środa, 6 października 2021

Peripera Double Longwear Cover Concealer - recenzja i dużo zdjęć porównawczych!

Korektor - niby mała rzecz, a mnie zawsze ciężko było znaleźć odpowiedni. Dlaczego? Ponieważ bardzo często są one dla mnie za ciemne, kryją zbyt słabo (a przy przebarwieniach to jednak ważna cecha) lub zawierają drobinki. Marki europejskie nie mają dla mnie zbyt wielu ofert, ale z kolei te z Azji... To już inna bajka ;) Głównie z powodu jasnych odcieni. Jeśli zamówię nr 1 - mogę być pewna, że będzie odpowiedni, albo nawet za jasny! (szok). Dziś więc pora opowiedzieć Wam, jak sprawdził się u mnie produkt marki Peripera, tej produkującej słynne już tinty do ust ;) Czy Double Longwear Cover Concealer stanął na wysokości zadania?
Peripera Double Longwear Cover Concealer
Peripera Double Longwear Cover Concealer znajduje się w eleganckim opakowaniu z błyszczącego plastiku z czarną, matową zakrętką, które przypomina błyszczyk. Jest ono wygodne, dozuje odpowiednią ilość produktu, i z łatwością można zabrać go ze sobą w podróż bez obaw o potłuczenie. Opakowanie jest wyjątkowo ładne i dobrej jakości, co czuć szczególnie w przypadku aplikatora. Jest miękki, delikatny, precyzyjny oraz nabiera odpowiednią ilość produktu, aby pokryć okolice pod oczami, ewentualne przebarwienia, bądź inne niedoskonałości. Wewnątrz mamy 5.5g kosmetyku, ważnego 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Jak na mnie korektor jest też całkiem wydajny ;)
Peripera Double Longwear Cover Concealer
Gama kolorystyczna Peripera Double Longwear Cover Concealer nie powala, ale osoby o jasnej karnacji z pewnością wyłuskają coś dla siebie. Mój odcień 01 Pure Ivory, jest wbrew nazwie dość ciepły, co teraz, po lecie, wygląda u mnie ładniej niż typowo chłodne tony. Obiektywnie podejrzewam jednak, że będzie się on plasował gdzieś w tonacji neutralnej, bo ja jestem wyjątkowo "różowa". Mimo to, kosmetyk kolorystycznie pięknie wtapia się w moją cerę. Dwa kolejne odcienie są nieco ciemniejsze. Całe szczęście produkt nie posiada żadnych drobinek. Nie lubię tego w korektorach i chyba już nie polubię. I jeszcze jeden plus - nie śmierdzi klejem :D Jeśli chodzi o aplikację, to łatwo nałożyć go zarówno gąbeczką jak i palcem, jednak ja zazwyczaj używam beauty blendera.
Peripera Double Longwear Cover Concealer
Peripera Double Longwear Cover Concealer po nałożeniu zastyga całkiem szybko, pozostawiając po sobie matowo - satynowe wykończenie. Kosmetyk nie jest szczególnie gęsty, ale krycie jest naprawdę na wysokim poziomie, a dodatkowo można je stopniować. Wydaje mi się, że już jedna warstwa zakryje mocne cienie pod oczami. Czasem na jakieś wyjątkowo brzydkie przebarwienie pozapalne zdarza mi się nałożyć go więcej. Utrwalony pudrem trzyma się w stanie niemal idealnym od nałożenia aż do zmycia i nie zauważyłam aby wchodził w zmarszczki czy uwydatniał suche skórki. Zakrył mi na cały dzień nawet opryszczkę :P (już była płaska, podgojona). Korektor Peripera dobrze współpracował z każdym moim pudrem, kremem pod oczy oraz bazą. Nie zauważyłam też, by wysuszał, choć ja zawsze nakładam na skórę najpierw krem ;)
Peripera Double Longwear Cover Concealer na Joom kosztuje 55.30zł (z kodem INGA10 taniej) i jak najbardziej jest tej kwoty wart. Doceniam go za uniwersalność, świetne krycie i ładny kolor, który będzie pasował wielu karnacjom :) A jaki jest Wasz ulubiony korektor? Miałyście już styczność z kosmetykami tej marki? Dajcie koniecznie znać! :) Chętnie poczytam o Waszych typach!

