemy się na masaż. Maska posiada świeży, odrobinę męski, ziołowy zapach i jest on w moim odczuciu naprawdę wyjątkowo przyjemny. Standardowo ja wyczuwam go głównie podczas aplikacji produktu. Z usunięciem kosmetyku z twarzy nigdy nie miałam problemów, bo rozmiękczony masażem produkt bez problemu spłukiwał się nawet bez gąbeczki, ale zdarzało mi się po jej użyciu czyścić z upierdliwych drobinek wannę :D Maseczka nałożona na skórę zaczyna lekko chłodzić i ten efekt jest odczuwalny jeszcze kilka minut po zmyciu - mimo że nie jestem fanką doznań termicznych fundowanych przez kosmetyki, to akurat w tym wydaniu bardzo je polubiłam ;)
Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling
Co jednak z działaniem? Warto zauważyć, że maska Swederm Face Mask 4w1 - odżywienie, równowaga, oczyszczenie i delikatny peeling faktycznie skrupulatnie spełnia obietnice producenta i przede wszystkim świetnie radzi sobie z nawilżaniem i z odżywieniem skóry. Staje się ona jędrna, gładka, oraz wygląda świeżo i zdrowo. Jeśli macie jednak bardzo wrażliwą twarz, nie przesadźcie z masażem, bo drobinki w niej zawarte niby są delikatne, a jednocześnie całkiem nieźle oczyszczają i złuszczają cerę. U mnie bardzo dobrze się ona sprawdziła, mimo faktu iż zwykło się u nas mawiać "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego" :D 
Gdybyście miały ochotę ją wypróbować, to z darmową dostawą dostaniecie ją w sklepie Topestetic. A czy Wy znacie markę Swederm? Miałyście już styczność z jakimiś ich produktami? Jakie są Wasze ulubione maseczki? Dajcie koniecznie znać! :)

sobota, 18 lipca 2020

BasicLab Ochronna Pomadka do Ust Odżywienie i Regeneracja - czyżby hit?

Jeśli zaglądacie do mnie już jakiś czas, zapewne wiecie, że usta są u mnie bardzo problematycznym obszarem twarzy, a ja z uporem maniaka testuję lwią część pomadek ochronnych dostępnych na rynku i niestety, ale muszę przyznać, że ostatnio nie miałam do nich szczęścia. Po kolejnym niewypale, sięgnęłam po BasicLab, Ochronną Pomadkę do Ust Odżywienie i Regeneracja. Czy dała sobie radę z moimi wymagającymi wargami, czy znowu musiałam sobie szukać pomocy gdzie indziej? Już Wam mówię!
Basiclab Pomadka Ochronna do Ust
Pomadka BasicLab ma formę klasycznego, wykręcanego sztyftu, który wykonano w całości z plastiku. Opakowanie jest dobrej jakości, z łatwością wkręca się i wykręca, oraz bez problemu przeszła "test rysowania", czyli noszenie jej w wypchanej do granic możliwości mojej mini torebeczce :P Jeśli napisy są słabo naniesione - zazwyczaj najszybciej wymiękają właśnie tam :D Sam produkt ma idealny poziom twardości, gdyż nie "rozmaśla się" na ustach, ani nie jest zbyt twardy. Po prostu idealnie po nich sunie i można go nałożyć bez żadnego dyskomfortu nawet na pękniętych lub skaleczonych wargach. Całość zawiera 4 gramy produktu, a sztyft jest ścięty na płasko. Co ważne, pomadka BasicLab jest idealnie osadzona oraz nie "gibie się" podczas użytkowania.
BasicLab Ochronna Pomadka do Ust
BasicLab Ochronna Pomadk do ust nie posiada smaku, ale za to pięknie pachnie - dla mnie to wypisz wymaluj aromat gumy balonowej, choć czasem mam wrażenie, że wyczuwam w niej również subtelną nutę wanilii. Tak, wiem... Dziwne połączenie, ale czuć je głównie w opakowaniu oraz podczas nakładania. Co mówi o swoim kosmetyku producent? "Ochronna pomadka koi oraz wygładza przesuszone i spierzchnięte usta, które stają się miękkie, a ich powierzchnia zostaje wygładzona. Olejek rycynowy efektywnie odżywia i zmiękcza naskórek, wosk pszczeli zmiękcza, wygładza oraz nadaje połysk, a witamina E regeneruje wargi. Rezultaty, które dzięki niej osiągniemy to: odżywione i wygładzone usta, przywrócony komfort i zapewniona ochrona, oraz zregenerowany naskórek." Jak każdy produkt BasicLab, pomadka ma ładny skład i bez problemu można stosować ją solo, gdyż gwarantuje nam ładne, błyszczące wykończenie ust na dość długi czas. Co ważne - przyjemnie się ją nosi, po ostatnich przeżyciach szczególnie zwracałam na to uwagę :D
BasicLab Ochronna Pomadka do Ust
Jak zatem BasicLab Ochronna Pomadka do Ust działa? Na szczęście tym razem trafiłam bardzo dobrze i zdała ona u mnie egzamin! Od razu po nałożeniu na usta czuć było ukojenie i nawilżenie, jakie sztyft nam serwuje. Gdy mam ją na ustach, nie odczuwam również ściągnięcia ani szczypania, a podczas stosowania jej regularnie na dłuższą metę, uczucie to praktycznie odchodzi w zapomnienie. W trakcie użytkowania moje usta były miękkie, gładkie, suche skórki się na nich nie pojawiały, a odżywienie, które pomadka zapewnia, okazało się całkowicie wystarczające w aktualnie panujących temperaturach. Biorąc pod uwagę stosunek jej ceny do jakości, mówię zdecydowane TAK! Dostaniecie ją już za 10zł i jedyną wadą, jakiej jestem się w stanie doszukać, to słaba dostępność tego produktu. Najłatwiej zamówić ją chyba z odbiorem na miejscu w jednej z popularnych sieci aptek na trzy litery :D
A Wy znacie BasicLab Ochronną Pomadkę do Ust Odżywienie i Regeneracja? Jakie są wasze wrażenia? A może dopiero macie na nią ochotę? Albo posiadacie innych ulubieńców tej marki? Dajcie koniecznie znać! :) 

poniedziałek, 13 lipca 2020

Nowości, nowości, nowości...

