środa, 16 października 2019

LANEIGE Clear C Advanced Effector, czyli owocowa moc witaminy C

Szczerze Wam się przyznam, że nie zawsze moje doświadczenia z kosmetykami zawierającymi witaminę C były pozytywne i ogólnie rzecz biorąc mimo zaleceń, by umieścić ją w swojej pielęgnacji, ja niekoniecznie się do tego stosowałam. Po prostu nie do końca miałam pewność, czy przy mojej cerze i specyficznej sytuacji zdrowotnej bardziej mi ona pomaga, czy szkodzi. Kiedyś zamieniłam jednak kilka słów z Interendo i poleciła mi ona LANEIGE Clear C Advanced Effector, czyli esencję, która zawiera aż 92.5% ekstraktów z jagód z aceroli i acai. Całość okraszono także niacynamidem i adenozyną, które moja skóra bardzo lubi, więc niewiele myśląc - postanowiłam zaryzykować. Co z tego wyszło? Same zobaczcie!
LANEIGE Clear C Advanced Effector
Esencja ta znajduje się w szklanej butli, zawierającej 150ml. Całość utrzymana jest w tonacji srebrno - różowej oraz nie da się ukryć, że wykonanie jest bardzo porządne i miłe dla oka. Nietypowym rozwiązaniem w przypadku płynnych esencji rodem z Korei jest fakt, że została ona wyposażona w sprawną pompkę, a dodatkowo przy jej zakupie dostajemy 60 specjalnych, dedykowanych jej, koreańskich wacików, które są zupełnie inne niż nasze. Jedna strona jest gładka, a druga perforowana i z tego co zrozumiałam, ma ona zapewnić nam także delikatne złuszczenie. 
LANEIGE Clear C Advanced Effector
Konsystencja kosmetyku jest typowo wodnista i faktycznie używanie jej w towarzystwie wacików, to chyba najwygodniejszy sposób jej stosowania, choć na pewno nakładana pacami byłaby bardziej wydajna. Zapach? Delikatnie owocowy, odrobinę czuć, z czego została ona wykonana. LANEIGE Clear C Advanced Effector używałam codziennie rano, zaraz po umyciu twarzy, a potem nakładałam na nią zazwyczaj krem Sulwhasoo, który już bardzo dobrze znam pod kątem działania i kocham go miłością wielką ;) Jeśli nałożymy esencję solo, bez problemu wchłonie się ona do matu. Bez klejenia, bez pozostawiania po sobie jakiejkolwiek warstwy i bez ściągnięcia skóry. Ale pamiętajcie - generalnie jest ona stworzona do metody layeringu. 
LANEIGE Clear C Advanced Effector
Jakie obietnice wobec LANEIGE Clear C Advanced Effector składa producent? Esencja według niego ma za zadanie właściwie tylko nawilżać oraz rozjaśniać, ale witamina C ma zdecydowanie szersze spektrum działania i to było po mojej skórze widać. Najszybciej zauważyłam działanie rozświetlająco - rozjaśniające. Dodatkowo naczynka oraz zaczerwienienia nie są tak widoczne, jak były, a ponadto wszystkie plamki po "okołookresowych" niespodziankach zniknęły nadspodziewanie szybko. Dawno też nie widziałam mojego znienawidzonego "buraczka", który spędza mi sen z powiek. Esencja poprawiła wygląd zmarszczek i zapewne dzięki działaniu antyoksydacyjnemu zapobiega powstawaniu nowych ;) Nawilżenia nie odnotowałam, ale też nie stosowałam jej solo i według mnie, za to odpowiadają kremy bądź serum. Pamiętajcie jednak, by nie stosować esencji na otwarte ranki i podrażnioną skórę ;)
LANEIGE Clear C Advanced Effector,
Dotychczas stosunkowo rzadko byłam zadowolona z produktów zawierających w nazwie witaminę C, wszak często podrażniały mi skórę. Mimo to LANEIGE Clear C Advanced Effector dosłownie skradł moje serce i z miłą chęcią wrócę do niego w przyszłości, wszak świetnie robi to, co ma robić, a także oferuje dokładnie to, czego po witaminie C mogę się spodziewać. Jednocześnie nie serwuje mi w pakiecie żadnych skutków ubocznych. Jest miłość! Za esencję zapłacicie na Jolse 36.80$. I według mnie zdecydowanie warto :)
A jaki jest Wasz ulubiony produkt zawierający witaminę C? Zdarzały Wam się kiedyś nieprzyjemności związane z jej stosowaniem? A może znacie opisany przeze mnie produkt LANEIGE? Dajcie koniecznie znać!

czwartek, 10 października 2019

Miodowa Mydlarnia Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki" - czyli przygody z naturą na bis

