piątek, 9 kwietnia 2021

Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam - czy warto?

Czego nauczyłam się przez ostatnie lata? Podstawą zdrowej skóry, jest odpowiednie dbanie o jej higienę oraz zachowanie balansu pomiędzy nawilżaniem i odżywianiem, a substancjami aktywnymi. Od tego czasu, bardzo skrupulatnie dobieram produkty do oczyszczania cery (szczególnie jeśli chodzi o drugi etap, czyli oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody). Tym razem postawiłam na Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam. Czy to był dobry wybór? Czy faktycznie jest tak delikatna, jak deklaruje producent? A może jednak nie nadaje się do suchej i normalnej cery? Już Wam mówię!
Isntree Hyaluronic Acid Low-Ph Cleansing Foam
Isntree Hyaluronic Acid Low - Ph Cleansing Foam umieszczono w bardzo estetycznej tubie, utrzymanej w stylistyce biało - błękitnego ombre.  Zawiera ona 150 mililitrów i od razu widać deklarację producenta, że jej pH wynosi między 5.5 a 6.5. Na zużycie całości mamy 12 miesięcy, a pod światło, bez problemu zobaczymy ile kosmetyku zostało jeszcze wewnątrz. Dozownik też jest całkiem nieźle przemyślany i w sam raz nadający się do konsystencji opisywanej pianki. Nie wylewa się jej ani za dużo, ani za mało. Jest prosto, higienicznie, całość zamyka się "na klik, więc także w miarę wygodnie. Do tej pory - same plusy :D Co mówi o niej producent? "Isntree Hyaluronic Acid Low - Ph Cleansing Foam to preparat do mycia zawierający 8 rodzajów kwasu hialuronowego, który pomaga utrzymać wilgoć w skórze i delikatnie usuwa zabrudzenia. Zapewnia równowagę pH, a także ma w składzie aminokwasy, mające sprawić by skóra była zdrowsza, miękka i jedwabista. Kremowa konsystencja doskonale oczyszcza twarz i pozostawia świeże wykończenie."
Isntree Hyaluronic Acid Low - Ph Cleansing Foam
Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam ma bardzo delikatny aromat. Lekki, świeży, minimalnie pudrowy, niemal niewyczuwalny - tak można go opisać w kilku słowach. Konsystencja kosmetyku jest bardzo gęsta, co idealnie przekłada się na jego wydajność. Jest po prostu szalona! Taką ilością kosmetyku, jaką mam na dłoni, umyłabym twarz dwa razy i jeszcze wytworzyłaby się naprawdę spora ilość piany ;) Tak - mamy do czynienia z pianką, więc producent w tej materii naprawdę dotrzymał słowa. Jest co spłukiwać :D A jeśli użyjemy specjalnej siateczki do spieniania, wydajność zwiększy się jeszcze bardziej. Przyznam jednak szczerze, że jednak nie zawsze się chce... :P Dla mnie sporą zaleta jest też fakt, że nie szczypie w oczy. U mnie niezależnie od metody mycia zawsze coś się tam dostaje :/ 
Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam
Jak działa Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam? Skóra po użyciu tego produktu jest bardzo ładnie oczyszczona, a jednocześnie blada i niezaczerwieniona. Za to naprawdę ogromny plus. Po użyciu nie czuję nieprzyjemnego ściągnięcia, pieczenia, szczypania ani nie pojawiają się żadne podrażnienia, ale należy przyznać, że ten produkt naprawdę dogłębnie oczyszcza cerę. Po jego zastosowaniu skóra jest zmatowiona, delikatnie tępa i jednak woła o tonik w celu wyrównania pH. Przez to bałam się myć nią twarz dwa razy dziennie, gdyż ciągłe stosowanie za silnych detergentów może skończyć się odarciem jej z bariery hydrolipidowej. Mimo to - raz na 2-3 dni chętnie po tę piankę sięgam. Warto też dodać, że powyższy produkt dużo lepiej sprawdzał się u mojego męża ze skórą tłustą. Nie wzmagał wydzielania sebum, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że pomagał je kontrolować, przez co często stosował on tę piankę rano. Przy mojej mieszanej cerze, ze skłonnością do rumienia nie było już tak pięknie ;)
Czy polecam? I tak, i nie. Zależy jakie są Wasze preferencje odnośnie produktów oczyszczających, jaki macie typ cery i czy Wasza bariera hydrolipidowa również ciągle ma ze sobą problem (jak np. moja), czy nie. Jeśli jesteście nią zainteresowane, dostaniecie ją na Jolse za 18$. Przy tej wydajności jak najbardziej jest warta swojej ceny ;) 
Znacie piankę Isntree Hyaluronic Acid Low - pH Cleansing Foam? Czego aktualnie używacie do mycia twarzy? Lubicie pianki? Dajnie koniecznie znać!

sobota, 3 kwietnia 2021

Życzenia Wielkanocne

Dziś z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy, chciałabym życzyć Wam, aby były one pogodne, radosne i spędzone w miłej atmosferze. Już po raz drugi spędzamy je nie w rodzinnym gwarze, a tylko z domownikami. Kolejny raz jest trudno i nie wiadomo co będzie dalej, ale mam nadzieję, że choć odrobinę uda się nam wszystkim poczuć atmosferę Wielkanocy. A tak bardziej ogólnie: dużo zdrowia, wyjątkowego szczęścia, satysfakcji, wielkiej i gorącej miłości, aby niczego Wam nie brakowało, oraz aby każdy kolejny dzień był lepszy niż poprzedni. Bardzo dziękuję też, że o mnie pamiętacie i tu zaglądacie. Wesołych Świąt i mokrego dyngusa! Mam również nadzieję, że Wielkanocny Króliczek będzie pamiętał o "jajku niespodziance" specjalnie dla Was ;) Zostańcie w domu i uważajcie na siebie. Mam nadzieję, że następne Święta nie upłyną nam pod znakiem kolejnej fali zachorowań.