Czerwiec nie był dla mnie miesiącem lekkim, ani łatwym ze względu na spore zawirowania w życiu prywatnym. Na szczęście w momencie kiedy czytacie te słowa, prawdopodobnie jest już po wszystkim i powoli wracamy do życia ;) (z naciskiem na powoli). W ostatnim miesiącu uzupełniłam trochę kosmetyczne braki, dostałam kilka rzeczy w prezencie a jedną kupiłam typowo "na poprawę humoru", ale mimo to, jestem z niej strasznie zadowolona ;) Ciekawe? To zapraszam do lektury! :)
cosrx somebymi iunik
Z braku lekkich mgiełek dostępnych w mych kosmetycznych zapasach, zdecydowałam się zakupić Cosrx Centella Water Alcohol-Free Toner. Lubię wąkrotkę azjatycką, jeszcze bardziej lubię mgiełki (szczególnie w te cieplejsze miesiące) więc mam nadzieję, że to nowe cudo mnie nie zawiedzie. Jeśli chodzi o kosmetyki azjatyckie, kupiłam także moje ulubione ostatnio serum z witaminą C i niacynamidem 5%, SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Blemish Care Serum. Rzadko stosuję drugie opakowanie tego samego produktu pod rząd, ale ten kosmetyk tak dobrze na mnie działa, że postanowiłam odkupić go niemal od po skończeniu poprzedniej butelezki. Jeśli jesteście zaciekawione, to tutaj znajdziecie jego pełną recenzję. Poza tym, zdecydowałam się także na powrót do żelu Iunik Centella Calming Gel Cream. Jest to produkt idealny na lato, który dobrze wycisza mój rumień a jednocześnie lekko nawilża, świetnie koi i przyspiesza gojenie. Jeśli czujecie się zainteresowane szczegółami, to w tym miejscu przeczytacie całą recenzję tego produktu.
Yumi Aloe
W ostatnim czasie trafiłam na ciekawą promocję na kosmetyki marki Yumi Aloe. Są to produkty, które aktualnie przydadzą się chyba w każdym domu, bo jak wiadomo, myć się trzeba, nie tylko w dobie koronawirusa :D Z racji tego, że widziałam na ich temat same dobre opinie, zdecydowałam się na dwa żele pod prysznic: Aloe Arbuz i Aloe Winogrono, mydło do rąk Aloe Fresh i krem do rąk - także z linii Aloe Fresh. Wszystkie niesamowicie pachną! ;)
the body shop, soraya plante, cerave
Z okazji wyprzedaży w The Body Shop, sprawiłam sobie mojego ulubieńca tejże marki, czyli Żel pod Prysznic Pink Grapefruit. Kocham tą konkretną linię zapachową, więc zawsze kiedy trafię na jakiś rabat, z uporem maniaka kupuję właśnie ten produkt :D Oczyszczający Żel do Mycia do Skóry Tłustej i Normalnej Cerave, to mój nowy pewniak - na zdjęciu widzicie kolejne już opakowanie ;) Stosuję go do mycia twarzy i naprawdę bardzo dobrze sprawdza się w akcji. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na jego temat - znajdziecie ją tu. W czerwcu Rossmann dość mocno przecenił także polecany w wielu miejscach Naturalnie Wygładzający Scrub do Ciała Soraya Plante. Oczywiście nie mogłam mu się oprzeć :D Przyda się do małego, domowego SPA :)
3d lift beauty roller easylivin
3D Lift Beauty Roller marki Easylivin' to z kolei typowa, babska zachcianka którą odczułam na zasadzie "muszę, bo się ususzę" :D Ostatnimi czasy dość mocno wkręciłam się w temat masażu twarzy i gdy go ujrzałam, wiedziałam że musi być mój. Mimo dość wysokiej ceny nie żałuję zakupu - jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, dobrze wykonany, no i chyba moje wygibasy z różnego rodzaju akcesoriami jednak coś tam dają :D Jakoś tak po prostu lepiej wyglądam xD
bi-es blossom hills
Od marki Bi-Es dostałam także zestaw o zapachu Bi-Es Blossom Hills z linii Blossom Collection. To kwiatowo-owocowe perfumy dla kobiet, które producent opisuje jako „Miłosny eliksir, który subtelnie zniewala swoim zapachem, uwodzicielska kompozycja inspirowana namiętnością... To pobudzający zmysły zapach, w którym króluje subtelna nuta róży. Bogactwo uczuć i emocji z wyraźnym akordem drzewa cedrowego, akcentem świeżej bergamotki oraz szlachetną mieszanką paczuli i białego piżma”. Zapach zamknięto w błękitnym flakonie, podobnym do innych perfum z serii. Jest on elegancki, ładnie wykonany i dobrze prezentuje się na półce. Jeśli chodzi o atomizer - również nie mam mu nic do zarzucenia. Jednak niestety wbrew temu, co sugeruje kartonik i naklejka, Blossom Hills nie ma wśród swoich nut zapachowych bzu. Dla mnie to dość słodki, letni aromat, w którym dominuje brzoskwinia, połączona z babką cytrynową, a przynajmniej tak zapach układa się na mojej skórze. Projekcja ani trwałość nie są imponujące, ale na nadchodzącą porę roku będzie w sam raz. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę. A jeśli mamy ochotę na reaplikację zapachu w ciągu dnia, zawsze można kupić także perfumetkę i nosić ją ze sobą w torebce razem z kremem do rąk. Nuty głowy to porzeczka i bergamotka,  nuty serca: róża, brzoskwinia a z kolei w nutach bazy znajdziemy głównie piżmo.
basiclab
Od jakiegoś czasu zawzięcie stosuję także spory wachlarz kosmetyków marki BasicLab. Poza Pomadką Ochronną do Ust oraz ciekawie zapowiadającą się Kuracją Przeciwzmarszczkową pod Oczy Nawilżenie i Ujędrnienie, na prowadzenie powoli wysuwa się Serum z 10% Trehalozą, Peptydem SNAP-8 5% i Małocząsteczkowym Kwasem Hialuronowym. Jest to aktywne serum w postacie emulsji na bazie neuropeptydu, trehalozy, koenzymu Q10 skwalanu i niacynamidu. Zapewnia wielokierunkowe działanie nawilżające, odbudowujące barierę lipidową oraz wypełniające zmarszczki mimiczne. Szczerze powiem Wam, że z trehalozą wcześniej spotkałam się chyba tylko w kroplach do oczu, a ten kosmetyk skłonił mnie do dokładnego sprawdzenia, czym ta substancja jest. Ale więcej na ten temat będzie innym razem ;) Poza tym, będę miała jeszcze okazję wypróbować również Antyperspirant 72h, Żel Oczyszczający do Skóry Naczynkowej i Wrażliwej, oraz Szampon dla Całej Rodziny.
lanbelle
Lanbelle to koreańskie kosmetyki premium, które trafiły do Polski ze względu na filozofię, ciekawą historię marki oraz wyjątkowych ludzi, którzy ją tworzą. Wszystko rozpoczęło się od produktów, które Lanny Park opracowała dla samej siebie. Miały one zaspokoić potrzeby jej bardzo wrażliwej i delikatnej skóry. Kosmetyki szybko zyskały coraz większą popularność wśród znajomych i rodziny, co było bodźcem do założenia firmy i profesjonalnej produkcji. Zasady, którymi kieruje się Lanny tworząc kosmetyki to czystość, wysoka zawartość składników aktywnych oraz ich najwyższa jakość. Wszystko to sprawiło, że kosmetyki marki Lanbelle trafiły do profesjonalnych salonów kosmetycznych oraz SPA w Europie. Ja mam dziś okazję przetestować na sobie działanie Kojącego Olejku Tamanu Lanbio Oil, Naturalnego Olejku do Demakijażu i Mycia Twarzy, oraz Delikatnego Żelu Kokosowego do Mycia Twarzy. Niebawem dam Wam znać, jak się sprawdziły ;)
paulas choice swederm 4w1 mask
Dwie ciekawe nowości trafiły do mnie także ze sklepu Topestetic. Pierwszą z nich jest Swederm Face Mask 4 in 1, która ma za zadanie odżywić, zapewnić naszej skórze równowagę, oczyścić i delikatnie peelingować. Z kolei drugi kosmetyk, to Nawilżający Krem Elektrolitowy Water-Infusing Electrolyte Moisturize marki Paulas Choice, mający nawilżyć, wygładzić i ukoić naszą cerę, a także pomóc w odbudowie warstwy hydrolipidowej. Na pewno w przyszłości pokuszę się o recenzję tych dwóch produktów ;)
soraya aquashot
Poza tym, trafiła do mnie także cała linia Soraya Aquashot, w skład której wchodzą Nawadniająca Mgiełka Mineralna, Kremowy Mineralny Hydrożel, Mineralny Żel Myjący do Twarzy, Nawilżająca Maska Mineralna na Tkaninie, Maska Odświeżająca Peel Off, oraz Mineralna Woda Micelarna. Ciekawym gadżetem znajdującym się w paczce, okazał się też Ekologiczny Kamień Peelingujący, który ma na zapewnić wygładzenie i złuszczenie skóry, podczas delikatnego masażu. Cała linia inspirowana jest prostotą, czystością i siłą działania wulkanicznej wody termalnej. Unikalne połączenie z kwasem hialuronowym skutecznie zatrzymuje w skórze wodę zapewniając jej natychmiastowe nawilżenie. Z kolei lekkie i sensoryczne formuły dostosowane dla każdego typu cery zapewnią nam nawilżenie, regenerację, ukojenie i ochronę przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. A tego potrzebuje skóra w każdym wieku! ;) Cała seria jest wegańska, za co również duży plus.

