czwartek, 23 maja 2019

Ulubione kosmetyki tej wiosny

Od początku kwietnia nie wspominałam specjalnie o kosmetykach, które nadzwyczaj dobrze się u mnie sprawdziły. Jest jednak pewne top 5, które wyjątkowo polubiłam ;) Niektóre z tych produktów doczekały się już własnej recenzji na blogu, inne nie, ale wszystkie co do jednego, moim skromnym zdaniem są godne zakupu. Co takiego mam na myśli? Same przeczytajcie! :)
ulubieńcy black liner
ulubieńcy black liner dr jart
Zacznę może od produktów, które już miały okazję na łamach bloga gościć :) Pierwszym z nich jest Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+. Uwielbiam w nim absolutnie wszystko, od początku do końca i żałuję, że już go ze mną nie ma :P Miał genialną, żelową formułę, która błyskawicznie się wchłaniała, pozostawiając na skórze przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu, bez uczucia kleistości. Poza tym świetnie nadawał się pod makijaż oraz bardzo szybko widać było efekty jego używania. Na dłuższą metę Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ naprawdę świetnie nawodnił moją skórę! Sprawił, że stała się ona wygładzona, jędrna oraz miła w dotyku. Dodatkowo skutecznie koił mój rumień i nie zaogniał problemu z zaskórnikami ;) Obym miała zawsze tyle szczęścia do kremów! Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
ulubieńcy black liner sulwhasoo first serum
Drugim produktem, który wyjątkowo dobrze zdał u mnie egzamin, jest Sulwhasoo First Care Activating Serum EX. I tutaj też muszę przyznać, że lubię go właściwie za wszystko, a jedyną wadą, jakiej udało mi się w tym produkcie doszukać, jest cena. Poza tym kocham jego ziołowy zapach, wchłanianie się, konsystencję, a także to jak łatwo współpracuje z innymi kosmetykami pielęgnacyjnymi oraz makijażem. Jasnym jest jednak, że gdyby nie działanie, nie znalazłby się tutaj :D Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że po włączeniu Sulwhasoo First Care Activating Serum EX do swojej pielęgnacji, zauważyłam znaczącą poprawę stanu cery. Stała się ona gładsza, rozświetlona, przebarwienia są mniej widoczne, rumień wyciszony, a wszystkie ranki goiły się dużo szybciej niż zazwyczaj. Zaskórników też jest tak jakby mniej... Jeśli czujecie się zaciekawione, koniecznie zerknijcie tu.
black liner ulubieńcy filtr biore
Teraz pora na prezentację rzeczy, które swoich 5 minut na blogu jeszcze się nie doczekały ;) Pierwszą z nich jest filtr do twarzy Biore UV Aqua Rich Watery Gel SPF50 PA ++++.  Uważam, że jest on idealnym produktem do codziennego stosowania pod makijaż i nie tylko. Jest wodoodporny, bardzo szybko się wchłania (w dodatku niemalże do matu), ma lekką konsystencję, nie zauważyłam też zapychania, ani wysuszenia skóry. Wydaje mi się jedynie, że osoby o ciemniejszej karnacji mogą narzekać na bielenie. Mnie to jednak nie przeszkadza bo najważniejsze że w jego towarzystwie nie spotkały mnie żadne nieprzyjemności związane z fotoalergiami, a moje piegi nadal nie wyszły z ukrycia ;) Dodatkowo ja i tak jestem biała jak mąka, więc może sobie bielić :P Pewnie będę do niego wracać :)
ulubieńcy black liner golden rose wibo mood
Przedostatni kosmetyk, o którym będzie dziś mowa, to słynny już chyba podkład Golden Rose Total Cover 2in1 Foundation&Concealer nr 01. Ogólnie rzecz biorąc, jestem wierna kremom BB, ale dziwnym trafem wszystkie te nadające się do stosowania mi "wyszły", więc sięgnęłam do szuflady z podkładami. Tam leżał sobie użyty kilka razy ów gagatek... I cóż się okazało? Wrócił do łask! Na mojej twarzy ma on bardzo dobrą trwałość, długo wygląda nieskazitelnie, nie ciemnieje, łatwo się z nim pracuje i ma piękny, jaśniutki odcień. Dodatkowo elegancko kryje wszystko, czego nie chcę aby zobaczyła reszta świata, jednocześnie wyglądając stosunkowo naturalnie. Jestem na tak i być może pokuszę się o napisanie jego pełnej recenzji :) Ostatnim już produktem, jest jest Fixer Wibo Mood Glow Babe Spray. Ma średni atomizer, ale za to świetnie utrwala makijaż zapewniając mu całodzienną trwałość. Jednocześnie wygląda on na twarzy naturalnie i po prostu ładnie. Szkoda jedynie, że to edycja limitowana, bo wiele kosmetyków z tej serii ponoć się marce udało ;) Jeśli macie okazję, warto w ów kosmetyk zainwestować :)
I to już wszystko na dzisiaj :) Miałyście okazję poznać któryś z tych kosmetyków? A może coś wpadło Wam w oko? Dajcie znać w komentarzach :)

