piątek, 3 kwietnia 2020

Szczęśliwa piątka pierwszego kwartału, czyli moi ulubieńcy!

Dawno nie było nic na temat moich ulubionych produktów, więc chyba pora to zmienić ;) Myślę, że wprawne oko niektórych czytelników mogło już dostrzec, co dobrze się u mnie sprawdziło, a które z kosmetyków nie mają na ten tytuł szans, ale podsumuję dziś ostatnich kilka miesięcy, a także zostawię mały spojler, co pokochałam jeszcze zanim na blogu pojawiła się pełna recenzja ;) Gotowi? No to zaczynamy!
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca Sana Nameraka Honpo Wrinkle Eye Cream
1. Sana Nameraka Honpo Wrinkle Eye Cream (recenzja tutaj) - Mój absolutnie ukochany ostatnimi czasy krem pod oczy, którego używam ze szczególną ochotą (tak, mam jeszcze końcówkę i nie mogę go "zmęczyć"). Od czasu kiedy go dostałam, zmienił opakowanie na białe. Już w tej aktualnej szacie graficznej, po rekomendacji kupiła go także moja mama i również przypadł jej do gustu ;) Po rozsmarowaniu nie znika on do matu, ale pozostawia po sobie delikatny, nielepiący film ochronny. Krem ten zagwarantował mi bardzo dobry efekt i długofalowo poprawił strukturę skóry. Prawdopodobnie jest to zasługa faktu, iż nadał tej okolicy elastyczności, mocno ją nawilżył, odżywił oraz sprawił, że skóra stała się elastyczna i napięta w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Naprawdę polecam z całego serducha :)
2. Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca (recenzja tutaj) - To prawdziwy i nietłusty ratunek dla skóry w potrzebie. Lekka konsystencja, wspaniałe właściwości kojące oraz przyzwoita cena (około 36zł). Emulsja, a raczej delikatny krem, świetnie łagodzi rumień, przyspiesza gojenie wszelkich zmian skórnych i ranek, odbudowuje barierę hydrolipidową, nawilża, odżywia, oraz regeneruje. Bardzo pomógł mi przetrwać trudny dla mojej cery czas i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę, bo naprawdę warto! Myślę, że zadowolone z tej "emulsji" powinny być także osoby posiadające skórę wrażliwą, naczyniową, podrażnioną, ale także trądzikową :)
The Ordinary, AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution BCL Momo Puri Moisture Gel
3. BCL Momo Puri Moisture Gel - czyli po prostu nawilżający żel - krem, zawierający ekstrakt z brzoskwiń z Nagano, ceramidy, probiotyki, kwas hialuronowy i witaminy. Nie będę zdradzać zbyt wiele, bo nadal mam w planach jego recenzję, ale słuchajcie, on naprawdę nieziemsko pachnie, a jeszcze lepiej nawadnia cerę. Nie dziwię się, że jest chwalony wszem i wobec, bo naprawdę świetnie działa i według mnie ciężko jest w jego przypadku przyczepić się do czegokolwiek. Od grudnia to mój ulubiony nawilżacz, po którym skóra jest delikatna, gładka i miękka ;)
4. The Ordinary AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution - produkt wyskakujący z lodówki. Ale wiecie co? Zupełnie się nie dziwię! Stosowany z umiarem (tak, oczywiście ja też zrobiłam sobie swojego czasu kwasami małe kuku, zanim nauczyłam się że często mniej znaczy więcej) genialnie oczyszcza cerę, spłyca drobne zmarszczki, pomaga w walce o jednolity koloryt skóry, a efekt widać już po pierwszym użyciu. Trzymam go zawsze 10 minut, a zabieg robię zgodnie z zaleceniem producenta raz w tygodniu. Mnie nic nie szczypie, a po zmyciu twarz  jest rozświetlona, gładka i lekko napięta. Muszę też przyznać, że genialnie trzyma w ryzach moje zaskórniki i nie dopuszcza do powstawania nowych "gagatków". Odkąd go stosuję, mam naprawdę o wiele ładniejszą cerę.
Dr Phamor McCell SYN-AKE Gold Emulsion
5. Dr Phamor McCell SYN-AKE Gold Emulsion - nie będę opowiadać bajek, kupiłam ją po rekomendacji Interendo. I cóż, zaskoczyło! Piękne opakowanie (ale niefotogeniczne), leciutka konsystencja, w sam raz wpisująca się w ideę layeringu, ładny zapach, błyskawiczne wchłanianie, brak uczucia lepkości oraz szybkie efekty, szczególnie na moim zmęczonym życiem czole :D Duża pojemność (120ml) pozwala na wnikliwe przeprowadzenie testów, więc na pewno wcześniej czy później pojawi się recenzja tejże emulsji, ale stosuję ją już dłuższy czas i ona naprawdę ma bardzo pozytywny wpływ na widoczność zmarszczek, jednocześnie nie szkodząc cerze np. wywoływaniem niedoskonałości.
I to już wszystko na dziś. Znacie może któregoś z moich ulubieńców? A może miałybyście ochotę poznać? Podzielicie się, co Wam ostatnimi czasy przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać!