I to już wszystko na dziś :) Co trafiło do Was w ostatnim czasie? Coś z moich nowości wpadło Wam w oko? Dajcie znać! 

poniedziałek, 6 lipca 2020

Frudia Green Grape Pore Control Cream, czyli o lekkim nawilżaczu na lato słów parę

O kremie Frudia Green Grape Pore Control pisałam co nieco już w poprzednim poście na temat ulubieńców ostatniego kwartału. Nie wiem jak Wam, ale mnie w cieplejsze miesiące stosunkowo ciężko znaleźć coś lekkiego, a jednocześnie wystarczająco nawilżającego, by moja skóra była zadowolona i zachowała zdrowy balans - szczególnie mam tu na myśli pielęgnację poranną. Dodatkowo bardzo lubię kremy do twarzy o konsystencji żelu i zdecydowanie najchętniej takowych używam. Jak więc jest z moim ostatnim, winogronowym odkryciem? Już Wam mówię!
Frudia Green Grape Pore Control Cream
Frudia Green Grape Pore Control Cream umieszczony jest w prześlicznym, lekko opalizującym słoiczku ze szkła, który kształtem przypomina mi baryłkę miodu Kubusia Puchatka :D Smaczku nadaje mu też finezyjna, plastikowa nakrętka. Na początku myślałam, że taka forma nie będzie zbyt wygodna, ale szpatułką czy palcem nabierzemy kosmetyk bez problemu. Całość zawiera 55ml produktu i o ile dobrze pamiętam krem jest ważny rok od otwarcia. Niestety producent nie dołączył do niego żadnej szpatułki, jednak nie jest mi ona szczególnie niezbędna do życia ;)
Frudia Green Grape Pore Control Cream
Co mówi na temat Frudia Green Grape Pore Control Cream producent? Tanina i witamina E nawadniają oraz oczyszczają skórę, a pantenol łagodzi powstałe na niej podrażnienia. Głównym składnikiem  kremu jest ekstrakt z winogron, który znajduje się już na pierwszym miejscu w składzie (jest to dość nietypowe, wszak na tej pozycji najczęściej pojawia się woda). Poza tym krem ma posiadać lekką konsystencję, idealnie nadawać się do każdego rodzaju cery (w tym tłustej), nawilżać, pielęgnować i nawadniać szorstką, matową skórę.
Frudia Green Grape Pore Control Cream
Krem ma lekko zielonkawą barwę i co ciekawe - jest on jakby matowy! Mam nadzieję, że zauważycie to oglądając zdjęcia. Całość naprawdę przepięknie i bardzo naturalnie pachnie winogronami. Z tego, co czytałam, zapach ten zawdzięczamy specjalnej technologii przetwarzania owoców przez producenta. Nosi ona nazwę R Vita W i polega na pozyskiwaniu składników odżywczych w niskiej temperaturze w celu dostarczenia skórze jak największej ilości cennych przeciwutleniaczy. Ekstrakty z nasion oraz owoców są przetwarzana z niezwykłą starannością, aby zachować ich barwę oraz zapach. I naprawdę czuć to po otworzeniu słoiczka! Podobnie pachniały dojrzałe, zielone winogrona zebrane w ogródku dziadków kilkadziesiąt lat temu... Konsystencja kremu to z kolei leciutki żel, który solo wchłania się niemalże do matu (bez klejenia! ;)), pozostawiając naszą cerę gładką i miękką. Łatwo się go rozprowadza, pięknie współpracuje z każdym serum nakładanym pod spód oraz co najważniejsze - bez problemu mogę wklepać go w twarz przed filtrem serwując sobie dodatkową dawkę nawilżenia, bez obaw, że coś pójdzie nie tak z SPF, bądź makijażem ;) Dobrze spisywał się także jako ostatni etap w pielęgnacji nocnej, wspomagający zamknięcie wewnątrz skóry nawilżenia pochodzącego z dobrej emulsji lub serum.
Frudia Green Grape Pore Control Cream
Co jednak z działaniem Frudia Green Grape Pore Control Cream? Według mnie jest to produkt, który pomimo swej lekkości, serwuje skórze całkiem przyjemny poziom nawilżenia. Zmarszczki stały się mniej widoczne, a cera miękka, jędrna, gładka i sprężysta. Co dla mnie szczególnie ważne - nie podrażniał, nie powodował powstawania rumienia, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że lekko go łagodził. Nie zaobserwowałam też żadnych reakcji alergicznych, nowych zaskórników, bądź wysypu jakichkolwiek innych zmian. Dla mnie ważną rzeczą było także to, iż nie szczypał nawet nakładany na lekko podrażnione obszary skóry i stosowany regularnie, zapewniał mi odpowiednią dbałość o barierę hydrolipidową w cieplejsze miesiące ;)
Douglas Frudia Green Grape Pore Control Cream kosztuje 109.90zł, ale bez problemu można upolować go taniej podczas nocy zakupów albo promocji na produkty pielęgnacyjne. Ja z pewnością w przyszłości chętnie do niego wrócę. A Wy jakiego kremu używacie, jak przychodzi lato? Znacie markę Frudia? Miałyście już jakieś ich produkty? Dajcie koniecznie znać!

