poniedziałek, 23 listopada 2020

Purito Defence Barrier pH Cleanser, czyli delikatność i skuteczność w jednym

Mycie twarzy wcale nie jest proste i trzeba wypracować sobie odpowiednią metodę, oraz dobrze poznać swoją cerę, aby nie zrobić sobie na tym etapie krzywdy. Jeśli w tym momencie potraktujemy naszą skórę źle, potrafi się to odbić na całej pielęgnacji i wszystko sypie się jak domek z kart. My czujemy ściągnięcie, suchość, na twarzy widnieje bordo, wszystko się łuszczy, a bariera hydrolipidowa płacze... Aby tego uniknąć, musimy zwracać uwagę na to, aby nasz żel miał fizjologiczne pH, zbliżone do pH ludzkiej skóry (czyli 3.5-5.5). I to właśnie oferuje nam Purito Defence pH Cleanser! Jak się on u mnie sprawdził? Już Wam mówię.
Purito Defence pH Cleanser
Purito Defence pH Cleanser umieszczono w białej tubie, z lekko matowego plastiku, na której nadrukowano także szereg informacji dotyczących produktu. Właśnie tu, już na pierwszy rzut oka, bez robienia eksperymentów z papierkami lakmusowymi możemy zobaczyć, że jego pH to 5.5. Opakowanie zawiera 150ml produktu ważnego 12 miesięcy od otwarcia. Pod światło bez problemu można sprawdzić, ile kosmetyku jeszcze zostało wewnątrz. Dozownik tubki jest też dobrze przemyślany, otwór jest dość mały i dobrze dostosowany do konsystencji produktu. Nie wylewa się go ani za dużo, ani za mało. Jest prosto, higienicznie, całość zamyka się "na klik, więc także w miarę wygodnie - ja jestem na tak ;)
Purito Defence pH Cleanser
Purito, z tego co zrozumiałam, twierdzi że żel nie pachnie :P I tu pojawia się zonk, wszak ja bez problemu czuję świeżą, zieloną nutkę podczas mycia ;) Ale nie przejmujcie się - nawet wrażliwym osobom powinna ona przypaść do gustu :) Konsystencja kosmetyku, jest stosunkowo rzadka, ale dzięki temu, że otwór w tubce jest mały, bez problemu można go odpowiednio dozować. Produkt dość łatwo się pieni, dobrze zmywa z twarzy i jest szalenie wydajny. Wystarczy odrobina, by bez problemu umyć całą twarz. Dla mnie sporą zaleta jest też fakt, że nie szczypie w oczy. Ja niezależnie od metody mycia zawsze coś tam jednak przemycę :P Co mówi o nim producent? "Purito Defence pH Cleanser to łagodny, bezzapachowy żel do mycia twarzy, który pod wpływem masażu zamienia się w piankę. W swoim składzie zawiera wyciąg z grapefruita, wąkroty azjatyckiej, mleczko pszczele, alantoinę i olejek z drzewa herbacianego. Produkt idealnie usuwa zanieczyszczenia i resztki makijażu nie wysuszając ani nie podrażniając naszej cery."
Purito Defence pH Cleanser
Jak jednak działa Purito Defence pH Cleanser? Przy mojej aktualnie mieszanej cerze, z trądzikiem różowatym, naprawdę bardzo dobrze! Skóra po użyciu tego produktu jest bardzo ładnie oczyszczona, a jednocześnie blada i niezaczerwieniona. Kolejnym plusem jest fakt, że nie czuję po użyciu żadnego nieprzyjemnego ściągnięcia, podrażnienia, pieczenia ani swędzenia :) Nawet na dłuższą metę, przy stosowaniu dwa razy dziennie nie wysusza i nie powoduje żadnych innych szkód, mimo że zadanie ma niełatwe, wszak aktualnie stosuję nie tylko kosmetyki, ale i maści od dermatologa. Mój mąż, ze skórą tłustą również jest z niego bardzo zadowolony :) 
Purito Defence pH Cleanser aktualnie kosztuje na Jolse 11$, ale zapewne będzie można upolować jakąś ciekawą promocję na Black Friday :) Z tego co widzę, na ten moment także wysyłka jest darmowa. Przy tej wydajności i jakości jaką oferuje nam ten produkt według mnie warto się skusić :)
Znacie żel Purito Defence pH Cleanser? A może macie innych ulubieńców? Czego aktualnie używacie do mycia twarzy? Dajnie koniecznie znać!

wtorek, 17 listopada 2020

Skóra naczyniowa, reaktywna, z rumieniem, trądzikiem różowatym? SVR Sensifine AR Creme pomoże!

Moja skóra od bodajże 3 lat jest dość problematyczna, ale od wiosny tego roku, w moim odczuciu - przegina :D Nie wiem czy ma na to wpływ stres, zły nastrój, kolejny rzut tocznia, czy może noszenie maseczek, ale szczególnie dobrze się to nie skończyło i finalnie wylądowałam u dermatologa, a teraz doprowadzam skórę twarzy do stanu "używalności". Nie chcę zapeszać, ale chyba nawet jestem na dobrej drodze... Ostatnim produktem, który przetestowałam przed leczeniem (trwało to około miesiąc) i towarzyszył mi w jego trakcie (właśnie minął drugi miesiąc) jest SVR Sensifine AR Creme. Jak się spisał w tym trudnym czasie? I dlaczego zdecydowałam się na leczenie? Już Wam mówię ;)
SVR Sensifine AR Creme
Zacznę może od najważniejszego. Na terapię swoich zmian skórnych zdecydowałam się za namową reumatologa, który orzekł podczas "teleporady", że to chyba już najwyższa pora, jeśli objawy trądziku różowatego oraz rumień utrzymują się stale. Lepiej zacząć wcześniej, niż czekać, aż wykwity się rozwiną, utrwalą, bądź pogorszy się w inny sposób ;) (nie miałam u niego wyznaczonej wizyty. Moja Pani Doktor napisała do mnie na fb co tam u mnie - kocham ją za to - ale nie nie mogła wystawić mi przez to recepty). Zaraz potem wylądowałam z kolei u swojego lekarza rodzinnego, który wdrożył leczenie Soolantrą, zaproponowane przez reumatologa. Jeszcze później udało mi się dostać do dermatologa, który stwierdził, że poza trądzikiem różowatym, miejscowo (obok nosa i na brodzie) występuje u mnie także ŁZS i dostałam kolejny lek, oraz zalecenie by kontynuować kurację Soolantrą. Wniosek? Leczenie podczas pandemii to totalny koszmar przypominający półmaraton :P Przejdźmy jednak do najważniejszego, czyli do SVR Sensifine AR ;) Krem umieszczony jest w białym, skromnym kartoniku, zawierającym wewnątrz zwykłą, także białą tubkę z wąskim "dziubkiem" dozującym zawartość. Jedynym "bajerkiem" jest przezroczysta nakrętka i matowy plastik z którego wykonano opakowanie. Kosmetyk pochodzi z apteki, więc jest higienicznie, prosto i skromnie. Całość zawiera 40ml produktu ważnego 9 miesięcy od pierwszego otwarcia.
SVR Sensifine AR Creme
Co o SVR Sensifine AR mówi producent? "Krem przeznaczony dla skóry naczyniowej, nadreaktywnej, z tendencją do trądziku różowatego. Posiada on unikatowy efekt chłodzący, obkurcza i chroni naczynia, zmniejsza przekrwienie. Zapewnia codzienną pielęgnację nawilżającą oraz ukojenie dla skóry naczynkowej. Poprzez redukcję stanu zapalnego zmniejsza zaczerwienienia i wzmacnia naczynka. Aktywny Endothelyol zawarty w kremie poprawia mikrokrążenie, zmniejsza widoczność naczyń krwionośnych, a także przeciwdziała powstawaniu rumienia. Zielony barwnik neutralizuje zaczerwienienia pod względem optycznym, a konsystencja świeżego kremowego żelu zapewnia natychmiastowe wchłanianie i dzięki efektowi chłodzenia przywraca skórze komfort." Jak krem sprawuje się w praktyce? Ma lekką konsystencję i bardzo łatwo rozsmarować go na twarzy. Mimo zielonkawego koloru, na skórze staje się przezroczysty, ale jednocześnie faktycznie od razu lekko neutralizuje bordowy kolor policzków. Po kilku sekundach od aplikacji czuć na twarzy wspomniany już efekt chłodzący. Dla mnie był on naprawdę bardzo przyjemny i kojący, dobrze neutralizował uczucie gorąca oraz pieczenia w miejscach, które są zaczerwienione. Krem praktycznie nie posiada zapachu, ale przy kosmetykach dla cer problematycznych to zdecydowanie zaleta. Jakie wykończenie serwuje nam tenże produkt? Zadowolone powinny być osoby, które lubią lekki, satynowy mat. Krem świetnie nadawał się pod makeup, na dzień bez makijażu oraz na noc. Dobrze współpracował z moimi podkładami, ale nałożony zbyt grubą warstwą na tonik i serum, potrafił się zrolować... Szczególnie nie lubił się ze Skinorenem. I to chyba jego największa wada... :P
SVR Sensifine AR
A teraz pora opowiedzieć, jak SVR Sensifine AR radzi sobie w akcji :D Po pierwsze - krem faktycznie mocno łagodzi rumień i skutecznie usuwał go na jakiś czas nawet gdy nie stosowałam leków. Moje zmiany w ostatnim tygodniu używania go solo były już dość widoczne, a policzki bordowe, ale mimo to, był w stanie jeszcze ukoić dyskomfort i złagodzić zaczerwienienie (już nie całkowicie, ale nieźle je redukował). Gdy tylko włączyłam leczenie, moja twarz znowu stała się blada. Podczas jego stosowania, skóra jest ładnie nawilżona, gładka, jędrna, zregenerowana i po prostu ładna :D Bariera hydrolipidowa, z którą wiecznie miałam problem, nadal trwa niezachwiana pomimo stosowania leków na trądzik. Dodatkowo mam wrażenie, że krem także lekko przyspiesza gojenie (tak, w "te dni" jednak dwie krosty uraczyły mnie swą obecnością). Ogólnie rzecz biorąc, muszę przyznać, że SVR Sensifine AR świetnie sprawdzał mi się zarówno przed leczeniem dermatologicznym, jak i w jego trakcie, co dla mnie jest tylko dodatkową zaletą. Ile kosztuje? Zazwyczaj, w zależności od miejsca zakupu - około 40 - 45zł. 
Podsumowując - jeśli tylko macie problemy z widocznymi naczynkami, rumieniem, trądzikiem różowatym, bądź macie skórę reaktywną, bardzo Wam ten krem polecam. U mnie sprawdził się świetnie i mimo rolowania, na pewno jeszcze do niego wrócę. Po prostu kolega chyba nie lubi konkurencji :D Miałyście już okazję używać kosmetyków marki SVR? Macie wśród ich oferty swoich ulubieńców? Miewacie jakieś problemy z cerą? Dajcie znać w komentarzach!