Do blogerek eko i tych stawiających głównie na naturę bardzo mi daleko, ale i w moje ręce wpadają czasem tego typu produkty :) Tym razem jest to Miodowa Mydlarnia Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki" ze sklepu https://triny.pl/. I teraz pora na małą dygresję. Nigdy nie byłam fanką maseczek, jednak z czasem odkryłam ich naprawdę magiczne właściwości, co spowodowało, że po prostu postanowiłam się przemóc i zacząć regularnie je stosować. No a najlepiej, żeby było szybko, prosto oraz skutecznie. Jak w te ramy wpisał się "Miód i Truskawki"? Przeczytajcie same! ;)
Miodowa Mydlarnia Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki"
Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki" marki Miodowa Mydlarnia umieszczona jest w 25 gramowym słoiczku, który zapakowano w elegancki kartonik z instrukcją obsługi. Jest ładnie, prosto i ekologicznie ;) Kosmetyk ma konsystencję proszku, który musimy rozrobić sobie z wodą. I tu u mnie zawsze pojawiał się problem, bo czego bym nie zrobiła, zawsze konsystencja była za rzadka, lub za gęsta :D I albo ciężko było mi ją rozprowadzić na twarzy, albo maska z niej spływała :P Ma się ten dryg ;) Finalnie cały słoiczek starczył mi na 5 aplikacji, ale nie będę kłamać - wsypywałam zazwyczaj trochę więcej proszku niż każe producent przez moje eksperymenty i problemy z uzyskaniem właściwej formuły... Generalnie proszek to forma dla cierpliwych albo wprawionych, wszak ja myślałam, że podczas "mieszania" trafi mnie przysłowiowy szlag xD
Miodowa Mydlarnia Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki"
I teraz tak: ta maseczka pachnie. Dla mnie tylko podczas nakładania, według mojego męża cały czas (tak, on też używał). Jest to zapach naturalnego miodu przemieszanego z truskawkami i według mnie nie jest on super przyjemny (nie lubię aromatu miodu), ale do przeżycia. A z kolei mój mąż powiedział, że maseczka tak śmierdzi, że aż mu niedobrze xD (jaki delikatny :P). W każdym razie mnie ten aromat do stosowania nie zniechęcił i zużyłam całe opakowanie ;) Po rozrobieniu maseczka robi się bordowa, zasycha na twarzy i bardzo ciężko się ją zmywa nawet przy pomocy gąbeczek celulozowych :) Wydaje mi się, że może to być wina miodu, który jest tu obecny na pierwszym miejscu w składzie. Poza tym, znajdziemy w nim jeszcze truskawki w proszku, kozie mleko i czerwoną glinkę.
Miodowa Mydlarnia Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki"
Co jednak z działaniem? Po zastosowaniu Maseczki do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki" Miodowej Mydlarni, zaobserwowałam głównie piękne wygładzenie, zmiękczenie skóry, oraz ukojenie mojego rumienia i popękanych naczynek w okolicy nosa :) W dodatku wszystko to dostałam bez uczucia jakiegokolwiek ściągnięcia ;) Przy dłuższym stosowaniu producent obiecuje także poprawę jędrności, a także wygładzenie drobnych zmarszczek, ale mnie nie dane było tego doświadczyć.
Maseczka do Twarzy, Szyi i Dekoltu "Miód i Truskawki" Miodowa Mydlarnia kosztuje 25,73zł. Ogólnie rzecz biorąc z jej działania jestem nawet zadowolona, ale znam produkty, które zafundują mi ten sam efekt bez mało przyjemnych doznań zapachowych oraz bez mieszania proszku z wodą, które szybko znienawidziłam :P Miodowa Mydlarnio, może przygotujesz wersję w tubce dla leniwych? :D Byłoby mi bardzo miło :D Jeśli jednak bardzo ważny jest dla Was naturalny skład, to przyznać muszę że maska robi swoje, ale jej forma po prostu mi nie odpowiada. Na całe szczęście w asortymencie sklepu każda z nas znajdzie coś dla siebie. Gotowe tubki, słoiczki, płachty, proszki i saszetki ;)
A Wy jakie formy maseczek lubicie najbardziej? Zwracacie uwagę na składy produktu? Nie denerwuje Was rozrabianie maseczek? Dajcie koniecznie znać :)

sobota, 5 października 2019

Natural Secrets Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą, czyli wieczorne SPA

Wieczorne SPA, bez dobrego peelingu chyba nie może się obejść ;) Ja bardzo ten rytuał lubię, ale jako osoba chorująca na łuszczycę, muszę uważać podczas wyboru tego typu kosmetyków. Nie może być on zbyt ostry, te na bazie soli odpadają całkowicie (chyba, że raz na "ruski rok" nie mam ani jednej zmiany na ciele), za małe drobinki z kolei też potrafią napsocić w inny sposób (czasem np. ciężko je spłukać), więc najchętniej stawiam na peelingi oparte na drobinkach cukru, zanurzonych w  naturalnych olejach. Tak więc, gdy dotarł do mnie Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets, czym prędzej przystąpiłam do testów :) Co z tego wynikło?
 Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets
Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets zapakowano w ciężki, szklany słoik, przypominający te do weków. Nie jest to może najpraktyczniejsze rozwiązanie pod prysznicem, ale w wannie stosowało mi się go całkiem wygodnie. Jedyny minus, jaki dostrzegłam to fakt, że że szkło nie jest "kotoodporne" a moje zwierzaczki z wielkim zamiłowaniem bawią się w wannie i niestety zdarzało się, że coś tam potłukły :P Co ważne - słoiczek nie przecieka, więc na upartego możemy go zabrać ze sobą na wyjazd, choć jest to bardzo niepraktyczne ;) Poza tym, na zużycie go 250ml mamy 12 miesięcy. Jeśli chodzi o aromat tego produktu, peeling ma dla mnie bardziej zapach zielonej herbaty, ale gdzieś w tle, pobrzmiewa także słodkie mango. Po użyciu delikatnie utrzymuje się on na ciele przez jakiś czas.
 Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets
Funkcję ścierającą w  Peelingu Cukrowym Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets - jak sama nazwa wskazuje - pełnią małe drobinki cukru. Mają one na tyle przemyślany kształt i rozmiar, iż moc ścierającą określiłabym jako średnią, czyli moją ulubioną. Jest ona nam w stanie zapewnić zarówno złuszczenie, wygładzenie oraz zmiękczenie, jak i naprawdę przyjemny masaż. Cukier zatopiony jest w mieszaninie olejów więc właściwie przed każdym użyciem należałoby go dobrze wymieszać, jednak dla mnie nie stanowi to problemu. Ciekawym dodatkiem, są także znajdujące się wewnątrz kosmetyku zmielone kawałki zielonej herbaty :) Wydajność również stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, jednakże u mnie w domu nie do końca można to określić, ponieważ mój mąż namiętnie korzysta ze wszystkiego, co pojawia się w łazience i sypialni (tak, kremy przeciwzmarszczkowe też są spoko).
Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural secrets
Po zastosowaniu peeling pozostawia po sobie na ciele delikatny, przyjemny film, dzięki któremu skóra jest gładka, miękka, nawilżona i odżywiona. Ja lubię tego rodzaju atrakcje, ponieważ jestem balsamowym leniem. Po użyciu specyfiku tego typu, mogę odpuścić sobie smarowanie, a ciało mimo wszystko wygląda bardzo ładnie. Za to wielki plus. Poza tym, przy regularnym stosowaniu, na pewno zauważyć można poprawę wyglądu naszej skóry.  Za kosmetyk ten zapłacie 35zł i moim skromnym zdaniem - warto się na niego skusić ;) Dorównuje albo nawet przewyższa on wiele droższych peelingów na rynku. No i ma przyjemny skład :)