wtorek, 28 września 2021

Wysoki filtr w pudrze? To możliwe z TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++

O tym, że SPF jest kosmetykiem, który warto stosować przez cały rok powszechnie już wiadomo :) O tym, że w ciągu dnia warto ponowić aplikację - także. Myślę, iż o tym, że filtr w kosmetykach kolorowych nadaje się tylko do wzmocnienia ochrony, albo odnowienia jej w ciągu dnia również (kto widział na instagramie i Youtube filmiki, gdzie dziewczyny aplikowały odpowiednią ilość kolorowego BB na twarzy, tak aby zapewnił nam deklarowaną przez producenta ochronę?). Kolorówka z SPF cieszy się w mojej kosmetyczce niesłabnącym powodzeniem. Tym razem pora więc na recenzję pudru TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++, który służył mi do utrwalania makijażu i poprawek w ciągu dnia. Jak dał sobie radę? Zapraszam do czytania!
TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++
Zacznijmy może od opakowania. Puderniczka w której został umieszczony kosmetyk, naprawdę przykuwa wzrok. Jest biała, półokrągła i opalizuje na zielono, co niestety strasznie trudno uchwycić na zdjęciu. Moim zdaniem, niejeden luksusowy produkt z perfumerii wygląda gorzej. Całość zawiera 13g kosmetyku, lusterko i aplikator oddzielony od pudru plastikową ochronną nakładką. Na zużycie go mamy standardowe 12 miesięcy. Po otwarciu subtelnie pachnie białymi kwiatami.
TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++
Puder TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++ występuje w dwóch odcieniach do wyboru. Ja posiadam 01 i jest on naprawdę bardzo jasny, oraz posiada typowo żółte tony. Na szczęście nie musimy się obawiać, że kosmetyk ściemnieje nam w ciągu dnia. Wykończenie, jakie serwuje nam puder, to coś pomiędzy satyną, a matem i szczęście produkt ten nie posiada żadnych drobinek (ja wolę raczej rozświetlić strategiczne miejsca przeznaczonym do tego kosmetykiem). Puszek dołączony do opakowania jest miękki i delikatny, ale dość gruby oraz porządnie wykonany. Spokojnie można stosować go, gdy chcemy mocniej utrwalić makeup (lub "podkręcić" ochronę przeciwsłoneczną) i wklepać puder, a nie tylko delikatnie musnąć twarz pędzlem. W jego przypadku nie musicie się obawiać ponadprzeciętnego pylenia.
TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++
Kosmetyk użyty w rozsądnej ilości zapewnia mi delikatne, eleganckie wykończenie, dobrą trwałość i piękne wygładzenie (zarówno w dotyku jak i optycznie). Po jego użyciu, makijaż zaczyna wyglądać gorzej dopiero po standardowych dla mnie 4-5 godzinach. Gorzej, nie znaczy źle, bo nawet po tym czasie kosmetyk nie wchodzi w zmarszczki, a ja się nie świecę. Pod koniec dnia zdarza mu się uwidocznić nieco suche skórki oraz delikatnie wytrzeć na nosie lub brodzie (maseczki), ale bez problemu można wykonać stosowne poprawki w strategicznych miejscach, a makijaż nadal wygląda ładnie.
TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++
Co ważne, puder nie wysusza mojej skóry, nie podrażnia jej, nie prowokuje powstawania niedoskonałości i nie powoduje "efektu maski". Fajnym dodatkiem jest SPF50+ PA++++, ale pamiętajmy że to tylko "bonus", a nie coś zapewniającego nam ochronę. Filtr nałóżcie więc normalnie ;) Cena? Można go dostać już za 93zł na Joom (z kodem INGA10 taniej). Podsumowując moją przygodę z TONYMOLY The Shocking Pact Fix Cover SPF50+ PA ++++: Naprawdę chętnie po niego sięgam i z przyjemnością poleciłabym go każdej "bladej twarzy". Lubicie kosmetyki kolorowe marki TONYMOLY? Miałyście już okazję ich używać? Bo ja o ile nie jestem fanką pielęgnacji tej marki,  to kosmetyki kolorowe zawsze robią na mnie pozytywne wrażenie :) Dajcie znać w komentarzach!