wtorek, 10 listopada 2020

Pielęgnacja włosów z Phyto prosto od Topestetic

W poście o październikowych nowościach, pisałam Wam, że po latach leczenia, moje zmiany skórne na głowie postanowiły odpuścić i od wiosny czuję się wśród kosmetyków do pielęgnacji włosów jak dziecko w sklepie z zabawkami. Po latach używania trzech szamponów na krzyż oraz może pięciu odżywek - szaleję. Może efekty nie zawsze robią na mnie wrażenie, ale mimo wszystko mnie to cieszy :D (swoją drogą każda remisja którejś choroby mega cieszy :P) Dziś przyszła zatem pora na recenzję duetu marki Phyto. Na tapecie mamy zatem Phyto Phanere, Wzmacniający Szampon Rewitalizujący oraz maskę do włosów Phyto Color Protecting Mask. Jak się sprawdziły? Już Wam mówię ;)
Phyto Phanere, Wzmacniający Szampon Rewitalizujący maska do włosów Phyto Color Protecting Mask
Zacznijmy może od początku, czyli od PhytoPhanere. Jest to Wzmacniający Szampon Rewitalizujący, który według zapewnień producenta, zapewnia pasmom witalność i energię. Kosmetyk delikatnie myje, a włosy odzyskują elastyczność i lekkość. Bazę szampony stanowią delikatne detergenty, skórę łagodnie myją skórę głowy. Składniki pielęgnujące takie jak cynk, witaminy B5 i B6 zostały połączone z ekstraktem z Chinchona, który wykazuje właściwości stymulujące włosy. Kosmetyk umieszczono w bardzo ładnej, granatowej butelce, która ma przekrój kwadratu. Niby prosto, ale mnie jakoś wyjątkowo to urzekło :D Całość ma 250ml i ważna jest rok od otwarcia. Jak go stosować? Według producenta, należy nałożyć produkt na wilgotne włosy, spienić oraz pozostawić na 2 minuty, aby wzmocnić działanie składników aktywnych, ale szczerze Wam powiem, że mnie nie zawsze się chciało :P
Phyto Phanere, Wzmacniający Szampon Rewitalizujący
Wewnątrz butelki, znajdziemy brązowawy żel, o bardzo intensywnym zapachu ziół. Mnie się on podoba i absolutnie nie przeszkadza, ale mam świadomość, że niektórzy mogą kręcić na niego nosem. Na szczęście nie pozostaje on na włosach ;) Mimo tego, że według producenta zastosowano w nim łagodne detergenty, szampon bardzo dobrze się pieni, co przekłada się także na jego wydajność. Nie przedłuża świeżości włosów, ale też jej nie skraca. Przy codziennym użytkowaniu nie podrażnia skalpu, a włosy są sypkie, czyste i zdrowe. W jego przypadku jestem jak najbardziej na tak, przy mojej wrażliwej skórze głowy spisał się bardzo dobrze. Kupić go można za około 60zł na Topestetic. Drugi kosmetyk, jakim miałam okazję uraczyć swoje włosy, to PhytoColor, Maska Chroniąca Kolor przeznaczona oczywiście do włosów farbowanych. Według producenta doskonale chroni włosy przed działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych - dzięki zawartości tanin z drzewa Tara oraz ekstraktu z kiełków słonecznika. Olej karanja zapewnia niezbędną dawkę nawilżenia dla włosów farbowanych i rozjaśnianych. Pasma odzyskują blask, są doskonale odżywione, a ich kolor pozostaje głęboki i zachowany na dłużej.
PHYTO COLOR Maska chroniąca kolor
Umieszczono ją w metalowej tubie, zawierającej 150ml, również ważnej rok od otwarcia. Szczerze powiem jednak, że ten metal, w połączeniu z małą zakrętką i wilgotnymi dłońmi, naprawdę jest średnio wygodny... Maska ma konsystencję kremu, który z łatwością rozprowadza się na włosach, co czyni ją naprawdę wydajnym. Pachnie świeżo i kwiatowo, ale nie wyczułam, by aromat zostawał z nami na dłużej. Trzymać ją na włosach można od minuty do 7, ale zdarzało mi się także 20... I szczerze powiem, że niezależnie od tego, jak ją stosowałam, efekt był dość podobny. Włosy były błyszczące, sypkie oraz zyskiwały na objętości ale ciężko je było rozczesać i dość mocno się elektryzowały. Jeśli maskę miałam na głowie dłużej, pasma robiły się tylko trochę bardziej miękkie. Czy przedłużyła ona trwałość koloru? Może trochę...? Szczerze powiem, że spodziewałam się po niej większych efektów... Mimo wszystko, być może fanki naturalnej pielęgnacji oraz właścicielki bezproblemowych włosów będą zadowolone ;) Maska kosztuje na Topestetic 67zł.
Znacie kosmetyki marki Phyto? Miałyście już z nimi styczność? Macie jakichś swoich ulubieńców? Dajcie koniecznie znać! :)

czwartek, 5 listopada 2020

Dottore Rossatore Resurfacing Cream, czyli wygładzający krem na noc do cery naczyniowej i wrażliwej od 4skin