wtorek, 30 czerwca 2020

Szczęśliwa piątka drugiego kwartału, czyli o moich ulubieńcach słów parę

Ostatni ulubieńcy pojawili się na blogu trzy miesiące temu i chyba jeszcze nigdy, żaden kwartał nie zleciał mi w tak szalonym tempie. Sporo się działo (mimo że życie częściowo zamarło), nie zabrakło nagłych zwrotów akcji, nerwowych momentów i masy problemów, choć bywało także pozytywnie. Jak zwykle w całym tym bałaganie, znalazł się również czas na kosmetyki i wyłonienie nowych perełek, więc jeśli jesteście ciekawe, zapraszam serdecznie do lektury!
Ulubione kosmetyki black liner
lancome monsieur big nyx glitter primer
1. Lancome Monsieur Big Tusz do Rzęs - nie będę kłamać... Przez pierwsze dwa tygodnie miałam z nim dość trudną relację. Do tego stopnia, że myślałam, iż nic z naszej znajomości nie będzie :D Jednak później, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęliśmy się dogadywać i Monsieur Big pomógł mi tworzyć piękny wachlarz rzęs, kiedy tylko zechciałam. Można wręcz rzec, że samodzielnie jest on w stanie wyczarować cały makijaż oka... Tusz jest bardzo trwały, pięknie wydłuża oraz podkreśla rzęsy, ale trzeba nauczyć się nim obsługiwać. Jak na moje standardy, jest również bardzo wydajny. Ma klasyczną szczoteczkę i zaraz po otwarciu jest dość "mokry". Mimo dość trudnych początków, za efekt jaki gwarantuje, oraz genialną trwałość, trafia do mojego ostatniego TOP 5 :) (I love dots, dziękuję Ci za prezent ;*)
2. Nyx Glitter Primer Baza pod Brokat i Cienie do Powiek - To chyba kosmetyk już niemalże kultowy. Warto jednak wspomnieć, że genialnie sprawdził się także u mnie. W zimnie i cieple, na weselu i w ciągu dnia, w przypadku cieni brokatowych, satynowych oraz matowych. Zawsze i w każdych warunkach mogę na niego liczyć. Świetnie utrwala, pięknie podbija kolory cieni oraz pomaga wyczarować każdy makijaż. Ten dzienny, ten wieczorowy, dosłownie każdy...
SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Blemish Care Serum
3. SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Blemish Care Serum  - chyba mój największy pielęgnacyjny hit ostatnich miesięcy, którego obszerną recenzję znajdziecie tutaj. O dobrych kosmetykach zawsze jednak warto napisać jeszcze raz, więc się powtórzę: to genialny produkt dla osób z przebarwieniami, piegami i narzekających na szary koloryt cery. Zawiera głównie witaminę C i 5% niacynamidu, a używane dwa razy dziennie, naprawdę robi na twarzy cuda. Serum stosowane w towarzystwie odpowiednio dobranej pielęgnacji, powinno sprawdzić się zarówno u posiadaczek skóry suchej, jak i tłustej. Dla mnie to mały geniusz i już kupiłam kolejne opakowanie.
4. Frudia Green Grape Pore Control Cream - to krem dla cery tłustej wyrównujący gospodarkę hydro-lipidową skóry, stworzony na bazie 81% ekstraktu z winogron. Dla mnie to genialny żel nawilżający na dzień, do stosowania pod wszelkiego rodzaju filtry, albo jako ostatni etap w pielęgnacji nocnej, wspomagający zamknięcie wewnątrz skóry nawilżenia pochodzącego z dobrej emulsji lub serum. Zastosowany solo wchłania się niemalże do matu, pozostawia bardzo przyjemną w dotyku skórę i mimo swej lekkości, całkiem porządnie nawilża, jednocześnie nie powodując problemów z rumieniem, alergiami i zapychaniem, a ostatnio bardzo u mnie o to łatwo. Dodatkowo ma wspaniałą konsystencję leciutkiego żelu i przepiękny zapach! W sam raz na lato ;)
Cerave Oczyszczający Żel do Mycia Dla Skóry Normalnej i Tłustej
5. Cerave Oczyszczający Żel do Mycia Dla Skóry Normalnej i Tłustej - Pełną recenzję tego produktu już można znaleźć na blogu w tym miejscu. Jest to kosmetyk, który ostatnio robi zawrotną karierę na instagramie i przyznać muszę, że trafił on także do moich ulubieńców. Dla mnie ma on same zalety. Posiada przyjemną, żelową konsystencję, nieźle się pieni i dobrze oczyszcza, ale jednocześnie ma neutralne pH oraz nie narusza bariery hydrolipidowej. Jest także niesamowicie wydajny i na dobrą sprawę można się nim myć od stóp, do głów, co czasami czynię, szczególnie na wyjazdach. Bardzo go lubię, też kupiłam już kolejne duże opakowanie. 
I to już wszystko na dziś. Znacie może któregoś z moich ulubieńców? A może miałybyście ochotę poznać? Podzielicie się, co Wam ostatnimi czasy przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać!

środa, 24 czerwca 2020

Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++ z Topestetic, czyli chronimy się przed słońcem