P.S. Produkt ten pochodzi ze sklepu https://triny.pl/ i miałam z nim do czynienia też jako klientka. Do złożenia tam zamówienia zachęcił mnie mnie spory wybór produktów, zdarzające się kody rabatowe, stosunkowo niska kwota potrzebna do darmowej wysyłki (pamiętam, że odbierałam paczkę z żabki obok domu :D), oraz szybki czas realizacji, wszak należę do tych niecierpliwych :D A dodatkowo można truć na wszystkich dostępnych kanałach obsłudze sklepu, który zawsze chętnie doradza nawet zwykłym klientom ;) Kupowałam raz, ale byłam bardzo zadowolona :)
A Wy znacie Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets? Lubicie peelingi cukrowe, czy wolicie jakieś inne? A może macie już wyrobioną opinię na temat sklepu Triny? Polecacie coś z ich asortymentu szczególnie? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 30 września 2019

Super+ O2 BB Cleanser Skin79, czyli jak zastąpić oleje w demakijażu

Mam nadzieję, że po tym jak u nas w kraju zapanowała moda na pielęgnację azjatycką, wszyscy już wiedzą, że twarz najlepiej oczyszczać dwa razy :) Raz - za pomocą olejku z emulgatorem, a drugi - delikatnym żelem bądź pianką. Co jednak w sytuacji, kiedy niekoniecznie dogadujemy się z zalecanym pierwszym etapem? Ano szukamy alternatyw! I o tej właśnie alternatywie dla olejków myjących chciałam Wam właśnie dziś opowiedzieć :) Mowa o Super+ O2 BB Cleanser Skin79, czyli nowszej wersji żelu O2 BB Cleanser Skin79.
Super+ O2 BB Cleanser Skin79
Super+ O2 BB Cleanser Skin79 znajduje się w prostym, przezroczystym opakowaniu typu airless, zawierającym 100g kosmetyku. Posiada ono wiele zalet. Między innymi jest higieniczne, regularnie możemy kontrolować poziom zużycia kosmetyku, ma bardzo sprawnie działającą i wygodną pompkę, która nie strzela na wszystkie strony, łatwo je przewozić i jest przyjemne dla oka. Do umycia całej twarzy, wystarczają nam dwie dozy, ale kosmetyk ten jest całkiem wydajny :) Co do zapachu - nowsza wersja pachnie dla mnie owocami, a w starszej czuć było tylko "świeżość". Jak więc jej używać? Najpierw rozprowadzamy żel na dłoniach, a potem delikatnie masujemy twarz, oczy i usta około minuty, wszak producent deklaruje, że możemy wykonać nim demakijaż nawet tych newralgicznych miejsc. Co ciekawe - ta wersja pianki praktycznie niemalże się nie pieni :)
Super+ O2 BB Cleanser Skin79
Super+ O2 BB Cleanser Skin79 po zetknięciu z wodą zmienia się w delikatną emulsję, która jednocześnie bardzo łatwo usuwa nawet najcięższy makijaż. Zmywałam nią kremy BB wypryskane utrwalaczem, ciężki, ciemny, imprezowy makijaż oka, czerwone szminki i nie zawiódł mnie on ani razu. Dodatkowo - on na serio nie szczypie w oczy, więc śmiało można nim zmywać tusze do rzęs i eyelinery. Twarz po jego użyciu naprawdę jest czysta, co potwierdza także bielusieńki ręczniczek, którym wycieram twarz :)
Super+ O2 BB Cleanser Skin79
Warto również wspomnieć o tym, że mimo swojej "siły rażenia" produkt ten jest naprawdę delikatny. Moja skłonna do rumienia i ściągnięcia cera bardzo dobrze się z nim dogadywała i była w ostatnim czasie wyjątkowo jasna, a demakijaż tego nie psuł (co przy nieodpowiednich produktach się zdarza).  Przez cały okres jej stosowania, nie odnotowałam również pojawienia się żadnego pryszcza ani zaskórnika :) Jest super <3 Jeśli więc nie lubicie olejków emulgujących, bo np. oczy zachodzą Wam mgłą, nosicie szkła kontaktowe, bądź po prostu "nie bo nie" a chcecie mieć pewność, że demakijaż wykonałyście w należyty sposób - zerknijcie koniecznie w stronę Super+ O2 BB Cleanser Skin79 :) Ja jestem z tej pianki bardzo zadowolona - jak chyba z każdej z trzech wersji, które miałam okazję używać ;) Kosztuje ona 17$ lub 79zł i na stronie Jolse możecie prześledzić w jaki sposób ewoluowała :)
Lubicie olejki do demakijażu? Jakiego produktu do tego celu aktualnie używacie? Dajcie koniecznie znać, może mnie czymś zainspirujecie :D

środa, 25 września 2019

Nowości z ostatnich dwóch miesięcy. Czy szalałam? ;)