Dziś pora na moje wrażenia z pierwszego spotkania z marką Dottore. Miałam okazję testować Wygładzający Krem na Noc do Cery Naczyniowej i Wrażliwej, czyli Dottore Rossatore Resurfacing Cream. Produkt ten łączy ze sobą działanie specyfiku do cery naczynkowej i naderaktywnej z prewencją przeciwstarzeniową oraz redukcją niedoskonałości skóry. Pomyślałam - w sam raz dla mnie! Tylko czy jak coś jest do wszystkiego, to nie jest do niczego? Same przeczytajcie ;)
Dottore Rossatore Resurfacing Cream wygładzający krem na noc do cery naczyniowej i wrażliwej
Dottore Rossatore Resurfacing Cream, czyli Wygładzający Krem na Noc do Cery Naczyniowej i Wrażliwej umieszczono w eleganckim opakowaniu z pompką. Aby się do niej dostać, należy "przekręcić" opakowanie i dzięki temu wysuwa się ona do góry. Niby nic, a jednak to bardzo sprytne zabezpieczenie na podróż. Muszę przyznać, iż mimo tego, że całość wykonana jest z plastiku, prezentuje się naprawdę elegancko. Opakowanie jest matowe, z zielonymi napisami, zawiera 50ml kosmetyku i ma bez zarzutu działającą pompkę. Produkt należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Warto również w tym miejscu wspomnieć, że Dottore to Polska marka - ja osobiście wcześniej o tym nie wiedziałam ;)
Dottore Rossatore Resurfacing Cream wygładzający krem na noc do cery naczyniowej i wrażliwej
Co o swoim kremie mówi producent? "Preparat opiera się na kompleksie prorewitalizującym (w skład którego wchodzi kwas migdałowy, glikolowy, mlekowy, winowy, cytrynowy i szikimowy wraz z azeloglicyną oraz bromeliną), który stopniowo usuwa zrogowaciałe komórki naskórka, odblokowuje pory oraz odsłania nową, rozjaśnioną skórę. Pomimo efektu złuszczającego, skóra nie reaguje podrażnieniem ani wrażliwością, gdyż kompleks posiada niskie stężenie kwasów oraz wysokie pH (4). Dodatek azeloglicyny redukuje stany zapalne oraz zmniejsza rumień, a kwas szikimowy optymalizuje wydzielanie łoju, co gwarantuje efekt zmatowienia na twarzy. Krem ma również działanie antyoksydacyjne. Po użyciu uzyskujemy efekt rozjaśnionej, złagodzonej i wygładzonej skóry. Kosmetyk dodatkowo uszczelnia naczynia krwionośne oraz uelastycznia skórę." Krem ma białą barwę i dość specyficznie pachnie cytrusami. Nie jest to może najpiękniejszy aromat z jakim miałam styczność, ale nie należy do męczących i dość szybko się ulatnia. Aplikację kosmetyku uprzyjemnia nietypowa konsystencja, ponieważ tak naprawdę nie jest to typowy krem, a coś pomiędzy nim, a żelem. Produkt łatwo sunie po skórze, stając się przy kontakcie z nią bardziej wodnisty, nie lepi się i całkiem sprawnie się wchłania, pozostawiając po sobie jednak delikatny film - w sam raz na noc. Na plus należy zaliczyć w jego przypadku fakt, iż jest całkiem wydajny;)
Dottore Rossatore Resurfacing Cream wygładzający krem na noc do cery naczyniowej i wrażliwej
Co zatem z działaniem Dottore Rossatore Resurfacing Cream? Muszę przyznać, że testowałam go w naprawdę trudnym dla mojej cery momencie, a mimo to całkiem nieźle dawał sobie z nią radę. Faktycznie delikatnie złuszczał wszelkie powierzchowne nierówności naskórka, jednocześnie nie podrażniając go. Nowe niedoskonałości przestały się pojawiać, zmarszczki wydają mi się jakby mniej widoczne i wygładzone, a cera podczas stosowania kremu faktycznie wyglądała lepiej. Dodatkowo kosmetyk łagodził rumień w całkiem przyzwoitym stopniu i pod koniec opakowania dobrze sprawdzał mi się przy wdrażaniu kuracji trądziku różowatego (tak, w końcu doczekałam się wizyty u dermatologa :P W tych czasach to spore osiągnięcie). Cera podczas jego stosowania była jędrna, gładka, przyjemnie napięta oraz sprężysta.
Krem Dottore Rossatore Resurfacing Cream kosztuje w sklepie 4skin.pl 219zł (dostawa jest darmowa). Z mojej perspektywy, jeśli macie umiarkowany problem z trądzikiem różowatym, pierwsze zmarszczki bądź kłopot z rumieniem - warto go wypróbować, być może poprawi stan także Waszej cery :) Znacie kosmetyki marki Dottore? Miałyście okazję testować produkty tej firmy? Jaki krem aktualnie stosujecie? Dajcie znać!

sobota, 31 października 2020

Październikowe nowości i dużo prezentów!