środa, 31 marca 2021

Kosmetyczne nowości ostatnich miesięcy

Tak się złożyło, że od bardzo dawna na blogu nie pojawiały się żadne nowości. Pierwszy kwartał nie obfitował w nie jakoś szczególnie, ale przez trzy pierwsze miesiące roku siłą rzeczy trochę się ich nazbierało :) Dziś więc przyszła pora na szybką prezentację tego, co niebawem zagości tutaj w recenzjach :) Pominęłam jednak rzeczy zużyte w międzyczasie, np. żele pod prysznic lub kremy do rąk. Mimo tego zaniedbania z mojej strony, życzę Wam miłej lektury!
SVR Sebiaclear Serum Hascoderm Cerave SA Wygładzający Żel Clairial Night Peel Bioderma Cicabio Arnica+ Avene Cicalfate Emulsja
Na pierwszy ogień: kurs - apteka! Odkąd choruję na toczeń, moja skóra jest trudna w obyciu i często miewam z nią różnego rodzaju przeboje. Od tej pory mam w domu wiele specyfików stamtąd pochodzących. SVR Sebiaclear Serum to nowość, ale do przetestowania go skłoniły mnie opinie. Hascoderm poleciła mi pani farmaceutka jako zamiennik Skinorenu, a Cerave SA Wygładzający Żel do Mycia, to z kolei hit na zaskórniki oraz rogowacenie okołomieszkowe, więc odkąd go poznałam - zawsze mam go w łazience. SVR Clairial Night Peel jest produktem na przebarwienia i również mam zamiar sprawdzić jego skuteczność, a z kolei Bioderma Cicabio Arnica+ już wkradł się w me łaski. Z kolei Avene Cicalfate Emulsja to moje kosmetyczne odkrycie zeszłego roku i zużyłam już niezliczoną ilość opakowań. Tu znajdziecie jej recenzję.
To z kolei produkty zakupione w różnych drogeriach. Ochronny Preparat do Rąk SPF40 Cztery Pory Roku znalazłam u Interendo i zakupiłam dwa opakowania w cenie 3.60 za sztukę. Jest całkiem w porządku, czuję się ukontentowana ;) Warto chronić dłonie przed słońcem i lampami UV podczas manicuru, po nich bardzo widać wiek ;) Z kolei z racji lekkiej tendencji do tworzenia się u mnie zaskórników, postanowiłam wypróbować dwa nowe kwasy salicylowe, które jako jedyne działają u mnie w pełni skutecznie (łączę je z maseczką glinkową): Nacomi Salicyd Acid oraz Revox Just Salicyd Acid. Oba posiadają 2% stężenie. Na końcu widać zaś moją ukochaną drogeryjną pomadkę do ust, czyli EOS Organic Stick Balsam do Ust Sweet Mint.
Dr.Jart Ceramidin Cream Cosrx Comfort Ceramide Cream IsnTree Hyaluronic Acid Low pH Cleansing Foam IsnTree TW - Real Eye Cream Dr.Jart+ Teatreement Moisturizer Hydratant Secret Key  Starting Treatment Galactomyces
Tutaj z kolei widać masę ciekawych rzeczy, które dotarły do mnie z Jolse. Zachęcona bardzo pozytywnym wpływem ceramidów na moją skórę, postanowiłam porównać ze sobą działanie dwóch produktów - Dr.Jart Ceramidin Cream, którego miałam już kilka miniatur, oraz tańszy, dość podobny - Cosrx Comfort Ceramide Cream. Niedługo odpowiem na pytanie, czy warto płacić więcej :D Poza tym, testuję także żel do mycia twarzy IsnTree Hyaluronic Acid Low pH Cleansing Foam, krem pod oczy IsnTree TW - Real Eye Cream oraz krem na dzień - Dr.Jart+ Teatreement Moisturizer Hydratant, zawierający aż 81.5% ekstraktu z drzewka herbacianego :) Do tego dostałam mały set marki Secret Key, w celu poznania ich sztandarowej linii Starting Treatment Galactomyces :) W jego skład wchodzą krem do twarzy (połowa pojemności), krem pod oczy (również połowa) oraz esencja (1/3 standardowego opakowania).
Kann Krem na Dzień SPF 15 Bioestrowy Elixir Malinowy do Dłoni i Paznokci
Na tym zdjęciu widać zawartość paczki, którą dostałam "na pół" z mężem ;) Do niego trafił Kann Krem na Dzień SPF 15. Według producenta to odbudowująco - ochronny krem o wyjątkowym zapachu i błyskawicznie wchłaniającej się konsystencji, oraz posiada 92% składników pochodzenia naturalnego. Zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, a także tworzeniu się przebarwień. Dodatkowo normalizuje pracę gruczołów łojowych i działa antybakteryjnie. A do mnie? Kann Bioestrowy Elixir Malinowy do Dłoni i Paznokci. Produkt ten cudownie pachnie malinami (tak naturalnie...) bardzo szybko się wchłania i błyskawicznie regeneruje problematyczne dłonie. Nie jestem fanką olejków w pielęgnacji, ale ten naprawdę mnie do siebie przekonał. Stosowany regularnie, świetnie poprawia kondycję naszych rąk.
dermalogica Special Cleansing Gel Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy Precleanse
Tu mamy do czynienia z całym setem do oczyszczania twarzy, marki Dermalogica. Pierwszy produkt to Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy. Złuszcza on warstwę rogową naskórka, sprawiając, że cera odzyskuje miękkość i blask. Zawiera aktywny kompleks rozjaśniający Skin Brightening Complex, papainę, enzymy ryżu i kwas salicylowy, które pomagają wyrównać koloryt skóry, oczyścić ją oraz rozjaśnić przebarwienia. Preparat jest tak łagodny, że można go stosować codziennie :) Tutaj przeczytacie jego pełną recenzję :) Na swoje 5 minut na blogu, czekają jeszcze Olejek do Demakijażu Precleanse (przepięknie pachnie lawendą!), oraz Żel do Mycia Twarzy Special Cleansing Gel :) Ale już mogę Wam zdradzić, że polubiłam całe trio ;)
O'right szampon
A teraz pora na prezentację paczki, która dotarła do mnie od marki O'Right. Będę testować trzy szampony, z czego dwa w wersji mini, zawierającej 100 mililitrów. Są one jednak tak wydajne, że przy moich aktualnie krótszych włosach, z pewnością także starczą na długo, a do tego dobrze sprawdzą się na wyjazdach. Maluszki to Green Tea Shampoo do włosów normalnych oraz Tea Tree Shampoo - przeciwłupieżowy. Duża wersja to z kolei piękna, utrzymana w wiosennym klimacie butelka z kwiatami, która zawiera wersję Peach Blossom Volumizing Shampoo. Ma ona za zadanie nadać naszym włosom objętości i z całą pewnością to właśnie robi. Uwielbiam te szampony, bo faktycznie nie podrażniają skalpu, a ja nie muszę się obawiać wysypu łuszczycy. Niespodzianką był dla mnie Nawilżający Żel do Skalpu Bamboo Scalp Nourishing Gel. Przy mojej skłonności do świądu może dać dobre efekty. Testy w toku, będę dawać Wam znać, jak sprawdza się ta czwórka. Jeśli nie tu, to na pewno na moim instagramie znajdziecie na ich temat więcej :)
I to już wszystko na dziś :) Wpadło Wam coś w oko? Lubicie czytać posty o nowościach? Dajcie koniecznie znać! Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić link do swoich wpisów tego typu - chętnie zajrzę ;)


czwartek, 25 marca 2021

Dermalogica Daily Microfoliant, Enzymatyczny Puder Ryżowy - czyli o złuszczaniu z Topestetic

Szczerze Wam powiem, że przez lata posiadania skóry suchej, zupełnie nie doceniałam roli peelingów w pielęgnacji twarzy. Moje podejście do tego tematu, zmieniło się dopiero mniej więcej wtedy, kiedy zaczęłam przyjmować leki, powodujące że moja cera stała się mieszana, a ja posiadłam lekką skłonność do tworzenia się zaskórników na linii włosów i w okolicy brody. Teraz peelingi enzymatyczne oraz chemiczne to moi dobrzy przyjaciele i mam świadomość, że nawet wtedy, kiedy moja cera była wybitnie sucha, świetnie wzbogaciłyby moją pielęgnację. Do tej pory, byłam posiadaczką kilku pudrów eksfoliujących, ale niestety nigdy nie pokusiłam się ich o recenzję. Czas to nadrobić i opowiedzieć o kosmetyku Dermalogica o nazwie Daily Microfoliant - Enzymatyczny Puder Ryżowy. Jak się sprawdził? Czy się polubiliśmy? Już mówię!
Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny puder ryżowy
Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy umieszczono w eleganckim, biało - szarym opakowaniu z porządnego plastiku. Jest ciężkie, ładnie wygląda na półce, bez problemu dozuje się odpowiednią ilość kosmetyku i na pewno będzie można zużyć go do samego końca, choć szczerze - jest on tak wydajny, że nie wiem kiedy to nastąpi :D Może łatwiej byłoby, gdyby producent zamiast nakrętki zaserwował nam zamknięcie "na klik", ale w tym przypadku nie jest to szczególnie uciążliwe. Co mówi o nim sama Dermalogica? "Unikalny enzymatyczny puder ryżowy złuszcza warstwę rogową naskórka, sprawiając, że cera odzyskuje miękkość i blask. Zawiera aktywny kompleks rozjaśniający Skin Brightening Complex, papainę, enzymy ryżu i kwas salicylowy, które pomagają wyrównać koloryt skóry, oczyścić ją oraz rozjaśnić przebarwienia. Preparat jest tak łagodny, że można go stosować codziennie". Ja aż tak nie szalałam i używałam go maksymalnie 3 razy w tygodniu ;)
Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy
Zacznijmy może od początku. Jak stosować Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy? Należy po prostu około pół łyżeczki pudru wysypać na wilgotne dłonie i potrzeć do uzyskania kremowej piany (ja czasem dodaję więcej wody). Potem masować kolistymi ruchami w skórę twarzy przez 1-2 minuty, po czym dokładnie spłukać całość ciepłą wodą. Pod wpływem wody proszek zaczyna się lekko pienić. Bez problemu można wykonać najpierw przyjemny masaż, a potem usunąć go za pomocą wody. Zapach? Według mnie całość czuć trochę sodą oczyszczoną :D Nie są to fiołki, ale przez tę minutę, albo dwie aromat nie przeszkadza mi jakoś szczególnie.
Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy
Jak działa Dermalogica Daily Microfoliant Enzymatyczny Puder Ryżowy? Doskonale! Obawiałam się głównie faktu, że moja cera po jego użyciu będzie sucha, podrażniona i ściągnięta, a nic takiego nie miało miejsca (poprzednie "proszki" jakie miałam niestety właśnie to robiły, a potem rozdawałam je na prawo i lewo). Zaraz po zmyciu produktu, cera jest wygładzona, lekko zmatowiona, jakby jaśniejsza, gładka, miękka i bardzo przyjemna w dotyku. I nie jest nawet zaróżowiona! Jednocześnie nie czuję żadnego dyskomfortu, ani pragnienia, by natychmiastowo biec po jakiś odżywczy krem. Peeling stosowany regularnie z całą pewnością pomaga w usuwaniu nieproszonych gości, szczególnie zaskórników otwartych. Czy rozjaśnia przebarwienia? Ciężko powiedzieć, ale z pewnością po jego użyciu są one mniej widoczne. Myślę, że jest to produkt na tyle uniwersalny, że pokochają go posiadaczki każdego rodzaju cery, od suchej, przez naczyniową, aż po tłustą. Taką ma mój mąż i też z chęcią tego peelingu używa (z resztą czego on mi nie podkrada :P).
Podsumowując: jest to świetny, bardzo skuteczny i niesamowicie wydajny produkt, który z pewnością wystarczy na wiele miesięcy stosowania. U mnie oraz mojego męża sprawdził się bardzo dobrze i z wielką chęcią wydałabym na niego pieniądze. Na Topestetic z darmową wysyłką kosztuje 250zł. Jednak z mojej perspektywy, przy takiej skuteczności i wydajności - warto kupić choćby miniaturę.
Znacie markę Dermalogica? Stosowałyście kiedyś pudry eksfoliujące? A może korzystałyście z usług Topestetic? Dajcie koniecznie znać w komentarzu!