poniedziałek, 20 września 2021

Dermomedica Tranexamic C Serum z 4Skin w akcji

Bardzo często dzieje się tak, że kosmetyki z witaminą C mi nie służą, ale ze względu na ich korzystne działanie na skórę, staram się wpleść ją do swojej pielęgnacji. Znalazłam już klika "perełek", z których stosowania moja cera była naprawdę zadowolona i powoli staram się ciągnąć ten temat dalej. Tym razem pora podzielić się z Wami, jak moja kapryśna skóra zareagowała kosmoceutyk (czyli płączenie leku i kosmetyku) o nazwie Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentujące. Czy dobrze? Czy znowu źle? Zaraz się przekonacie!
Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentując
Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentujące umieszczono w prostej, 30 mililitrowej buteleczce z ciemnego, matowego szkła, wyposażonej w pipetę służącą do aplikacji. Całość jest ważna 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. Kiedyś nie lubiłam takiej formy pakowania kosmetyków, ale teraz przestała mi ona przeszkadzać. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że w końcu ją polubiłam ;) Ogólnie rzecz biorąc, forma jest prosta, skromna i wygodna w użytkowaniu. Niedawno producent zmienił buteleczkę na nieprzezroczyste, białe szkło (w tajemnicy zdradzę Wam, że nowa jest ładniejsza :P).
Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentujące
Co na temat tego kosmetyku mówi producent? "Formuła produktu opiera się na innowacyjnym połączeniu kwasu traneksamowego z amfifilową witaminą C oraz epidermalnym czynnikiem wzrostu. Serum działa depigmentacyjnie i przeciwstarzeniowo. Kwas traneksamowy wykazuje silne właściwości rozjaśniające, a także wzmacniające naczynia krwionośne. Zmniejsza hiperpigmentacje, melasmę i dyskoloryzacje naczyniowe, pomagając uzyskać równomierny koloryt skóry, nawet tej skłonnej do rumienia. Amfifilowa witamina C jako inhibitor tyrozynazy reguluje proces melanogenezy, przez co zmniejsza przebarwienia zarówno posłoneczne jak i pozapalne, pozostawiając skórę gładką i jednolitą. Receptura zawiera przełomową substancję aktywną - EGF. Epidermalny czynnik wzrostu stymuluje komórki macierzyste oraz wspomaga fizjologiczną regenerację skóry w jej głębszych warstwach. Kosmeceutyk przeznaczony jest dla każdego typu skóry skłonnej do powstawania przebarwień". Brzmi jak coś idealnie dla mnie, prawda?
Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentujące
Konsystencja Dermomedica Tranexamic C Serum przypomina mi coś pomiędzy żelem, płynem, a olejkiem. Ogólnie rzecz biorąc, ma ona tendencję do lekkiego ściekania z palców, ale mimo wszystko nie przeszkadza to w komfortowym nałożeniu produktu. U mnie zazwyczaj są to 4 krople. Już nauczyłam się, że więcej, nie zawsze znaczy lepiej, a dokładnie tyle zaleca producent i tego się trzymam. Serum ma lekki, kosmetyczny aromat, ale czuć go jedynie w butelce. Po nałożeniu kosmetyku, przez około 30 minut na twarzy czuć delikatny film, ale po tym czasie wchłania się w skórę do całkowitego matu. Ja najczęściej stosowałam go pod SPF i makijaż, ale zdarzało mi się używać serum także na noc, zanim jeszcze zaczęłam budować tolerancję na retinol (od początku września wieczorem sięgam już tylko po kosmetyki regenerujące i nawilżające).
Dermomedica Tranexamic C Serum Antyoksydacyjne Serum Depigmentujące
Co z działaniem Dermomedica Tranexamic C Serum? Już od pierwszego użycia byłam nim zachwycona. A naprawdę rzadko mi się to zdarza! Skóra podczas stosowania tego serum jest w najlepszej kondycji, odkąd reumatolog zmienił mi leki. Cera jest pięknie rozjaśniona, przebarwienia znacząco zredukowane, wszystko szybko się goi, a temat zaskórników znacząco się zredukował. Jednocześnie kosmetyk ten nie wywołał u mnie absolutnie żadnych podrażnień, a szczerze powiem, że niesamowicie się tego obawiałam. Zero łuszczenia, ściągnięcia, pieczenia! Genialnie. Nawet moje zmarszczki wyglądają jakoś tak ładniej, a rumienia praktycznie nie ma.
Ja swoje serum dostałam od sklepu 4Skin. Kosztuje tam aktualnie 299zł i przy tym działaniu, oraz wydajności (stosuję je codziennie od 22 lipca, a zużyłam połowę) - jak najbardziej warto. Z pewnością kupię kolejne opakowanie, bo nie pamiętam, kiedy moja cera ostatnio wyglądała tak dobrze. Mam nadzieję, że trafię już na to w odświeżonej szacie graficznej :) Stosujecie kosmetyki z witaminą C albo kwasem traneksamowym?