piątek, 17 maja 2019

Sulwhasoo First Care Activating Serum EX, czyli zdrowszy wygląd dla skóry

Sulwhasoo First Care Activating Serum EX to coś pomiędzy serum a esencją. Produkty tego typu posiadają zazwyczaj bardzo lekką konsystencję, która ma za zadanie poprawić wchłanianie kolejnych kosmetyków pielęgnacyjnych, które nakładamy na twarz, oraz zwykle oferuje ono też właściwości nawadniające i rozjaśniające cerę. Co ma w sobie jednak konkretnie first serum Sulwhasoo? Z ponad 3 tysięcy koreańskich ziół, producent wybrał pięć, tworząc JAUM Balancing Complex (między innymi z żeń szenia). Tym sposobem, Sulwhasoo First Care Activating Serum EX stało się jedną z popularniejszych "first serum" rodem z Korei. Czy warto je wypróbować? Same przeczytajcie!
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX znajduje się w białej, nieprzezroczystej butelce ze szkła, zawierającej 60ml kosmetyku. Nie da się ukryć, że gdy trzymamy ją w ręce, ciężar, jakość materiałów i wykonanie, od razu daje nam do zrozumienia, iż mamy do czynienia z produktem ekskluzywnym. Pompka działa w buteleczce bez zarzutu, dozuje odpowiednią ilość produktu, a jedyną rzeczą, do której można się przyczepić jest fakt, że jedynie pod światło widać, ile jeszcze kosmetyku zostało wewnątrz opakowania.
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Wewnątrz buteleczki, znajduje się pomarańczowy, bardzo rzadki żel, bądź jak kto woli - gęsty płyn :P Na upartego, można używać pod Sulwhasoo First Care Activating Serum EX jeszcze toner, ale przyznam szczerze, że ja stosowałam je głównie jedynie w towarzystwie kremu nawilżającego (czasem nakładałam też resztki serum z poprzedniej recenzji), dwa razy dziennie. Kosmetyk ten gładko sunie po skórze, nie spływa z palców i świetnie współpracuje z różnego rodzaju tonikami oraz kremami. Jeśli nałożymy owe first serum solo, wchłonie się ono do matu. Bez klejenia, bez pozostawiania po sobie jakiejkolwiek warstwy i bez ściągnięcia skóry. Ale generalnie nie polecam, gdyż jest stworzone "do towarzystwa" ;). Bardzo ciekawą rzeczą w tym produkcie jest zapach - świeży, mocno ziołowy, dość męski, ale jednocześnie ulotny. Mnie bardzo się on podoba, ale nie jestem pewna, czy wszystkie nosy będą zadowolone :D Czasem to esencjoserum zdarzało mi się stosować pod bazę pod makijaż lub krem BB. Z każdym współpracowała bez zarzutu, a makeup elegancko się na nim trzymał,
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Jakie obietnice składa nam wobec Sulwhasoo First Care Activating Serum EX producent? Ma ono za zadanie przywracać równowagę naszej cerze, odżywić ją, wspomóc nawilżenie, poprawić elastyczność oraz ją rozświetlić. Co z tego wszystkiego zaobserwowałam u siebie? Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że moja skóra dawno nie wyglądała tak świetnie, jak podczas użytkowania tego produktu i naprawdę nie dziwię się, że zyskało ono rangę kultowego :) Cera jest gładka, rozświetlona, przebarwienia są mniej widoczne, rumień wyciszony, a wszystkie ranki goiły się dużo szybciej niż zazwyczaj. Dodatkowo mam wrażenie, że ilość zaskórników na moim czole ostatnio się zredukowała i sadzę, że należy ten fakt połączyć właśnie z obecnością tego first serum w mojej pielęgnacji. Oczywiście spełnia ono też swoją podstawową rolę, czyli ułatwia i przyspiesza wchłanianie się innych kosmetyków pielęgnacyjnych oraz przygotowuje skórę do przyjęcia zawartych w nich składników aktywnych. Nie zauważyłam niestety większych zmian jeśli chodzi o wygląd zmarszczek, ale z racji dobrego nawilżenia, moje już były niemalże niewidoczne.
Sulwhasoo First Care Activating Serum EX
Podsumowując: jestem bardzo zadowolona ze zmian, jakie Sulwhasoo First Care Activating Serum EX zafundowało mojej skórze i myślę, że byłabym skłonna zakupić je ponownie, nawet za 66$, które trzeba za nie zapłacić na Jolse. Cena nie robi zbyt dobrego wrażenia, ale działanie, wygląd oraz wydajność sprawiają, że mimo to, aż chce się go używać ;)
A Wy znacie Sulwhasoo First Care Activating Serum EX? Albo może chociaż o nim słyszałyście? Dajcie koniecznie znać! Jakiego serum lub esencji aktualnie używacie?

niedziela, 12 maja 2019

Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum, czyli nawilżenie z rozświetlaniem w jednym

Moja pielęgnacja twarzy, od dość dawna skupia się głównie na nawilżaniu cery, rozjaśnianiu jej i łagodzeniu rumienia, który towarzyszy mi już właściwie niemalże dzień w dzień (w sumie to aktualnie jest mój główny problem). Jeśli więc na kosmetyku napisano, że producent obiecuje właśnie te trzy rzeczy, niemalże pewne jest, że trafi on w moje "lepkie" rączki :D Jak zatem sprawdziło się u mnie Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum? Już Wam mówię! ;)
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum znajduje się w bardzo poręcznej, 30 mililitrowej buteleczce z przezroczystego plastiku. Pompka, w którą jest wyposażone, w moim przypadku okazała się bardzo wygodna, wszak nie "strzela" oraz dozuje wygodne ilości produktu. Całość wydaje mi się ładna i estetyczna, a dodatkowo powiedzieć mogę, że przewożenie w kosmetyczkach i kufrach na szczęście nie szkodzi jej urodzie ;)
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Wewnątrz buteleczki znajduje się różowiutka, lekka emulsja, która niemalże nie ma zapachu. Delikatna, mleczna konsystencja gładko sunie po skórze i świetnie współpracuje z różnego rodzaju esencjami oraz kremami. Po nałożeniu na twarz, kosmetyk bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Nawet jeśli nałożymy je solo (a producent wspomina, że produkt ten świetnie się do takich praktyk nadaje) nie wchłonie się ono do matu, tylko pozostawi na naszej cerze delikatny film, który na szczęście się nie klei oraz nie przeszkadza (a ja jestem bardzo wrażliwa na takie sprawy :P). Na minus zaliczam wydajność produktu, wszak u mnie Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum starczyło na naprawdę krótko ;) Co ważne, produkt ten idealnie nadaje się pod makijaż. Emulsja a'la serum grzecznie współpracowała z praktycznie każdym moim podkładem, kremem bb czy pudrem, a w dodatku po jej użyciu można zacząć wykonywać makijaż praktycznie od razu, bez niepotrzebnego czekania aż kosmetyk się wchłonie. 
Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum
Jakie obietnice składa nam wobec Aromatica LIVELY Super Brite Vita Serum producent? Przede wszystkim, kosmetyk ten ma naszą skórę nawilżyć, rozjaśnić oraz wygładzić, w czym ma nam pomóc kompleks witamin, 5 rozmiarów cząsteczek kwasu hialuronowego, oraz ekstrakty roślinne. Z tego co widzę na CosDNA, produkt ten ma też chyba całkiem przyzwoity skład. Jak jednak działa? U siebie zauważyłam po jego włączeniu przede wszystkim różnicę w poziomie nawilżenia skóry. Dodatkowo produkt ten dobrze koił mój rumień (policzki przestawały być czerwone na jakiś czas) oraz ładnie rozświetlał twarz, ale jeśli zależy Wam na rozjaśnieniu przy jego pomocy przebarwień, to możecie być zawiedzione ;) Wygładzenie? Owszem, było. Ale przy dobrym nawodnieniu, moja skóra od razu staje się jędrniejsza, gładsza, ma ładniejszy koloryt i wygląda po prostu "zdrowiej". 
Podsumowując: z efektów stosowania serum jestem zadowolona, ale na dobrą sprawę robi ono dokładnie tyle, co dobry krem nawilżający, a przy tej wydajności, cena około 75zł na Jolse, wydaje mi się być odrobinę nieadekwatna do jego zasług ;) Mimo wszystko, jeśli zależy Wam na nawilżeniu, dobrym składzie i ukojeniu skóry latem - to może być coś dla Was :)
Znacie koreańską markę Aromatica? Miałyście już z nią styczność? Dajcie koniecznie znać! W jaki sposób aktualnie nawilżacie swoją cerę? :)

poniedziałek, 6 maja 2019

Kolorowe nowości kwietnia :)