czwartek, 18 marca 2021

Hity ostatnich miesięcy - pielęgnacja twarzy, ciała i włosów

Od pojawienia się ostatnich ulubieńców minęło już trochę czasu i sporo się zmieniło w moim wyglądzie. Co konkretnie? Obcięłam włosy! Z takich do pasa... Teraz ich długość można chyba określić mianem "long bob", czyli moje pasma są lekko za obojczyk. Otwiera to zupełnie nowe możliwości, wszak powoli odkrywam świat stylizacji włosów. Poza tym jest tradycyjnie. Pojawiają się produkty do pielęgnacji twarzy i ciała, które zrobiły na mnie wrażenie. Tym razem brak jednak kolorówki, bo maluję się ostatnio rzadko, a jeśli już - stawiam głównie na sprawdzone produkty. Co więc skradło moje serce w poprzednich miesiącach? Zapraszam do czytania!
Revox Just Salicylic Acid 2% Dr.Jart+ Ceramidin Cream
1. Dr.Jart+ Ceramidin Cream - to bogaty krem nawilżający na bazie ceramidów, masła shea, alg, kwasu hialuronowego i probiotyków. Wydaje mi się, że to chyba flagowy produkt marki, który genialnie sprawdził się także u mnie. Świetnie dba o równowagę skóry podczas stosowania kwasów oraz innych terapii substancjami aktywnymi, jest bardzo komfortowy w stosowaniu (ładnie się wchłania, mimo silnego odżywienia), a jednocześnie idealnie odbudowuje barierę hydrolipidową. Co ważne - nie powoduje wysypu niedoskonałości, a jeśli już się coś pojawi - zapobiega powstawaniu przebarwień, bo wszystko goi się błyskawicznie. Rumienia również nie odnotowałam. Hit!
2. Revox Just Salicylic Acid 2% - kwas salicylowy jest najlepszym wyborem, jeśli chodzi o zaskórniki wszak jako jedyny ma szansę je rozpuścić ;) Ten ma formę lekkiego, szybko wchłaniającego się żelu. Stosowałam go głównie w połączeniu z glinką, według sposobu Kasi z My Skin Story. Czyli? Najpierw aplikowałam serum na 20-30min, a potem bez zmywania - maseczkę z glinkami Tołpy. W półtora tygodnia (po 3 zabiegach) uporał mi się z drobnym wysypem grudek na linii włosów (obstawiam, że to reakcja na nową odżywkę). Nakładałam go także na noc, ale bardzo sporadycznie. Stosowany raz, dwa razy w tygodniu z maseczką, skutecznie zapobiega wszelakim wysypom.
Szampon Chłodząco – Oczyszczający O'right Ice
3. Szampon Chłodząco - Oczyszczający O'right Ice - zawiera formułę chłodzącą oraz certyfikowane, organiczne środki pieniące, które skutecznie usuwają nadmiar sebum, jednocześnie delikatnie oczyszczając włosy oraz odświeżając skórę głowy. Naturalne składniki szamponu (95%) pochodzą ze zrównoważonej i odpowiedzialnej produkcji, a opakowanie jest w pełni biodegradowalne. Produkt ten jest przeznaczony dla osób uprawiających sport, ale gdy tylko zobaczyłam, że szampon ma właściwości chłodzące, pomyślałam że muszę go wypróbować. Dlaczego? Czasami mam problemy ze świądem skóry głowy i tego typu kosmetyki fajnie pomagają go ukoić. I co? Nie pomyliłam się. Już podczas mycia czuć na skórze czuć delikatny chłodek, który towarzyszy nam w postaci mocnego uczucia odświeżenia nawet po użyciu suszarki. Szampon mimo zastosowania naturalnych składników świetnie się pieni i bardzo dobrze oczyszcza moją skórę oraz włosy z zanieczyszczeń. Nie powoduje wysuszenia włosów ani podrażnień skalpu, a pasma są miękkie, błyszczące i odbite u nasady. Pięknie pachnie lodowymi cukierkami... Dodatkowo jak każdy szampon O'right jest bardzo wydajny, mimo tego, że wersja Ice ma odrobinę bardziej lejącą konsystencję niż inne. Zdecydowanie warto go wypróbować! Szczególnie jeśli trenujecie :D
Reuzel Grooming Tonic
4. Reuzel Grooming Tonic - to produkt ukradziony mężowi, który z powodzeniem używa go od lat, a ja odkryłam jego właściwości po skróceniu włosów :D Uwaga: on pachnie brzoskwiniami! :P Tonik zawiera w swoim składzie ekstrakt z oczaru wirginijskiego, wyciąg ze skrzypu polnego, ekstrakt z rozmarynu i pokrzywę zwyczajną, które poprawiają stan włosów. Wystarczy nałożyć go na całą długość pasm oraz u nasady (nie przetłuszcza i nie obciąża włosów, a także nie podrażnia skóry głowy), a potem wysuszyć na szczotce albo np. z głową w dół (wersja dla leniwych). Ja naturalnie mam mało dość grubych włosów i po takim użyciu produktu, spokojnie wyglądają jakby było ich jeszcze raz tyle. W dodatku są miłe, miękkie i delikatne, jeśli użyjemy optymalnej ilości toniku. Jeśli przesadzimy - całość robi się trochę sztywniejsza, ale nadal wygląda naturalnie. Jestem zakochana - "pożyczam" go przy każdym myciu!
CeraVe SA -wygładzający balsam do ciała
5. CeraVe SA Wygładzający Balsam do Ciała - rzadko mam z tym większe problemy, ale jednak je miewam. Rogowacenie okołomieszkowe! Zaatakowało mnie w największe tej zimy mrozy, a że słyszałam, iż to dobry środek do walki z tą przypadłością: zamówiłam... Już po pierwszych aplikacjach widać było znaczącą poprawę, a po około dwóch tygodniach rozstałam się z problemem. Teraz stosuję go sobie zapobiegawczo :) Balsam pomógł też mojemu mężowi, który ma z tym znacznie większy problem. Pro tip dla zainteresowanych - ze względu na zawartość kwasu salicylowego, dobrze działa on też na wszelkie zmiany łuszczycowe. Obawiałam się, że ten produkt może być tłusty, ale na szczęście szybko wchłania się do komfortowego dla mnie "poziomu". Będę kupować regularnie :)
I to już wszystko na dziś. Znacie któryś z prezentowanych przeze mnie kosmetyków? Też jesteście fankami któregoś z nich, czy może coś się u Was nie sprawdziło? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! Co ostatnio Wam przypadło do gustu?

czwartek, 11 marca 2021

Mycie i stylizacja włosów z markami profesjonalnymi - Kerastase Specifique Bain Prevention oraz L'Oreal Volumetry Spray