sobota, 28 marca 2020

Dwa miesiące w nowościach

Szczerze powiem Wam, że długo myślałam czy publikować ten post. Ba, jakikolwiek post. Mam wrażenie, że w całym tym bałaganie, gdzieś zniknęło miejsce na tematy błahe i ludzie nie mają głowy do recenzji, kosmetyków, rankingów oraz innych umilaczy dnia codziennego. Sama mam wrażenie, że ciągle odganiam czarne myśli związane z brakiem leków w aptekach, finansami domowymi, oraz oczywiście nowym bohaterem ostatnich tygodni - koronawirusem. Dziś pora na post, który planuję praktycznie od początku lutego i są to oczywiście nowości z ostatnich dwóch miesięcy. Większość z nich pochodzi jednak z czasów, kiedy było względnie "normalnie" wszak wszystkie moje zagraniczne paczki z marca, zostały cofnięte do nadawcy przez zamknięte granice, na zakupy nie chodziłam, ale mimo to dotarło do mnie kilka przesyłek nadanych z Polski. Miłego oglądania!
zakupy
Gąbka do Makijażu PRO KillyS Wibo Pro Beauty Sponge Deborah Dress Me Perfect Loose Powder  Hean High Make Up Fixer Spray
Pierwszy produkt to Gąbka do Makijażu PRO KillyS. Jest mięciutka, ma ciekawy kształt, łatwo nią dotrzeć we wszystkie zakamarki twarzy, ale z racji tego, że zawsze używałam jajek, operuje mi się nią ciut mniej wygodnie niż moim ostatnim ulubieńcem Wibo Pro Beauty Sponge, który również jest na zdjęciu :) Mimo wszystko, tak naprawdę obu nie mam nic do zarzucenia, szczególnie że kupiłam je w promocji, a nawet i bez niej nie są drogie. Trafił też do mnie mój ulubiony utrwalacz makijażu Hean High Make Up Fixer Spray, oraz absolutnie ukochany sypki puder Deborah Dress Me Perfect Loose Powder :) Tutaj znajdziecie jego recenzję ;)
Cell Fusion C Calming Down Cream Cosrx Centella Blemish Cream
Podczas lutowej wyprzedaży na Jolse, kupiłam sobie dwa kremy - z polecenia Interendo Cell Fusion C Calming Down Cream, a z kolei z rekomendacji Myskinstoryy Cosrx Centella Blemish Cream. Tego drugiego mam już kolejne opakowanie i mimo drobnych wad - naprawdę pomaga!
Prodigeuse Florale Nuxe Reve de Miel Honey Lip Balm Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca
Z kolei zakup olejku Nuxe Huile Prodigeuse Florale to w stu procentach "wina" Secretaddiction i moich ciepłych wspomnień związanych z ubiegłorocznym urlopem w Chorwacji. We wszystkich  tamtejszych drogeriach oraz aptekach produkt ten dosłownie wyskakiwał z lodówki i po prostu podczas przygnębiającego przedwiośnia zapragnęłam go mieć :D Nuxe Reve de Miel Honey Lip Balm kocham miłością wielką, więc po prostu kupiłam kolejne opakowanie "opatrunku na usta" (tu przeczytacie całą recenzję), a krem Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca  to rzecz, która uratowała mi cerę w czasach "wielkiego kryzysu". O szczegółach już pisałam, możecie je znaleźć w tym miejscu. Avene Xera Calm Balsam do Ciała to tylko miniaturka, którą dostałam w prezencie, ale również ma potencjał! ;)
 Miya My Beauty Express 3 minutowa Maseczka Wygładzająca z Aktywnym Węglem Kokosowym Bielenda Fresh Juice Płyn Micelarny Sok z Melona
W lutym podczas snucia się z bratem po centrum handlowym (piękne czasy xD), zachciało mi się nowej maseczki :P Że nie lubię saszetek i płacht, postanowiłam nabyć dla porównania z różową wersją, słoiczek produktu Miya My Beauty Express 3 minutowa Maseczka Wygładzająca z Aktywnym Węglem Kokosowym. Skończył mi się także płyn micelarny, więc z racji tego, że swój i tak za każdym razem przelewam do mniejszej szklanej butelki, postawiłam na uzupełnienie Bielenda Fresh Juice Płyn Micelarny Sok z Melona. Zawsze to mniej plastiku i wygodniej się dozuje :D
DHC Lip Cream Shiseido Aqualabel Special Gel Cream  Melano CC Medicated Blemish Treatment Whitening Lotion  BCL Momo Puri Cleansing Wash
Teraz czas na kosmetyki, które dotarły do mnie z Japonii, głównie od Berdever ;) Pierwsza rzecz, to limitowany, przesłodki set pomadek ochronnych DHC Lip Cream. Zużyłam już jedną sztukę i świetnie się u mnie sprawdziła. Stoją one na nawilżającym kremie Shiseido Aqualabel Special Gel Cream w wersji Sakura. Nie będę kłamać - kupiło mnie śliczne opakowanie oraz fakt, że jest limitowany. Na Melano CC Medicated Blemish Treatment Whitening Lotion czaiłam się już kilka lat, więc i na niego nadszedł czas, a z kolei żel do mycia twarzy BCL Momo Puri Cleansing Wash kupiłam, bo dobrze sprawdza mi się reszta tej linii. Zobaczymy, jak poradzi sobie kolejny produkt ;)
Hada Labo Shirojyun Premium Deep Whitening Cream B-Lab I Am Sorry Just Cleansing
Moje własne zakupy kończą się właściwie w tym miejscu... Jest to również ostatnia rzecz, która dotarła do mnie zza granicy przed "czasem zarazy". Mianowicie? Krem wybielający Hada Labo Shirojyun Premium Deep Whitening Cream. Mam nadzieję, że będzie skuteczny i pomoże mojej cerze w utrzymaniu jednolitego kolorytu bez zapychania jej ;) Z kolei w prezencie od Jolse otrzymałam dwa produkty marki B-Lab I Am Sorry Just Cleansing. Trafił do mnie peeling oraz żel do mycia twarzy. Na pewno się przydadzą! :)
Be The Sky Girl Keep Calm Sesderma Reservaderm Liposomal Mist
O serum Be The Sky Girl Keep Calm i mgiełce Sesderma Reservaderm Liposomal Mist już Wam pisałam, więc zostawię tylko linki do ich recenzji. Pierwszą znajdziecie tu a drugą tu :)
Jowae Nourishing Lip Balm Swederm Hudsalva Vitamin E Cell Fusion C Rejuveblue Toner Rejuveblue Effector
Także ze sklepu Topestetic dotarło do mnie kilka rzeczy. Sama skusiłam się na pomadkę Jowae Nourishing Lip Balm oraz maść Swederm Hudsalva Vitamin E, zachwalaną wiele razy przez Secretaddiction. Fakt, u mnie też pięknie zregenerowała zniszczone ciągłym myciem i dezynfekowaniem ręce. Poza tym, dostałam także dwa produkty koreańskiej marki Cell Fusion C, czyli tonik Rejuveblue Toner oraz serum Rejuveblue Effector. Zobaczę, jak się sprawdzą na dłuższą metę i na pewno napiszę Wam o nich coś więcej. Testy już trwają i pierwsze wrażenia są jak najbardziej dobre :)
Jumiso All Day Vitamin Clean&Mild Brightening&Balancing serum
Jakiś czas temu dostałam też dwa produkty koreańskiej marki Jumiso - między innymi sztandarowe i w wielu miejscach wychwalane pod niebiosa All Day Vitamin Brightening & Balancing Serum. Zamiast wody zawiera ono 86,14% wyciągu z rokitnika zwyczajnego, mającego właściwości nawilżające, ujędrniające, łagodzące i rozjaśniające. Znajdziemy w nim także witaminy A, B, D, E, K oraz C. Z kolei kwas hialuronowy zadba o właściwe nawilżenie naszej skóry. I teraz pora na mój ulubiony składnik: ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej! On z kolei łagodzi, koi i pomaga w odbudowie uszkodzonej skóry, a ekstrakt z rumianku rewitalizuje oraz reguluje wydzielanie sebum. Drugim kosmetykiem jest nowość, czyli pianka do mycia twarzy All day Vitamin Clean&Mild Facial Cleanser. Posiada ona przyjazne dla skóry pH (5.5-6.5) oraz zawiera kwas salicylowy, witaminę C, wyciąg z rokitnika, miód, a także chloroheksydynę, działającą przeciwbakteryjnie.
shecell guinot rhea
Na tym zdjęciu widać z kolei produkty, które przywiozłam ze spotkania organizowanego przez Michała Twoje Źródło Urody. Był to event, podczas którego szkoleniowcy marek Guinot, Rhea oraz Phytomer opowiadali nam o filozofii każdej z firm, jej pochodzeniu, kosmetykach i sztandarowych zabiegach wykonywanych w gabinetach. Spędziłam tam cały dzień, ale mimo to ani chwili się nie nudziłam :) Każda z nas z kolei dostała krem Guinot Anti Wrinkle Cream, lekką emulsję Tonicream oraz Carbocleanser marki Rhea. Z kolei sam Michał, przywiózł dla każdej z na krem marki Shecell - ja wybrałam dla siebie wersję "skóra z przebarwieniami" :) Dziękuję bardzo za zaproszenie i miło spędzony dzień! ;*
A to z kolei paczka od Madzi I Love Dots :D Ona zawsze wie, jak zrobić mi radochę ;) Masa fajnych odlewek, ciekawe miniaturki, krem do rąk Yope Imbir i dwie "gwiazdy" tej paczki: Skin79 Super+ Orange i podkład Estee Lauder Double Wear Nude :) Oczywiście wszystko w idealnym odcieniu ;) Kochana, pięknie Ci dziękuję! Będzie testowanie...
I to już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że choć odrobinę osłodziłam Wam weekend, a także choć na chwilę odciągnęłam od codzienności ;) Trzymajcie się ciepło, niech moc będzie z Wami i zostańcie w domu, jeśli tylko możecie ;) Coś z moich nowości wpadło Wam w oko?

niedziela, 22 marca 2020

Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca, czyli ratunek dla skóry w potrzebie