Tak się złożyło, że w ciągu ostatniego miesiąca trafiły do mnie głównie kosmetyki kolorowe, lub rzeczy z nimi związane (co wcale nie oznacza, że szalałam jak dzika w Rossmannie :P) Pielęgnacji nie pominęłam jednak całkowicie, wszak spłynęły do mnie rzeczy zamówione jeszcze w marcu z Korei oraz Japonii. W maju planuję udać się na mały detoks kosmetyczny i kupić sobie w końcu trochę letnich ubrań, sandałki, a także kostium kąpielowy, wszak mój urlop zbliża się wielkimi krokami. Co z tego wyjdzie - nie wiem xD Jeśli czujecie się zaciekawione, zapraszam do oglądania!
black liner tusze do rzęs
W kwietniu w jednym ze sklepów internetowych zamówiłam zapas tuszów do rzęs, który powinien wystarczyć mi już do końca wakacji. Niby mogłam kupić je w Rossmannie, ale cenowo wcale nie wyniosłoby mnie to mniej, a w ten sposób przynajmniej mam pewność, że rzeczy, które zamówiłam, nie padły ofiarą macantek, które nie wiedzą, że towar macany należy do macanta i otwierają w drogerii wszystko jak leci. Straciłam już nadzieję, jeśli chodzi o klientów, ale może w końcu producenci zaczną wszystko zaklejać... Co kupiłam? Mój ulubiony False Lash Telescopic L'oreal, dwie sztuki Lash Sensational Mascara Maybelline, SnapScara Maybelline w kolorze Deja Blue (niebieskim), oraz wodoodporną maskarę Catrice Glam&Doll, wszak  jak chodzę na plażę to też lubię mieć wytuszowane rzęsy xD
Black liner eyelinery
Jedynym nabytkiem z Rossmanna, który widać na tym zdjęciu, jest lakier do paznokci Miss Sporty Crazy Glitter 020 i już mogę powiedzieć, że się z tym topem nie polubiłam, bo nie daje takiego efektu jak sobie ubzdurałam xD Dziękuję :P Poza tym, na Cocolicie zamówiłam także moje ukochane ostatnio eyelinery Eveline Precise Brush Liner. Można nimi namalować kreskę łatwo, szybko i w każdych warunkach (udało mi się nawet jak trzylatka ciągnęła mnie za rękaw krzycząc: "ciociaaaaa, mnie teeeeeż umaluuuuj!!!"). Kiedyś uważałam linery w pisaku za herezję, ale jak widać tylko krowa nie zmienia poglądów. Poza tym, znalazłam także bardzo dobry cień bazowy na całą powiekę i nabyłam już drugą sztukę: Affect M-1039. Polecam wszystkim bladziochom ;)
black liner nowości loreal
W zeszłym miesiącu trafiło do mnie z Rossmanna to oto trio marki L'Oreal. Na nowość Infallible More Than Concealer 320 Porcelain zdecydowałam się, bo po prostu lubię testować korektory i wciąż szukam swojego ulubionego. Ostatnimi czasy dogorywa również mój puder sypki, więc postanowiłam go zastąpić True Match Minerals Mattifying Powder Translucent. Z kolei na zakup podkładu Infallible 24h Fresh Wear 005 Pearl zdecydowałam się, bo z Korei coś nie może dolecieć zamówiony przeze mnie krem BB i dosłownie nie miałam się czym malować. Prawdę mówiąc, nie jest to raczej produkt moich marzeń, a ja znowu utwierdziłam się w przekonaniu, że do europejskich podkładów chyba nie mam po co wracać... Może kiedyś pokuszę się o recenzję. Paczuszko moja, przyleć w końcu!
black liner zakupy
Tutaj widać moje kolejne zakupy z Rossmanna. Zdecydowałam się wypróbować mgiełkę Bielenda Magic Water 3w1 Baby Doll Skin, której to różne wariacje wyskakują z każdego kąta instagrama. Na razie czeka na swoje 5 minut, ale moja mama ma taką w kolorze złotym i konsekwentnie twierdzi, że jest z niej zadowolona. Poza tym, zdecydowałam się także na dwie pomadki ochronne do ust, bo moja szuflada świeci w tej kategorii pustkami, a latem suchość dokucza mi chyba jeszcze bardziej. Tym razem do mojego koszyka wpadły stara dobra Alterra Lippenpflege oraz Eos Organic Stick Sweet Mint. Eosy w formie kulek nie zdały u mnie egzaminu, ale postanowiłam dać marce szansę po wielu latach ;) Garnier Płyn Micelarny 3w1 to produkt, który gości u mnie stale, na zmianę z Biodermą i nie lubię go zmieniać :D A ostatnim już kosmetykiem z tego zdjęcia, jest mgiełka utrwalająca Wibo Mood Glow Babe Spray, która już bardzo przypadła mi do gustu i jak dla mnie mogłaby wejść do stałej oferty marki. Marzy mi się także puder z tej limitki, ale nie udało mi się go upolować w żadnym sklepie i teraz moje serce płacze :( buuuu... 
black liner pielęgnacja azjatycka
Z Azji w zeszłym miesiącu dotarły do mnie trzy produkty. Pierwszy z nich kupiłam chyba sto lat temu podczas akcji Mega Deal na Jolse. Mam na myśli oczywiście jedyny na zdjęciu kosmetyk koreański, czyli Haruharu Black Rice Serum. Następne dwa, to z kolei produkty japońskie. Pierwszy z nich, czyli BCL Momo Puri Lotion Peach Ceramide Water and Lactobacillus Blend wypatrzyłam u Interendo i zapragnęłam mieć, a z kolei Angel Recipe All in One Essence przyleciało do mnie od Ber de Ver. To moje trzecie opakowanie tego produktu i nie będę ukrywać - nadal lubię go tak samo mocno! Tutaj znajdziecie recenzję tego cuda :)
I to już wszystko na dziś. Coś wpadło Wam w oko? Któryś z kosmetyków znacie i lubicie? A może widzicie tu jakiegoś swojego bubla? Dajcie koniecznie znać! Jeśli macie ochotę, możecie w komentarzu zostawić link do swoich kwietniowych nowości :) Chętnie zajrzę ;)