Wrzesień powoli chyli się ku końcowi, więc pora już zaprezentować co trafiło do mnie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, poza giftami z Hello Asia 4. Jak na tyle tygodni, na szczęście nie szalałam zbyt mocno i moje zakupy znajdują się tylko na pierwszych trzech fotografiach oraz połowie czwartej :P (ale za to mam nowe meble w sypialni <3) Przejdźmy jednak do rzeczy i zobaczmy, czego będę używać w najbliższej przyszłości, lub co już stosuję :)
black liner nowości
cosrx avene isntree
Na fali zachwytu nad działaniem Cosrx BHA Blackhead Power Liquid, zakupiłam sobie Cosrx AHA7 Whitehead Power Liquid. Ten czarny odstawiłam i teraz uwaga - zachwycam się fioletowym :D Dodatkowo tę wersję pokochał także mój mąż więc na dobrą sprawę niebawem można spodziewać się jego recenzji, bo już kończymy butelkę :P Zakup Koncentratu Avene Ystheal Intense, to w sumie tylko i wyłącznie wina Patrycji, która rekomendowała go, jako dobry na początek przygody z retinoidami. Idzie jesień - nie da się ukryć, więc będę próbowała. Z kolei na następcę Cosrx wytypowany został IsnTree Clear Skin 8% AHA Essence. Zobaczymy, jak ona da sobie z nami radę :) 
Nie da się ukryć, że zakup Tonizującej Kuracji Rozjaśniającej Natural Secrets Premium, to również wina Interendo :D Tak ją zachwalała, że moja słaba silna wola poległa, a ja potulnie się na nią skusiłam :P Odżywka do Rzęs Long4Lashes towarzyszy mi już od wielu lat i od czasu do czasu do niej wracam, więc należy uznać, że po prostu nadszedł "ten moment". Z kolei maseczka Miya My Pure Express 5-minutowa Maseczka Oczyszczająca kusi mnie już właściwie od premiery :D Dobre opinie na jej temat napływały do mnie zewsząd, więc i ja w końcu zdecydowałam się przygarnąć ją pod swój dach :)
everyshine mizon, borntree
Tu z kolei widać zakupy z targów Beauty Days. Skusiłam się na piankę do mycia twarzy EveryShine Mousse Rose Foam Cleanser, a do niej otrzymałam gratis trzy maski w płachcie tejże marki oraz maskę Mizon Push Out Volcanic Gommage. Bardzo okazyjnie udało mi się też kupić esencję do twarzy Borntree Birch Avenue Essence, którą Pani Sonia szczególnie chwaliła na ostatnim Hello Asia a na spółkę z Interendo i Magdą Love Dots nabyłyśmy pakiet maseczek 9CCDeep Sea Perl Brightening Moisturizing Pack
sulwhasoo hada labo dr.jart
Ostatnią rzeczą, jaką kupiłam na przestrzeni tych dwóch miesięcy, są miniatury Sulwhasoo Essential Firming Cream EX, który świetnie sprawdza mi się w towarzystwie kwasów i po prostu lepiej się czuję, kiedy mam go w domu oraz mogę go użyć w razie potrzeby :) Z kolei Lotion Hada Labo Shirojyun Premium Whitening Lotion (wybielający) oraz miniaturki Dr.Jart+ z serii Ceramidin dostałam od Patki podczas odwiedzin u niej :)
skin79 laneige
Jeśli chodzi o Jolse, tym razem zdecydowałam się przetestować BB Super O2 BB Cleanser Skin79 oraz BB Super Beblesh Balm Skin 79 w nowych odsłonach. Miałam je już w starszych wersjach i bardzo lubiłam, ale po pierwszych testach muszę przyznać, że niewiele się chyba w tej materii zmieniło :) Poza tym, trafił do mnie także Laneige Clear C Advanced Effector, czyli tonik z wysoką zawartością witaminy C. Ktoś mi go polecił i chyba bardzo dobrze trafił :D
Kinvane
Apropos poleceń: krem Kinvane Cica Balm rekomendowała Pani odpowiadająca za kontakty z Jolse i - szczerze powiedziawszy - tak mnie zachęciła, że zdecydowałam się go przetestować ;) Swoją drogą musi być wyjątkowo skuteczna, bo widziałam że skusiła na niego także Secretaddiction, u której już możecie przeczytać jego recenzję. Ale nie martwcie się, na pewno ja i mój policzkowy buraczek dołożymy swoje trzy grosze :D Dlaczego ten krem jest na oddzielnym zdjęciu? Bo miałam go w łazience, a o nieszczęśniku przypomniało mi się już po sesji zdjęciowej :P
natural secrets miodowa mydlarnia
Z kolei za sprawą sklepu Triny.pl trafiły do mnie trzy kosmetyki naturalne. Pierwszym z nich jest Peeling Cukrowy Orzeźwiający Melon z Zieloną Herbatą Natural Secrets, który od razu wpadł mi w oko, wszak zawiera cukier jako "substancję złuszczającą" i ma zapach dwóch rzeczy, które uwielbiam :D Z kolei na Esencję Aloesową Natural Secrets Premium zdecydowałam się ze względu na to, że jest wychwalana wszem i wobec (jeszcze chwila i wyskoczyłaby mi z lodówki :D). Używam jej już jakiś czas i wiecie co - chyba faktycznie sporo w tym prawdy... Ostatnia rzecz, to z kolei Maseczka Miód i Truskawki Miodowa Mydlarnia. Napiszę z pewnością jej recenzję, ale już mogę Wam zdradzić, że mój mąż orzekł iż niemiłosiernie śmierdzi :D
beauty days upominki
Tutaj z kolei widać po prostu upominki od organizatorów Beauty Days :) Są sztuczne rzęsy Ardell, mleczko do demakijażu Natura Siberica, szampon Basiclab, Batiste, mydełko LaQ i wiele, wiele innych. Nie pojechałam tam po prezenty (to na co miałam ochotę kupiłam sama) i zapewne trafią one do mojej rodziny, ale mimo wszystko miło, że organizator o nas pomyślał :) (mnie najbardziej spodobał się długopis i karteczki, których nie ma na zdjęciu xD) Na minus muszę zaliczyć to, że zgubiłam się w tych wielkich halach kilka razy, bo oznakowanie było tak słabe oraz fakt, że ciężko było tam znaleźć sale wykładowe. Ale świetne towarzystwo wystarczyło, żeby się dobrze bawić :D Nawet mój mąż wyszedł zadowolony, wszak trafił na ciekawych wystawców męskich produktów oraz fajnego barbera, z którym poplotkował o włosach, brodzie i kosmetykach, a dodatkowo załapał się na strzyżenie :) Strefa dla panów również była spora, więc śmiało możecie ich zabrać :)
I to już wszystko, co trafiło do mnie tym razem :) Wpadło Wam coś w oko? :) A może któryś z tych kosmetyków już znacie? Dajcie koniecznie znać!