Ostatnio stosunkowo rzadko piszę o kosmetykach aptecznych, całkowicie zatracając się w świecie pielęgnacji rodem z krajów azjatyckich. Ale... Nie dalej niż półtora miesiąca temu, moja skóra przechodziła totalny kryzys. Zaburzona bariera hydrolipidowa, bordowe wykwity w kształcie motyla na twarzy (tak, za to też odpowiada toczeń), do tego przebarwienia, wysyp zaskórników i drobne ranki, które robiły się dosłownie OD WSZYSTKIEGO (wystarczyło, że podrapałam się po policzku, albo obtarła mnie poszewka od poduszki :P). Wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy - uwierzcie mi na słowo :D W takim oto stanie, w akcie desperacji, poszłam do apteki obok domu, gdzie zazwyczaj kupuję hurtowo wszystkie swoje medykamenty. Panie znają mnie już dość dobrze, więc wiedzą co mi dolega, co biorę i tu muszę je pochwalić: nie wcisnęły mi żadnego cuda w myśl zasady "byle sprzedać", ale dały mnóstwo próbek i miniatur. Wśród nich wyłoniłam swojego faworyta, czyli Avene Cicalfate Post Acte w wersji "emulsja regenerująca" i po zużyciu 5ml, kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Jak sprawdziła się ona na dłuższą metę? Czy doprowadziłam swoją skórę do "stanu używalności"? Już Wam mówię!
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca umieszczona jest w białym, skromnym kartoniku, zawierającym wewnątrz zwykłą, także białą tubkę z wąskim "dziubkiem" dozującym zawartość. Kosmetyk pochodzi z apteki, więc jest higienicznie, prosto, dla mnie czasem aż za prosto - ale bądźmy szczerzy - w tym przypadku po prostu liczy się środek. Całość zawiera 40ml produktu ważnego 6 miesięcy od pierwszego otwarcia. 
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca
Co według producenta ma robić powyższa emulsja, którą w swoim zamyśle przeznaczył dla osób po zabiegach dermatologicznych? Dużo i mało jednocześnie. Formuła została opracowana aby łagodzić podrażnienie, zaczerwienienie oraz przegrzanie skóry dorosłych po powierzchniowych zabiegach dermatologicznych: zmikronizowany sukralfat, wspomaga regenerację cery, połączenie siarczanu miedzi i siarczanu cynku zmniejsza z kolei ryzyko namnażania się bakterii. Woda termalna Avéne zawarta w emulsji Cicalfate Post Acte koi wrażliwy naskórek. Kosmetyk z łatwością rozprowadza się na skórze, staje się przezroczysty podczas aplikacji. Jest bardzo dobrze tolerowany, regeneruje, wygładza oraz nawilża skórę. Z tego, o zauważyłam robiąc rekonesans w sieci, wyjątkowo często używają jej osoby z różnymi rodzajami trądziku i bardzo sobie ją chwalą. Typowo "pozabiegowych" opinii jest z kolei jak na lekarstwo, a tak naprawdę dla takich osób producent Emulsję Avene Cicalfate Post Acte stworzył... Mimo to, wydaje mi się, że produkt ten trafił najbardziej w gusta zupełnie innej grupy odbiorców.
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca ma lekko błękitną barwę i posiada bardzo delikatny, niemalże niewyczuwalny, świeży zapach. Czuć go właściwie tylko z opakowania, więc jeśli marzą Wam się aromatyczne doznania choćby podczas nakładania kosmetyku na twarz, to nie tym razem... Konsystencja kosmetyku jest leciutka, kremowo - żelowa, ale według mnie jakoś nieszczególnie przypomina wodniste emulsje azjatyckie. Po nałożeniu na twarz, całość bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Jakie serwuje nam wykończenie? Zachwycone powinny być osoby, które lubią lekki, satynowy mat. Ja stosowałam go swojego czasu na dzień i na noc w towarzystwie toniku oraz serum, jednak także solo dawał radę. Świetnie nadawał się pod makijaż, na dzień "no makeup" (nawet dla mężczyzn, co ochoczo potwierdza mój brat) oraz na noc. Dobrze współpracował z moimi podkładami, ale nałożony zbyt grubą warstwą na tonik i serum, potrafił się zrolować... Zdarzyło mi się to może 3-4 razy więc myślę, że warto o tym wspomnieć. Z minusów - wydajność kosmetyku jest raczej mało zadowalająca, wszak pierwszą tubkę zużyłam w 3 tygodnie.
Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca
A teraz pora opowiedzieć, jak Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca radzi sobie w akcji ;) Po pierwsze - mój rumień złagodziła praktycznie po pierwszym użyciu, a odkąd stosuję ją regularnie, właściwie niemal przestał mnie "odwiedzać". Co ważne, bardzo szybko zaczęły goić się wszelkie ranki oraz zadrapania i jeszcze zanim rozpoczęłam leczenie nowego rzutu tocznia, cera zaczęła wracać do normalnego stanu. Bariera hydrolipidowa została odbudowana, cera stała się ukojona, zregenerowana, gładka i nawilżona. Szczerze? Byłam pod wrażeniem, jak szybko to wszystko się działo. Przestały się też pojawiać nowe zaskórniki oraz pryszcze, a po starych zmianach i rankach zostały tylko przebarwienia, z którymi walczę teraz niacynamidem. Z mojego polecenia, emulsję kupił także mój brat, posiadający skórę suchą, ale z tendencją do zapychania i również bardzo ją sobie chwali. Oboje stwierdziliśmy, że będzie to stały bywalec naszej kosmetyczki :D Na mnie już czeka kolejne opakowanie... 
Podsumowując: Avene Cicalfate Post Acte Emulsja Regenerująca okazała się dla mojej skóry zbawieniem, ale myślę, że zadowolone z niej powinny być także osoby posiadające skórę wrażliwą, naczyniową, podrażnioną, ale także trądzikową, wszak produkt ten jest naprawdę lekki, niekomedogenny, oraz skutecznie przyspiesza gojenie. Kupicie go w aptekach za około 36zł.
Stosujecie kosmetyki marki Avene? Macie wśród nich swojego ulubieńca? A może jesteście fankami innych marek aptecznych i podzielicie się ze mną swoim hitem? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 16 marca 2020