Mycie włosów to u mnie codzienny rytuał już od czasów gimnazjalnych. O ile z jako taką pielęgnacją włosów zaprzyjaźniłam się błyskawicznie, tak stosowanie szamponów innych niż te z apteki bądź w ogóle na receptę, było mi całkowicie obce (dla przypomnienia - choruję na łuszczycę, aktualnie jest w remisji). O stylizacji nawet nie będę wspominać, bo miałam z nią tyle styczności, co nic. Raz na jakiś czas, przed większą imprezą, gdy czesała mnie fryzjerka... Teraz stopniowo odkrywam ten świat i powoli zachwycam się działaniem toników, past i sprayów teksturyzujących, a także poznaję szampony mogące robić coś innego niż leczenie łuszczycy. Tym razem pora więc na kilka słów o Kerastase Specifique Bain Prevention Kąpieli Zapobiegającej Wypadaniu Włosów, oraz o L'Oreal Volumetry Intra - Cylane Spray. To odżywka odbijająca włosy u nasady. Oba produkty otrzymałam w prezencie od sklepu Fryzomania. Jak się sprawdziły? Już Wam mówię!
Kerastase Specifique Bain Prevention oraz  L'Oreal Volumetry Spray
Kerastase Specifique Bain Prevention Kąpiel Zapobiegająca Wypadaniu Włosów umieszczona jest w białej, nieprzezroczystej butelce z plastiku, która posiada zakręcane zamknięcie. Wolałabym coś "na klik" bo takie rozwiązanie jest mniej wygodne, ale nie da się ukryć, że dzięki temu opakowanie zyskuje na urodzie. Butelka zawiera 250 mililitrów kosmetyku, na którego zużycie mamy równo rok. Co o szamponie mówi producent? "Kerastase Specifique Bain Prevention kąpiel zapobiegająca wypadaniu włosów to kosmetyk, który równoważy działanie skóry głowy. Delikatnie oczyszcza włosy i skalp z różnego rodzaju zanieczyszczeń. Pozostawia włosy świeże oraz zdrowe. Dzięki kąpieli skóra głowy w końcu przestanie być podatna na wewnętrzne braki równowagi i włosy staną się mocniejsze. Innowacyjna technologia  GLIKOLIPID GL® stymuluje aktywność już od cebulki włosa oraz przekształca się w elementy budujące. Czynnik teksturyzujący odpowiedzialny jest za tworzenie struktury włókna włosowego, a czynnik kojący koi oraz przywraca równowagę skórze głowy. W rezultacie stosowania kąpieli Kerastase Specifique Bain Prevention zauważysz, że Twoje włosy są mocniejsze i mniej podatne na wypadanie". 
Kerastase Specifique Bain Prevention
Jak wygląda ta zawartość butelki? To przezroczysty, stosunkowo gęsty żel, o bardzo lekkim, kwiatowo - pudrowym zapachu, który nie pozostaje na czuprynie. Całość jest bardzo wydajna, jak wszystkie szampony Kerastase. Szampon świetnie się pieni, dobrze domywa włosy i nie obciąża ich, przez co wyglądają dobrze aż do następnego mycia. Jak go stosować? Należy rozprowadzić kąpiel na mokrych włosach, umyć je całymi dłońmi, wykonać delikatny masaż opuszkami palców, a potem potrzymać kilka chwil na głowie. Potem obficie spłukać. Przy codziennym użytkowaniu nie podrażnia skalpu, a włosy są sypkie, czyste i zdrowe. W jego przypadku jestem jak najbardziej na tak, przy mojej wrażliwej skórze głowy spisał się bardzo dobrze. Dodatkowo podczas mycia i czesania faktycznie gubię mniej włosów. W jego przypadku jestem na tak :D Na Fryzomanii dostaniecie go za niecałe 73 złote. 
L'Oreal Volumetry Spray
Teraz pora by powiedzieć kilka słów na temat L'Oreal Volumetry Intra - Cylane Spray. To odżywka odbijająca włosy u nasady, która już jakiś czas temu trafiła do moich ulubieńców w tej kategorii. Kiedy przeczytałam opis producenta, pomyślałam, że to coś w sam raz dla mnie: "Odżywka w sprayu dedykowana jest osobom o cienkich włosach, które borykają się z problemem braku objętości, przyklapniętymi włosami, a także z problemem utrzymania stylizacji. Odżywka przede wszystkim wzmacnia i odżywia delikatne kosmyki, dzięki czemu wydaje się, że jest ich dużo więcej. W formule odżywki znalazły się składniki, które odpowiadają za normalizację skóry głowy. Dzięki nim można zapomnieć o problemie przetłuszczonych u nasady włosów, który skutkuje brakiem objętości". Całość umieszczona jest w butelce z perfekcyjnie działającym atomizerem, w której znajdziemy 125 mililitrów płynu, który wystarczy zaaplikować u nasady włosów, choć ja czasem nakładałam go także na długość. Jest on całkiem wydajny i jak na kosmetyk do stylizacji - zadziwiająco nieźle pachnie. Nie zauważyłam nawilżenia (ale też nie wysusza i nie podrażnia skalpu!) jednak dla mnie to odkrycie życia w kategorii "stylizacja włosów". Wiele razy próbowałam odbić od nasady moje długie, niskoporowate włosy, ale nigdy się to nie udawało ;) Z kolei z jego pomocą, jestem w stanie wyczarować piękną, pełną objętości fryzurę i to z minimum nakładu własnego. Wystarczy spryskać tymże spreyem włosy na całej długości, wysuszyć z głową do dołu i mamy trwałą ale jednocześnie elastyczną fryzurę pełną objętości, która utrzymuje się 24 godziny. Na 100% nabędę kolejną butelkę, wszak genialnie sprawdza się on zarówno na długich, jak i krótkich włosach. Dodatkowo nawet codzienne stosowanie nie odbiło się na kondycji moich pasm. Kupicie go już za 37 złotych
Kerastase Specifique Bain Prevention oraz  L'Oreal Volumetry Spray
I to już wszystko na dziś. Jak wygląda Wasza "włosowa rutyna"? Znacie recenzowane przeze mnie produkty? Jakiego szamponu aktualnie używacie? Stylizujecie czasem włosy? Dajcie koniecznie znać jak to wygląda w Waszym przypadku :)

czwartek, 4 marca 2021

Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner, czyli tonik zwężający pory z Topestetic

Mój mąż jest jak na mężczyznę egzemplarzem dość nietypowym, ponieważ stosuje wiele różnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy, często łącznie z terapiami kwasowymi, maseczkami i kilkuetapową codzienną pielęgnacją. Dlaczego? Po wielu latach walki z niedoskonałościami skóry (z pomocą dermatologa też) udało mi się go przekonać, by choć spróbował zadbać o nią inaczej niż żelem pod prysznic i maścią na receptę :D Osiągnął spektakularne rezultaty, oraz empirycznie przekonał się, że to wszystko ma jednak coś na celu. Od tego czasu chętnie używa kosmetyków razem ze mną. Szczególnie ostatnio, od kiedy oboje mamy nieco podobny typ skóry (skłonność do zaskórników). Tym razem, przetestowaliśmy tonik zwężający pory Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner. Jak sprawdził się przy cerze mieszanej, ze skłonnością do przebarwień i rumienia? A co ze skórą przetłuszczającą się, z mocno widocznymi porami? Już Wam mówię!
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner umieszczono w niebieskiej butelce, wykonanej z matowego, niebieskiego plastiku, zawierającej 190 mililitrów produktu, ważnego bodajże 12 miesięcy od otwarcia. Posiada ona wygodny dozownik, oraz dobrze sprawuje się w trakcie użytkowania.  Napisy nie schodzą z opakowania i właściwie jedyne, do czego mogłabym się na siłę przyczepić, to to, że łatwiej, gdyby opakowanie nie było zakręcane, a po prostu "na klik". Co mówi o nim producent? "Przywróć równowagę swojej skórze dzięki lekkiemu nawilżającemu tonikowi! Silne przeciwutleniacze, łagodzące ekstrakty roślinne i niacynamid pomagają zbalansować tłustą skórę oraz poprawić wygląd Twoich porów. Lekka formuła zapewnia optymalne nawilżenie, zapewniając gładką, świeżo wyglądającą cerę. Zawiera niacynamid, adenozynę, ekstrakt z rumianku, łopianu, estry jojoba, kwas hialuronowy, ceramidy, fitosfignozynę, cholesterol i witaminę C".
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner posiada typową, wodną konsystencję. Stosowany w połączeniu z mało chłonnymi wacikami, jest naprawdę bardzo wydajny. Jeśli takich nie macie - warto przekonać się do wklepywania go palcami albo aplikować go ręczniczkami jednorazowymi Tami z Rossmanna :) Wtedy zaoszczędzicie jeszcze więcej produktu. Aromat kosmetyku jest dla mnie niemalże niewyczuwalny - zapewne dlatego, że toner chyba nie posiada w składzie substancji zapachowych. Mimo wszystko mam wrażenie, że w butelce odrobinę pachnie bliżej niezidentyfikowanymi ziołami. Tonik wnika w cerę  w kilka sekund, nie pozostawiając po sobie żadnego uczucia lepkości. Dobrze sprawuje się zarówno na twarzy, szyi i dekolcie. Kosmetyk skutecznie przywraca skórze odpowiednie ph, odświeża, łagodzi, wygładza oraz dobrze przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Ale co poza tym...?
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner w stu procentach spełnia obietnice producenta, co szczególnie widać w przypadku mojego męża, który ewidentnie od lat ma problem z rozszerzonymi porami. Podczas stosowania tego produktu, skóra jest naprawdę gładka, i są one wyjątkowo mało widoczne. Za to duży plus. U obojga zauważyłam z kolei, że na pewno pomógł nam uregulować wydzielanie sebum (jednak bez grama wysuszenia, tonik lekko nawilża cerę). Ze względu na zawartość nacynamidu, dobrze podbijał także działanie produktów na przebarwienia i rumień. U obojga zaobserwowałam także mniejszą ilość niedoskonałości i podrażnień, oraz szybsze gojenie się skóry.
Paula's Choice Skin Balancing Pore Reducing Toner dostaniecie w Topestetic za 116zł (przesyłka jest w cenie). Czy warto? Jeśli szukacie czegoś, co pomoże Wam zmniejszyć widoczność porów - zdecydowanie! Myślałam, że w tym temacie nic już mojemu mężowi nie pomoże, ale różnica jest naprawdę ogromna. Poza tym, to naprawdę dobry produkt tonujący do cery mieszanej i tłustej, o szerokim spektrum działania, który pielęgnuje, a nie wysusza - jak wiele tonerów przeznaczonych do takich cer. 
A Wy jakie macie podejście do toników? Stosujecie je codziennie, czy traktujecie po macoszemu? Macie jakiś swój ulubiony? Dajcie koniecznie znać!

sobota, 27 lutego 2021

Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust z chłodzącym aplikatorem prosto od 4Skin