P.S. Przepraszam za długi zastój na blogu, ale ostatnio jestem wybitnie nie w formie. Ciało mi się buntuje :D

wtorek, 17 września 2019

Hello Asia 4, czyli kontynuacja tradycji

Siódmego września miałam okazję uczestniczyć w czwartej już edycji Hello Asia, organizowanej przez Interendo. Osobiście byłam jeszcze na dwóch poprzednich i do dziś ciepło je wspominam (pierwsza niestety mnie ominęła bo zarezerwowaliśmy urlop ze znajomymi i nie dało się go przesunąć :/). Tym razem spotkanie również odbyło się w Grudziądzu i także w sali konferencyjnej Yasumi, ale mimo tego samego miejsca, absolutnie nie było nudno :) Z resztą same zobaczcie!
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W tym roku spotkanie zaczęliśmy od sesji fotograficznej na patio :) Całą grupą zrobiliśmy sobie eleganckie zdjęcia grupowe i powoli poszliśmy do sali konferencyjnej, gdzie czekała na nas herbata, kawa, babeczki i inne przekąski :) 
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Po chwili swobodnej rozmowy, Sonia (Kosmetyczka z Korei) prowadząca sklep koreanunicorn.pl zaprezentowała nam swoje kosmetyki i opowiedziała nam o realiach prowadzenia tego typu interesu w Polsce. Ile kosztuje zarejestrowanie jednego nowego produktu w kraju, o kontaktach z dostawcami, logistyce, transporcie, skąd biorą się wyższe ceny oraz wiele, wiele innych rzeczy. Następnie poruszyliśmy jeszcze temat nadchodzących targów Beauty Days oraz rozdano nam upominki. 
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Sonia przywiozła każdemu kosmetyk marki Commleaf, od Yasumi dostaliśmy zestaw prezentowy wraz z bonem na zabieg do wykorzystania na miejscu, a resztę wyczarowała dla nas jak zawsze niezawodna Patrycja. W oczekiwaniu na swoją kolej w gabinecie kosmetycznym, poszłam relaksować się w strefie SPA, która w tym roku była dosłownie "cała dla nas" ;)
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Najpierw przebrałam się w kostium kąpielowy i założyłam szlafrok, oraz na 10 minut zaległam na leżaku zawzięcie walcząc ze swoim selfie stickiem, którego mimo wszystko nie udało mi się namówić do współpracy :D (dziad nie chciał połączyć się z telefonem przez bluetooth). Potem zrezygnowana poszłam razem z Anią (Kolorowy Kraj) do jacuzzi i spędziłyśmy tam dobre pół godziny na rozmowie, masażu oraz zabawie ustawieniami wanny (można było zmienić nawet kolor światełek!).
spotkanie blogerek Hello Asia 4
Potem na kilka minut udałyśmy się do sauny (również we dwie, bo strefa SPA jakoś nie miała zbyt dużego wzięcia). Zmieniłyśmy kolor światełek z czerwonego na turkus żeby było milej, rozsiadłyśmy się na samym dole, chwilę pogadałyśmy i ruszyłyśmy pod prysznic oraz wskoczyłyśmy z powrotem w swoje ubrania :) Całość zajęła nam chyba koło godziny ;)
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W tym czasie, większość zaczęła już wracać z zabiegów, które zafundowało nam w tym roku Yasumi. Po chwili także ja udałam się na rytuał Osaji, który polega na masażu specjalnie zaprojektowanymi, ceramicznymi łyżeczkami. Ma on za zadanie redukować obrzęki, detoksykować skórę, liftingować, oraz usunąć martwe komórki naskórka. Szczerze powiem, że byłam bardzo zadowolona z efektów i moja cera rzeczywiście wyglądała po nim znacznie lepiej :) Po powrocie czekała mnie znowu chwila przyjemnej rozmowy, obiad i wtedy okazało się, że już praktycznie 15:00 i pora zbierać się do domu. Te 6 godzin z Wami naprawdę przeleciało mi przez palce! :D
spotkanie blogerek Hello Asia 4
W spotkaniu udział wzięli: 
Organizatorka Patrycja - Interendo
Magda - Love Dots
Kasia - Myskinstoryy
Ania - Kolorowy Kraj
Ola - Wroobela
Monika - Candymona
i ja :D

A poniżej możecie zobaczyć wszystkie upominki, jakie dostaliśmy tego dnia w Grudziądzu, na Hello Asia 4 :) Nie powiem, szczególnie lodóweczka na kosmetyki zrobiła na mnie wrażenie :D Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok :) Bardzo się cieszę, że mogłam być tego dnia z Wami i dziękuję Pat za zaproszenie ;*
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4
spotkanie blogerek Hello Asia 4







środa, 11 września 2019

AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok, czyli o antypatii do balsamów słów parę