wtorek, 14 września 2021

Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser i kilka słów o tym jak odpowiednio myć twarz

Wieczorne oczyszczanie twarzy powinno być dwuetapowe. To podstawa i pierwszy etap pielęgnacji. Fakt, że niewłaściwe mycie cery generuje wypryski, jest powszechnie znany, ale czy wiedzieliście, iż może też powodować starzenie? Przez brak oczyszczania na skórze pozostają wolne rodniki, a one niestety tylko szkodzą. Co więc z tym zrobić? Myć twarz dwa razy! Pierwszy raz, aby usunąć ewentualny makijaż, filtr SPF oraz codzienne miejskie zanieczyszczenia. To mycie należy wykonać produktem na bazie oleju, najlepiej z emulgatorem (tłuszcz przyciąga tłuszcz - taka magia). Nakładamy go na suchą skórę, chwilę masujemy, a potem spłukujemy. Olejek zamienia się w kontakcie z wodą w emulsję. Nie martwcie się, takie mycie nie szkodzi nawet tłustej cerze. Jeśli jednak naprawdę olejków nie lubicie, można zastąpić go mleczkiem, płynem dwufazowym, bądź micelarnym. Drugie mycie kosmetykiem na bazie wody, czyli żelem bądź pianką (mydłom mówimy nie, przez zasadowy odczyn, który niszczy barierę hydrolipidową) ma za zadanie usunąć to, co jeszcze na skórze pozostało. Zarówno olejek, płyn micelarny jak i mleczko należy ze skóry usunąć, aby była idealnie czysta, a dzięki temu gładka, promienna, bez zaskórników i niedoskonałości. Mam nadzieję, że dzięki temu, już będziecie robić to poprawnie ;) A co z porankami? Wystarczy żel do mycia twarzy, ten sam co przy drugim etapie oczyszczania wieczornego. Na przykład Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser!
Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser
Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser znajduje się w sporej, białej tubie posiadającej różowe akcenty. Całość zawiera 150 mililitrów oraz można jej używać 12 miesięcy od otwarcia. Sam plastik jest miękki i bez problemu możemy wydostać ze środka odpowiednią ilość żelu. W dodatku taki sposób "podania" produktu jest jednym z bardziej higienicznych i dodatkowo bezproblemowych jeśli chodzi o wyjazdy ;) Co o swoim kosmetyku mówi producent? "Jedwabisty żel o bogatej konsystencji przeznaczony do dokładnego oczyszczania skóry bez jej wysuszania i naruszania bariery ochronnej. Dwa bardzo delikatne, a jednocześnie skuteczne surfaktanty łączą siły w tej formule przeznaczonej dla wszystkich typów cery i wszelkich problemów ze skórą. Formuła oczyszcza skórę i rozpuszcza makijaż (ten rozpuszczalny w wodzie). Nie szczypie w oczy, ma niskie, przyjazne dla skóry pH (~5-5,4) i jest najbardziej uniwersalnym środkiem do oczyszczania skóry, jaki można by sobie wyobrazić."
Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser
Kosmetyk ma żelową, bardzo gęstą konsystencję galaretki, którą przyjemnie rozprowadza się po twarzy oraz można nią wykonać dokładne mycie. Potrzeba chwili, aby go spłukać, ale nie przeszkadzało mi to podczas używania produktu. Jelly Joker nie pieni się niemalże wcale, co akurat dla mnie jest zaletą, wszak świadczy o jego delikatności ;) Nic a nic nie szczypie w oczy! Teraz trochę o zapachu: rzadko zdarza mi się, żebym w żelu do mycia twarzy nie czuła nic, a tutaj naprawdę mam wrażenie, że formuła jest totalnie bezzapachowa. Super! Będzie to dobry wybór dla wrażliwców i osób, które nie lubią pachnących kosmetyków do twarzy.
Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser
Co jednak z działaniem Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser? Szczerze mówiąc, chyba powinnam już powiedzieć, że przyłączam się do grona jego fanek. Jestem osobą, którą żele do mycia bardzo często podrażniają, a on dał radę nawet podczas jednoczesnego wprowadzania retinolu i stosowania na stałe witaminy C! Skóra po użyciu tego kosmetyku jest dokładnie, ale bardzo delikatnie oczyszczona, a jednocześnie blada i niezaczerwieniona. Dodatkowo po spłukaniu go nie odczuwam żadnego nieprzyjemnego podrażnienia, swędzenia, ani ściągnięcia :) Nawet na dłuższą metę, przy stosowaniu dwa razy dziennie nie wysusza i nie powoduje powstawania niedoskonałości. Wręcz powiedziałabym, że faktycznie pomaga, chroniąc naturalną barierę hydrolipidową. Dodatkowo zawarta w nim alantoina i pantenol naprawdę robią swoje.
Geek&Gorgeous Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser to genialny kosmetyk do codziennego mycia, nawet w trakcie stosowania kuracji drażniących skórę. Opakowanie kosztuje 48.50zł i uważam, że cena jest jak najbardziej adekwatna do bardzo wysokiej jakości oraz wydajności kosmetyku. Znacie markę Geek&Gorgeous? A może miałyście już okazję stosować Jelly Joker Low pH Gentle Cleanser? Jaki jest Wasz ulubiony żel do mycia twarzy?