Październik nie był miesiącem, w którym robiłam zakupy. Ba! Sama dla siebie kupiłam tylko trzy rzeczy i to również wyłącznie dlatego, że jakimś cudem moja mama dostała spory kod rabatowy do swoich nabytków i postanowiła mi go oddać :P Powoli kupuję już prezenty świątecznie, jednocześnie starając się oszczędzać, wszak nie wiadomo co przyniesie życie (sytuacja jest u mnie chyba jeszcze bardziej niepewna niż w marcu) i uwaga: chyba pierwszy raz nie miałam ochoty :P Mimo to, trafiła do mnie masa nowości: ze współprac, wygranych konkursów, prezentów, upominków urodzinowych lub już bożonarodzeniowych... Więc mimo mojego zakupowego "postu", i tak będzie na bogato :D Nic w przyrodzie nie ginie... :P Zapraszam do oglądania :)
Loreal professional kerastase
Co kupiłam sama? Ano rzeczy do włosów... Znacie to uczucie, kiedy od czasów nastoletnich czegoś nie było Wam wolno i nagle okazuje się, że znów możecie wrócić do pięknie pachnących szamponów oraz macie radochę ze stosowania pielęgnacji włosów? Pewnie nie, ale mnie właśnie to się przytrafiło i czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Dlatego, gdy mama obdarowała mnie kuponem na 50zł, kupiłam sobie dwie rzeczy z linii L’Oréal Professionnel Serie Expert Pro Longer. Pierwszą z nich jest maska (duża oczywiście, bo włosy mam długie, z resztą to schodzi u mnie hurtem), a drugą szampon. Co ta seria "robi"? Odnawia włosy w całej rozciągłości i je "wypełnia" przez co wyglądają na grubsze. Dba też o końcówki, podobno świetnie nadaje się do długich włosów oraz kobiet chcących zapuścić swoje pasma :) No i Kerastase... To Kojący Szampon do Skóry Wrażliwej, Specifique Bain Vital Dermo - Calm, który kupiłam bo uwaga: chłodzi :P Poza tym także łagodzi, pomaga ukoić wrażliwą skórę głowy i ogólnie miał dobre opinie :D
kerastase chronologiste is clinical uzu chanel
I tym sposobem powoli przechodzimy dalej... To prezent, który dostałam od Interendo już na urodziny, przy okazji wizyty w Grudziądzu :D Dla niezorientowanych - są 25 grudnia ;) Co dostałam? Same fajne rzeczy! :D Kosmetyczkę, mini serum Is Clinical Hydra Cool (rewelacja), Ren Evercalm Overnight Recovery Balm, błyszczyk UZU 38 st/99stF  +1 w kolorze Sheer Pink, który marzył mi się od bardzo dawna, ogrzewacz na oczy Kao Megrhythm Steam Eye Yuzu oraz pomadkę Chanel Rouge Allure Velvet Extreme 114 Epitome - jestem zachwycona jej kolorem, zawartością i jakością opakowania... A poza tym - czarne Kerastase xD Tym razem trafiła do mnie najnowsza linię Chronologiste, Patrycja sprezentowała mi szampon, oraz maskę. W środku były też słodycze, ale mąż nie dał im długo stać ;) Niesamowicie się cieszę i dziękuję za piękny prezent! :D
Caudalie
Na spotkaniu u Patrycji była także I Love dots :D Od niej dostałam z kolei kilka kosmetyków marki Caudalie, które od dawna wołały do mnie "mamo!" i Madzia dobrze o tym wiedziała ;) Cóż to takiego? Przede wszystkim  mini Skoncentrowana Esencja Dodająca Blasku Vinoperfect, oraz bardzo interesujący zestaw zawierający w sobie miniatury Oczyszczającego Żelu Myjącego Vinopure oraz Toniku Oczyszczającego Czysta Skóra Vinopure. Gwiazdą jest tutaj Serum Infuzja przeciw Niedoskonałościom Vinopure, którego jestem ciekawa jak nie wiem i już nie mogę się doczekać, aż je wypróbuję :D i teraz hit! Pomadka z Marie, z limitowanej edycji "Aryskotraci" Cutepress x Disney Let the Adventure Begin Dumbo and Marie Cashmere Lip And Cheek Colour w kolorze Bubblegum. Jak ją zobaczyłam, to dosłownie zaświeciły mi się oczy, jest cudowna! <3 Poza tym w paczce był jeszcze kubek, ręczniczki oraz gifty dla moich kotów, które na bloga już się nie nadają ;) Madziu, bardzo Ci dziękuję! ;*
nuxe, some by mi, purito
To jednak nie wszystko co przywiozłam, wszak na spotkaniu była także Myskinstoryy :D Ona oczywiście także obdarowała nas różnymi dobrociami ;) Tak więc: dostałam miniaturkę peelingu - kremu Institut Esthederm Gentle Deep Pore Cleanser, płatki oczyszczające z wyciągiem z wąkrotki azjatyckiej Purito Centella Green Level All In One Mild Pad, masę próbek, których tutaj nie ma, mini tonik z mojej ulubionej serii Some by Mi Yuja Niacin Brightening Toner, oraz dwa produkty Nuxe: krem w spreyu Creme Fraiche de Beaute, oraz Insta Masque w wersji różowej - złuszczającej i ujednolicającej cerę :) Poza tym, było też kilka zupełnie nieznanych mi rzeczy :D Na przykład żel nawilżający Darphin All Day Skin Hydrating Gel Creme, filtr SPF 30 Coola Sun Silk Drops, mini kremik Perricone MD H2 Elemental Energy Hydrating Cloud Cream oraz serum z kwasami Allies of Skin Mandelic Pigmentation Corrector Night Serum :) Same fajne nowości do testowania. Kasiu, dziękuję! :D
ducray
Na tym zdjęciu widać z kolei zestaw kosmetyków Ducray, który był prezentem dla dziewczyn biorących udział w programie "Gotowe na zmianę". Główna nagroda to udział w warsztatach coachingowych, dotyczących akceptacji chorób przewlekłych, ale jakże by inaczej, dostałyśmy także masę kosmetyków i gadżetów, których nie ma na zdjęciu ;) Co zatem było w paczce? Szampon Kertyol PSO, koncentrat na zmiany łuszczycowe Kertyol PSO, Szampon Elution oraz odżywka do włosów z tej samej serii, krem emolientowy i żel pod prysznic Dexeryl, krem do rąk, pomadka do ust, płyn micelarny i krem do twarzy Hydra UV z serii Ictyane, śliczny biały kocyk, torba, kosmetyczka oraz kosmetyczka samolotowa i gniotek relaksacyjny, który został hitem w moim domu xD Pokazywałam Wam je już kiedyś na moim instagramie :)
uzdrovisco
Ze względu na aktualną sytuację na świecie, tegoroczne Meet Beauty odbywało się w formie telekonferencji. Jeśli mam być szczera - mnie ta forma odpowiadała, choć jeden z wykładów był wyjątkowo mało interesujący. Świetną prezentację miała dla nas za to firma Uzdrovisco, od której dostałyśmy także mały upominek. W paczce znalazłam Fitodozujący Wieczorny Krem Redukujący Zmarszczki, Fitodozującą Ampułkę - Booster w wersji Wzmocnienie i Odbudowa, oraz Fitoaktywny Tonik - Esencję, który sam producent opisał jako "Bezwacikowy, Nawilżający" :) Z całej paczki chyba właśnie te trzy rzeczy były najciekawsze, tak samo jak prezentacja ;)
meet beauty
To druga część paczki z Meet Beauty Conference :) Znalazłam w niej Oczyszczający szampon Octowy Biovax, saszetkę z Maską Intensywnie Regenerującą Biovax oraz produkt marki Terra Nova "Jagody - Supermieszanka". Znajdziemy w niej ekstrakt z jeżyn, czarnej maliny, aronii, żurawiny, acai, rokitnika, borówki, czarnego bzu, truskawek, a formułę uzupełniono o spirulinę, otręby ryżowe, sok z liści pszenicy, młody jęczmień oraz starannie wyselekcjonowane probiotyki i enzymy.
Mediheal caudalie
Od firmy Caudalie otrzymałam miniaturkę ich nowego kremu Reservatrol - Lift Krem Kaszmir Liftingujący. Od lat bardzo lubię tę markę (na blogu znajdziecie kilka recenzji ich produktów w wyszukiwarce z prawej strony) więc z chęcią przetestuję także tą nowość :) Poza tym, dostałam także przesyłkę od Mediheal, w której znalazły się Akupresurowa Maska w Płachcie Golden Chip dla cery skłonnej do przebarwień, N.M.F. Aquaring Hydrożelowa Maska w Płachcie dla skóry dojrzałej, która nawilża, łagodzi oraz działa przeciwstarzeniowo, a także Plasterki na Wypryski A Zero Shot. Szczerze powiem, że chyba to właśnie ich jestem najbardziej w tym momencie ciekawa i z chęcią zobaczę co potrafią ;)
o' right coffeine ice shampoo szampon
Na tym zdjęciu widać z kolei efekt współpracy z marką O'Right. Szczerze powiem, że bardzo dobrze wspominam poprzednie dwa szampony, które miałam w swojej karierze i tym razem dostałam do przetestowania kolejne dwa. Pierwszy z nich nosi nazwę Ice Szampon Chłodząco - Oczyszczający :) Usuwa on zanieczyszczenia, a także chroni włosy przed utratą nawilżenia oraz blasku. I naprawdę bardzo przyjemnie chłodzi głowę! Drugi z nich to Recoffe Szampon Kofeinowy Wzmacniający i Pobudzający Wzrost Włosów. Zawiera w składzie naturalną kofeinę pozyskiwaną  z ziaren kawy oraz ekstrakty roślinne z wiązówki błotnej oraz z dymnicy pospolitej. Szampon rewitalizuje łodygi włosów, aktywnie odżywia cebulki i pobudza krążenie w skórze głowy, dzięki czemu substancje zawarte w produkcie są lepiej wchłaniane. Używałam ich obu i też pozostawiły po sobie świetne wrażenie. Uwaga - kawowy nie pachnie kawą! ;) (dla mnie - na szczęście).
yves rocher
Tu z kolei widać przesyłkę, którą dostałam w tym miesiącu od Yves Rocher. Znalazłam w niej wodę perfumowaną Mon Rouge, dwa podkłady z serii Rozświetlająco - Detoksykującej Le RadieuxNawilżający Krem pod Oczy z Bławatkiem bio Pur BleuetŁagodzącą Wodę Kwiatową z Bławatka bio Pur Bleuet, trzy peelingi Gommage Detox, z masłem shea, węglowy oraz brzoskwiniowy, Wielozadaniowy Roślinny Balsam do Włosów Suchych i ZniszczonychDwufazowy Płyn do Demakijażu Oczu z Wyciągiem z Bławatka bio Pur BleuetOdświeżający Dezodorant 48h z Karpobrotem oraz Uniwersalny Puder Sypki :)
bielenda proffesional sebio derm
W ostatnim miesiącu dostałam także mały prezent od marki Bielenda Proffessional. Są to trzy produkty z ich nowej linii Sebio Derm. Przeznaczona jest ona zarówno do skór młodych, oraz dojrzałych. Oprócz składników regulujących wydzielanie sebum, nawilżających i pomagających w walce z niedoskonałościami ma też działanie anti-aging – pomaga w walce ze zmarszczkami, starzeniem się skóry, poprawia jej wygląd i restrukturyzuje. Do wypróbowania dostałam Specjalistyczne Serum Sebo - Regulujące z niacynamidem, cynkiem, kwasami PHA, oraz peptydami, Normalizujący Tonik z Kompleksem Antybakteryjnym, a także Specjalistyczny Krem Normalizująco - Nawilżający z Bakuchiolem. On także zawiera niacynamid, oraz jeszcze jeden bardzo ciekawy składnik - olej tamanu ;) Na dodatek otrzymałam Ekskluzywny Rewitalizujący Krem pod Oczy Pro Age Expert. W swoim składzie ma kofeinę, żeń szeń, kwas hialuronowy, oraz świetlik. Szczerze? Jestem go bardzo ciekawa! 
Phyto szampon maska
To trio dostałam z kolei od sklepu Topestetic. Na pierwszym miejscu widać Natural Active Cream, czyli krem łagodzący przebieg chorób skórnych (bo u mnie jak nie urok to przemarsz wojsk), zalecany przy łuszczycy, AZS, lub kontaktowym zapaleniu skóry. Drugi produkt to z kolei Phyto Color Protecting Mask, czyli maska chroniąca kolor włosów farbowanych. Jej głównym zadaniem jest nawilżenie oraz odżywienie naszych pasm :) Ostatnia już rzecz, zarówno z tego zdjęcia, jak i całego posta, to Phyto Phanere, Wzmacniający Szampon Rewitalizujący. Zawiera on witaminy z grupy B, cynk, ekstrakty z ziół i ma za zadanie łagodnie oczyszczać, dodając włosom lekkości oraz sprawiać by były miękkie i delikatne. 
I to wszystko na dziś :) Mimo tego, że sama nie kupiłam prawie nic, nowości nazbierało się bardzo dużo... :D Dajcie znać, co wpadło Wam w oko i co trafiło do Was w minionym miesiącu ;) Jeśli macie ochotę możecie nawet zostawić link :) 