wtorek, 30 kwietnia 2019

Jak szybko nawilżyć skórę, czyli IsnTree Hyaluronic Acid Toner

Toniki oraz tonery wszelkiej maści stosunkowo długo pomijałam w swojej codziennej pielęgnacji cery. Trwało to jednak do momentu, aż w końcu odkryłam, ile tak naprawdę potrafią zdziałać i jak mocno umieją wspomóc inne kosmetyki pielęgnacyjne. IsnTree Hyaluronic Acid Toner przeleżał w szufladzie z zapasami sporo czasu, jednak w końcu stwierdziłam, że dość już się naczekał, a moja cera akurat w tym momencie potrzebuje dokładnie czegoś takiego ;) Co wynikło z naszej znajomości? Same przeczytajcie!
IsnTree Hyaluronic Acid Toner
IsnTree Hyaluronic Acid Toner znajduje się w plastikowej, przezroczystej butelce, zawierającej 200ml produktu, ważnego bodajże 8 miesięcy od otwarcia. Posiada ona wygodny dozownik, oraz dobrze sprawuje się w trakcie użytkowania. Kosmetyk ten zawiera aż 50% kwasu hialuronowego,  kolagen, kilka innych substancji nawilżających, aloes, oraz wyciąg z róży. Pełen skład znajdziecie na stronie CosDNA. Ja używam do jego aplikacji specjalnych, azjatyckich wacików ze sklepu Miniso, które chłoną mniej kosmetyku, ale równie dobrze można stosować go za pomocą zwykłych płatków kosmetycznych. Jeśli jednak chcecie zaoszczędzić więcej produktu - polecam paluszki ;)
Isntree Hyaluronic Acid Toner
Konsystencja tonera, to taka trochę gęstsza, śliska, przezroczysta woda, zawierająca w sobie malutkie pęcherzyki powietrza. Aromat kosmetyku jest dla mnie niemalże niewyczuwalny - zapewne dlatego, że toner nie posiada substancji zapachowych. Mimo wszystko mam wrażenie, że w butelce jednak odrobinę pachnie bliżej niezidentyfikowanym "czymś". 
Isntree Hyaluronic Acid Toner
W moją skórę tonik ten wnika w kilka sekund, nie pozostawiając po sobie niemalże żadnego uczucia lepkości. Genialnie sprawdza się zarówno na twarzy, szyi i dekolcie. Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie ph, odświeża, łagodzi, wygładza oraz dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych :) A co najważniejsze - on świetnie (jak na tonik oczywiście) nawilża twarz, jednocześnie nie obciążając i nie zapychając jej! Naprawdę Isntree Hyaluronic Acid Toner gwarantuje ogromną różnicę w poziomie nawodnienia cery. Jeśli więc zależy Wam na tym aspekcie, polecam zakup tego produktu. Dodatkowym bonusem podczas jego używania jest fakt, iż wszystkie kosmetyki z dalszej rutyny pielęgnacyjnej, dzięki niemu wchłoną się w skórę szybciej ;)
Isntree Hyaluronic Acid Toner
Isntree Hyaluronic Acid Toner kupicie w Korei (na ebay lub w sklepach internetowych) za około 11$. A wy jakie macie podejście do toników? Stosujecie je codziennie, czy traktujecie po macoszemu, tak jak ja dawniej? Macie jakiś swój ulubiony? Dajcie koniecznie znać!

P.S. Od 21 maja w Rossmannie rusza promocja 2+2 na kosmetyki do pielęgnacji twarzy, o szczegółach możecie poczytać u Secretaddiction. Planujecie jakieś zakupy?

środa, 24 kwietnia 2019

Nawadniająca bomba, czyli Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+

Dobry krem nawilżający, to ważny element pielęgnacji skóry w praktycznie każdym wieku. Ja stosunkowo długo nie zdawałam sobie z tego sprawy, czego dziś trochę żałuję, wszak po moim czole odrobinę za bardzo widać, że dwudziestkę mam już dawno za sobą xD (chociaż niedawno przy zakupie piwa pytano mnie o dowód :D tak, nie miałam makijażu :P). Jednak około 8 lat temu, po nadrobieniu braków w pielęgnacji oraz wyklarowaniu się mojego kosmetycznego gustu, doszłam do wniosku, że najbardziej kocham nietłuste, mocno nawadniające żele i od dawna namiętnie testuję właśnie tego typu produkty. Kolejnym z nich, jest właśnie Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+. Jak się on u mnie sprawdził? Polubiliśmy się, czy może nie za bardzo? Zapraszam Was serdecznie do lektury! :)
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Krem Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ znajduje się w bardzo eleganckim oraz wyjątkowo porządnym jak na plastik opakowaniu. Całość utrzymana jest w białoniebieskich klimatach, które są bardzo przyjazne dla oka ;) Wewnątrz znajdziemy 50ml produktu, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Sam żel ma błękitną barwę i dla mojego nosa zupełnie nie ma on zapachu. 
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Konsystencja z kolei jest bardzo typowa dla produktów tego typu. Co mam przez to na myśli? Delikatna żelowa formuła gładko sunie po skórze, a dodatkowo w kontakcie z nią, krem staje się jeszcze bardziej wodnisty. Po nałożeniu na twarz, kosmetyk bardzo szybko się wchłania, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie wygładzenia i lekkiego chłodu. Po kilku godzinach Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ wnika w skórę do całkowitego matu, oraz co ważne - nie klei się prawie wcale ;) Wydajność specyfiku, przy nakładaniu go na twarz wilgotną od toniku, również wydaje mi się bardzo przyzwoita :) 
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Co ważne, produkt ten idealnie nadaje się pod makijaż. Żel grzecznie współpracował z praktycznie każdym moim podkładem, kremem bb czy pudrem, a w dodatku po jego użyciu można zacząć wykonywać makijaż praktycznie od razu, bez niepotrzebnego czekania aż kosmetyk się wchłonie. A jakie zadanie ma Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+? Przede wszystkim ma zapewnić nam długotrwałą wilgotność skóry, łagodzić oraz rozjaśnić cerę. Tylko tyle i aż tyle... :)
Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+
Kiedy go otworzyłam, moja twarz wyglądała naprawdę niespecjalnie. Było na niej trochę zaczerwienień i suchych skórek po kwasach, ale na szczęście poradził sobie z nimi po kilku użyciach. Oczywiście poza tym, biorąc pod uwagę działanie długodystansowe, Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+ świetnie moją cerę nawilżył! Sprawił, że stała się ona wygładzona, jędrna oraz miła w dotyku (warto pamiętać, zmarszczki są zawsze bardziej widoczne, gdy cera jest odwodniona i przesuszona). Należy również wspomnieć o tym, że moja twarz zrobiła się w ciągu ostatniego roku odrobinę kapryśna, a on nie potęgował problemu z zaskórnikami ;) Jest to produkt do którego z pewnością bardzo chętnie w przyszłości powrócę, bo działa świetnie zarówno sam, jak i w towarzystwie serum :) Na Jolse kupicie go za 22.50$, czyli około 90zł. Moim skromnym zdaniem, jest on tej kwoty wart :)
A Wy znacie ten produkt? Zdradzicie mi, jaki jest Wasz ulubiony krem nawilżający? A może narobiłam Wam ochoty akurat na Water Fuse Ultimate Hydro Gel Dr.Jart+? Dajcie koniecznie znać! :)