Topestetic dla cery wrażliwej, czyli serum Be The Sky Girl Keep Calm

Szczerze powiem Wam, że mam ostatnio bardzo trudny czas. Nie dość, że skończyła się moja remisja (choruję na toczeń układowy), po prostu źle się czuję i mam obniżoną odporność, zbiegło się to jeszcze z czasem pandemii, w której jestem w grupie ryzyka ze względu na chorobę i przyjmowane leki. Mam jednak świadomość, że dużo ludzi szuka odskoczni w internecie, gra w gry, przegląda instagram i czyta blogi, więc staram się o choćby w miarę regularną publikację treści. Dziś więc będzie o kosmetyku, który dostałam w ramach współpracy ze sklepem Topestetic - Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery Wrażliwej i Naczyniowej. Od razu mówię - trafiło ono na bardzo ciężki moment walki z toczniowym "motylem" (w sieci na pewno znajdziecie przykładowe zdjęcia, ale za bardzo się nimi nie sugerujcie, w porównaniu do nich, u mnie jest on jest stosunkowo delikatny i objawia się głównie mocnym rumieniem na policzkach). Dodatkowo moja skóra ostatnio zrobiła się sucha jak pieprz (ale zaskórniki zostały!) i znów wszystko wywróciło się do góry nogami :D Czy Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery Wrażliwej i Naczyniowej dało radę w tych trudnych czasach? Ano przeczytajcie!
Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery wrażliwej i Naczyniowej
Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery Wrażliwej i Naczyniowej umieszczono w nieprzezroczystym opakowaniu airless, wykonanym z plastiku. Jest prosto, skromnie, ale jednocześnie nawet ładnie. Pompka działa bez zarzutu, nie strzela, ale wadą tego sposobu opakowania jest fakt, że tylko pod światło możemy sprawdzić ile produktu zostało wewnątrz. Dla mnie ma ono jednak jeszcze jedną wadę... Strasznie ciężko schodzi z niego zatyczka, co powoduje, iż właściwie przestałam zakładać ją do końca. Za pierwszym razem jak ją zdejmowałam, myślałam że wszystko się rozleci :D Całość ma 30ml i na opakowaniu nie posiada tak zwanego oznaczenia PAO. Jakie składniki znajdziemy w jego formule? Żywokost lekarski, ekstrakt z liści bluszczu, oczar wirginijski, arnikę górską, wyciąg z liści dziurawca, ekstrakt z kasztanowca, liści winorośli i kokosa, oraz kwas hialuronowy i bakterie kwasu mlekowego.
Co zatem serum ma robić? Jakie obietnice składa nam producent? Tak bogaty kompleks roślinny przynosi szerokie spektrum korzyści dla skóry. Produkt wykazuje działanie antyoksydacyjne, przeciwstarzeniowe, regenerujące, przeciwzapalne, gojące, wzmacniające skórę i obkurczające ściany naczyń. Obecność kwasu hialuronowego zapewnia także nawilżenie oraz zatrzymanie wilgoci w skórze. Podczas jego stosowania, możemy spodziewać się także ujednolicenia kolorytu, oraz wygładzenia.
Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery wrażliwej i Naczyniowej
Wewnątrz butelki, znajduje się lekko brązowawy, rzadki żel, który ja stosowałam w towarzystwie kremu nawilżającego. Producent zaleca nakładanie go raz dziennie, w pielęgnacji nocnej, właśnie pod krem. Kosmetyk ten gładko sunie po skórze i nie spływa z palców, ale nie współpracuje za dobrze z innymi produktami. Często pienił się nałożony na tonik, albo sprawiał, że zwałkował mi się na nim krem... Trzeba do niego odpowiedniego towarzystwa ;) Może stosowany razem z dedykowanym mu kremem, nie robiłby takich psikusów...? Nałożony solo pozostawia po sobie na mojej twarzy delikatny, lepki film oraz potęguje też kleistość kremów na to serum nakładanych. Za to bardzo podoba mi się zapach tego produktu. Na początku, podczas nakładania wyraźnie czuć naturalną lawendę, a potem po prostu aromat nieokreślonych ziół. Nie musicie się jednak obawiać - trwa to krótko i nie powinno zmęczyć nawet wrażliwych nosów.
Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery wrażliwej i Naczyniowej
Co jednak zdziałało Be The Sky Girl Keep Calm Serum do Cery Wrażliwej i Naczyniowej na mojej twarzy? Ja przede wszystkim zaobserwowałam wzrost nawilżenia, rozświetlenie oraz wygładzenie cery. Szybciej i łatwiej goiły się także zmiany i ranki, które miałam na skórze. Jeśli chodzi o naczynka, to faktycznie serum ma na nie pozytywny wpływ, bo te które posiadam, ładnie się obkurczyły, ale na mój rumień na policzkach niestety działa ono za słabo. Nie mogę powiedzieć, że nie robi w tej kwestii nic, wszak był on zredukowany, ale niestety nie do zera, a wiem że są kosmetyki, które potrafią tego dokonać. Za co dałabym wielki plus? Nie powoduje ono zapychania i powstawania niepożądanych "gości" ;)
Ogólnie rzecz biorąc, dla mnie to kosmetyk poprawny, ale nie wybitny (szkoda, że nie zniwelował do końca mojego rumienia, ale też w najmniejszym stopniu mi nie zaszkodził, co ostatnio się zdarzało). Jeśli więc jesteście fankami naturalnej pielęgnacji, szukacie nawilżenia, rozświetlenia, ukojenia oraz wygładzenia, to śmiało możecie próbować się z nim zaprzyjaźnić. Jego koszt to 83 złote, wysyłka jest już w cenie.
Znacie markę Be The Sky Girl? Robiłyście już zakupy w sklepie internetowym Topestetic? A może któraś z Was korzystała z darmowego doradztwa tamtejszych kosmetologów? Dajcie koniecznie znać! I trzymajcie się zdrowo :)

wtorek, 10 marca 2020

Missha Time Revolution Best Seller Special Set, czyli jak sprawdziły się sztandarowe produkty marki na mojej skórze

Od wielu miesięcy, chodziło mi po głowie wypróbowanie dwóch produktów marki Missha, której pielęgnację do tej pory chyba lekko omijałam ;) W końcu za sprawą Jolse, trafił do mnie zestaw MISSHA Time Revolution Best Seller Special Set, zawierający Time Revolution The First Treatment Essence Rx oraz jej miniaturkę i Time Revolution Night Repair Probio Ampoule wraz z wersją podróżną. To niewątpliwie świetna opcja na prezent, albo dla wiecznie jeżdżacych, "niespokojnych dusz". Jak jednak sprawdziły się u mnie produkty, które znalazłam w tym pięknie zapakowanym zestawie prezentowym? Same zobaczcie!
Missha Time Revolution The First Treatment Essence Rx Time Revolution Night Repair Probio Ampoule
Oczywiście zacznę od esencji Missha Time Revolution The First Treatment Essence Rx, wszak to właśnie ją, jako pierwszą po myciu nakładamy na skórę. Umieszczona została w pięknym opakowaniu z matowego szkła, zawierającym 150ml kosmetyku. Całość wygląda naprawdę jak coś ekskluzywnego i świetnie prezentuje się na półce. Nie obraziłabym się jednak, gdyby dodano do opakowania atomizer albo pompkę, bo mnie jakoś ciągle wszystko przecieka przez palce xD (tak, nie używam wacików :P). Poza tym, "Marian, tu jest jakby luksusowo" :D Na jej zużycie mamy bodajże 12 miesięcy od otwarcia ;) Główne składniki Missha Time Revolution The First Treatment Essence Rx to między innymi ekstrakt ze sfermentowanych drożdży (95%). Zapewniają nawilżenie, ujędrnienie i równowagę. Esencja działa również rozjaśniająco, a zastosowanie podwójnej fermentacji poprawia wchłanianie się składników oraz zapewnia lepsze działanie. W jej składzie umieszczono również liściokwiat oraz ekstrakt z ryżu, który dba o promienny i zdrowy wygląd cery.  Znajdziemy w niej także mój ukochany niacynamid, składnik witaminy B3 poprawiający elastyczność skóry, ale głównie dbający o jej piękny koloryt. Ponadto esencja Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX zawiera też ceramidy, które doskonale nawilżają skórę.
Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX 2019
Konsystencja esencji jest typowo płynna i nie pachnie. Dla jednych to zaleta, dla innych nie i ja niestety należę do tej drugiej grupy :D Kosmetyk przeznaczony jest do stosowania w pielęgnacji wieloetapowej, ale dla strachliwych - nie jest on lepki i po nałożeniu szybko wchłania się do matu. Missha Time Revolution The First Treatment Essence Rx można stosować zamiast toniku, wszak również świetnie przywróci naszej skórze pH. Co do działania - dla mnie ona bardzo ładnie, jak na pierwszy etap pielęgnacji nawilża (i szybko to widać!), elegancko wygładza i przyjemnie rozświetla oraz koi cerę. Na rozjaśnienie przebarwień albo innych piegów nie liczcie - na to jest za słaba ;) Mimo wszystko - po dodaniu jej do rutyny pielęgnacyjnej, naprawdę widać zmianę na plus. Co ciekawe, od czasu kiedy zaczęłam ją stosować, moja cera bardzo uspokoiła się z produkcją nowych zaskórników. Myślę, że faktycznie wybija się ona na tle innych produktów tego typu i w cenie "koreańskiej" warto ją kupić ;) Solo zapłacicie za nią około 20 - 22$.
Missha Time Revolution Night Repair Probio Ampoule
Missha Time Revolution Night Repair Probio Ampoule również została umieszczona w ciężkim, szklanym opakowaniu z pipetą. Zawiera ono 50ml produktu, na całości możemy zobaczyć jakby  fioletowe "ombre", ale niestety flaszka jest koszmarnie niefotogeniczna i za grosz nie chciała ze mną współpracować w pochmurne, styczniowe dni :P W kwestii praktyczności - nie mam jej nic do zarzucenia. Kiedyś nie lubiłam tego typu aplikacji, ale gusta się zmieniają ;) Ważna jest również rok od otwarcia. Według producenta, Missha Time Revolution Night Repair Probio Ampoule to przeciwzmarszczkowa ampułka o działaniu rozjaśniającym, która aktywnie działa przez całą noc, sprawiając że rano budzimy się z gładką, rozjaśnioną i nawilżoną cerą. Jej skuteczne działanie naprawcze zapewnia nam aż 50% bakterii probiotycznych, a dzięki użyciu podwójnej fermentacji składników cera lepiej przyswaja zawarte w ampułce składniki odżywcze. Kosmetyk wzmacnia skórę 10 rodzajami probiotyków oraz kolagenem, który zapewnia nawilżenie, odbudowę i odżywienie skóry. Po zastosowaniu skóra ma być wygładzona, koloryt wyrównany a cera wyglądać zdrowej i promiennej. Ampułka pachnie z kolei lekko kwiatowo, ma beżowy kolor i po nałożeniu na twarz niemiłosiernie się klei, przez co po jednym użyciu dałam ją mamie ze słowami "masz, będziesz testowała"...
 Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX.Time Revolution Night Repair Probio Ampoule
I w tym miejscu nagle następuje zwrot akcji... Po zużyciu mniej więcej połowy opakowania, mama zaczyna ampułkę Missha Time Revolution Night Repair Probio Ampoule wychwalać pod niebiosa! (Ma 54 lata, ale zadbaną cerę) I opowiada mi, że zmarszczki są spłycone, owal twarzy ładniejszy, cera rozjaśniona, przebarwienia mniej widoczne, skóra napięta w tym pozytywnym sensie... A, no i u niej podobno się nie klei! Zrobiło mi się szkoda - nie będę kłamać xD Poleciałam po miniaturę, która była dołączona do zestawu (10ml) i tego samego dnia rozpoczęłam stosowanie "na siłę" :P Po zużyciu mini pojemności, również zauważyłam to co mama. Napięcie cery, wygładzenie zmarszczek, rozjaśnienie, skóra po prostu wygląda dużo ładniej. A co najważniejsze - ampułka również nie przyczyniła się do rozwoju jakichkolwiek niedoskonałości... W tym momencie, zapłacicie za nią 19.50$. Z kolei cały zestaw, można upolować w promocji już za około 42$.
Ogólnie rzecz biorąc, oba kosmetyki zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i według mnie naprawdę warto w nie zainwestować :) O ampułce szczególnie dobrze świadczy też fakt, że efekty były widoczne nie tylko u 30stki ale także na dojrzałej skórze. Znacie tę serię marki Missha? Macie swoich ulubieńców? A może testowałyście któryś z pokazanych tu produktów? Dajcie znać!