poniedziałek, 26 października 2020

Eucerin Anti - Pigment Dual Serum, czyli walczymy z przebarwieniami

Jakiś czas temu przeżyłam wysyp niedoskonałości prawdopodobnie związany z włączeniem kolejnego leku. Zostały po nim oczywiście przebarwienia pozapalne, z którymi jeszcze nie umiałam sobie radzić na bieżąco i na moje nieszczęście - po jakimś czasie pięknie się utrwaliły. Niestety ciężko powiedzieć mi dlaczego. Nie chciał działać na nie mój nowy "standard powypryskowy", czyli niacynamid z kwasem azaleinowym, więc stwierdziłam, że czas sięgnąć po coś innego... Padło na polecane akurat przez Inti Skin Anti - Pigment Dual Serum marki Eucerin. Jak się sprawdziło? Czy dało radę okiełznać moje stare przebarwienia? Już Wam mówię!
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum znajduje się w prostym opakowaniu w kształcie walca. Jedyny bajer, jaki ono posiada, to dwie "komory" wewnątrz i podwójna pompka. W białej części znajduje się produkt z kwasem hialuronowym, a w miedzianej: serum z tiamidolem, czyli substancją, która ma za zadanie ujednolicić nasz koloryt. Pompka sama w sobie działa przyzwoicie, ale ciężko ją uruchomić, tak by od razu produkt zaczął wydobywać się z obu otworów. Dziewczyny na instagramie opracowały już masę patentów na ten problem. Ja swoje serum "uruchomiłam" następująco: zdjęłam dozownik i pompowałam tylko jedną, tą felerną część, aż poleciał z niej kosmetyk. Potem wszystko działało już bez zarzutu. Całość ma 30ml, jest ważne 12 miesięcy od otwarcia i stosowane 2 razy dziennie wystarcza na około miesiąc (niestety zużycia produktu nie da się śledzić na bieżąco). Aby tiamidol zadziałał jak najskuteczniej, należy stosować go cztery razy dziennie. Ja dwa razy aplikowałam serum, a gdy nie nosiłam makijażu, stosowałam w ciągu dnia Punktowy Korektor przeciw Przebarwieniom, również z linii Eucerin Anti - Pigment.
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum
Co o swoim kosmetyku mówi producent? "Wpływ promieniowania słonecznego, zmiany hormonalne czy procesy starzenia mogą doprowadzać do zwiększonej produkcji melaniny, co zwiększa ryzyko wystąpienia niepożądanej hiperpigmentacji. Serum rozjaśniające Eucerin Anti - Pigment Dual Serum bardzo skutecznie zwalcza przebarwienia i regeneruje skórę. Ten wyjątkowy produkt łączy w sobie skuteczność dwóch rodzajów serum, które działają na różne sposoby. Opatentowany tiamidol rozwiązuje przede wszystkim problem hiperpigmentacji, a kwas hialuronowy utrzymuje optymalne nawilżenie skóry." Kosmetyk ma więc za zadanie rozjaśnić przebarwienia, zapobiegać powstawaniu nowych, głęboko nawilżać skórę, ujednolicić koloryt cery oraz przywrócić nam młodzieńczy wygląd skóry :) Brzmi kusząco :D
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum
Jak już wspomniałam, wewnątrz butelki znajdują się dwa rodzaje serum, które po wyciśnięciu należy ze sobą wymieszać i nałożyć na twarz. Jedno z nich jest żółtawą, dość gęstą emulsją, a drugie to przezroczysty żel. Ja nakładam na twarz jedną pompkę (czasem półtorej) i przy takiej ilości spokojnie wchłania się ono do tego stopnia, że nie musimy obawiać się klejenia, ani innych nieprzyjemnych doznań. Czasem aplikowałam na nie jeszcze krem, czasem nie - zależało to głównie od mojego humoru. Muszę jednak przyznać, że całkiem ładnie współpracowało ono z makijażem i innymi produktami pielęgnacyjnymi, choć ze dwa razy zrolowało mi się w towarzystwie emulsji Avene Cicalfate... Tyle że to tamta ma taki "feler" :P Teraz przyszła pora na zapach... Cóż, przyznać trzeba, że jest kwiatowo - alkoholowy :P To drugie oczywiście szybko się ulatnia, kwiaty zostają z nami ciut dłużej, ale aromat nie powinien nikomu przeszkadzać. U Inti Skin wysłuchałam kiedyś na instastory, że alkohol ma pomóc wniknąć substancji czynnej głębiej w skórę i nie musimy bać się wysuszenia. U mnie faktycznie nie miało to miejsca.
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum
Co jednak ze skutecznością? Muszę przyznać, że serum faktycznie działa! (nie bez powodu znalazło się w moich ulubieńcach). Zgodnie z obietnicą, już po dwóch tygodniach pomyślałam "jest ciut lepiej". W trakcie kuracji robiłam sobie zdjęcia i moje stare plamy na czole oraz policzkach faktycznie przez wakacje po prostu się ulotniły (w międzyczasie dorobiłam się nowych, wynikających z okołookresowych "akcji" ale to już inna historia, a na świeże zmiany działa dobrze niacynamid i skinoren). Moja skóra, po usunięciu dawnych przebarwień jeszcze z czasów gdy nie umiałam sobie z nimi radzić na bieżąco, oraz w dużej mierze piegów naprawdę dużo zyskała. Wygląda na młodszą, zdrowszą i po prostu ładniejszą. Dodatkowo, pomimo alkoholu, Eucerin Anti - Pigment Dual Serum naprawdę skutecznie nawilża twarz, co miałam okazję sprawdzić podczas letnich upałów. Więcej od niego nie oczekuję :D 
Jeśli macie problemy ze starymi zmianami pozapalnymi, melasmą albo nie lubicie swoich piegów - polecam! Choć z tymi ostatnimi może być Wam się najciężej rozstać :D Jedyną wadą tego produktu może być dostępność (tylko Notino), oraz cena, wszak by je kupić, trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu 160zł. Mimo to - polecam. Szczególnie, że u mnie kuracja dwoma opakowaniami serum oraz korektorem, przyniosła wspaniałe rezultaty.
Znacie Eucerin Anti - Pigment Dual Serum? Macie problem z przebarwieniami po zmianach trądzikowych? Jak sobie z tym radzicie? A może trapi Was coś innego? Dajcie znać!