niedziela, 21 kwietnia 2019

Życzenia Wielkanocne

Liczyłam na to, że przed Wielkanocą uda mi się napisać jeszcze jedną recenzję, jednak malowanie mieszkania, problem z okiem, pogrzeb w bliskiej rodzinie i wyjazd na drugi koniec Polski skutecznie te plany zweryfikowały ;) Jednak co się odwlecze, to nie uciecze - moja opinia na temat kremu Dr Jart+ pojawi się w następnej kolejności :) A dziś z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, chciałabym życzyć Wam, aby były one pogodne, radosne i spędzone w miłej, rodzinnej atmosferze oraz przede wszystkim "w komplecie". 
źródło
A tak bardziej ogólnie: dużo zdrowia, wyjątkowego szczęścia, satysfakcji, wielkiej i gorącej miłości, aby niczego Wam nie brakowało, oraz aby każdy kolejny dzień był lepszy niż poprzedni. Bardzo dziękuję też, że o mnie pamiętacie i tu zaglądacie. Wesołych Świąt i mokrego dyngusa! Mam również nadzieję, że Wielkanocny Króliczek będzie pamiętał o "jajku niespodziance" specjalnie dla Was ;)
P.S. Może w końcu w tym roku dopisze nam też pogoda! :) Z nowym postem na pewno wrócę po Świętach, a tymczasem lecę się pakować i jedziemy do rodziców :)
P.S.2 Może ktoś nie widział jeszcze mojego posta z nowościami? ;)

piątek, 12 kwietnia 2019

Nowości, nowości, nowości, czyli co trafiło do mnie w ostatnim czasie

Szczerze powiem, że ostatnio troszeczkę kosmetyków trafiło pod mój dach. To wpadło mi w oko, tamto skusiło dobrą ceną i od ostatniego posta z nabytkami naprawdę jest co pokazywać. Nie będę jednak przedłużać, zobaczcie same!
nowości black liner
nowości black liner
Przy okazji jakiejś większej promocji na kolorówkę w Hebe, skusiłam się na dwie rzeczy, które od dawna chodziły mi po głowie. Pierwszą z nich, jest Bell HypoAllergenic Perfectionist Powder nr 02 z wytłoczonymi ślicznymi pudroworóżowymi kwiatuszkami (tak, uwielbiam takie rzeczy :D), a drugą, Hean Glam Higlighter Powder 201 Lihgt Rose :) Poza tym, nabyłam także swój ulubiony koci puder do twarzy TonyMoly Cats Wink 01Tutaj znajdziecie jego pełną recenzję ;)
nowości Black Liner
Na Lovely Liquid Camouflage Conceal&Contour 01 Soft polowałam właściwie od jego premiery. Szybko udało mi się go dostać, prawda? xD Wiem, że 19 kwietnia zaczyna się kolejna promocja w Rossmannie, ale znając moje ostatnie szczęście NA BANK by go nie było :P Tusz do rzęs Dermacol Selfie Mascara dostałam jako gratis przy zamawianiu szkieł kontaktowych na kolejny miesiąc. Nie powiem, to zawsze miły gest ze strony sklepu ;) Poza tym, nie wytrzymałam i kupiłam sobie pomadkę Mac z edycji limitowanej Boom Boom Bloom w kolorze Hey, Kiss Me! a przez błąd systemu dostałam w gratisie szminkę Mac Relentlessy Red, Miała być dodawana do zakupów od 179zł, a mimo wszystko wrzuciło mi ją do koszyka i potem faktycznie mi ją przysłano. Nie wierzę we własne szczęście, ostatnio nieczęsto mi towarzyszy :P
nowości Black Liner
Oczywiście jak tylko otrzymałam paczkę i zobaczyłam jakie te opakowania są cudowne, stwierdziłam że nie przeżyję ani dnia dłużej bez Mac Prep + Prime. Czytałam o nim różne opinie - dobre i złe, ale moje pierwsze wrażenie bardziej skłania się ku temu pierwszemu ;) Poza tym, w wyżej wspomnianym Hebe, skusiłam się także na znany mi już Fixer Spray Hean. Święta Wielkanocne niebawem, więc dodatkowe utrwalenie makijażu bardzo się przyda ;)
nowości Black Liner
Ostatnio skończył się także mój zmywacz do paznokci i wyposażyłam się tym razem w jakąś nowość Isany. Poza nim, skusiłam się też na trzy klasyczne lakiery, również w jakiejś większej promocji. Pierwszy z nich, Essence Shine Last&Go nr30 to niesamowity bubel i nie poleciłabym go najgorszemu wrogowi :D Z kolei Catrice More Than Nude 03 oraz Catrice IcoNails 20 z czystym sumieniem wam rekomenduję, o ile jeszcze nie używacie hybryd ;)
nowości Black Liner
Z rzeczy przeznaczonych do mycia trafił do mnie między innymi peeling Dove Exfoliating Body Scrub Kiwi Seeds&Cool Aloe Scent. Skusiłam się na niego ze względu na promocję i obecność składników, które lubię, ale finalnie nie jestem z niego szczególnie zadowolona. Poza tym, kupiłam także szampon Pharmaceris H Łupież Tłusty, który dobrze radzi sobie ze swędzeniem i pielęgnacją łuszczycowej skóry głowy. Co dziwne, w The Body Shop, jednak spodobała mi się linia Cactus Blossom i zdecydowałam się na żel pod prysznic. Gdy wąchałam tę serię za pierwszym razem, stwierdziłam, że jest straszna i absolutnie nic z niej nie chcę, a za drugim podejściem mnie urzekła. I weź tu zrozum kobietę xD Dodam, że przy okazji pierwszych zakupów miałam migrenę :P Uzupełniłam także zapas Olejku pod Prysznic Isana, który wykorzystuję do mycia gąbeczek oraz nabyłam Szczotkę do Masażu Ciała For Your Beauty.
nowości black liner
Marka Bielenda wypuściła całkiem niedawno nową linię, noszącą wdzięczną nazwę "Fresh Juice". Przy okazji promocji w Rossmannie, postanowiłam sprawić sobie Hydroesencję z Bioaktywną Wodą Cytrusową w wersji Ananasowej - Rozświetlającej, oraz Płyn Micelarny należący do linii Pomarańczowej - Nawilżającej. Poza tym, w ramach niespodzianki trafiło do mnie także Serum Vitamin C Gel Peel Mission oraz Regenerujący Krem Pod Oczy Yonelle. Myślę, że dam je mojej mamie w prezencie :)
nowości black liner
Ze sklepu Jolse, tym razem zdecydowałam się na przetestowanie esencji Sulwhasoo First Care Activating Serum EX, która była zachwalana wszem i wobec w wielu miejscach, kremu nawilżającego Dr.Jart + Water Fuse Ultimate Hydro Gel oraz Aromatica Lively Super Brite Vita Serum, które ma bardzo fajną formę leciutkiej emulsji :) W prezencie dostałam także krem do rąk z kolagenem. Serum w mgiełce, które strasznie mnie zaciekawiło, nosi nazwę Heimish Bulgarian Rose Mist Serum i akurat je sprawiłam sobie sama :P Na pewno za jakiś czas pojawi się recenzja pierwszych trzech kosmetyków ;)
nowości black liner
Od Patrycji Interendo, dostałam także paczuszkę z prezentem z Japonii :) Kochana, naprawdę bardzo Ci dziękuję, że o mnie pamiętałaś! :D Wewnątrz niej znalazł się krem do twarzy Aqua Collagen Gel Enrich Lift EX Dr Ci Labo, Tusz do Rzęs Fasio Volume, który już w czerwcu pojedzie ze mną na urlop, wszak ponoć jest wodoodporny, oraz travelset Shiseido Aqualabel. Jestem bardzo wdzięczna i strasznie się cieszę <3
Poza tym, trafiła do mnie także paczka od agencji BlogMedia, którą otrzymały osoby mające pojawić się na konferencji Meet Beauty. Jak wiecie, niestety została ona odwołana... (zdjęcie prezentu znajdziecie na moim instagramie) I to już wszystko co pojawiło się u mnie w ostatnim czasie. Coś wpadło Wam w oko? Dajcie koniecznie znać! :)