środa, 4 marca 2020

Sesderma Resveraderm Liposomal Mist, czyli "serum" w mgiełce z Topestetic

Dziś pora na przedstawienie Wam pewnego ciekawego i jednego z niewielu na rynku produktu, będącego jednocześnie mgiełką oraz swoistego rodzaju serum. Cała linia tych kosmetyków, miała premierę w Topestetic na początku marca, a ja mniej więcej w połowie lutego, dostałam do testów jeden z nich - Sesderma Resveraderm Liposomal Mist. Czy ta mgiełka to faktycznie świetna rzecz, czy tylko zbędny gadżet? Przeczytajcie same!
Sesderma Resveraderm Liposomal Mist
Przede wszystkim, dowiedzmy się z czym mamy do czynienia. Produkt Sesderma Reservaderm Liposomal Mist to kosmetyk, który ma za zadanie działać na skórę na wielu płaszczyznach. Kompozycja składników aktywnych przede wszystkim spowalnia proces starzenia, stymuluje proces naprawczy skóry oraz gwarantuje jej nawilżenie. Mgiełka Resveraderm najlepiej sprawdzi się w pielęgnacji skóry poszarzałej, z widocznymi zmarszczkami oraz stopniową utratą jędrności. Moja zawiera kwas hialuronowy, kwas traneksamowy, oraz wyciąg z liści i owoców winorośli. Czyli aktualnie dla mnie w sam raz - kiedy zaczynałam jej używać, byłam na badaniu skóry (nie wiem na ile miarodajnym :P), ale wyszło mi podczas niego spore odwodnienie. Samo opakowanie jest bardzo porządnie wykonane, łatwe do przenoszenia w torebce, metalowe i nie posiada oznaczenia PAO, czyli wnioskuję, że można używać produktu aż do końca daty ważności. Całość zawiera 30ml i działa na podobnej zasadzie co wody termalne. Ma jednak pewną przewagę. Posiada lepszą zawartość oraz naprawdę perfekcyjny atomizer! A myślałam, że takie cuda robią tylko w Azji :D
Sesderma Resveraderm Liposomal Mist mgiełka serum
Jak najlepiej stosować te mgiełki? Producent zaleca używanie ich pod krem, gdzie będą pełniły funkcję boostera lub w przypadku skóry tłustej - jako serum, ale mnie świetnie sprawdziły się także w ciągu dnia. Nie niszczą makijażu, a pięknie niwelują efekt pudrowości i likwidują ściągnięcie skóry przywracając jej nawilżenie :) Konsystencja mgiełki przypomina wodę oraz bardzo delikatnie, kwiatowo pachnie. Wodą na pewno jednak nie jest, ponieważ nałożona na twarz solo, otula ją bardzo subtelnym, lekko wyczuwalnym filmem (absolutnie się nie klei), który od razu poprawia wygląd cery. 
Sesderma Resveraderm Liposomal Mist mgiełka serum
Jak zatem działa Sesderma Resveraderm Liposomal Mist? Mnie dobrze spisywała się właśnie w zastępstwie toniku. Można było zauważyć od razu, że skóra wygląda lepiej i dostała w prezencie coś więcej niż wyrównanie pH. Widać także, że cera jest lepiej nawodniona niż kilka tygodni temu, co częściowo jest także zasługą mgiełki. Lekko koi również mój rumień i delikatnie rozjaśnia cerę, za co u mnie każdy kosmetyk, w każdej sytuacji dostaje ogromny plus.
Podsumowując: U mnie ten produkt sprawdził się naprawdę dobrze i z przyjemnością zużyję go do końca. Jedyną jego wadą jest słaby stosunek ceny do pojemności kosmetyku. Za 30ml musimy zapłacić 99zł (na szczęście odchodzą koszty przesyłki, bo sklep ma ją za darmo), ale znajdziemy ją również dodawaną właściwie gratis do jednego z koncentratów tej marki.
Lubicie kosmetyki firmy Sesderma? Miałyście z nimi styczność? A może znacie już opisane przeze mnie mgiełki? Albo macie w tej kategorii jakichś innych ulubieńców? Dajcie koniecznie znać!