Ostatnio na blogu znowu widać było nieco przestoju, ale to wszystko spowodowane jest problemami zdrowotnymi i to dla odmiany nie moimi :P Także nie będę kłamać - do tej pory nie miałam do pisania recenzji albo głowy, albo czasu... Wszystko jednak powoli zmierza ku lepszemu, stąd dziś pora na podsumowanie mojej znajomości z Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywczą Maseczką do Ust. Jak już wiele razy mówiłam, wargi to bardzo newralgiczna część mojej twarzy, z którą wiecznie mam problem i niewiele specyfików sobie z nim radzi (choć zdarzają się perełki). Wiecznie odczuwam kłucie, ściągnięcie, w dodatku moje usta nie mają jednolitego koloru a tam gdzie są ciemniejsze znajduje się połyskująca, okrągła zmiana, której żaden dermatolog nie potrafi zdiagnozować. Żyć, nie umierać :D Większość pomadek dostępnych w drogeriach oraz perfumeriach jedynie pogarsza sprawę, albo uzależniając (i wtedy ciągle i ciągle paćkam usta balsamem), albo wysuszając wargi na wiór. Jak więc na tak nieciekawym gruncie sprawdził się produkt Cosmedix? Już Wam piszę!
Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust
Całość umieszczono w eleganckiej stalowej tubce, która zawiera 10 mililitrów produktu i jest ważna 18 miesięcy od otwarcia. Szczerze powiem, że kiedyś nie lubiłam takiego sposobu pakowania, ale z czasem zdałam sobie sprawę, że ma ono pewne zalety. Jest higieniczne, łatwo je ze sobą zabrać i akurat ten egzemplarz ma zmieniony detal, którego nienawidziłam najbardziej, czyli aplikator :D Normalnie to po prostu plastikowy dziubek, a w przypadku tej maseczki, mamy do czynienia z metalową, lekko chłodzącą podczas aplikacji końcówką, która jest wyjątkowo wygodna i w dodatku bardzo estetycznie wygląda! Co jednak mówi o swoim kosmetyku producent? "Maseczka przeznaczona do codziennego użytku, która może służyć również jako nocny zabieg do głębokiego kondycjonowania ust oraz poprawy wyglądu jędrności. Niezwykle odżywcza mieszanka łagodzących olejków oraz botaniczny biopolimer odżywiają i nawilżają delikatny naskórek warg. Peptydy pomagają poprawić wygląd skóry wokół ust zmniejszając drobne linie oraz zmarszczki. Regularnie stosowanie maseczki sprawia, ze usta wydają się pełniejsze, delikatne, miękkie i gładkie. Preparat wyposażony jest w chłodzący, metalowy aplikator, który pozwala na komfortowe nakładanie produktu, zapewniając jego szybkie wchłanianie".
Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust
Konsystencja kosmetyku, przypomina bardzo wodnisty żel, który może się kojarzyć także z modnymi ostatnio olejkami do ust, produkowanych przez różne firmy. Bez problemu można komfortowo rozprowadzić specyfik na ustach bez naciągania ich. Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust nadaje wargom piękny blask, nie wylewa się poza ich kontur i w dzień spokojnie trzyma się na nich około trzech godzin. Po nałożeniu na noc, rano lekko czuć ją na wargach, ale do tego celu wolę treściwsze produkty, więc u mnie pełniła funkcję pomadki odżywczej do stosowania w ciągu dnia w domu, oraz pod maseczkę na wyjścia (strasznie schną mi pod nimi usta). Jak ów produkt smakuje? Oczywiście staram się nie zlizywać produktów pielęgnacyjnych do ust, ale czuć było delikatny, słodko - miętowy aromat. Tak samo mogę opisać także zapach produktu.
Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust
Co jednak z działaniem? Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust bardzo dobrze sprawdziła się u mnie w ciągu dnia. Od razu po nałożeniu wyczuwalne było ukojenie i zniwelowanie ściągnięcia warg. W trakcie użytkowania moje usta były miękkie, gładkie, suche skórki się na nich nie pojawiały, a odżywienie było na tyle wyczuwalne, że bardzo chętnie po tę maseczkę sięgałam. U siebie podczas stosowania jej na dłuższą metę zaobserwowałam znaczny wzrost nawilżenia i jędrności oraz ujednolicenie kolorytu, ale brak było mi odżywienia i okluzji, więc w nocy posiłkowałam się balsamem Nuxe. Przypomnę jednak, że moje usta są wyjątkowo trudne w obyciu i u "normalnej" osoby, prawdopodobnie Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywcza Maseczka do Ust mogłaby zastąpić całą pielęgnację warg (co potwierdza moja mama). U mnie jednak dopiero taki duet to tak zwany "dream team". 
Cosmedix Enhance Lip - Plumping Mask Odżywczą Maseczkę do Ust dostać można w 4Skin za 150zł (a dodatkowo trafiają się kody rabatowe ;)). Jaki jest Wasz ulubiony produkt pielęgnujący wargi? Pamiętacie o tym kroku, czy traktujecie go trochę po macoszemu? Znacie markę Cosmedix i 4Skin Dajcie koniecznie znać!



sobota, 20 lutego 2021

Pielęgnacja rozjaśniająca z Nacific, czyli o Phyto Niacin Whitening Essence i Pink AHABHA Cream słów parę

Witam Was po dłuższej niż zwykle przerwie :) Dziś pora opowiedzieć o mojej pielęgnacji z marką Nacific, która była wycelowana głównie w problem przebarwień. Marka ta przedstawia się jako naturalna, stworzona w oparciu i zrozumieniu zmian zachodzących w naturze. Wszystko po to by wydobyć z Twojej skóry wszystko to co najlepsze. Brzmi dobrze, prawda? Generalnie ja produkty Nacific lubię, wszak inaczej by do mnie nie trafiały, ale reakcja mojego męża na widok Phyto Niacin Whitening Essence oraz Pink AHABHA Cream mówi zgoła więcej... Gdy je zobaczył powiedział, cytuję: "o, znowu masz te fajne kosmetyki?". W dodatku krem testował razem ze mną, więc w jego przypadku napiszę również, jak sprawuje się on także na cerze tłustej, skłonnej do wszelkiej maści zaskórników. I tyle słowem wstępu, przejdźmy do rzeczy :D