Dla osób chorych reumatologicznie, skuteczna ochrona przeciwsłoneczna jest wyjątkowo ważna. Tradycyjnie mówi się zazwyczaj o tym, że promieniowanie wywołuje nowotwory skóry i przyspiesza starzenie, ale dla nas ma to jeszcze jeden wymiar. Kąpiele słoneczne mogą spowodować pogorszenie się stanu zdrowia, oraz różnego rodzaju alergie skórne. U mnie był to jeden z pierwszych objawów choroby, delikatnie dający o sobie znać już w okresie nastoletnim, a intensywnie dający popalić od jakiejś dekady. Można więc uznać, że używałam wysokich filtrów zanim to było modne :P Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś zapomniałam posmarować dekolt, a potem porobiły mi się na nim dziwne wrzody, które potem zmieniły się strupy. Na koniec - przez rok walczyłam z brzydkimi bliznami. Wszystko było oczywiście okraszone drogim leczeniem dermatologicznym... Z racji zamkniętych granic, zdecydowałam się na przetestowanie dostępnego w Topestetic Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++ :) Jak się on u mnie spisał? Już Wam mówię ;)
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++
Co mówi o nim sam producent? "Laser Sunscreen 100 SPF50+/PA+++ zapewnia najwyższą ochronę przeciwsłoneczną SPF 50+/P+++. Filtr polecany jest do każdego rodzaju skóry z oznakami starzenia, oraz wymagającej wysokiej ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Wysoce skuteczny, szczególnie jako ochrona po zabiegach medycyny estetycznej: laserowych, mikrodermabrazji i epilacji. Zawiera niezwykle silne potrójne działanie. Formuła filtru swoja skuteczność opiera na nano-mikrocząsteczkach tlenku cynku, które intensywnie chronią skórę przed promieniowaniem UV oraz wolnymi rodnikami. Zawarte w kremie składniki przeciwzmarszczkowe hamują proces starzenia się skóry i intensywnie regenerują. Dzięki swej lekkiej konsystencji bloker szybko się wchłania pozostawiając półmatową bazę pod makijaż. Doskonale rozjaśnia i ujednolica koloryt skóry. Filtr może być stosowany jako krem do twarzy." Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++ umieszczono w eleganckiej, płaskiej tubce, utrzymanej w aptecznej stylistyce. Jest ona higieniczna, łatwo wydobyć z niej kosmetyk i ma komfortowy dziubek, ale niestety łatwo zbiera wszelkie "rysy" oraz dość szybko się niszczy. Całość zawiera 50ml produktu i jest ważne 12 miesięcy od otwarcia. 
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++ ma lekką konsystencję przypominającą coś pomiędzy emulsją, a rzadkim kremem. Zapach produktu jest delikatny, świeży i niemęczący, czuć go chyba jedynie w opakowaniu oraz podczas nakładania na twarz. Co ważne - filtr nie szczypie w oczy oraz łatwo się rozprowadza (tak, nakładając SPF pamiętamy też o powiekach, uszach i innych "zakamarkach"). Jeśli chodzi o bielenie - ciężko jest mi się wypowiedzieć. Generalnie mnie żaden filtr nie rozjaśnia, ponieważ ja już jestem niemalże biała xD Wydaje mi się jednak, że nałożony w dużej ilości może to delikatnie robić, wszak pod nim mój rumień i przebarwienia są jakby trochę bledsze. 
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++
Co w takim razie z wykończeniem jakie funduje nam Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++? Po około kwadransie od nałożenia, już po całkowitym wchłonięciu pozostawia on na mojej twarzy lekki, satynowy film. W pełni komfortowy, przyjemny w noszeniu. Twarz czeka tylko na nałożenie makijażu, lub lub samego pudru. Można oczywiście nosić go także "solo", ale ja przeważnie zawsze nakładam na filtr chociaż puder ;) Takie małe zboczenie :D Z racji tego, że większość czasu spędzam w domu, nie reaplikowałam go już w ciągu dnia. Makeup wygląda na nim dobrze cały dzień. Czasem pod tenże filtr kładłam jakiś lekki krem nawilżający, ale generalnie nie jest to regułą i według mnie raczej nie wymaga on tego typu zabiegów ;)
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++
Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+/PA+++ faktycznie dobrze chronił mnie przed słońcem. Nie odnotowałam żadnych nieprzyjemnych reakcji na twarzy, nie pojawiły się żadne nowe piegi, ani przebarwienia. Skutków ubocznych typu zapychanie, wysyp niedoskonałości albo egzem czy alergii także u mnie nie było. Muszę przyznać, że to bardzo przyjemny produkt do codziennego stosowania, choć ma drobne wady. Jak każdy filtr stosowany w odpowiedniej ilości, nie jest szczególnie wydajny. W cenie regularnej jest także dość drogi, wszak cena tubki to dokładnie 150zł. A trzecia wada? Wytworzona przeze mnie trochę na siłę, ale widziałam już filtry z czterema plusikami, więc i tu mógłby się on pojawić :D Poza tym - naprawdę polecam :)