środa, 26 lutego 2020

Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream, czyli moja opinia na temat nowej odsłony "ślimaczka"

Szczerze Wam powiem, że mimo sporej znajomości koreańskiego rynku kosmetyków i wielu przetestowanych przez ostatnie 10 lat kremów BB, nadal bardzo chętnie wracam do produktów marki Skin79. Ich produkty kolorowe, z naprawdę nielicznymi wyjątkami, wyglądają na mojej skórze naprawdę pięknie i bez problemu się z nią dogadują. Jak zatem spisała się u mnie nowa odsłona "ślimaczego" bebika (ktoś jeszcze pamięta wersję w białym opakowaniu? ;))? Same przeczytajcie! Dziś przed Wami recenzja Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream :D
Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream
Krem BB jest zapakowany oczywiście w kartonik, wewnątrz którego znajduje się opakowanie w kształcie walca mieszczącego 40g produktu. Całość utrzymana jest w klimacie "rose gold", czego niestety nie udało mi się zbyt dobrze oddać na zdjęciu, jednak zapewniam, że wszystkie sroczki powinny być zadowolone. Jeśli chodzi o pompkę, do pewnego momentu działa ona bez zarzutu, ale przy końcówce, potrafi strzelać. Jest to jednak wada wszystkich kremów tej marki, posiadających opakowania airless ;) Napisy na szczęście wykonane są lepiej niż na moich pierwszych kremach tej marki i nie wycierają się podczas stosowania. Należy wziąć pod uwagę jedynie fakt, że tego typu "walce" nie są zbyt wygodne w transporcie. Na zużycie całości, mamy tradycyjnie aż 12 miesięcy.
Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream
W przypadku Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream, warto zwrócić uwagę na fakt, iż pachnie on intensywniej niż inne kremy tej marki. Mnie to nie przeszkadza, ale trzeba mieć świadomość, iż aromat kwiatów będzie nam towarzyszył nie tylko podczas nakładania kosmetyku, ale także kilkanaście minut po nim. Konsystencja kosmetyku również jest odrobinę rzadsza i lejąca niż reszty kremów BB marki Skin79, z którymi miałam styczność. Nie spływa ona z palców oraz jest łatwa w aplikacji, ale nie jest to ten sam gęsty produkt, co np. Vip Gold lub Hot Pink. Podejrzewam, że odpowiada za to zawartość śluzu ze ślimaka, bo używając go, mam wrażenie, że jest po prostu bardziej "śliski". Mimo to bardzo łatwo rozprowadzić go po twarzy i przy okazji funduje on nam krycie na bardzo dobrym poziomie. Pięknie maskuje moje zaczerwienienia choć niektóre piegi potrafią spod niego delikatnie wyglądać ;) Co zatem z kolorystyką Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream? Jest on stosunkowo ciemny i po nałożeniu go na twarz pomyślałam, że chyba nie da rady się dopasować. Ale wiecie co? Jednak dał i bardzo ładnie się utlenił, dopasowując się do mojej jednak stosunkowo jasnej skóry. Jeśli chodzi o tonację, wydaje mi się stosunkowo neutralny. Wygląda dobrze zarówno u mnie (mam chłodną urodę), jak i mojej mamy, która posiada żółte tony, a także trochę ciemniejszą cerę. Dużą jego zaletą, w przypadku stosowania w cieplejsze dni, jest bardzo wysoki filtr, bo aż SPF50 PA +++. (jednak pamiętajmy, filtrów używamy cały rok! I wcale nie mam na myśli tych w kremie na dzień albo w podkładzie :D).
Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream
Trwałość Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream również określiłabym jako dobrą. Przypudrowany trzyma się na mojej skórze od nałożenia, aż do zmycia. Tylko czasami, kiedy mam większy katar odrobinę wyciera się w okolicy nosa, ale wygląda to na tyle naturalnie, że nie wymaga większych poprawek. Co ważne, kosmetyk po utrwaleniu nie podkreśla suchych skórek oraz nie zbiera się w zmarszczkach, ani załamaniach skóry, więc nie musimy obawiać się, że podkreśli nasze niedoskonałości. Szczerze przyznam, że nie próbowałam testować go solo, bez nakładania jakiegokolwiek pudru. Wydawał mi się on stosunkowo "wilgotny" i nie zastygał, więc brakło mi odwagi :P Czy dzięki zawartości śluzu ze ślimaka, żeń-szenia oraz złota możemy liczyć na jego działanie pielęgnacyjne? Według mnie nie, więc zawsze pod spód nakładam krem i esencję lub serum. Nie oczekuję, że kosmetyk kolorowy zrobi to, co pielęgnacja. Miło, że zawiera składniki pielęgnujące skórę, ale dla mnie zawsze są tylko dodatkiem :) Teraz pora na zdjęcie makijażu - wybaczcie, że w samochodzie i grubej kurtce, ale ostatnio ciężko było u mnie z dobrym światłem i korzystałam z chwili :D (mąż 2 miesiące "naprawia" oświetlenie w sypialni, a tydzień w przedpokoju xD)
Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream
Podsumowując: czy jestem z niego zadowolona? Bardzo! Na twarzy Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream wygląda pięknie, komfortowo się z niego korzysta, jest wydajny, a do tego ma także przyzwoitą cenę. Standardowo kosztuje 20$, ale aktualnie na Jolse możecie upolować dwa w cenie jednego (szukajcie w zakładce 1+1). 
A Wy znacie kremy BB marki Skin79? Macie swojego ulubieńca? A może jednak wolicie podkłady i jesteście w stanie polecić coś dla bladziocha? Dajcie koniecznie znać! 

czwartek, 20 lutego 2020

Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist, czyli o łagodzącym kremie w spray'u słów kilka

Przez ostatnich kilka dni spadły na mnie chyba wszystkie możliwe plagi :D Po udanym weselu lekko się pochorowałam, mój komputer odmówił posłuszeństwa, a gdy już udało się postawić go na nogi, okazało się, że usunął sobie 5gb zdjęć. Te blogowe miałam na karcie aparatu, ale części prywatnych raczej już nie odzyskam :( Po wylaniu gorzkich żali, przejdźmy jednak do tematu dzisiejszego posta - mgiełki udającej krem, czyli Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist. Czy zdała u mnie egzamin? Wpisała się w aktualną pielęgnację? Same zobaczcie :)
Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist
Mgiełka Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist znajduje się w biało - zielonym opakowaniu, mieszczącym 120ml kosmetyku. Całość jest ważna 12 miesięcy od otwarcia. Bardzo mocnym punktem tego produktu, jest idealny atomizer który dozuje perfekcyjną, piękną mgiełkę, delikatnie otulającą twarz. Całość jest tak drobna, że na skórze nie czuć żadnej pojedynczej kropelki! Takie atomizery chyba tylko w Azji... Całość ma za zadanie koić, nawilżać i lekko rozświetlać cerę. Kosmetyk ten zawiera pantenol, wąkrotkę azjatycką, niacynamid oraz kwas hialuronowy - moja cera bardzo lubi chyba wszystkie te składniki :D
Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist
Konsystencja mgiełki, jest jak na produkt tego typu jest dość nietypowa. To białe, leciutkie, dość rzadkie mleczko. Bardzo podoba mi się także zapach tego produktu - subtelny, ziołowy, ale czuć go tylko podczas dozowania. Wrażliwcy powinni być zadowoleni, wszak nie będą musieli męczyć się z nim dłużej niż te kilka sekund. A z kolei koneserzy poczują się przez moment jak w ziołowym ogródku :D
Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist
Jak więc to cudo działa? Zacznę może od słów mojego męża, nieświadomego z jakim produktem ma do czynienia: "popryskałem się tą Twoją mgiełką i normalnie jakbym się kremem posmarował, co to jest?". Odpowiem. Niby mgiełka, ale nałożona w większej ilości, faktycznie jest w stanie zastąpić krem, zwłaszcza cerom tłustym (taką ma mój mąż). Ja stosowałam ją rano na esencję lub serum, czasem w ciągu dnia na makijaż (ładnie go scala i nawilża cerę jednak warto zachować umiar. Mgiełka nie niszczy makeupu, ale można się po niej świecić) oraz wieczorem na koniec rutyny pielęgnacyjnej. I przyznać muszę, że ten delikatny, biały płyn pięknie otula cerę bez efektu kleistości.
Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist
Ans19 + Cica Panthenol Cream Mist naprawdę elegancko i szybko nawilża oraz koi cerę bez żadnych efektów ubocznych. Dodatkowo, poza nawilżeniem, mgiełka serwuje całkiem ładne wybielenie mojego rumienia, a także elegancki glow. Byłam szczerze zdziwiona, że tego typu produkt, może tak skutecznie udawać krem :) Myślałam, że może to być zbędny gadżet, ale szczerze powiedziawszy - jestem z tego produktu zadowolona ;) Jego cena wynosi na Jolse 17$ i jeśli macie ochotę spróbować czegoś innego, to naprawdę polecam.
Znacie tego typu mgiełki? Jaki jest aktualne Wasz ulubiony krem? Albo czego w tym momencie używacie? Dajcie koniecznie znać!