Nacific Phyto Niacin Whitening Essence i Pink AHABHA Cream
Phyto Niacin Whitening Essence
Nacific Phyto Niacin Whitening Essence umieszczono w plastikowej buteleczce z pipetą. Zawiera ona 50 mililitrów produktu i na zużycie zawartości mamy 6 miesięcy. Kiedyś nie lubiłam kosmetyków pakowanych w ten sposób, ale z czasem doceniłam ich zalety. Jest więc wygodnie, higienicznie, ładnie, i co ciekawe, buteleczka ma miejsce do zapisania daty otwarcia produktu. Pipeta nabiera płyn bez problemu, także napisy przez cały okres użytkowania tkwiły na swoim miejscu. Opakowanie oceniam na 5 :) Co mówi o niej producent? "Nacific Phyto Niacin Whitening Essence to nawilżająca i rozjaśniająca esencja, która wyrównuje koloryt, wspomaga walkę z przebarwieniami, oraz pomaga uzyskać efekt promiennej, nawilżonej skóry. Zawiera ona między innymi pochodne niacynamidu (5%), witaminy C, kwas hialuronowy i sok bambusowy. W rezultacie skóra jest sprężysta, promienna, rozświetlona i elastyczna w dotyku." Jeśli nałożymy esencję Nacific samodzielnie - wchłonie się ona do matu. Bez klejenia, bez pozostawiania po sobie jakiejkolwiek warstwy i bez ściągnięcia skóry. Zaobserwować można jedynie lekki połysk, oraz polepszenie wyglądu cery. Mimo tego, lepiej nałożyć na nią jeszcze krem, aby "domknąć" w skórze substancje aktywne nałożone na nią wcześniej i zapewnić sobie okluzję.
Nacific Phyto Niacin Whitening Essence
Produkt ten świetnie nadaje się do stosowania zarówno wieczorem, jak i rano - pod makijaż. Dobrze współpracuje ze wszystkimi moimi kosmetykami. Esenscja nie posiada zapachu oraz ma konsystencję popularnej w Azji "gęstej wody". Co zatem z działaniem? Z pewnością Nacific Phyto Niacin Whitening Essence spełnia swoją podstawową funkcję, czyli całkiem przyzwoicie rozjaśnia przebarwienia oraz ujednolica koloryt cery. Dodatkowo ogranicza wydzielanie sebum, redukuje powstawanie rumienia, zaskórników i zmian zapalnych (tak, moja cera lubi niacynamid...). Co z obiecywanym przez producenta nawilżeniem? Faktycznie można zaobserwować, że kosmetyk ten wspomaga nawadnianie cery, ale nie liczcie na to, że sam poradzi sobie z nawilżeniem Waszej skóry. Tak nawiasem - wydaje mi się także, że moje zmarszczki lekko się wygładziły, co wydaje mi się zasługą między innymi także tej esencji. Aktualnie na Jolse kosztuje ona 27$, ale warto polować na promocje, które często obejmują tą markę ;)
Nacific Pink AHABHA Cream
Nacific Pink AHABHA Cream umieszczono w słodkim, różowym słoiczku wykonanym z plastiku, który również zawiera 50 mililitrów produktu, oraz miejsce do zapisania daty otwarcia kosmetyku. Całość jest wykonana bardzo porządnie i również nie ma się do czego przyczepić, choć nie pogardziłabym jakąś ładną szpatułką. Ostatnio przekonałam się do ich stosowania. Co na temat swojego kosmetyku mówi producent? "Jest to krem nawilżający zawierający kwasy owocowe AHA i BHA. Zawarte w nim składniki zmiękczają skórę poprzez złuszczanie martwych komórek naskórka. Kosmetyk polecany jest szczególnie osobom ze skórą dojrzałą lub trądzikową. Krem intensywnie nawilża, poprawia elastyczność skóry, rozjaśnia przebarwienia, a także niweluje zmarszczki i inne oznaki fotostarzenia. Zawiera ekstrakt z arbuza bogaty w witaminy oraz minerały, które nawilżają skórę, kwas hialuronowy i różową kalaminę, bogatą w witaminy".
Nacific Pink AHABHA Cream
Nacific Pink AHABHA Cream ma piękną, różową barwę i mimo tego, że na pierwszym miejscu w składzie widnieje arbuz, całość pachnie uwaga: lawendą! :D Piękną, świeżo zebraną z ogrodu, ale jednak lawendą... Szczerze powiedziawszy, to było największe zaskoczenie, jeśli chodzi o ten produkt. Aromat czuć tylko podczas nakładania i w żaden sposób nie jest męczący ani nachalny. Konsystencja? Typowy, lekki żel, który przy kontakcie ze skórą zamienia się w bardziej wodnisty. Łatwo się go rozprowadza, szybko się wchłania, nie lepi się do poduszki, nie roluje, pięknie współpracuje z kosmetykami i lekami, nadaje się pod makijaż... Jeśli chodzi o sprawy praktyczne i użytkowe - ideał :) Dodatkowo ten krem jest bardzo wydajny!
Nacific Pink AHABHA Cream
Jak zatem działa Nacific Pink AHABHA Cream? Zacznę może od mojego męża, czyli posiadacza skóry tłustej, z zaskórnikami. On używał kremu wyłącznie na noc, co zaowocowało ogromną redukcją wszelkiego rodzaju niedoskonałości, zmniejszeniem wydzielania sebum, oraz utrzymaniem optymalnego poziomu nawilżenia. Dodatkowo warto wspomnieć o tym, że mój R. jest bardzo wrażliwy na działanie kwasów i ich stosowanie często kończy się szczypaniem, zaczerwienieniem i łuszczeniem. Tu nic takiego nie miło miejsca, więc należy uznać, że kosmetyk ten jest łagodny, lecz skuteczny. U mnie na pewno przyczynił się także do redukcji przebarwień i wygładzenia zmarszczek. Dodatkowo nie zaobserwowałam wysypu zaskórników, oraz pogorszenia mojego rumienia (skubany dawno mnie nie odwiedzał ;)). Jedyne czego mi w tym kremie brakowało to odżywienie i nawilżenie. Niby skóra była jędrna, gładka, z ujednoliconym kolorytem, ale dla mnie ten kosmetyk do stosowania na noc był za lekki. Mimo to z powodzeniem stosowałam go na dzień (pod filtr), a wieczorem stawiałam na bardziej odżywcze formuły i treściwsze konsystencje aby nie zachwiać równowagi bariery hydrolipidowej. Mimo tego, że nie jest to produkt uniwersalny, to zrobił on u mnie sporo dobrego. Z czystym sumieniem mogę polecić go posiadaczkom skóry tłustej i z niedoskonałościami :) Inne mogą potrzebować dodatkowego wspomagania, np. kosmetyku z ceramidami :) Na Jolse zapłacicie za niego 28$.
Podsumowując: z obu kosmetyków jestem zadowolona i mimo typowo ukierunkowanego działania, chętnie wróciłabym do nich w przyszłości, może dla odmiany np. w innej porze roku :) Znacie markę Nacific? Miałyście już okazję testować te albo inne produkty firmy? Wprowadziłyście do swojej pielęgnacji substancje aktywne? Dajcie koniecznie znać!

piątek, 12 lutego 2021

Dr.G Perfect Pore Cover BB, czyli o kolejnym kremie do kolekcji

Już dawno przestałam stosować zwykłe podkłady. Wprawdzie w moich przepastnych szufladach nadal jest kilka sztuk, ale niestety leżą sobie one niekochane, gdyż z każdym jest coś "nie tak"... Zazwyczaj przy każdej możliwej okazji, sięgam po azjatyckie kremy BB, ponieważ według mnie, z tradycyjnymi fluidami wygrywają one pod każdym względem. Mimo to wśród nich - jak wszędzie - są egzemplarze lepsze i gorsze ;) Dziś zatem pora powiedzieć kilka słów na temat Dr.G Perfect Pore Cover BB. Jak wypadł na tle konkurencji? Czy jestem z niego zadowolona? Warto się na niego skusić? Już Wam mówię!
Dr.G Perfect Pore Cover BB
Opakowanie produktu jest proste, wszak to niby zwykła tuba, ale czymś jednak urzeka. Chyba chodzi tu o ten wyjątkowo niefotogeniczny, srebrny błysk. Całość ma 45ml, a na jej zużycie mamy aż 12 miesięcy. Dużym plusem tubki jest fakt, że nie schodzą z niej napisy i posiada ona miejsce na zapisanie daty otwarcia. Po otworzeniu opakowania wita nas dziubek z malutkim otworem. Na szczęście nie ma z nim problemów i nawet jeśli postawimy krem na nakrętce, nie leje się on jak szalony. Zawiera filtr SPF 30 PA ++, czyli jak na moje standardy - mogłoby być lepiej, mimo że i tak pod spód używam zawsze zwykłego filtra. Co mówi o nim producent? "Produkt maskuje pory, zmniejsza ich widoczność oraz kamufluje blizny potrądzikowe. Zapewnia zadowalający poziom krycia i matowe wykończenie. W składzie zawiera limonkę, ekstrakt z kapusty oraz melisy, dzięki którym reguluje wydzielanie sebum. Dodatkowo nawilża, odżywia, a także zapobiega podrażnieniom skóry". 
Dr.G Perfect Pore Cover BB
Dr.G Perfect Pore Cover BB ma delikatny, pudrowy aromat, który bardzo słabo czuć nawet podczas nakładania. Konsystencja jest typowa dla kremu BB, ani szczególnie gęsta, ani lejąca. Mnie najwygodniej nakładało się go gąbeczką. Pamiętajcie jednak, że kosmetyk równie dobrze wygląda jeśli użyjemy palców, uprzednio delikatnie rozgrzewając go na dłoni. Jaki odcień ma ten BB? Chłodny, nieco różowawy, tradycyjnie lekko szary, ale dla mnie zimą minimalnie za ciemny. Nie odcina się mocno od szyi, ale jednak bardziej komfortowo czułabym się, gdybym nie musiała maskować tego pudrem. Cóż, znam kremy, które lepiej pasują do mojego kolorytu. Na szczęście nie ciemnieje on w ciągu dnia. Co z wykończeniem? Jak na krem BB mało błyszczące i fanki mokrego glow nie będą zadowolone. Myślę, że satyna to dobre określenie.
Dr.G Perfect Pore Cover BB
Na plus Dr.G Perfect Pore Cover BB należy zaliczyć trwałość, wszak przypudrowany naprawdę trzyma się na mojej cerze od nałożenia, aż do zmycia nawet w okolicy nosa. Co z kryciem? Myślę, że należy je określić jako średnie. Przykryje mniejsze niedoskonałości, ale przy większych niespodziankach lepiej zaaplikować drugą warstwę, lub sięgnąć po korektor. Czy krem faktycznie posiada właściwości nawilżające? Nie :D Nie oczekujmy, że kosmetyk kolorowy będzie robił za nas to samo, co pielęgnacja. To ona jest podstawą dobrego wyglądu naszej cery. Za to Dr.G Perfect Pore Cover BB nie wysusza, nie powoduje wysypu niedoskonałości (ale zmywam go dwuetapowo lub specjalną pianką do usuwania kremów BB) i nie wywołuje podrażnień na mojej twarzy. Ponadto nie podkreśla suchych skórek i nie zbiera się w zmarszczkach, więc myślę, że spokojnie mogę go polecić posiadaczkom cery mieszanej i jednocześnie wrażliwej.
Dr.G Perfect Pore Cover BB
Co z ceną i dostępnością? Za Dr.G Perfect Pore Cover BB na Jolse zapłacicie niecałe 17$ i jeśli tylko macie odrobinę ciemniejszą ode mnie karnację - warto. Trwałość, wydajność, wygląd i wiele innych aspektów są naprawdę na wysokim poziomie :) A Wy? Znacie ten kosmetyk? A może lubicie inny krem BB tejże marki? Albo macie całkiem innego faworyta? Dajcie koniecznie znać!