wtorek, 7 września 2021

Laneige Radian-C Cream+, czyli o mojej relacji z witaminą C słów parę

Ci, którzy czytają mnie już jakiś czas, dobrze wiedzą że moja relacja z kosmetykami zawierającymi witaminę C, jest hmm... Trudna. Zdarzają się perełki, ale przeważnie kosmetyki z tym składnikiem robią na mojej twarzy niemały bałagan i co ciekawe - nie odnotowałam jak na razie żadnej zależności w tym temacie! Do tej pory stosowałam jedynie różne formy witaminy C w postaci serum lub esencji, więc stwierdziłam, że może tym razem pora na coś innego i postanowiłam wypróbować krem, posiadający ten drogocenny dla skóry składnik. Tak trafił do mnie Laneige Radian-C Cream+. Co z tej znajomości wyszło? Już Wam mówię!
Laneige Radian-C Cream+
Laneige Radian-C Cream+ znajduje się w pięknym, pomarańczowym słoiczku o obłych kształtach, który zawiera 40 mililitrów kosmetyku. Całość wygląda naprawdę uroczo i czuć lekki powiew luksusu, wszak opakowanie jest szklane, porządne, dość ciężkie oraz dołączono do niego śliczną szpatułkę. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że posiada ono zwężenie i pod koniec opakowania ciężko będzie wyciągnąć resztki kremu. Co na temat swojego kosmetyku mówi producent? "Laneige Radian-C Cream+ to delikatny krem ​​nawilżający na co dzień, wzbogacony witaminami, który widocznie rozjaśnia Twoją skórę już po trzech dniach. Zawiera 8.5% pochodnych witaminy C, oraz witaminę E, mające na celu rozjaśnić przebarwienia, rozświetlić cerę, oraz zredukować zaczerwienienia, a także skutecznie zadbać o barierę hydrolipidową". 
Laneige Radian-C Cream+
Laneige Radian-C Cream+ ma biały kolor i pięknie pachnie cytrusami. Nakładanie go na twarz to naprawdę prawdziwa przyjemność :) Aromat czuć głównie podczas aplikacji i dla mnie nie jest męczący ani nachalny. Konsystencja? To lekki żel, który przy kontakcie ze skórą zamienia się w bardziej wodnisty. Łatwo się go rozprowadza, szybko się wchłania (ale subtelny film zostaje na twarzy), nie roluje, pięknie współpracuje z kosmetykami i lekami, nadaje się pod makijaż... Niestety przy pielęgnacji warstwowej odrobinę lepi się do poduszki. Jest też trochę za ciężki pod filtr i polecam stosować go raczej na noc. Warto też zauważyć, że kosmetyk jest bardzo wydajny. Już odrobina wystarczy, by posmarować całą twarz.
Laneige Radian-C Cream+
Jak zatem działa Laneige Radian-C Cream+? Ano nijak... Niestety nie miałam okazji sprawdzić na sobie obietnic producenta, ponieważ po kilku dniach stosowania zaliczyłam koszmarny wysyp zaskórników oraz małych pęcherzyków wypełnionych płynem. Wprowadzam kosmetyki pojedynczo i wiem, że to z pewnością jego wina. Pomyślałam - trudno. Mnie często witamina C nie służy, dam go mężowi. Mąż wziął, użył dwa razy i zaliczył dokładnie to samo, co ja! Niestety jak to w życiu bywa, on doprowadził swoją cerę do stanu "używalności" dużo szybciej... Generalnie jeśli macie jakiekolwiek skłonności do alergii, zapychania, podrażnień, lub średnio reagujecie na witaminę C - lepiej sobie ten krem odpuścić. Ja obiecałam, że dam go mamie. Może u niej sprawdzi się lepiej. A jeśli nie, to zużyje go do dłoni, gdzie też ma lekkie przebarwienia. Niewykluczone, że tam pokaże swój ukryty potencjał...
Laneige Radian-C Cream+
Myślę, że dobrze widać, iż Laneige Radian-C Cream+ okazał się dla mnie ogromnym rozczarowaniem. W dodatku dość drogim rozczarowaniem, wszak na Jolse krem kosztuje prawie 26$. Jeśli miałyście z nim styczność, dajcie mi koniecznie znać, czy Wam też zafundował tego typu przygody. Ja do tej pory nie zawiodłam się na kosmetykach Laneige, ale tym razem było inaczej. Lubicie tę markę? A może macie jakieś sprawdzone preparaty z witaminą C? Dajcie koniecznie znać!

wtorek, 31 sierpnia 2021

Pielęgnacja z marką Skin1004 - Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum&Cream. Czy i kiedy warto?