Znacie markę Cell Fusion C? Miałyście już okazje testować ich produkty? Jaki jest wasz ulubiony filtr przeciwsłoneczny? Może coś polecicie? ;)

środa, 17 czerwca 2020

Jowaé Nourishing Lip Balm - czy zadbał o moje usta jak należy?

Usta od kilku dekad są chyba najbardziej wymagającym obszarem mojego ciała ;) Przetestowałam  już dziesiątki pomadek, balsamów i olejków, chodziłam z nimi po dermatologach, a do dziś bardzo często czuję, że są ściągnięte i wysuszone. Dlatego produkt do pielęgnacji ust mam ze sobą wszędzie (przy noszenia masek wargi dostają u mnie "popalić" jeszcze bardziej), a spać nie pójdę bez demakijażu i nałożenia pomadki :D Jak więc na takim trudnym gruncie spisała się pomadka Jowaé Nourishing Lip Balm? Czy dała sobie radę? Zachwyciła mnie, a może okazała się niewypałem? Już Wam mówię ;)
Jowaé Nourishing Lip Balm
Pomadka Jowaé Nourishing Lip Balm ma formę klasycznego, wykręcanego sztyftu, który wykonano w całości z plastiku. Jest on dobrej jakości, nie rysuje się noszony w torebce i kieszeni oraz mimo prostoty - wydaje się przyjemny dla oka, choć ja chętnie zobaczyłabym na nim jakąś roślinkę, tak jak ma to miejsce w pozostałych kosmetykach marki. Sztyft łatwo się wykręca, nie wysuwa sam i bez problemu można schować nadmiar do środka (miałyście kiedyś takie pomadki, które trzeba było wpychać palcem? xD). Sam produkt ma idealny poziom twardości, gdyż nie "rozmaśla się" na ustach, ani nie jest zbyt twardy. Po prostu idealnie po nich sunie i można go nałożyć bez żadnego dyskomfortu nawet na pękniętych lub skaleczonych wargach. Całość zawiera 4 gramy produktu, a sztyft jest ścięty na płasko. Ale uwaga: niestety jest on źle osadzony i "gibie się" w opakowaniu :/
Jowaé Nourishing Lip Balm
Smaku Jowaé Nourishing Lip Balm nie posiada, ale pachnie lekko mieszanką olejów. Nie jest to ani bardzo przyjemna woń, ani nic odrzucającego. Dodatkowo czuć ją jedynie w opakowaniu. Co mówi o swoim kosmetyku producent? "Antyoksydacyjne Lumifenole wraz z odżywczym olejem z kamelii chronią przed działaniem negatywnych czynników zewnętrznych. Masło shea, wosk pszczeli i Candelilla pogłębiają rewitalizację ust, zwalczają suchość tworząc na nich przyjemną powłokę, a olej ze słodkich migdałów przynosi ukojenie, a także niweluje podrażnienia. Dodatkowe odżywienie i nawilżenie dostarcza ekstrakt z pestek słonecznika. W efekcie usta zachwycają pięknym blaskiem oraz doskonałą miękkością! Produkt zwiera 99% składników pochodzenia naturalnego." Pomadkę można bez problemu stosować solo, bo pozostawia ładne, lekko błyszczące wykończenie. Jowaé Nourishing Lip Balm dość długo utrzymuje się ona na ustach, więc nie trzeba ciągle ich smarować. Mam jednak wrażenie, że podczas jej noszenia, są one jakby "obklejone"... Średnie uczucie.
Jowaé Nourishing Lip Balm
Jak zatem Jowaé Nourishing Lip Balm działa? Według mnie bardzo przeciętnie... Po nałożeniu na usta, nie czuję ukojenia ani szczególnego nawilżenia. Jeśli wargi były suche, to nawet po posmarowaniu ich odczuwam lekkie ściągnięcie. Przy regularnym użytkowaniu nieznacznie poprawia kondycję warg, ale nie na tyle, by zrezygnować z nocnej pielęgnacji Nuxe Reve de Miel i pozwolić jej działać "solo"... Mam wrażenie, że pomadka Jowaé Nourishing Lip Balm moich ust nie nawilża, nie regeneruje i nie odżywia, a jedynie zapobiega pogorszeniu ich stanu w ciągu dnia. Na szczęście jednak nie wywołuje u mnie potrzeby nakładania jej "na okrągło" ani nie wysusza. Czy to trochę nie zbyt mało, jak na sztyft za 20zł? Szczerze Wam przyznam, że oczekiwałam dużo więcej, szczególnie po świetnych doświadczeniach z pianką do mycia twarzy tej firmy. Szkoda... 
Podsumowując: U mnie lepiej sprawdza się choćby pomadka Alterry, ale być może to kwestia moich wyjątkowo trudnych w pielęgnacji ust. Macie jakieś doświadczenia z Jowaé Nourishing Lip Balm? Przypadła Wam ona o gustu, czy może nie za bardzo? Jesteście w stanie polecić mi jakieś skuteczne pomadki ochronne?