piątek, 5 lutego 2021

Pielęgnacja z marką Sioris - plus kod rabatowy od Misun

Pierwszy kontakt z kosmetykami marki Sioris miałam we wrześniu zeszłego roku i muszę przyznać, że już wtedy ta marka mnie zaciekawiła. To naturalne kosmetyki koreańskie, a sama w sobie nazwa powstała poprzez połączenie słów: SIMPLE oraz ORIGINAL. Całość utrzymana jest w duchu eko, wszak marka wykorzystuje sezonowe składniki, zbierane z ekologicznych upraw. Mimo swej delikatności, produkty te wzbogacane są także w składniki aktywne, aby zapewnić nam także wysoką skuteczność. Wszystkie formuły kosmetyków marki Sioris są wegańskie, a opakowania przyjazne środowisku oraz nadające się do recyklingu. Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? Dlatego gdy nadarzyła się okazja, postanowiłam przetestować A Calming Day Ampoule - Kojącą Ampułkę do TwarzyStay With Me Day Cream - Nawilżający Krem do Twarzy na Dzień oraz Make It Bright Sheet Mask - Kojącą Maseczkę do Twarzy w Płachcie. Jak się sprawdziły? Już Wam mówię!
Sioris A Calming Day Ampoule - Kojącą Ampułkę do Twarzy, Stay With Me Day Cream - Nawilżający Krem do Twarzy na Dzień
Sioris A Calming Day Ampoule - Kojąca Ampułka do Twarzy
Sioris A Calming Day Ampoule Kojącą Ampułkę do Twarzy umieszczono w małej, eleganckiej buteleczce z plastiku. Na zdjęciu tego nie widać, ale ma ona bardzo zmyślnie skonstruowaną pipetę, która wysuwa się podczas odkręcania butelki. Wtedy wystarczy nacisnąć guzik i oto jest - gotowa do pracy. W opakowaniu znajdziemy 35ml produktu, ważnego 6 miesięcy od otwarcia. Kojąca formuła została zaprojektowana specjalnie dla wrażliwych typów skóry. Wśród głównych składników znajduje się 79% ekstraktu z cytryńca chińskiego (Schisandra Chinesis) z upraw ekologicznych, który zawiera przeciwutleniacze oraz witaminy, spowalniające proces starzenia się skóry i chroniące cerę przed zewnętrznymi czynniki stresogennymi. Ampułka w składzie zawiera także ekstrakt z nagietka oraz wąkrotki azjatyckiej o działaniu łagodzącym, a także madekasozyd. Dodatkowo trehaloza zawarta w ampułce sprawia, że kosmetyk pomaga zatrzymać wilgoć w skórze. Wewnątrz buteleczki, znajduje się pomarańczowy, bardzo rzadki żel, bądź jak kto woli - gęsty płyn w brzoskwiniowym kolorze. Jeśli nałożymy A Calming Day Ampoule  samodzielnie - wchłonie się ono do matu. Bez klejenia, bez pozostawiania po sobie jakiejkolwiek warstwy i bez ściągnięcia skóry. Mimo tego, lepiej nałożyć na nią jeszcze krem, wszak do tego została przeznaczona ;) Ampułka dobrze nadaje się także pod filtr przeciwsłoneczny, na wszelkiego rodzaju kwasy i pod makijaż. Zapach? Bardzo delikatny, dość dziwny, lekko ziołowy. W sumie niemalże go nie czuć :) Jak zatem działa? Na pewno przyczynia się do wzrostu nawilżenia skóry i pięknie koi moją wrażliwą, naczyniową cerę z tendencją do zaskórników. Dodatkowo ani razu podczas jej stosowania nie pojawił się u mnie rumień. Dla mnie to jej dwie główne zalety. Nie zaobserwowałam także wysypu niedoskonałości, suchych skórek (a stosuję kwas azaleinowy), ani innych nieprzyjaciół. Naprawdę muszę przyznać, że stosowałam ją z przyjemnością. Teraz znajdziecie ją 30% taniej, w cenie 91zł.
Sioris Stay With Me Day Cream
Sioris Stay With Me Day Cream Nawilżający Krem do Twarzy Na Dzień umieszczono w eleganckim opakowaniu airless z niezawodnie działającą pompką, które zawiera 50ml produktu, a całość należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od pierwszego otwarcia. Jest prosto, skromnie, ale jednocześnie bardzo przyjemnie dla oka i trochę w duchu eko :) Co mówi o nim producent? "Dzięki zawartości skwalanu, krem zapobiega przesuszaniu skóry, utrzymuje optymalny poziom nawodnienia oraz działa antyoksydacyjnie. Kosmetyk w swoim składzie zawiera m.in. ceramidy, kwas hialuronowy oraz wiele witamin z ekstraktów roślinnych, takich jak lukrecja i piwonia. Krem zapobiega starzeniu się cery, dogłębnie odżywia oraz łagodzi podrażnienia". Krosmetyk ma biały kolor oraz dość specyficznie pachnie ziołami. Nie jest to może najpiękniejszy aromat z jakim miałam do czynienia, ale na szczęście należy on do tych delikatnych i dość szybko się ulatnia. Aplikację kosmetyku uprzyjemnia nietypowa konsystencja, ponieważ mamy tu styczność z czymś pomiędzy kremem a żelem. Produkt łatwo sunie po skórze, stając się przy kontakcie z nią bardziej wodnisty, nie lepi się i bardzo ładnie wchłania się, nie pozostawiając po sobie żadnego filmu. Od razu po nałożeniu, czuć wygładzenie i nawodnienie skóry. Z kolei stosowany na dłuższą metę skutecznie nawilża, odżywia, zapobiega zaczerwienieniom i leciutko ujednolica koloryt cery. Nie zauważyłam, aby w jakikolwiek sposób mi szkodził, wywołując wysyp niedoskonałości. Z mojej perspektywy, to skuteczny, nawilżający krem na dzień, który średnio pachnie, ale dobrze działa. W tym momencie kosztuje 135zł.
SIORIS Make It Bright Sheet Mask - Kojąca Maseczka Do Twarzy W Płachcie
Sioris Make It Bright Sheet Mask - Kojąca Maseczka Do Twarzy w Płachcie - "Zawiera świeży ekstrakt z wody z organicznej moreli japońskiej, a także ekstrakty m.in. z wąkrotki azjatyckiej i brokuła. Maseczka wykazuje działanie łagodzące, także w przypadku cery problematycznej lub z trądzikiem. Dzięki zawartości niacynamidu wyrównuje koloryt skóry, a betaina oraz trehaloza sprawiają, że maska dostarcza skórze odpowiedniego nawodnienia". Jakie są moje wrażenia z jej stosowania? Płachta jest naprawdę cieniutka i ładnie dopasowana do mojej twarzy. Jest też świetnie nasączona, a dodatkowo masę esencji znajdziemy wewnątrz opakowania, więc można ją wsmarować np. w szyję oraz dekolt. A warto! Wielką zaletą maski jest fakt, iż po zdjęciu skóra się nie klei, co powoduje 90% znanych mi płacht. Poza tym, naprawdę spełnia ona obietnice producenta. Cera po jej użyciu jest pięknie nawodniona, elastyczna, jędrna, a dodatkowo wszelkie zaczerwienienia oraz rumień są ukojone i mniej widoczne. W przypadku masek w płachcie rzadko to mówię, ale naprawdę jestem na tak. Dodatkowo zapakowano ją w papierową, ekologiczną saszetkę... To się chwali :) Jej koszt to 17.99zł.
I to już wszystko na dziś. Znacie markę Sioris albo sklep Misun.pl? Miałyście już styczność z tymi produktami? Jeśli czymś Was skusiłam, albo macie ochotę na zakup koreańskich produktów (Cosrx, A'Pieu, Klairs, Iunik, Purito), z kodem INGA10 do 20 lutego kupicie nieprzecenione produkty o 10% taniej. Darmowa wysyłka przysługuje Wam już od 139zł ;) 