Gdy stosujemy w swojej pielęgnacji substancje aktywne, takie jak kwasy, retinol i jego pochodne lub witaminę C, warto posiadać w domu produkty, które będą niwelować ich potencjał drażniący. Jeśli nie będziemy dbać o odpowiednią regenerację bariery hydrolipidowej, zamiast sobie pomóc, tylko zaszkodzimy. Sprawdzone w praktyce! :D Dziś więc kilka słów o dwóch produktach marki Skin1004, które mają nam tę regenerację ułatwić ;)
Skin1004 - Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum&Cream
Firma Skin1004 pochodzi z Korei Południowej, a ich kosmetyki bazują na wąkrotce azjatyckiej (centella asiatica), którą marka pozyskuje uwaga: z Madagaskaru :D Jest ona ceniona za korzystny wpływ na skórę. Przyspiesza procesy gojenia, łagodzi oraz powoduje wzmocnienie bariery skórnej. Składniki aktywne zawarte w wąkrotce działają też przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, nawilżająco i regenerująco. Będzie to więc idealny towarzysz wszelkich jesiennych kuracji!
Skin1004 - Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum
Skin1004 Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum znajduje się w 50mililitrowej buteleczce z matowego, błękitnego szkła - bez problemu można zobaczyć ile produktu zostało jeszcze wewnątrz. Pompka działa bez zarzutu i łatwo wycisnąć nią tyle kosmetyku, ile potrzebujemy. Wewnątrz buteleczki, znajduje się leciutki żel, przypominający emulsję, który w kontakcie ze skórą przemienia się niemalże w wodę. Stosowałam pod nie różnego rodzaju specyfiki: kwasowe toniki, produkty z substancjami aktywnymi, retinol, leki, czasem nakładałam je też solo pod makijaż... W każdej kombinacji serum sprawdzało się tak samo dobrze. Było łatwe w aplikacji, nie rolowało się, nie kleiło, ale pozostawiało po sobie delikatną warstwę okluzyjną. Na tyle lekką, że nie będzie ona nikomu przeszkadzać, zapewniam :) Skin1004 Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum ma subtelny, świeży zapach, który jest bardzo słabo wyczuwalny. Serum wkomponowane w pielęgnację, faktycznie poprawiło kondycję mojej skóry. Spowodowało wzrost nawilżenia, więc twarz stała się miękka, jędrna, i gładsza. Dodatkową jego jego zaletą jest fakt, że bardzo szybko łagodzi rumień oraz zaczerwienienia, a także przyspiesza gojenie. Jednocześnie należy dodać, że mimo tego, iż jest to kosmetyk nawilżająco - odżywczy, nie odnotowałam żadnych objawów mogących sugerować tak zwane "zapchanie porów". To produkt świetny do stosowania w towarzystwie kremu, który zapewni nam lekką okluzję. Dobrze robi swoje, ale średnio nadaje się do stosowania solo (chociaż mój mąż, który ma cerę tłustą był z niego bardzo zadowolony, mimo braku innej pielęgnacji).