środa, 10 czerwca 2020

Lockdown w nowościach, czyli co trafiło do mnie w ciągu ostatnich dwóch miesiecy

Kwiecień i maj - biorąc pod uwagę moje możliwości - nie były szczególnie obfite w kosmetyczne zakupy :P Miałam jednak imieniny, więc mimo wszystko trafiło do mnie sporo prezentów i to głównie tych związanych z tematyką bloga :D Z racji tego, że już na dobre zaczął się czerwiec, pora chyba wrócić pamięcią do tych niezbyt szczęśliwych, wiosennych miesięcy i zrobić mały przegląd nowości. Ciekawi? Zapraszam zatem do oglądania!
rossman promocja -55%
Zacznę może od promocji w Rossmannie. Mimo wątpliwości, udałam się tam któregoś dnia wieczorem. Byłam w małym centrum handlowym na uboczu Łodzi, przy okazji zakupów w hipermarkecie. Lubię tam teraz jeździć, bo całkiem nieźle dbają o higienę i jest względnie mało ludzi (Łódź - M1 na Brzezińskiej). Skusiłam się na Puder Revlon Candid Photoready, słyszałam o nim dobre opinie, ale z czasem pojawiają się coraz gorsze xD Będę więc musiała szybko wyrobić sobie własną :P Poza tym, wrzuciłam do koszyka gąbkę do podkładu Lovely Delicious Blender, oraz masę pomadek, które u mnie w domu schodzą hurtem, a dodatkowo masowo gubi je Lilka (pomijam fakt, że jedną sobie otworzyła i zeżarła). Skusiłam się na Kneipp Lip Care Almond Candellia, Isana Intensiv, Soraya Plante Naturalnie Nawilżający Balsam do Ust, oraz Blistex Lip Infusions Hydration. Błagam, Lileczko, nie dotykaj ich tym razem!
basiclab pod oczy bielenda supremelab elixir
Wraz z premierą nowej linii Bielendy - Supremelab Barrier Renew, zapragnęłam posiąść Barierowy Eliksir Hydro-Odżywczy z Kompleksem NMF. Z okazji sporej promocji w jednym ze sklepów internetowych, postanowiłam go nabyć. Kolejną rzeczą ze zdjęcia, jest Basiclab Kuracja Przeciwzmarszczkowa pod Oczy Nawilżenie i Ujędrnienie, upolowana na sporej promocji w Hebe, tego samego dnia, co ampułka Pureheal's z następnego zdjęcia (Był to okres największego lockdownu,  kiedy to miałam chodzić na ulicy 2 metry od męża, z którym śpię w jednym łóżku. Weszłam do drogerii bo zapomniałam kupić w markecie chusteczki, a na mojej drodze stanął regał z promocjami :P Na serio ceny obu były mega niskie!). Widziałam, że produkt ten jest bardzo chwalony, a ja akurat wypaprałam wszystkie kosmetyki pod oczy. Mam nadzieję, że też będę z tego serum zadowolona ;)
krave pureheals jumiso eveline
W ostatnim czasie, udało mi się upolować kilka innych rzeczy w świetnych cenach. Były to między innymi Jumiso Have a Good Cream, z wąkrotką azjatycką i śluzem ślimaka, Eveline Glycol Therapy Kuracja Przeciw Niedoskonałościom na Noc (zawiera 5% kwasu glikolowego, 10% niacynamidu oraz 1% cynku) oraz Zestaw PureHeals Centella, składający się z Centella 90 Ampoule (tylko ona załapała się na zdjęcie), kremiku i maski w płachcie. Krave Kale-Lalu-yAHA to z kolei mój pierwszy prezent imieninowy (już w normalnej cenie), który dotarł do mnie chyba po 2 miesiącach czekania... Generalnie trochę strach coś teraz zamówić za granicą, nawet jeśli w teorii powinno dojść :(
Avene Biore
Z racji mojej wieloletniej już walki z rumieniem, przy okazji zamówienia w jednej z aptek internetowych, postanowiłam wrzucić do koszyka Avene Antirougeurs Fort Koncentrat na Utrwalone Zaczerwienienia. Szczerze Wam powiem - pierwsze wrażenie jest naprawdę bardzo dobre! :D (i to był już chyba mój ostatni zakup z tego okresu). Przejdźmy teraz do prezentów! :D Od jednej z moich kochanych obserwatorek na Instagramie dostałam też mój ulubiony filtr do twarzy Biore UV Watery Gel Aqua Rich SPF 50+ PA ++++. Jak wiadomo - samoloty z Japonii nie latają i dostane go graniczy z cudem, więc tym bardziej strasznie dziękuję! ;*
Pixi
Podczas standardowych ploteczek na temat naszych kotów z Anetą Cosmeticosmos, wspomniałam jej że jeszcze nigdy nie miałam styczności z marką Pixi. Już po kilku dniach, obdarowała mnie ona mnóstwem cudowności z linii Milky i Jasmin oraz odlewką toniku glikolowego Glow Tonic. Kochana, bardzo Ci dziękuję ;* Części rzeczy już używam, a te zawierające retinol, czekają spokojnie na jesień ;) Mam nadzieję, że po usłyszeniu tylu zachwytów i ja znajdę wśród ich oferty coś dla siebie :)