Nie wiem na ile jest Wam znana moja antypatia do balsamów do ciała i stosowania ich, ale generalnie przez wiele lat unikałam tego typu kosmetyków jak ognia. Bo tłuste, bo się lepiły, bo śmierdziały, generalnie zawsze coś było z danym produktem nie tak jak powinno. Od około 5 lat staram się z tym walczyć i powoli szukam produktów z różnych półek cenowych, które spełnią dwa zadania - nawilżą oraz odżywią moją skórę i będą szybko się wchłaniać, nie pozostawiając po sobie żadnych kłopotliwych "pamiątek". Jak wypadł oceniany w ten sposób AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok? Zapraszam do lektury!
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok ChokAA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok znajduje się w prostej, zielononiebieskiej tubce w kropki ze stworkiem, który przypomina trochę króliczka ;) Nie jest ani porywająco, ani elegancko, ale za to prosto, trochę słodko (zalatuje "kawaii") oraz higienicznie. Całe opakowanie zawiera 200ml produktu i jest ważne 6 miesięcy od pierwszego otwarcia. Formuła produktu oparta jest z kolei na kwasie hialuronowym oraz wąkrotce azjatyckiej. Producent obiecuje nam nawilżenie, sprężystość, witalność, blask, oraz to co mnie do tego produktu przyciągnęło - szybką wchłanialność! ;)
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok
Zapach balsamu jest przede wszystkim dość delikatny. Przyjemny, ale nie porywający. Mnie przypomina on coś w stylu roślinności po deszczu :) Trochę liści, trochę kwiatków, odrobina słodyczy, nic szczególnie konkretnego, ale nigdy mnie nie drażnił, nawet gdy akurat miałam migrenę ;) Na skórze nie utrzymuje się on chyba wcale... Konsystencja produktu, to coś pomiędzy balsamem, a żelem i bardzo przypomina mi on wiele kremów do twarzy rodem z Korei. Całość bardzo łatwo nabiera się na palce oraz rozprowadza po skórze, sprawiając że aplikacja produktu staje się lekka i przyjemna :) Co ważne, bardzo szybko się on wchłania nie pozostawiając po sobie uczucia tłustości, czy lepkości.
AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok
Jak zatem AA Hydro Sorbet Korea Hydro Balsam Chok Chok działa? Skóra już po pierwszym użyciu staje się gładsza, sprężysta i po prostu ładniejsza, a przy regularnym, wieczornym stosowaniu udaje mu się utrzymać świetny wygląd skóry. Jest ładnie nawilżona, odżywiona oraz wygładzona, a ja nie odczuwam żadnej suchości, swędzenia czy ściągnięcia. Co ważne - w przypadku małych ranek i skaleczeń, nie powoduje żadnego szczypania co jest bardzo istotną sprawą jeśli chorujecie na AZS lub łuszczycę :) Nie spodziewajcie się po nim mega odżywienia, ale to bardzo dobry produkt, dla osób, które powinny, a nie lubią stosować smarowideł do ciała ;)
Podsumowując: kupiłam ten balsam w ciemno, bo po prostu zwrócił moją uwagę w drogerii, a podczas ostatniej promocji, już sprawiłam sobie drugie opakowanie. Dla mnie jest świetny - niedrogi (15.99), przyjemny w użytkowaniu, lekki oraz skuteczny (choć może nie grzeszy wydajnością). Na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę ;)
A Wy jakie macie wymagania względem balsamów do ciała? Robicie to regularnie czy też podchodzicie do tego jak pies do jeża? :D

czwartek, 5 września 2019

TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink, czyli o kocich pomadkach słów parę

W sobotę jadę na Hello Asia 4 i żeby wczuć się w klimat, postanowiłam napisać recenzję kosmetyku do cna przesiąkniętego tą częścią świata. Mnie na samym początku przygody z koreańskimi produktami, kojarzyły się one głównie ze słodkimi opakowaniami: kotkami, pomidorkami, pieskami, warzywkami oraz kwiatuszkami wszelkiej maści. Bo są takie kawaii :D (czyli po polsku: sympatyczny, uroczy, czarujący, śliczny, słodki, milutki). W ten trend idealnie wpisuje się pomadka TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink. Jak się u mnie spisała? Przeczytajcie same!
Zaczniemy od tego, co w tej pomadce najważniejsze, czyli od opakowania! Jest ono wykonane z porządnego plastiku i częściowo z metalu. Sama obsadka szminki jest biała, ale posiada ona skuwkę w kolorze pomadki. Na końcu produktu znajduje się mała figurka kotka, który co ciekawe - w zależności od koloru szminki ma inną minę :D Wewnątrz znajdziemy 3.4g kosmetyku, ważnego 2 lata od otwarcia. Sztyft ma klasyczny kształt, ale zauważyłam, że dzięki ostrym krawędziom i ogólnie dobrze wyprofilowanemu sztyftowi, bardzo łatwo wyrysować nim usta bez konturówki, nawet w przypadku intensywnego koloru.
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Kolor nr 02 Heroine Pink, to połączenie różu z delikatną, malinową czerwienią o neutralnym podtonie. Wykończenie pomadki jest typowo satynowe, lekko i subtelnie odbijające światło oraz wyglądające na ustach naprawdę elegancko. Nie ma ona żadnych drobinek, pięknie podkreśla naturalny odcień ust, a pigment niejako "wżera się" w wargi, co powoduje, iż nawet po wytarciu się koloru, nadal mają delikatny odcień. Mój Heroine Pink jest bardzo uniwersalny, bo pasuje zarówno do pełnego makeupu, jak i do wytuszowanych rzęs ;) Co ciekawe, łatwo tą pomadką wykonać modne w Azji ombre, a wtedy zyskujemy zupełnie inny wygląd oraz prezentację tego odcienia ;)
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Sam sztyft ma bardzo komfortowy poziom twardości, który sprawia, że pomadka jednocześnie bardzo łatwo i komfortowo sunie po ustach, jak i jest dobrze przytwierdzona do opakowania (chyba żadna z nas nie lubi "gibiących się" pomadek, prawda?). Szminka niestety nie posiada żadnego smaku, ale za to ładniutko i delikatnie pachnie słodkimi owocami. Bez jedzenia, utrzymuje się ona na moich wargach około 4-5 godzin, pod koniec leciutko wchodząc w załamania i delikatnie zbierając się na złączeniu warg. TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink nie podkreśla za to suchych skórek ;)
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Niestety TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink w żaden sposób naszych warg nie nawilży i mimo naprawdę wielu zalet, mam wrażenie, że w te gorsze dni, ma nawet tendencję do lekkiego wysuszenia (uczciwie jednak przyznaję, że zdarzyło się to dosłownie kilka razy, a dodatkowo mam bardzo podatne na takie rzeczy usta). Wtedy jednak, gdy wracam do domu, po prostu ją zmywam i nakładam ulubiony balsam.
TonyMoly Bling Cat Cotton Lipstick 02 Heroine Pink
Czy żałuję, że zdecydowałam się na wypróbowanie pomadki w gadżeciarskim opakowaniu? Absolutnie nie! Pomijając fakt, że za każdym razem gdy ją wyjmuję, robi ono furorę, to cieszy także moje oko. Poza opakowaniem, wnętrze też okazało się być porządne i niezłej jakości, choć może nie idealne ;) Kupicie ją bez problemu za 7.50$ na Jolse. I jeśli Was skusiłam, to chyba warto się pospieszyć, bo nie jestem pewna, czy to nie edycja limitowana.
Kupujecie czasem oczami? Zdarzyło Wam się kupić coś w ciemno, dlatego że miało ładne opakowanie? Dajcie koniecznie znać jak jest z tym u Was!