niedziela, 7 kwietnia 2019

Kosmetyczni ulubieńcy marca, czyli o moich "rossmannowych" perełkach

Wiosna chyba rozgościła się u nas na dobre, a ja o dziwo pierwszy raz od lat nawet polubiłam się z marcowym słońcem (normalnie trochę taki ze mnie wampirek ;)), a także chłodnym wiatrem. Częstsze spacery i wyjścia z domu, sprzyjały odwiedzaniu okolicznych parków oraz sklepików, więc znowu wróciłam do codziennego makijażu. I w tym miejscu przejdźmy do meritum. Co sprawdziło się u mnie w ostatnim okresie? Same zobaczcie! Dodatkowo tym razem wszystko możecie dostać w zwykłym Rossmannie :D (Nie żadne zamawiania z Azji i te sprawy :P)
Kosmetyczni ulubieńcy marca
perełki z rossmanna
Pierwszym z produktów, który jest takim trochę "odgrzewanym kotletem", ale naprawdę bardzo go lubię, a jeszcze nigdzie o nim nie wspominałam, jest Maybelline Lash Sensational Multiplying Mascara. Kocham ją naprawdę od bardzo dawna i jeśli nie wiem na jaki tusz postawić, zawsze kupuję ten. Szczoteczka jest bardzo wygodna, można nim osiągnąć spektakularny efekt, świetnie trzyma się na rzęsach i nie kosztuje majątku. Ja jestem bardzo na tak! Drugi z produktów z kolei sprawił, że polubiłam eyelinery w pisaku. Ja! Zagorzała przeciwniczka tego sposobu rysowania kresek! :D O Eveline Precise Brush Liner pisałam już tutaj, więc nie będę się po raz kolejny szczególnie na ten temat rozwodzić. Jego główną zaletą jest fakt, że naprawdę bardzo łatwo namalować nim elegancką kreskę, jest bardzo trwały, stosunkowo wydajny i ma śliczne, błyszczące wykończenie, którego próżno szukać w przypadku eyelinerów w żelu. Jeśli zastanawiacie się, co nabyć w Rossmannie podczas promocji na kolorówkę (następna już 19 kwietnia), zdecydowanie warto wrzucić go do koszyka ;)
perełki z rossmanna
Kolejnym produktem, który podbił moje serce a wcale się na to nie zapowiadało, jest puder AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder nr 30 Make Up Fixer. Chciałam kupić sobie ten fioletowy, ale zamotałam się w drogerii i skończyłam z białym. Brawo ja! (ciekawe kiedy zgubię własną głowę). Nieco zawiedziona własnym wyborem, zaczęłam go testować i coś zaskoczyło :) Wygodne sitko, ładne wykończenie, dobre utrwalenie makijażu, elegancki wygląd przez cały dzień, piękne wygładzenie cery... Ja zdecydowanie będę do niego wracać, mimo mojej dawnej awersji do sypkich produktów. I może w końcu następnym razem uda mi się kupić ten fioletowy, po który wtedy poszłam :D
perełki z rossmanna
Kolejną perełką, do której wróciłam po jakimś czasie i w marcu zyskała u mnie nowe życie, jest Kneipp Aromatyczny Płyn Pielęgnujący "Na dobranoc". Już jedna nakrętka tego produktu, potrafi skutecznie umilić kąpiel i pomóc w ukojeniu nerwów po przerąbanym dniu xD Piana jest sztywna i obfita, woda barwi się dzięki niemu na niebiesko, a zapach towarzyszy nam dosłownie aż do wyjścia z łazienki. Nie jest to najtańszy produkt, ale warto wydać na niego nawet te 24zł w cenie regularnej :) Powyższa wersja zapachowa jest moją ulubioną, ale podejrzewam, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z ciekawostek - w sklepie internetowym Kneipp albo w TkMaxx bywają niedostępne w Polsce zapachy ;) Każdy jest tak samo genialny! I żaden nigdy nie wysuszył mi skóry :)
I to już wszystko na dziś :) Znacie choć jeden z kosmetyków, który podbił moje serducho wczesną wiosną? Jaki macie stosunek do mojego top 4? Coś znacie? Któryś produkt lubicie? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Beauty Queen by Shinybox. Czy jest po królewsku...?