cell fusion c
To z kolei imieninowa paczuszka od Interendo :) Dostałam w niej tonik Cell Fusion C pH Condition Toner, Cell Fusion C First Cure Serum, oraz dwie miniaturki nowej dla mnie marki: Cremorlab. Jedna z nich to pianka do mycia twarzy, a druga krem. W przesyłce były także chusteczki higieniczne z Hello Kitty, ale zdążyłam je już zużyć :P
Mugler Alien Guerlain Herba Fresca
Moje imieniny były w tym roku bardzo bogate w kwestii perfumeryjnej. W sumie nic w tym dziwnego, wszak zanim trafiły do mnie te dwa zapachy, miałam raptem 3 albo 4 flakony z czego 2 typowo wieczorowe (czyli dość skromnie, jak na mnie w ostatnich latach). Alien Thierry Mugler to mój stary ulubieniec, o czym wiedzą już chyba wszyscy z rodziny, ale mąż zaskoczył mnie kupując mi zapach Guerlain Aqua Allegoria Herba Fresca. Skubany świetnie zna mój gust. Aromat jest zimny, świeży i naprawdę strasznie mi się podoba! 
Xiaomi peeling kawitacyjny roller easylivin
Tak sobie myślę - musiałam wyjątkowo głośno i długo jęczeć, że marzy mi się Peeling Kawitacyjny Xiaomi inFace, ponieważ w maju dostałam go od brata na imieniny :D Może jeszcze za wcześnie na podsumowujący osąd, ale na razie bardzo się lubimy. Z kolei Easy Livin' Gold Derma Roller przez Myskinstoryy, "chodził za mną" mniej więcej od Bożego Narodzenia, więc gdy na jej profilu znalazłam kod zniżkowy do sklepu, a mój portfel akurat został zasilony imieninową gotówką, szybko zdecydowałam: Biorę. I nie żałuję :D Kwarcowy przy nim wymięka :P
mesoestetic cell fusion c spf filtr
Niestety w związku z pandemią koronawirusa musiałam odwołać swój urlop w Chorwacji, ale mimo wszystko Topestetic wysłał mi w prezencie dwa filtry - jeden do ciała (ich używam głównie na wakacjach), czyli Mesoestetic Antiaging Body Sun Mist SPF 30, a drugi do twarzy (te stosuję codziennie :)) - Cell Fusion C Laser Sunscreen 100 SPF 50+ PA +++, za który już zdążyłam się zabrać ;) Nie powiem, również zrobił dobre pierwsze wrażenie. 
dermena men
Mój mąż otrzymał także w prezencie zestaw kosmetyków Dermena. W jego skład wchodzi między innymi Dermena Men Lotion Hamujący Wypadanie Włosów. Został on opracowany w odpowiedzi na problemy łysienia typu męskiego spowodowanego również zaburzeniami w obrębie gospodarki hormonalnej androgenów. Dermokosmetyk zapobiega wypadaniu włosów, hamuje postępowanie procesu łysienia i tworzenia zakoli, a także stymuluje porost włosów. Sprzyja pielęgnacji włosów czyniąc je świeżymi, gęstymi i zdrowymi. Drugim kosmetykiem jest Dermena Odżywka Wzmacniająca do Włosów. Unikalne połączenie składników odżywczych oraz wygładzających wzmacnia włosy i odbudowuje ich strukturę keratynową. Opatentowana substancja czynna pochodzenia witaminowego wzmacnia mieszki włosowe, poprawia odżywienie oraz chroni przed powstaniem podrażnień. Spowalnia także proces wypadania włosów i przywraca naturalną równowagę skórze głowy. Ostatnia już rzecz, to z kolei Dermena Men Szampon Hamujący Wypadanie Włosów. Dzięki specjalnie dobranym składnikom aktywnym, zapobiega on utracie pasm i stymuluje proces ich odrastania. Równocześnie poprawia mikrokrążenie skóry głowy oraz reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiegając nadmiernemu przetłuszczaniu się włosów. Chroni przed powstawaniem podrażnień skóry głowy. Dodatek składników o działaniu regenerującym i ochronnym sprawia, że włosy są odpowiednio odżywione, odzyskują swój blask oraz sprężystość.
I to już wszystko na dziś :) Co trafiło do Was w tym trudnym czasie? Wracacie powoli do pracy? Ja szczerze Wam powiem, że mimo iż powoli witamy się z "normalnością", to ze względu na największą "ever" liczbę zachorowań i prężne zasilanie "grupy ryzyka z chorobami towarzyszącymi" mam lekkie obawy dotyczące tego, co będzie dalej... Życzę Wam dużo zdrowia, a Wy trzymajcie kciuki za mnie ;) Coś z moich nowości wpadło Wam w oko? Dajcie znać!