sobota, 31 sierpnia 2019

BHA Blackhead Power Liquid Cosrx, czyli witamy kwasy w pielęgnacji

Dość długo miałam obawy przed wprowadzeniem kwasów do swojej pielęgnacji. Zmieniłam jednak zdanie, gdy w wiosną nawiedził mnie kolejny wysyp zaskórników różnej maści, będących cudownym skutkiem ubocznym zażywanych leków (morfologię pierwszy raz od 10 lat mam w normie, ale twarz na tym ucierpiała xD). Moje zmiany, zlokalizowane były głównie na linii żuchwy oraz włosów. Aby nie zaczynać nowej przygody zbyt inwazyjnie, postawiłam na produkt Cosrx, o nazwie BHA Blackhead Power Liquid. (wcześniej jako pierwszy kupiłam sobie płyn z kwasem migdałowym Pharmaceris, ale wypaprałam go w 2 tygodnie :P). Co dobrego zrobił on dla mojej cery? Czy warto było po niego sięgnąć? Same zobaczcie :)
BHA Blackhead Power Liquid Cosrx
Dziś zacznę może od tego, co na temat BHA Blackhead Power Liquid Cosrx mówi producent :) Według niego kosmetyk, ma nam zapewnić dogłębne oczyszczenie porów, złuszczenie martwego naskórka, regulację wydzielania sebum, rozświetlenie, a dodatkowo wspomóc walkę z zaskórnikami oraz zapobiegać ich wysypowi. Brzmi dobrze :) A co produkt ten zawiera? Ano wyciąg z kory wierzby białej, który działa ściągająco, przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie, a także tonizuje, odżywia oraz koi. Zawiera on także salicynę, z której wytwarzany jest kwas salicylowy. Poza tym, znajdziemy w nim również betainę (nawilża i poprawia elastyczność), argininę oraz kwas hialuronowy. Ja używałam BHA Blackhead Power Liquid Cosrx  przez całe lato, ale pamiętajcie, o zabezpieczeniu przed promieniami słonecznymi, bo stosowanie go bez filtrów, grozi przebarwieniami :) Gdy już wiemy z czym to się je, pora przejść do kwestii technicznych. Płyn ten, zapakowany jest w prostą butelkę z matowego plastiku, mającą na sobie jedynie prosty nadruk z logo firmy oraz nazwą kosmetyku. Według mnie jest minimalistycznie, ale estetycznie i porządnie. Pompka działa bez zarzutu, a całość nie niszczy się, mimo tego że zwiedziła ze mną niejedno miejsce. Wewnątrz znajduje się 100ml produktu, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia :)
BHA Blackhead Power Liquid Cosrx
Wewnątrz opakowania, znajduje się przezroczysty, bezzapachowy płyn, przypominający mi coś pomiędzy wodą a olejkiem :D Po nałożeniu na twarz (ja używam paluszków, ale trzeba się spieszyć przy nakładaniu, bo trochę z nich spływa), nie pozostawia on po sobie żadnego filmu, a jedynie lekkie uczucie wygładzenia. Czuć go potem naprawdę bardzo delikatnie i absolutnie nie powoduje to żadnego dyskomfortu. BHA Blackhead Power Liquid Cosrx zawiera w sobie kwas, ale u mnie nie powodował on pieczenia ani szczypania, jeśli na twarzy nie miałam żadnych otwartych ranek. Za to mój mąż odmówił stosowania płynu, bo stwierdził, że piecze :P Produkt nakładałam codziennie na noc, pod krem Sulwhasoo z poprzedniej recenzji.
Jak zatem BHA Blackhead Power Liquid Cosrx spisał się u mnie? Przede wszystkim nie spowodował żadnego widocznego łuszczenia, ani wysypu za co warto przyznać mu ogromny plus :) Mimo to, nie mogę odmówić temu produktowi skuteczności ;) W trakcie jego stosowania, moja cera stała się ładnie nawilżona, oraz rozświetlona (to dobre słowo, bo przebarwień ani piegów nie rozjaśnił) a pory oczyszczone. Zaskórniki otwarte zniknęły całkowicie i przestały pojawiać się nowe, a te zamknięte udało mu się usunąć częściowo, ale jak sama nazwa wskazuje - nie taka była jego rola. Moja twarz jest dzięki niemu widocznie gładsza i po prostu dużo ładniejsza. A z końcówką zaskórników zamkniętych, walczę aktualnie z pomocą Cosrx AHA 7 Whitehead Power Liquid.
Podsumowując, ja jestem bardzo zadowolona z efektu, jaki udało mi się osiągnąć dzięki stosowaniu BHA Blackhead Power Liquid Cosrx. Jego cena na Jolse wynosi niecałe 18$, ale przy tej wydajności oraz skuteczności zdecydowanie polecam :) Zwłaszcza jeśli macie podobny problem i wrażliwą cerę. Ja po kilku miesiącach stosowania w końcu czuję się lepiej ze swoją twarzą :D Trzymajcie kciuki, żeby tak zostało :)
A Wy macie tego typu problemy? Znacie markę Cosrx? Stosowałyście już ich produkty? A może znacie BHA Blackhead Power Liquid Cosrx? Dajcie koniecznie znać! ;)