Marzec odszedł bezpowrotnie, a ja w Prima Aprylis witam Was recenzją ostatniego pudełka Shinybox o szumnie brzmiącej nazwie "Beauty Queen". Był to miesiąc, po którym spodziewałam się wyjątkowego pudełeczka, wszak w końcu mieliśmy Dzień Kobiet. I na swój sposób wyjątkowe było, wszak zawartość trafiła do nas w pięknym, pudroworóżowym kartoniku. A co dalej? Zobaczcie same!
Queen Beauty by Shinybox
Queen Beauty by Shinybox
Pierwszym kosmetykiem, który do mnie trafił (a nie ma go w karcie), jest Fluid do Włosów Farbowanych O'Herbal. Ma on za zadanie zmniejszać łamliwość włosów, nadawać im blask, miękkość oraz pomagać w zachowaniu intensywności koloru. Moje włosy są niskoporowate, cienkie, miękkie i błyszczące, a właściwie jedyny problem, z którym się zmagam, to elektryzowanie się. Jeśli poradzi on sobie z tym - jednocześnie nie obciążając czupryny - pewnie zostanie ze mną ;) Ale ogólnie rzecz biorąc, raczej nie używam takich rzeczy. Kosztuje on około 14zł. Drugi produkt, jaki znalazłam w pudełku, to Aktywnie Nawilżająca Maska na Tkaninie Korean Beauty Biotanique. Zawiera ona czysty sok z aloesu, mający wygładzić, rozświetlić i nawilżyć naszą cerę. I teraz zonk! Absolutna fanka pielęgnacji z Azji nie cierpi masek w płachcie xD Oddam ją mamie... Jej koszt to 7.99. Upominkiem od marki była także próbka Kremu Rozświetlającego Korean Beauty Biotanique ;) Ostatnią rzeczą z tego zdjęcia są Plastry Oczyszczające na Nos #noblackheads Selfie Project. Chyba wszyscy wiemy, jak one działają ;) Produkt ten był dodawany do boxów wymiennie i szkoda mi, że na niego trafiłam, wszak nawet nie mam komu go sprezentować... ;) Ich cena to 10.39zł.
Queen Beauty by Shinybox
W pudełku znalazły się również dwa kosmetyki kolorowe. Pierwszym z nich jest kredka do ust Bell Hypoallergenic Intense Colour Moisturizing w odcieniu malinowej czerwieni. Bardzo podoba mi się jej kolor, forma oraz konsystencja i to chyba jedyny produkt, który naprawdę przypadł mi w tym pudełku do gustu... Tak, lubię kosmetyki Bell, więc może jestem nieobiektywna :P Jej cena to 16.99zł. Kolejnym produktem, który trafił w nasze ręce, jest Miniatura Pielęgnacyjnego Kremu Koloryzującego DD Paese. Jestem trochę zawiedziona, bo zawiera ona tylko 5ml, ale obietnica rozświetlonej cery oraz naturalnego krycia sprawiają, że chętnie bym ją przetestowała. Ale nie mogę! xD Trafił mi się odcień 4W i chyba nie chcę wiedzieć, jak będzie on wyglądał na mojej porcelanowej cerze. Poszukam mu jakiejś nowej właścicielki po wakacjach, jak rodzina się trochę opali xD Koszt tej miniatury, to pewnie około 7zł.
Queen Beauty by Shinybox
Od marki Olimp Labs otrzymałyśmy suplement Innovum Beauty Shot, zawierający głęboko przyswajalny hydrolizat kolagenu, kwas hialuronowy, biotynę, cynk, witaminę A, B6 i B12., kwas pantetonowy oraz ryboflawinę i niacynę. Dałam go mamie, bo mnie wszyscy lekarze do których chodzę zabronili już eksperymentów z suplementami i wszystko biorę "na zlecenie" (to długa historia xD) Cena? 7zł za 25ml. Ostatnim produktem, który znalazł się w pudełku to Wkładki Ekologiczne z Paskiem Anionowym Eco Far IR Anion. Tego typu produkty Shiny wrzuca nam ostatnio dość często (może za często...?), więc pragnęłabym powiedzieć, że w kwietniu przydałyby mi się paczka tamponów :P Z góry dziękuję! Cena wkładek to 8.90zł. 
Jaka jest moja opinia na temat tego pudełka? "Nie oceniaj książki po okładce". Mimo pięknego kartonika, zawartość jest chyba jedną ze słabszych, jakie miałam okazję ostatnio oglądać i tak naprawdę jedynie pomadka Bell zostanie u mnie na dłużej... Mam nadzieję, że w kwietniu zobaczymy coś lepszego ;)

P.S. Pamiętacie recenzję mojej ukochanej esencji rozjaśniającej przebarwienia? (recenzja) Z kodem "Liner" kupicie ją u Ber de Ver 13zł taniej przez najbliższy tydzień :)

poniedziałek, 25 marca 2019

SecretKey 24K Gold Premium, czyli o serum i esencji ze złotem słów parę

Jakiś czas temu, z koreańskiego sklepu Jolse, dotarły do mnie dwa kosmetyki z serii SecretKey 24K Gold Premium. Zdecydowałam się na przetestowanie First Essence oraz First Serum :) Kosmetyki  te zawierają w sobie witaminy, ekstrakt z kawioru, wiciokrzewu oraz drobinki 24 karatowego złota. Ponadto znajdziemy w nich także kwas hialuronowy, niacynamid i adenozynę, które mają zagwarantować nam głębokie nawilżenie, poprawę elastyczności, rozjaśnienie przebarwień oraz zmniejszenie widoczności zmarszczek. Brzmi super! Ale jak te dwa gagatki sprawdziły się na mojej kapryśnej ostatnio cerze? Czy wszystko, co się świeci to złoto? :D Zapraszam do lektury! ;)
SecretKey 24K Gold Premium
Pierwszym z kosmetyków, o których dziś mowa, jest SecretKey 24K Gold Premium First Essence. Jest to produkt, który został umieszczony w dużej (aż 150ml!), szklanej butelce z matowego szkła. Mimo tego, że jest ona odkręcana, to okazała się całkiem wygodna, choć ja zdecydowałam się powiększyć jej otwór wyjmując plastikowy "dziubek" ułatwiający dozowanie. Całość wygląda naprawdę bardzo elegancko, ekskluzywnie, oraz nie niszczy się i nie wyciera, chociaż podczas użytkowania na butelce potrafią zostać ślady palców ;) Bardzo przypadł mi do gustu zapach tejże serii, bo jest on bardzo delikatny, świeży i przyjemnie "zielony" :) 
secretKey 24K Gold Premium first essence
Konsystencja kosmetyku jest dość rzadka i niemalże przypomina wodę, ale jednak czuć w niej jakiś element "żelowości". Wewnątrz butelki pływają małe pęcherzyki powietrza, oraz maleńkie płatki złota :) Sprawdziłam również, że produkt ten po wyschnięciu nie klei się i jeśli od razu nie nałożymy nic innego na twarz, po kilku minutach prawie go nie czuć ;) Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie nawilżenie, elastyczność, odświeża, łagodzi pieczenie i dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych :) Na pewno solo nie zdziała on cudów, ale zastosowany podczas pielęgnacji wieloetapowej, znacząco "podbija" działanie innych kosmetyków. Dodatkowo esencja jest naprawdę bardzo wydajna ;) Jej koszt to 27.20$.
SecretKey 24K Gold Premium First Serum
Drugim kosmetykiem, który miałam okazję wypróbować, jest SecretKey 24K Gold Premium First Serum. Umieszczono je w eleganckiej, szklanej buteleczce z matowego szkła, zawierającej 30ml produktu. Pompka działa bez zarzutu i całość jest naprawdę wygodna w użyciu, a przy okazji dobrze sprawdza się w transporcie. Zapach kosmetyku, jest dokładnie taki sam jak w przypadku esencji, ale konsystencja jest trochę gęstsza i bardziej przypomina żel. Wydaje mi się także, że w serum pływa też trochę więcej płatków złota ;) Niestety w moim przypadku było ono totalnie niewydajne i w momencie kiedy wypaćkałam całą butelkę tegoż produktu, zostało mi jeszcze ponad pół esencji :P (Co ciekawe, z powodzeniem można ją sobie potem przelać do opakowania po serum - wtedy jest zdecydowanie wygodniej :D). Po nałożeniu na esencję, kosmetyk ten bardzo szybko wnikał w skórę i również nie pozostawiał po sobie uczucia lepkości ani ciężkiego filmu, choć czuć było, że coś na naszą cerę zostało już nałożone. Ogólnie rzecz biorąc jest to dobra baza pod każdy krem, która zapewniała ładne wygładzenie i nawilżenie skóry. Niestety muszę ze smutkiem przyznać, że w momencie kiedy owo serum się skończyło, nie zauważyłam absolutnie żadnej różnicy w stanie cery, ani działaniu reszty kosmetyków. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby całą robotę w tym zestawie "odwalała" esencja... A koszt tego niedziałającego serum to aż 26.50$ :P
SecretKey 24K Gold Premium First Serum
Podsumowując mój wywód: duet ten zapewnił mojej cerze naprawdę bardzo dobre nawilżenie, a co za tym idzie, lekko zniwelował widoczność zmarszczek mimicznych oraz zagwarantował jej elastyczność. Nie zauważyłam jednak obiecanego przez producenta rozjaśnienia skóry ani przebarwień, które się na niej znajdują. Komplet za grosz nie radził sobie również z moim rumieniem, więc w tej materii ratowały mnie głównie kremy oraz maści. I co najważniejsze - odnoszę wrażenie, że za cały efekt, który uzyskałam, odpowiada jedynie esencja, a serum jest totalnie zbyteczne, bo gdy go zabrakło, nie odczułam jakiejkolwiek różnicy. Jeśli więc chciałybyście coś z tej linii wypróbować, z czystym sumieniem polecam SecretKey 24K Gold Premium First Essence.
A Wy miałyście styczność z kosmetykami tej marki? A może znacie tę linię z własnego doświadczenia? Dajcie koniecznie znać! Zdradzicie, czym aktualnie nawilżacie swoją cerę? :)