poniedziałek, 19 października 2020

Jesienna pielęgnacja i kwasy, czyli mój hit: Tonik Krave Kale - Lalu - yAha

Choć już coraz więcej osób stosuje w pielęgnacji kwasy i retinol przez cały rok, to właśnie jesienią myśli  się o nich szczególnie intensywnie. Jest to polecany przez kosmetologów moment, aby zacząć z nimi swoją przygodę, lub podziałać na skórę silniej niż zawsze, ze względu na brak słońca (wiele tych substancji jest fotouczulająca). A jesień w tym roku jest chyba wyjątkowo mroczna i deszczowa :D Co potrafią kwasy? Głównie złuszczają skórę, i poleca się je do walki z trądzikiem, zmarszczkami, zmęczoną, poszarzoną cerą, oraz w wielu innych przypadkach. Dodatkowo potrafią także uelastycznić, dodać blasku, zniwelować część przebarwień, a często także zadziałać przeciwzapalnie.  Dziś na tapecie jeden z moich ulubionych produktów tego typu, czyli tonik Krave Kale - Lalu - yAha! Jak się u mnie spisał? Już Wam mówię :)
tonik Krave Kale - Lalu - yAha
Tonik Krave Kale - Lalu - yAha umieszczony został w plastikowej butelce, zawierającej 200 mililitrów preparatu, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Opakowanie jest twarde i porządne, z chyba niezniszczalną etykietą, zakręcanym korkiem oraz dozownikiem, którym możemy wylać dokładnie tyle toniku, ile nam potrzeba. Co mówi o nim producent? "Tonik zawiera 5,25% kwasu glikolowego pozyskanego z trzciny cukrowej, który jest niezwykle skutecznym i delikatnym składnikiem złuszczającym skórę. Tonik Krave Kale - Lalu - yAHA zawiera wyciągi z zielonych warzyw, czyli jarmużu, szpinaku i pietruszki, których właściwości przeciwutleniające pozytywnie wpływają na stan cery oraz opóźniają proces starzenia. Intensywne nawilżenie zapewnia aloes, kwas hialuronowy oraz witamina B5, a alantoina łagodzi skórę oraz niweluje podrażnienia przynosząc całkowitą ulgę wrażliwej skórze." Jego pH waha się między 3.5 a 4.0 i należy go stosować 2 albo 3 razy w tygodniu. Krave jest oczywiście "Made in Korea" ;)
tonik Krave Kale - Lalu - yAHA
Tonik Krave Kale - Lalu - yAHA ma delikatny, kwaskowo - "zielony" zapach, który jest dla mnie wyczuwalny jedynie z butelki. Jego konsystencja jest typowo wodnista, więc mimo tego, że lubię aplikować tego typu produkty palcami, tym razem postawiłam na waciki ;) Nakładałam go zgodnie z zaleceniami producenta, 3 razy w tygodniu, no może czasem 4... Po przetarciu nim twarzy, całość pięknie wchłania się do matu, a reszta pielęgnacji ładnie z nim współpracuje (ja po kwasach odczekuję z aplikacją kremu i serum około 30 minut). Bardzo cenię go za fakt, że nie szczypie, nie piecze, nie powoduje zaczerwienień, a cera nie łuszczy się w widoczny sposób. Tonik Krave Kale - Lalu - yAHA po prostu zupełnie nie powoduje podrażnień, a kwasy - umówmy się - potrafią czasem narozrabiać ;) Przy tego typu kuracjach warto szczególnie zadbać o nawilżenie i regenerację cery, oraz oczywiście stosować filtry SPF.
Tonik Krave Kale - Lalu - yAHA
Jak więc Krave Kale - Lalu - yAHA działa na skórę? Co tu dużo gadać... Rewelacyjnie! Stosowany regularnie z całą stanowczością znacząco przyczynił się do redukcji zaskórników. Pory są oczyszczone, a na twarzy pojawia się mniej niedoskonałości. Co ważne - gdy zaczęłam jego stosowanie, nie pojawił się u mnie żaden "wysyp" ani nic podobnego. Dodatkowo skóra jest po nim po prostu ładniejsza. Koloryt staje się bardziej jednolity, cera jest gładsza, bardziej jędrna, zmarszczki są jakby mniej widoczne... Ze względu na połączenie kwasów AHA z substancjami łagodzącymi i nawilżającymi, świetnie powinien się on sprawdzić u osób posiadających cery wrażliwe. Mimo, że posiadam ogromne tendencje do rumienia, nigdy nie odnotowałam, by pojawił się on po użyciu toniku Krave. Z chęcią będę do niego wracać :) Jego koszt waha się od 140 do nawet 250zł.
Znacie markę Krave? Stosujecie jesienią kwasy? Jaki jest Wasz ulubiony produkt? Dajcie znać w komentarzach :)



wtorek, 13 października 2020

Kosmetyczne hity ostatniego czasu - pielęgnacja!

Rok 2020 dalej pędzi u mnie dosłownie jak szalony. Mam wrażenie, że dni podczas pandemii dosłownie przeciekają mi przez palce... Od wyłonienia ostatnich ulubieńców minęły już 4 miesiące i zgodnie z moim kalendarzem - właśnie najwyższa pora na kolejnych ;) Co sprawdziło się tym razem szczególnie dobrze? Same zobaczcie! Tym razem szczególnie fanki pielęgnacji powinny poczuć się zainteresowane ;)
Eucerin Anti - Pigment Dual Serum svr sensifine ar
1. Eucerin Anti - Pigment Dual Serum - Stosuję już drugie opakowanie tego produktu i szczerze powiem Wam, że naprawdę jestem z niego bardzo zadowolona. Serum oraz resztę serii, kupiłam z polecenia Inti Skin, ponieważ nie mogłam poradzić sobie z moimi starymi przebarwieniami pozapalnymi. O ile o te świeże potrafię już zadbać tak, by nie zostać w kropki, tak zabrakło mi pomysłu na to, co starsze, pozostałe z etapu "Ratunku! Co począć z tymi kropkami?" :P Tiamidol zawarty w serii Eucerin Anti - Pigment okazał się u mnie naprawdę skuteczny i z czystym sumieniem muszę przyznać, że skóra w końcu jaśnieje :) Jest miłość, będzie jego pełna recenzja ;)
2. SVR Sensifine AR - Mój absolutny HIT, który sprawdził się w przypadku totalnego kryzysu, kiedy to twarz piecze, pali żywym ogniem, jest czerwona jak burak, a Ty cieszysz się w duchu, że mamy obowiązek noszenia masek. Posiada on świetny efekt chłodzący, który ratuje życie w trudnych momentach, a Endothelyol zawarty w kremie poprawia mikrokrążenie, zmniejsza widoczność naczyń krwionośnych i przeciwdziała powstawaniu rumienia. Krem posiada też zielony barwnik neutralizujący optycznie moje bordo na twarzy. Uważam, że ten produkt powinna poznać każda osoba z cerą naczyniową i sprawdzić na sobie, czy czasem nie uratuje jej z opresji ;) U mnie on naprawdę ładnie "wybielał" skórę. (za polecenie dziękuję virulentiss)
Krave kale lalu yaha BasicLab Serum Peptydowe pod Oczy z Argireliną 10% Nawilżenie i Ujędrnienie
3. Krave Kale-lalu-yAHA - To złuszczający tonik, zawierający kwas glikolowy pochodzący z trzciny cukrowej, wyciąg z jarmużu, szpinaku oraz pietruszki, aloes, kwas hialuronowy, witaminę B5 i alantoinę. To wszystko jest nam w stanie zapewnić skuteczne, ale jednocześnie delikatne złuszczenie skóry, oczyszczenie zapchanych porów, oraz wygładzenie cery. Naczytałam się na jego temat u Kasi samych dobrych rzeczy i cóż, ja także jestem w nim zakochana... Na pewno na stałe zagości w mojej łazience i w końcu muszę zmobilizować się do napisania recenzji tego toniku ;)
4. BasicLab Serum Peptydowe pod Oczy z Argireliną 10% Nawilżenie i Ujędrnienie - To leciutka "gęsta woda", która nie pachnie i błyskawicznie wchłania się do matu. W tym momencie używam drugiego opakowania, które dzielę z mamą na pół, bo kosmetyk jest ważny 3 miesiące od otwarcia, a przy jego szalonej wydajności, nie jestem w stanie zużyć go całego. Obie stwierdziłyśmy jednogłośnie, że serum jest genialne i widać znaczącą różnicę w wyglądzie skóry wokół oczu. Kosmetyk faktycznie zapewnił  nam wygładzenie i lifting tej okolicy, a cienie pod oczami są mniej zauważalne. Skóra podczas stosowania serum jest jędrna, bardziej elastyczna, nawilżona, a obrzęki mniejsze. W naszej ocenie, warto wydać na ten kosmetyk pieniądze ;) (tu znajdziecie pełną recenzję)
Maska Nawilżająco - Kojąca Kerastase Specifique, Masque Hydra - Apaisant
5. Maska Nawilżająco - Kojąca Kerastase Specifique Masque Hydra - Apaisant - Ma ona ciekawą, żelową konsystencję oraz bardzo przypadł mi do gustu jej zapach. Jest świeży, może lekko jaśminowy i autentycznie czuć w nim nutkę luksusu. A dodatkowo ten aromat naprawdę zostaje jakiś czas na naszych włosach! Poza tym ten kosmetyk genialnie działa :) Maska świetnie nawilża skórę głowy sprawiając, że skalp jest ukojony i nie swędzi. Włosy po jej użyciu także prezentują się przepięknie. Są wyjątkowo błyszczące, bardzo miłe w dotyku, odbite od nasady i nieobciążone. To chyba dotychczas moja ukochana maska ever :D (tutaj przeczytacie całą recenzję)
I to już wszystko na dziś. Znacie może któregoś z moich ulubieńców? A może miałybyście ochotę poznać? Podzielicie się, co Wam ostatnimi czasy przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać!