piątek, 14 lutego 2020

COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream, czyli nawilżamy okolice oka

Bardzo długo markę COSRX pomijałam w swoich wyborach kosmetycznych, żyjąc sobie w cichym przekonaniu, iż tworzy ona tylko produkty do cery trądzikowej. Jakiś czas temu, zmieniłam jednak zdanie i przyznać muszę, że dzięki temu, trafiłam na kilka kosmetycznych perełek, którymi muszę się jeszcze z Wami podzielić. Dziś jednak pora na recenzję kremu pod oczy COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream. Czy on również się do nich zalicza? Same przeczytajcie!
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream umieszczono w białym, prostym opakowaniu airless, idealnie wpisującym się w stylistykę całej marki. Zawiera ono 25ml produktu (czyli bardzo dużo, jak na krem pod oczy) i ważny jest 12 miesięcy od otwarcia. Pompka lubi zassać sobie powietrze, albo od czasu do czasu "strzelić" ale na szczęście nie jest to uciążliwe. Co zatem mówi o nim producent? Jest to działający wielokierunkowo, pielęgnujący krem pod oczy, który nawilża, odżywia i rozjaśnia okolicę oka dzięki filtratowi ze śluzu ślimaka i 5 peptydom. Ponadto zawiera także propolis, niacynamid, adenozynę, pantenol i alantoinę. Konsystencja produktu jest lekka i się nie klei, a polecany jest praktycznie w każdym wieku. Przy zawartości propolisu, warto wykonać próbę uczuleniową. Dodatkowo producent zapewnia, że nie wykonuje testów na zwierzętach i śluz ze ślimaka pozyskano w naturalny sposób.
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream według mnie nie posiada zapachu, co jak na kosmetyk przeznaczony do wrażliwych okolic wydaje się plusem :) Polubiłam także jego konsystencję, która jest lekka, stosunkowo śliska (jak to w przypadku kosmetyków opartych na śluzie ślimaka zazwyczaj bywa), oraz faktycznie szybko się wchłania, co czyni go idealnym produktem do stosowania także pod makijaż. Ja sobie nie żałowałam i smarowałam się nim dwa razy dziennie :D Po nałożeniu, krem nie znika i nie wchłania się do matu, ale pozostawia po sobie delikatny, nieklejący film, który wygładza okolicę oka, od razu daje poczucie ulgi i szybko "odświeża" spojrzenie. COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream jest też na tyle miły, że w nocy nie pcha mi się nieproszony do oka i nie migruje tam gdzie nie należy - pomimo lekkiej konsystencji.
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream
Co jednak z działaniem? Już na początku stosowania zauważyłam, że krem COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream bez problemu spełnił deklaracje producenta. Czyli? Pięknie nawilżył i odżywił okolicę oka, dzięki czemu cała siateczka drobniutkich linii stała się niemal niewidoczna. Zerkając jednak w skład, liczyłam jeszcze po cichu na lekkie rozjaśnienie tych obszarów. I co z moimi nadziejami? Po około miesiącu stosowania, zauważyłam także lekkie rozświetlenie skóry. Kiedy jednak "zapomnimy" go użyć, wszystko prędko do nas wraca. Odniosłam wrażenie, że jest to produkt, który szybko daje efekty, ale trzeba też być regularnym w jego stosowaniu (czyli generalnie standard :D choć zdarzają się wyjątki). Faktycznie wydaje mi się, że zadowolona z niego będzie osoba w każdym wieku. W styczniu była u mnie przez tydzień mama, również go stosowała i szybko pochwaliła jego działanie. Krem odżywczo - nawilżający nada się świetnie także dla młodych dziewczyn, które chcą zacząć zapobiegać starzeniu. Finalnie? Ja będę sobie go stosowała w dzień, a na noc postawię na coś więcej ;)
COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream kosztuje na Jolse 22$, co daje nam kwotę około 88zł. Przy tej szalonej wydajności i pojemności wydaje mi się on dobrym produktem dla osób około 20-30 lat, bądź do stosowania na dzień także dla tych starszych, wszak naprawdę świetnie nawilża i odżywia skórę wokół oczu, a to przyda się każdemu :)
Lubicie markę COSRX? Macie wśród niej swoich ulubieńców? A może znacie już ten krem pod oczy i macie wyrobioną opinię na jego temat? Dajcie koniecznie znać!

sobota, 8 lutego 2020

phFormula VITA B3 Mask, czyli upiększamy skórę z pomocą Topestetic

Od dziecka towarzyszą mi różnego rodzaju zmiany pigmentacyjne. A to piegi, a to plamy po zagojonych,  drobnych rankach, a od kilku lat także rozszerzone naczynia w okolicy skrzydełek nosa, oraz rumień na policzkach. Oczywiście zawsze strasznie mnie to drażniło (już jako kilkulatka zwierzałam się mamie i babci, że ja strasznie nie chcę mieć piegów :P Do dziś to pamiętam :D)... Stosunkowo prostym sposobem na walkę z piegami okazał się dobry SPF, ale niestety inne problemy towarzyszą mi do dziś. I jakiś czas temu odkryłam, że uniwersalnym rozwiązaniem na tę przypadłość jest niacynamid, czyli witamina B3! Dlatego bardzo chętnie zdecydowałam się wypróbować otrzymaną od sklepu Topestetic maseczkę phFormula VITA B3 Mask. Czy poradziła sobie na tak trudnym terenie jak skóra osoby z toczniem układowym? Same przeczytajcie!
phFormula VITA B3 Mask
Maseczka przychodzi do nas zapakowana w elegancki, biały kartonik. Wewnątrz znajduje się z kolei prosta, elastyczna, biała tubka, która jest higieniczna i łatwo wydobyć z niej kosmetyk, ale powiedzmy sobie szczerze - wyglądem jakoś szczególnie nie porywa :D Wewnątrz znajdziemy 50ml kosmetyku, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Producent zaleca nakładać ją raz w tygodniu na 15 minut i po tym czasie zmyć delikatnie letnią wodą. 
phFormula VITA B3 Mask
Co na jej temat dowiemy się od producenta? Już Wam mówię! pH Formula VITA B3 Mask ma intensywnie koić, wygładzać i redukować zaczerwienienia, głęboko nawilżać oraz zapobiegać utracie wody z naskórka. Niacynamid wpływa na skórę przeciwzapalnie, antyoksydacyjnie, a także rozjaśniająco. Z kolei wyciąg z grzybów Poria redukuje wrażliwość naskórka i również zmniejsza tendencję do stanów zapalnych. Za dogłębne nawilżenie, odpowiada z kolei ekstrakt z trzciny pospolitej, a maska polecana jest praktycznie do każdego typu cery. Jej konsystencja jest bardzo kremowa i łatwa w nakładaniu. Szczerze powiem, że nigdy sobie jej nie żałowałam i przy takim sposobie użytkowania, nie musicie obawiać się, że zaschnie na Waszej skórze. Zapach? "Jakiś"... Lekko kwaskowy, praktycznie niewyczuwalny nawet podczas nakładania, myślę że nikomu nie powinien zawadzać ;) A wiecie co mi się w niej strasznie podoba? Przepiękny, fiołkowy kolor! :D
phFormula VITA B3 Mask
Przejdźmy jednak do tego, co maska w moim przypadku zdziałała. Po nałożeniu jej za pierwszym razem, lekko się wystraszyłam, bo okazało się, że po zmyciu kosmetyku po 15 minutach moja cera jest zaczerwieniona! Pomyślałam sobie: "O, *&%$*... No to jaja". Jednak po 30 minutach nie tyle wróciła do swojego "normalnego" kolorytu, ale nawet powiem więcej: była przepięknie wybielona. Taka przygoda zdarzyła mi się jedynie przy pierwszym nałożeniu maseczki. Przy kolejnych razach zaobserwowałam wyżej wspomniane natychmiastowe rozjaśnienie cery oraz piękne wygładzenie i delikatne napięcie w tym pozytywnym znaczeniu, co czyni ją świetną maską bankietową. Poza tym, mam wrażenie, że podczas jej stosowania szybciej goją mi się wszystkie ranki i zmiany na twarzy. Przyznać muszę, że regularne stosowanie raz w tygodniu naprawdę przynosi rezultaty, wszak moja skóra nawet między aplikacjami ma mniejsze tendencje do buraczka i zaczerwienień przy skrzydełkach nosa. Dla mnie mogłaby tylko lepiej nawilżać, ale szczerze powiedziawszy zmniejsza ona tak wiele moich problemów skórnych, że jestem w stanie jej to wybaczyć ;) I tak codziennie wklepuję jeszcze wiele kosmetyków nawilżających :)
phFormula VITA B3 Mask
Jej cena wynosi 150zł. Sporo, ale biorąc pod uwagę jej wydajność oraz działanie - jestem w stanie to przecierpieć i prawdopodobnie kupię kolejne opakowanie. Przynajmniej nie będę musiała zapłacić w Topestetic za przesyłkę, bo zawsze, niezależnie od ceny zamówionych produktów przesyłka jest za tak zwane "free" ;) A dodatkowo wypatrzyłam jeszcze krem z tej serii... :P
Znacie markę phFormula? Zdarza Wam się robić zakupy w sklepie Topestetic? Macie problemy z rumieniem, przebarwieniami, stanami zapalnymi lub barierą hydrolipidową? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 3 lutego 2020