środa, 20 marca 2019

Purito Snail Clearing BB Cream, czyli o nowym ulubieńcu słów parę

Gdy w wieku 21 lat porzuciłam podkłady na rzecz azjatyckich kremów BB, nie sądziłam, że mój romans z nimi będzie trwał tak długo. Dotychczas moim ulubieńcem był Skin79 Hot Pink, ale producent postanowił zmienić jego kolor i cóż - już nie jest ulubieńcem... W tym oto momencie, zaczęły się poszukiwania czegoś jasnego, co dobrze wyglądałoby na mojej skórze o dziwnym, szaroróżowosinym zabawieniu. Wtedy też, zdecydowałam się przetestować znaleziony na Jolse Purito Snail Clearing BB Cream i cóż mogę powiedzieć... To był strzał w dziesiątkę! :D
Purito Snail Clearing BB Cream
Purito Snail Clearing BB Cream umieszczono w małej, plastikowej tubce, zawierającej 30ml kosmetyku, ważnego 12 miesięcy od otwarcia. Opakowanie jest proste i skromne, ale na szczęście nie niszczy się ono zbyt szybko oraz jest wygodne w użytkowaniu. Dodatkowo dzięki temu, że produkt umieszczono w tubie, można go zużyć do samego końca ;) Konkretnie ten egzemplarz, ma być specyfikiem typowo odżywczym, działać rozjaśniająco, kojąco i przeciwzmarszczkowo.
Purito Snail Clearing BB Cream
Zapach kremu Purito Snail Clearing BB Cream czuć jedynie podczas aplikacji i jest on świeży, przyjemny, ale też bardzo delikatny. Co z kolorem? Według mnie nr 21 Light Beige to zdecydowanie odcień szaro-beżowy, który wpada w różowe tony. W każdym razie do mojej cery adaptuje się wręcz idealnie, mimo tego, że na swatchach wypada dość ciemno. Co się z nim dzieje w ciągu dnia? Na pewno nie ciemnieje, wręcz powiedziałabym, że na mojej twarzy delikatnie jaśnieje, ale może to tylko złudzenie ;) Wykończenie jakie otrzymujemy, to delikatny, zdrowy glow. Twarz jest po prostu rozświetlona, lekko satynowa. Oczywiście jeśli macie ochotę, można zmatowić go pudrem i ja zazwyczaj właśnie tak postępowałam ;) Co do nakładania - tym razem aplikowałam ten BB Beauty Blenderem i sposób ten był bardzo wygodny, ale kosmetyk równie dobrze wygląda jeśli użyjemy palców, uprzednio delikatnie rozgrzewając go na dłoni. Lepiej także nałożyć dwie cieniutkie warstwy, niż jedną grubą :) Dużą jego zaletą, jest stosunkowo wysoki filtr, bo aż SPF38 PA +++.
Purito Snail Clearing BB Cream
Trwałość Purito Snail Clearing BB Cream jest bardzo przyzwoita, nie ściera się, ale solo potrafi ubrudzić otoczenie. Puder załatwia jednak ten mały problem i wtedy wytrzymuje on u mnie calusieńki dzień praktycznie bez poprawek :P Jego krycie jest bardzo dobre. Wszelkie niedoskonałości, zaczerwienienia, piegi i cienie, znikają pod kołderką z kremu. U mnie nie powoduje on wysypu niedoskonałości, ale też za każdym razem bardzo dokładnie wykonuję demakijaż składający się z dwóch bądź trzech etapów ;) Kosmetyk nie podkreśla suchych skórek i nie zbiera się w zmarszczkach, ani załamaniach skóry w celu podkreślenia nierówności xD Czy krem faktycznie posiada właściwości rozjaśniające, nawilżające oraz przeciwzmarszczkowe? No raczej nie bardzo, ale nie oczekuję, że kosmetyk kolorowy będzie robił za mnie to, co pielęgnacja (choć byłoby to miłe i wygodne, ale nie ma lekko :D). To ona jest podstawą dobrego wyglądu naszej cery, a krem BB to tylko skromny dodatek, który ma przede wszystkim nie szkodzić :)
Purito Snail Clearing BB Cream
Krem Purito Snail Clearing BB Cream kosztuje 11$ i uważam, że jak za tę cenę jest kosmetykiem nad wyraz dobrym i zostaje on moim ulubieńcem :D Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to nieszczególnie eleganckie opakowanie i mała gama odcieni, bo osoby wybitnie blade mogą nie znaleźć w niej odcienia dla siebie (mnie pasuje Revlon Colorstay 110). Nie pogardziłabym również, gdyby sprzedawano go w większych tubkach... Ale wiecie co? Ja z pewnością kupię go ponownie!
A Wy miałyście już styczność z marką Purito? Lubicie kremy BB? Macie jakiegoś ulubieńca? Dajcie koniecznie znać!