wtorek, 6 października 2020

Wrześniowe nowości na początek jesieni

Szczerze powiem, że ostatnio troszeczkę kosmetyków trafiło pod mój dach. To wpadło mi w oko, tamto skusiło dobrą ceną i od ostatniego posta z nowościami jak zwykle co nieco się uzbierało ;) Dodatkowo dostałam też kilka rzeczy w prezencie oraz byłam na urlopie gdzie swoją obecnością kusił DM i Muller... Nie będę jednak zbytnio przedłużać, zobaczcie same co z tego wynikło!

Garnier fructis aloe hair food kerasys pure&charming
W ostatnich miesiącach mocno kuszą mnie wszelkiego rodzaju kosmetyki do włosów. Po latach "posuchy" w tym temacie, spowodowanych zmianami łuszczycowymi we włosach w końcu nadszedł ten dzień, kiedy one ZNIKNĘŁY! I nie ma ich od wiosny :P Powoli testuję więc inne szampony, oraz odżywki, które śmieją się do mnie ze sklepowych półek. Sprawiłam sobie więc cały zestaw Garnier Fructis Aloe Hair Food, składający się z odżywki, maski oraz szamponu, a także odżywkę Kerasys Pure&Charming Perfumed Rinse, którą upolowałam w Biedronce ;)
Kerastase genesis
Kontynuując moją włosową historię... Linia Kerastase Genesis ostatnimi czasy dosłownie wyskakiwała mi z lodówki, więc zapragnęłam zobaczyć, jak sprawdzi się na moich włosach. Zdecydowałam się na Szampon Nawilżająco Rewitalizujący Przeciw Wypadaniu Włosów Kérastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant oraz Odżywkę Wzmacniająca do Rzednących Włosów Kérastase Genesis Fondant Renforçateur. Z kolei Kérastase Genesis Masque Reconstituant Maska Wzmacniająca do Włosów Słabych to prezent od mamy. Pojemność spora, ale też włosy długaśkie ;) I wiecie co? Odżywka czeka jeszcze na swoje pięć minut, ale szampon i maskę już kocham!
loreal turz do rzęs, brwi eyeliner
Ostatnio rzadziej się maluję, ale jednak od czasu do czasu nawet kosmetyki kolorowe się kończą :D Postawiłam na trzy swoje pewniaki. Pierwszym z nich jest tusz L'oreal Telescopic False Lash, którego mam już chyba czwarte lub piąte opakowanie, L'oreal Brow Artist Sculpt gości u mnie drugi raz, a będąc w Chorwacji upolowałam mój ukochany eyeliner w żelu L'oreal Super Liner Gel Intenza. Dlaczego minęło tyle lat, a jego nadal nie ma w Polsce ja się pytam?!
eucerin anti pigment
W jednej z Chorwackich aptek upolowałam także 30% rabatu na markę Eucerin. Korzystając z okazji, zakupiłam polecane przez Inti Skin Anti - Pigment Dual Serum. Mam już jego drugie opakowanie i cóż mogę powiedzieć... Zawarta w nim substancja, czyli Tiamidol, stosowany przeze mnie zgodnie z przeznaczeniem (czyli 2-4 razy dziennie) faktycznie sprawił, że nie jestem już w kropki :P Zachęcona dobrymi efektami i niezłą ceną, skusiłam się także na Eucerin Anti - Pigment Night Cream, oraz Anti - Pigment Punktowy Korektor Przeciw Przebarwieniom. Płyn micelarny dostałam gratis do zakupów :)
Balea
Kontynuując temat "pamiątek z wakacji"... Tym razem w DM nie poszalałam jakoś szczególnie, ponieważ kupiłam tam dla siebie łącznie chyba trzy rzeczy. Na tym zdjęciu znajdują się dwie z nich, czyli mydło w płynie Balea Lovely Peach oraz żel pod prysznic Balea Aloe Vera (linia w tych półokrągłych butelkach nie wysusza tak bardzo skóry jak klasyczne żele tej marki). Mydło Kappus Violet Lilac znajdziecie w Muller i jeśli kupicie produkty do mycia rąk w kostce, to polecam Wam je wypróbować. Przepięknie pachną.
Garnier filtr alverde biobaza
W Mullerze kupiłam także ochronną pomadkę do ust Biobaza Bee Balm Lavender/Vanilla (skusił mnie zapach i fakt, że marka ma chyba niezłe składy), oraz polecany także przez Inti filtr Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face Fluid. Czeka jeszcze na swoje 5 minut, ale mam nadzieję, że również i ja się z nim polubię ;) Ostatnim kosmetykiem dorwanym w DM jest pomadka z edycji limitowanej Alverde Bambus Ingwer.
petitfee sioris by whishtrend
W ostatnim czasie w Superpharm trafiłam też na świetną promocję moich ulubionych płatków pod oczy. Skusiłam się na dwa opakowania: nowe dla mnie Petitfee Gold Hydrogel Eye Patch, oraz te ukochane: Petitfee Black Pearl & Gold Hydrogel Eye Patch. Trafiły do mnie także dwa koreańskie "dary losu". Pierwszy z nich, to Sioris Time is Running Out Mist, która posiada innowacyjną oraz wielofunkcyjna formułę 3 w 1. To uniwersalny produkt o niskim pH, który działa jak mgiełka, tonik lub serum, zapewniając spragnionej skórze odświeżający zastrzyk nawilżenia oraz odżywienia. Drugi z kolei, to  By Whishtrend Sulphur 3% Clean Gel, czyli nawilżający preparat punktowy w formie żelu, na bazie siarki koloidalnej, który pomaga zapobiegać trądzikowi, odblokowywać pory i łagodzić już istniejące wypryski. Mała rzecz, a cieszy ;)
dottore rossatore svr sensifine ar
Ze sklepu 4skin.pl otrzymałam Dottore Rossatore Resurfacing Cream, czyli krem wygładzający do skóry naczyniowej na noc. Zawiera on  kwas glikolowy, migdałowy, mlekowy, cytrynowy, szikimowy, azeloglicynę i bromelinę, które stopniowo złuszczają zrogowaciałe komórki naskórka, odblokowują pory oraz odsłania nową, rozjaśnioną skórę, jedocześnie jej nie podrażniając. Sama z kolei skusiłam się polecony mi przez Martę krem SVR Sensifine AR. Przeznaczony jest on dla skóry naczyniowej, nadreaktywnej, z tendencją do trądziku różowatego, a poprzez redukcję stanu zapalnego zmniejsza zaczerwienienia i wzmacnia naczynka. Szczerze powiem, że kiedy go kupiłam, miałam bardzo zacny rumień, który nie schodził z twarzy już wcale, a dziś mam wrażenie, że chyba zapowiada się nowy hit :P
avon perfumy
Wodę perfumowaną Avon Magnolia en Fleurs z linii Artistique także dostałam w prezencie. Dla mnie to bardzo uniwersalny, świeży, kwiatowy zapach na każdą porę roku, z wyczuwalnymi nutami magnolii i piżma. Bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie jego trwałość. Jeśli chodzi o stosunek jakości do ceny - naprawdę jestem pod wrażeniem :) Chętnie wypróbowałabym jeszcze pozostałe dwa zapachy z linii Artistique :D
I to już wszystko na dziś. Coś szczególnie wpadło Wam w oko? A może któryś z produktów miałyście już okazję testować na sobie? Dajcie koniecznie znać!