Styczniowe nowości

W styczniu sporo się u mnie działo i zleciał mi dosłownie "jak z bicza strzelił". Mimo to, jednak jakby same nazbierały mi się rzeczy warte pokazania Wam :D Dotarły moje paczki z Korei, dostałam mały prezent, uzupełniłam zapasy w kolorówce, odwiedziłam aptekę, raz dałam się ponieść emocjom... :) Czyli jak to u mnie - standard. Po szczegóły zainteresowanych zapraszam dalej! :)
Shangpree mist the ordinary aha bha argireline dr phamor
Tak właściwie jeszcze w grudniu, podczas jakiejś korzystnej promocji z okazji nowego roku, zamówiłam sobie mgiełkę Shangpree Marine Hydrogel Mist. Leci z niej oczywiście normalny płyn, ale wewnątrz znajdują się jakby pocięte kawałki aloesu, zanurzone w cieczy. Ciekawa rzecz, zawierająca sporo interesujących składników. Zobaczymy jak się sprawdzi ;) Na początku stycznia, stwierdziłam, że dam jeszcze jedną szansę marce The Ordinary i zamówiłam sobie dwa produkty AHA 30% +BHA 2% Peeling Solution, z którego jestem bardzo zadowolona oraz Argireline Solution 10% (na razie funkcjonuje w mojej pielęgnacji na zasadzie "no nie wiem"). Największą i chyba jedyną typową, styczniową zachcianką, była Przeciwzmarszczkowa Emulsja McCell SYN-Ake Intensive Emulsion Dr. PhamorInterendo umieściła ją w TOP 3 najlepszych kosmetyków koreańskich 2019 roku i jakoś nie mogłam sobie jej odmówić... Szczególnie, że jak na złość akurat była promocja xD
cerave żel do mycia pharmaceris szampon łupież tłusty vichy antyperspirant
Tym razem zdecydowałam się także na pewną apteczną nowość w mojej kosmetyczce, którą wypatrzyłam u Myskinstoryy. Jest to CeraVe Oczyszczający Żel do Mycia Dla Skóry Tłustej i Normalnej. Stosuję go do twarzy oraz ciała i właściwie cała moja skóra już go kocha. Kupił go sobie także mój brat i też jest zadowolony :) Z kolei antyperspirant Vichy Traitment Anti - Transpirant 48H oraz Pharmaceris H-Purin Oily, Specjalistyczny Szampon Przeciwłupieżowy do Skóry Łojotokowej to stali bywalcy w mojej łazience ;)
golden rose puder do brwi blending sponge donegal
W tym miesiącu kolorówki nie pojawiło się u mnie szczególnie dużo. Kupiłam już chyba trzecie opakowanie mojego ulubionego Pudru do Brwi Golden Rose nr 107 oraz gąbeczkę Donegal Blending Sponge. Również wypatrzyłam ją gdzieś na instagramie i faktycznie dobrze mi się sprawdza, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie już u kogo na nią wpadłam ;)
Balea żel pod prysznic
Z kolei mój mąż obchodził chyba w styczniu jakiś dzień dobroci dla zwierząt, bo przywiózł mi z Bułgarii dwa żele Balea (skubaniec regularnie odwiedza DM :/). Jeden z nich ma zapach Yuzu i pachnie czymś pomiędzy cytryną a bergamotką (bardzo mi się ten zapach podoba, jest naturalny, rześki i mocno owocowy), a drugi Totes Meer Salz pachnie morsko i bardzo świeżo. Kupiłam sobie identyczny podczas ostatniego urlopu i naprawdę wyjątkowo przyjemnie mi się go używało :) Polecam ;)
skin79, missha elizavecca cosrx answer19+
Na tym zdjęciu widać z kolei produkty, które otrzymałam prosto z Jolse. Z racji tego, że na temat całej tej paczki możecie znaleźć na instagramie zapisaną relację, a w przyszłości na blogu na pewno pojawią się recenzje tych kosmetyków, nie będę się teraz zbytnio rozwodzić :D Zdecydowałam się przetestować nową wersję kremu bb Skin79 Golden Snail Intensive BB Cream, mgiełkę udającą lekki krem o nazwie Answer19+ Cica Panthenol Cream Mist, tonik Elizavecca Milky Piggy Centella Asiatica 100% z ogromną zawartością wąkrotki azjatyckiej, krem pod oczy COSRX Advanced Snail Peptide Eye Cream oraz zestaw Missha Time Revolution Best Seller Special Set. Jest to wypust z 2019 roku, po reformulacji kosmetyków i zawiera on pełnowymiarową esencję do twarzy Time Revolution The First Treatment Essence Rx oraz duże serum na noc Time Revolution Night Repair Probio Ampoule. Dodatkowo w pudełku są także miniaturki obu kosmetyków, które możemy np. zabrać ze sobą w podróż :) Myślę, że to bardzo fajne rozwiązanie ;)
Także w styczniu, ze sklepu Topestetic przybyły do mnie dwa produkty. Recenzję Micellar Foaming Cleanser Oczyszczającej Pianki Micelarnej Jowae, możecie już znaleźć tutaj, a z kolei maseczka phFormula VITA B3 Mask znajduje się w ostatniej fazie testów i prawdopodobnie w ciągu tygodnia na blogu pojawi się jej recenzja :) W ramach ciekawostki przyrodniczej - w przypadku tego sklepu, ogromnym plusem jest zawsze darmowa przesyłka ;)
I tym razem to już wszystko. Znacie którąś z moich nowości? A może po prostu coś wpadło Wam w oko? Dajcie koniecznie znać :)