piątek, 29 stycznia 2021

Kosmetyczne hity ostatnich miesięcy

Ostatnio nie piszę o ulubieńcach tak często, jak na początku funkcjonowania bloga, ale staram się aby co trzy, cztery miesiące pojawiło się tu podsumowanie produktów, które szczególnie przypadły mi do gustu. Tym razem jest to trochę pielęgnacji, wielkie zaskoczenie w dziedzinie stylizacji włosów, oraz mały akcent kolorówki. Ciekawe? To zapraszam do czytania!
Dr. Jart+ Ceramidin Serum Innisfree Super Volcanic Pore Clay Mask 2X
1. Innisfree Super Volcanic Pore Clay Mask 2X -  maseczka nałożona na skórę zaczyna lekko chłodzić i ten efekt jest odczuwalny jeszcze kilka minut po zmyciu. Przede wszystkim, od razu po użyciu skóra jest widocznie rozjaśniona, gładka w dotyku, miękka, jędrna i oczyszczona z nadmiaru sebum. Również i pory są mniej widoczne. Przy regularnym użytkowaniu poprawiła ona zdecydowanie wygląd mojej cery, więc na dobrą sprawę nawet solo spełnia więc obietnice producenta... Jednak stosowana dwa razy w tygodniu, w połączeniu z kwasem BHA sprawiła, że w tym momencie nie mam na twarzy dosłownie żadnego zaskórnika, a taki stan nie zdarzył się u mnie odkąd zaczęłam stosować nowe leki. Efekt jaki osiągnęłam, bardzo zmobilizował mnie do regularnego powtarzania tego typu zabiegu i na pewno bardzo chętnie kupiłabym ją kolejny raz!
2. Dr. Jart+ Ceramidin Serum - to mój pielęgnacyjny hit pomagający zachować równowagę skóry podczas stosowania substancji aktywnych. Praktycznie od razu po nałożeniu jest w stanie ukoić ściągniętą i wysuszoną różnymi kuracjami skórę, co czyni ten produkt idealnym kandydatem do stosowania w towarzystwie kwasów. Serum stosowane przez dłuższy czas faktycznie poprawiło kondycję mojej skóry. Spowodowało wzrost nawilżenia, twarz stała się miękka, jędrna, gładsza, zmarszczki, będące efektem odwodnienia poznikały, a co za tym idzie, cera stała się po prostu ładniejsza. Dodatkowo wszystkie niespodzianki, oraz pozostałe po nich ślady goiły się szybciej (nawilżona skóra regeneruje się dużo sprawniej!). Jednocześnie należy dodać, że mimo tego, iż jest to produkt nawilżająco - odżywczy, nie odnotowałam żadnego wysypu niechcianych gości. Podczas stosowania go nawet rumień nie odwiedzał mnie praktycznie wcale. Nie wiem, czy nie aspiruje ono do hitu zeszłego roku...
L’Oréal Professionnel Serie Expert Volumetry Spray Purito Defence Barrier pH Cleanser
3. L’Oréal Professionnel Serie Expert Volumetry Spray Nadający Objętość - Odkrycie życia w kategorii "stylizacja włosów". Wiele razy próbowałam uzyskać choć odrobinę objętości na moich długich, niskoporowatych włosach z tendencją do przyklapu, ale nigdy się to nie udawało ;) Z kolei z jego pomocą, jestem w stanie wyczarować piękną fryzurę z optycznie podwójną ilością włosów i to z minimum nakładu własnego. Wystarczy spryskać tymże spreyem włosy na całej długości, wysuszyć z głową do dołu i mamy trwałą ale jednocześnie elastyczną fryzurę pełną objętości. Mega, na 100% kupię kolejną butelkę!
4. Purito Defence Barrier pH Cleanser - to z kolei produkt, który sam z siebie docenił także mój mąż. Już na pierwszy rzut oka, bez robienia eksperymentów z papierkami lakmusowymi możemy zobaczyć, że jego pH to 5.5, co jest wyjątkowo ważne dla zdrowia naszej bariery hydrolipidowej. Skóra po użyciu tego produktu jest bardzo ładnie oczyszczona, a jednocześnie blada i niezaczerwieniona. Kolejnym plusem jest fakt, że nie czuję po użyciu żadnego nieprzyjemnego ściągnięcia, podrażnienia, pieczenia ani swędzenia :) Nawet na dłuższą metę, przy stosowaniu dwa razy dziennie nie wysusza i nie powoduje żadnych innych szkód, mimo że zadanie ma niełatwe, wszak aktualnie stosuję nie tylko kosmetyki, ale i maści od dermatologa. Mój mąż, ze skórą tłustą również jest z niego bardzo zadowolony :) Dodatkowo ten żel jest naprawdę szalenie wydajny!
Clio Kill Cover
5. Clio Kill Cover Liquid Concealer - Gama jego odcieni nie jest zbyt rozbudowana, ale z pewnością będą z niej zadowolone osoby, mające jasną karnację. Ja posiadam odcień 02 Lingerie i muszę przyznać producentowi, że faktycznie jest to beż wpadający w chłodne tony, co przy mojej cerze jest jak najbardziej pożądane. Nie posiada on żadnych drobinek i co ważne: nie śmierdzi (ja często ostatnio trafiam na takie ;P). Łatwo nakłada się go zarówno gąbeczką jak i palcem, choć ja preferuję raczej ten pierwszy sposób. Korektor całkiem szybko zastyga, pozostawiając po sobie satynowe wykończenie. Sam produkt nie jest zbyt gęsty oraz ma średnie krycie, które bez problemu można stopniować. A teraz najważniejsze: utrwalony trzyma się w stanie niemal idealnym od nałożenia aż do zmycia i absolutnie nie ma mowy o żadnym wchodzeniu w zmarszczki, ani podkreślaniu suchych skórek. Korektor Clio dobrze współpracował z każdym moim pudrem, kremem pod oczy oraz bazą i jego jedynym minusem jest dla mnie słaba dostępność ;)
I tym razem to już wszystko :) Miałyście może okazję testować któregoś z moich ulubieńców? A może podzielicie się czymś, co Wam ostatnio przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać :) Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić w komentarzu link do swojego posta z ulubieńcami ;)

sobota, 23 stycznia 2021

Son&Park Beauty Filter Cream Glow. Czy to na pewno filtr z instagrama w słoiczku?

Stosujecie bazy pod makijaż? Ja stosunkowo rzadko, ale ta dziś opisywana wyjątkowo wpadła mi w oko. To swoistego rodzaju hybryda, która łączy ze sobą w jednym produkcie pielęgnację i make up. Brzmi ciekawie? Dalej jest jeszcze bardziej interesująco :D Efekt jaki daje, porównywany jest przez wiele osób do instagramowego filtra. Szybko zapragnęłam sprawdzić, jak to wszystko wygląda w praktyce, tak więc dziś pora na recenzję Son&Park Beauty Filter Cream Glow. Jak się u mnie sprawdziła? Czy efekt jaki daje faktycznie przypomina filtr na instagramie? Warto ją kupić? Już Wam mówię ;)
Son&Park Beauty Filter Cream Glow
Son&Park Beauty Filter Cream Glow przychodzi do nas zapakowana w elegancki słoiczek z matowego szkła, który ma nietypowy, kwadratowy kształt. Nie jest to może szczyt wygody, ale nie można odmówić mu urody. Dla ułatwienia do bazy dołączono szpatułkę i gdyby nie ona - ciężko byłoby wydostać zawartość. Wewnątrz znajdziemy 40g produktu, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Baza - krem jest wydajna, ale spokojnie da się ja zużyć w przewidzianym terminie. Co mówi o niej producent?  "Son&Park Beauty Filter Cream Glow pięknie nawilża, ale jego główną rolą jest zapewnienie Twojej skórze naturalnego filtra (zapomnij o upiększających filtrach na Instagramie!). Wyrównuje koloryt skóry i nadaje niesamowite rozświetlenie, dzięki zawartości ekstraktu z perły oraz wyciągów roślinnych (irys, jaśmin, róża, olejki z nasion marchwi, ekstrakty z jaśminu, lilii, żonkila, olejek z drzewka herbacianego). Nadaje się do każdego typu cery, nawet przetłuszczającej się, ale szczególnie dobrze sprawdzi się na skórze szarej, zmęczonej i pozbawionej życia".
Son&Park Beauty Filter Cream Glow
Son&Park Beauty Filter Cream Glow stosuje się jak zwykłą bazę pod makijaż. Ja próbowałam zarówno wersji "solo" jak i po nałożeniu pielęgnacji i mimo porównań do kremu, jednak wolę nałożyć pod nią jeszcze dobre serum lub normalny krem ;) Zaraz po otwarciu słoiczka wita nas aromat róży damasceńskiej. Czuć go podczas nakładania, ale nie musimy obawiać się intensywnego zapachu na twarzy. Baza łatwo się rozprowadza, nie zostawia smug i nie trzeba jej wiele na pokrycie całej twarzy. Jak kosmetyk działa? Po nałożeniu na skórę, robimy się niemal białe :D Potem z kolei ta biel powoli znika, by zapewnić nam efekt różowo - srebrnej, skrzącej się cery. Naprawdę wygląda to jak instagramowy filtr, oraz sprawia, że wszystkie defekty cery są mniej widoczne, ale zupełnie nie da się wyjść tak "do ludzi" :P Cera dzięki sylikonowej otoczce staje się także gładsza i warto też nadmienić, że kosmetyk nawet po całym dniu nie podkreśla suchych skórek, co często robią u mnie tradycyjne bazy. 
Son&Park Beauty Filter Cream Glow
Z rzeczy praktycznych - Son&Park Beauty Filter Cream Glow nie zapycha i nie spowodował pogorszenia się stanu mojej cery. Po nałożeniu kremu BB faktycznie przedłuża jego trwałość, oraz przebijając spod podkładu, nadaje makijażowi piękny glow, ale ze względu na kolor, ciepłe karnacje mogą nie do końca polubić się z tym produktem, wszak im zamiast srebrno - różowych klimatów zapewne bardziej pasowałoby np. złoto. Czy ten produkt pielęgnuje? Trochę na pewno, ale ja nie liczyłabym na całkowitą rezygnację z porannej pielęgnacji na jego rzecz. Nawet w przypadku cer tłustych nie radziłabym stosować jej zamiast kremu. Mimo wszystko u mnie kosmetyk ten bardzo dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż. Jeśli tego szukacie, warto się nią zainteresować, naprawdę pięknie rozświetli każdą cerę ;)
Co z ceną i dostępnością? Na Jolse zapłacimy za nią 22$. Stosujecie bazy pod makijaż? Jeśli tak, to na jaki efekt zazwyczaj stawiacie? Mat, glow, a może zależy Wam tylko na przedłużonej trwałości? Znacie markę Son&Park? Dajcie koniecznie znać, jak to wygląda u Was :)