środa, 30 września 2020

Bitwa balsamów! Soraya Rosarium - Regenerujący Balsam do Ciała Różany vs. Nawliżający Balsam do Ciała Różany

Regularne stosowanie balsamów do ciała zawsze było moją "piętą achillesową". Mimo to, zawsze po urlopie moje ciało po kontakcie z solą, morską wodą, słońcem i plażą domaga się dopieszczenia ;) Tym razem pomogły mi w tym dwa produkty: Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała oraz Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała. I teraz znajcie mą pomysłowość xD Prawą stronę smarowałam wersją nawilżającą, a lewą regenerującą, aby jak najlepiej móc je porównać. Który z tych dwóch produktów spisał się lepiej? A może nie ma większej różnicy? Już Wam mówię :D

Soraya Rosarium
Przede wszystkim zacznę może od prezentacji całej linii Soraya Rosarium. Jest to nowość marki, skupiona na nawilżaniu, odżywianiu i pielęgnacji skóry dojrzałej. W jej skład wchodzą dwa wspomniane wyżej balsamy, oraz Rosarium Odżywczy Krem - Maska na noc 40-50+, Rosarium Ujędrniający Krem Różany 50+, Rosarium Przeciwzmarszczkowy Krem Różany 40+ (będą w sam raz dla mojej mamy, ale być może podzielę się z kimś jeszcze ;)), Rosarium Tonik - Esencja Różana, Rosarium Różane Mleczko do Demakijażu, Rosarium Przeciwzmarszczkowy Krem Różany pod Oczy, Rosarium Wygładzające Serum Różane, oraz Rosarium Wygładzająca Kremowa Maseczka Różana. Jeśli macie ochotę, to więcej produktów marki Soraya znajdziecie tutaj. Wróćmy jednak do głównych bohaterów naszej opowieści...
Soraya Rosarium Nawilżający regenerujący balsam do ciała Różany
Opis producenta
Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała: Sensoryczna, rozpieszczająca zmysły aksamitna formuła, która błyskawicznie się wchłania, intensywne nawilżenie i wygładzenie skóry ciała, a do tego 97% składników pochodzenia naturalnego. Zanurz się w różanym ogrodzie oraz poczuj moc wyjątkowych składników. Wody różanej, która nawilża skórę i poprawia jej jędrność, a także naturalnych polisacharydów, pochodzących z peruwiańskiego drzewa Tara. Kompozycja zapachowa to połączenie kwiatowych nut róży, fiołka oraz irysa ze zmysłową bazą opartą na wanilii i drzewie sandałowym.
Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała: Sensoryczna, rozpieszczająca zmysły bogata formuła, która błyskawicznie odżywia. Jedwabiście gładka skóra oraz odczucie regeneracji, a do tego 97% składników pochodzenia naturalnego. Zanurz się w różanym ogrodzie i poczuj moc wyjątkowych składników. Olej z róży piżmowej i ekstrakt z róży stulistnej działają przeciwstarzeniowo, regenerują oraz wzmacniają skórę, a masło shea – odżywia, zmiękcza i wygładza skórę ciała. Kompozycja zapachowa to połączenie kwiatowych nut róży, fiołka oraz irysa ze zmysłową bazą opartą na wanilii i drzewie sandałowym.
Opakowanie
Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała: Całość znajduje się w białej, miękkiej plastikowej tubie, utrzymanej w biało - różowej kolorystyce oraz grafiką lekko stylizowaną na "retro". Zamknięcie na klik ułatwia aplikację. Całość zawiera 200 mililitrów i jest ważna 12 miesięcy od otwarcia.
Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała: jak wyżej, jedynie opis i grafika róży minimalnie się różnią.
Soraya Rosarium Nawilżający regenerujący balsam do ciała Różany
Zapach
Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała: Całość na początku pachnie nieoczywiście i bardzo świeżo. Od razu po nałożeniu wybijają się nuty kwiatowe, będące dla mnie głównie połączeniem subtelnej róży oraz irysa, ale zaraz potem balsam zaczyna delikatnie "iść" w stronę drzewa sandałowego i wanilii. Całość jest subtelna i nie powinna zmęczyć nawet wrażliwych nosów, mimo że chwilę utrzymuje się na skórze. Myślę też, iż zapach skomponowano w taki sposób, że może się on spodobać nawet osobom nie lubiącym róży w tradycyjnym wydaniu.
Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała: Dokładnie taki, jak wyżej
Konsystencja
Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała: Balsam ma formę lekkiego mleczka, które bez problemu można rozsmarować na ciele. Nie klei się i bardzo szybko wchłania.
Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała: Konsystencja tej wersji jest odrobinę cięższa. Balsam jest gęstszy, potrzeba więcej czasu aby dokładnie go rozsmarować i odrobinę dłużej się wchłania, ale też nie musimy obawiać się klejenia. Jestem w tej materii marudna, ale on też mi odpowiadał.
Soraya Rosarium Nawilżający regenerujący balsam do ciała Różany
Działanie
Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała: Skóra już po pierwszym użyciu staje się gładsza, sprężysta i po prostu ładniejsza, a przy regularnym, wieczornym stosowaniu udaje mu się utrzymać estetyczny wygląd skóry. Dzięki tej wersji staje się ona nawilżona, odżywiona oraz wygładzona, a ja nie odczuwam żadnej suchości, swędzenia czy ściągnięcia. Co ważne - w przypadku małych ranek i skaleczeń, nie powoduje żadnego szczypania. Nie można spodziewać się po nim cudów, bo to lekki produkt do codziennej pielęgnacji, ale jednocześnie to dobry balsam, dla osób, które powinny, a nie lubią smarować się na co dzień.
Soraya Rosarium Regenerujący Balsam do Ciała: Tutaj także skóra już po pierwszym użyciu staje się gładsza, sprężysta i ładniejsza, ale ten efekt utrzymuje się zdecydowanie dłużej po pierwszej aplikacji. Również przy regularnym stosowaniu dobrze utrzymuje ciało w dobrej kondycji. Jest ładnie nawilżone, odżywione i wygładzone, a uczucie suchości i ściągnięcia odchodzi w siną dal. Sporą zaletą jest to, że także nie szczypie, kiedy mamy na ciele jakieś ranki. Szybciej zregenerował mi skórę na początku, ale potem działał już praktycznie tak samo, jak nawilżająca wersja
Podsumowanie
Ze względu na łatwość i komfort stosowania wybieram wersję nawilżającą. Wprawdzie regenerująca odżywiła swoją "stronę" szybciej, ale przy regularnym stosowaniu nie widać między nimi istotnych różnic, a pod względem konsystencji, aplikacji i wchłaniania, bardziej odpowiadał mi Soraya Rosarium Nawilżający Balsam do Ciała. 
A Wy używacie codziennie balsamu do ciała, czy również ten temat u Was kuleje? Macie jakiegoś swojego ulubieńca? A może znacie już linię Soraya Rosarium, bądź coś wpadło Wam w oko? Dajcie koniecznie znać!