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Sulwhasoo Essential Firming Cream EX, czyli kolejna gra o twarz :P

Moja cera od ponad roku szaleje, obierając coraz to nowe kierunki, sprawiając iż ja muszę na bieżąco dostosowywać się do aktualnej sytuacji (chyba warto wspomnieć, że nie jest to wina złej pielęgnacji, tylko objawy choroby i skutki uboczne leków, które biorę, bo wtedy ten cyrk się zaczął) A to grudki na policzkach oraz czole, a to rumień, a to zmarszczki... Do tego należy dodać jeszcze fakt, iż moja skóra jest cienka i łatwo ją odwodnić  Udało mi się tego dokonać podczas stosowania kwasu migdałowego, a że wtedy w ręce wpadła mi akurat miniatura Sulwhasoo Essential Firming Cream EX i wydała mi się zachęcająca, postanowiłam zamówić na Jolse pełnowymiarowe opakowanie. Jak spisało się na dłuższą metę? Same zobaczcie!
Sulwhasoo Essential Firming Cream EX
Samo opakowanie nie jest za bardzo w moim guście, ale widać po nim, że to kosmetyk marki premium. Czuć w dłoni jego ciężar, jakość każdego materiału i dokładne wykonanie. Białopomarańczowy słoiczek zawiera aż 75ml produktu (choć naprawdę nie wygląda!), który jest ważny 12 miesięcy od otwarcia. Wewnątrz opakowania, znajduje się biały, stosunkowo gęsty krem. Stosowany na serum nawilżające lub tonik z kwasami, gładko sunie po skórze i nie spływa z palców, generalnie świetnie współpracując ze wszystkimi produktami, które w międzyczasie stosowałam. Nie liczcie jednak na to, że ów kosmetyk wchłonie się na Waszej twarzy do matu ;) Pozostawia on po sobie delikatny film, ale na całe szczęście nie jest on klejący ani powodujący jakikolwiek dyskomfort.
Sulwhasoo Essential Firming Cream EX
Bardzo ciekawą rzeczą w tym produkcie jest zapach - świeży, mocno ziołowy, dość męski, ale jednocześnie nie narzucający się. Mnie bardzo się on podoba, ale znam osoby, które nie są w stanie go znieść, więc polecam na początek zakup próbek lub miniatury. Sulwhasoo Essential Firming Cream EX zdarzało mi się stosować pod bazę pod makijaż lub krem BB. Z każdym współpracował bez zarzutu, a makeup pięknie się na nim trzymał.
Sulwhasoo Essential Firming Cream EX
Jakie obietnice składa nam wobec Sulwhasoo Essential Firming Cream EX producent? Krem ten ma za zadanie ujędrnić, odżywić oraz ogólnie poprawić wygląd naszej skóry. Generalnie nic specjalnego ;) A co umieszczono wewnątrz? Sulwhasoo opracowało JISUN Firming Complex ™, czyli specjalny koktajl z jagód goji, czarnej fasoli oraz maranty, która jest w sumie także rośliną doniczkową :P Przejdźmy jednak do konkretów i podsumujmy jakie efekty zauważyłam po jego zużyciu. Na pewno cera podczas użytkowania jest bardziej jędrna i moje mocno widoczne ostatnio zmarszczki na czole są w odwrocie. Skóra stała się gładka, rozświetlona, przebarwienia są mniej widoczne, rumień wyciszony, a wszystkie ranki goiły się dużo szybciej niż zazwyczaj. Dodatkowo nie narzekam już na ściągnięcie, łuszczenie oraz odwodnienie. Co ważne - nie przysporzył mi on żadnych problemów w postaci zaskórników lub pryszczy ;) Za to również wielki plus.
Sulwhasoo Essential Firming Cream EX
Podsumowując: generalnie Sulwhasoo Essential Firming Cream EX jak i cała mnie seria zachwyciły. Krem, tonik, serum i wiele innych produktów świetnie się u mnie sprawdziło, o czym najlepiej świadczy fakt, iż już leci do mnie kolejny zestaw miniatur (one wychodzą najkorzystniej cenowo). Za pełnowymiarowy produkt musimy zapłacić około 70$, ale myślę że ze względu na jego pojemność i genialne działanie - warto. Dodam też, że moja mama również została jego fanką :)
A Wy znacie Sulwhasoo Essential Firming Cream EX? Albo może chociaż o nim słyszałyście? Dajcie koniecznie znać! Jakiego kremu do twarzy aktualnie używacie?