Skin1004 - Madagascar Centella Cream
Skin1004 Madagascar Centella Cream umieszczono w eleganckiej, płaskiej tubie, zawierającej aż 75 mililitrów kremu. Utrzymano ją w biało - brązowej stylistyce i wyposażono w zamknięcie "na klik". Ze względu na kształt, jest bardzo wygodna, a jednocześnie przyjemna dla oka. Madagascar Centella Cream to krem ​​nawilżający, opracowany z 20% ekstraktów z Centella Asiatica z Madagaskaru, która zapewnia natychmiastowe łagodzenie i regenerację uszkodzonej skóry. Krem pachnie dość intensywnie mieszanką ziół oraz cytrusów. Dla mnie to aromat przyjemny, ale nie wszystkim może się podobać. Na szczęście dość szybko znika. Sama konsystencja produktu jest typowo kremowa. Nie klei się, ale potrzebuje chwilkę na wchłonięcie oraz pozostawia po sobie lekki ochronny film. Lepiej nakładać go w miarę oszczędnie, szczególnie pod makijaż ;) Praktycznie od razu po nałożeniu kosmetyk jest w stanie ukoić ściągniętą i wysuszoną różnymi kuracjami skórę, co czyni go świetnym kandydatem do stosowania w towarzystwie kwasów oraz retinoidów. Stosowany regularnie, spowodował wzrost nawilżenia, a skóra pięknie się regenerowała. Stała się jędrna, miękka i gładsza, a zmarszczki, będące efektem odwodnienia spłyciły się. Wszystkie niespodzianki, oraz pozostałe po nich ślady goiły się szybciej. Należy także nadmienić, że mimo tego, iż jest to produkt nawilżająco - kojąco - odżywczy, nie zauważyłam pojawienia się większej ilości niedoskonałości. Podczas stosowania kremu, niemal nie pojawiał się u mnie rumień. Jestem na tak!
Skin1004 - Madagascar Centella Hyalu-Cica Blue Serum&Cream
Podsumowując moją przygodę z marką Skin1004: oba te kosmetyki bardzo Wam polecam, szczególnie na nadchodzącą jesień, a jeszcze bardziej, jeśli macie w planach przeprowadzić np. kurację retinolem lub kwasami. Oba świetnie wspomogą regenerację cery, złagodzą co trzeba, świetnie nadadzą się także dla cer wrażliwych, naczyniowych, reaktywnych i z trądzikiem różowatym. Na Jolse za serum aktualnie zapłacicie 16,80$ a za krem - 16,10$. 
Miałyście już kosmetyki tej marki? Lubicie produkty z centellą? Stosujecie ją w swojej codziennej pielęgnacji? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Kosmetyczne hity ostatnich miesięcy

Ostatni post na temat moich kosmetycznych ulubieńców ukazał się w maju. Jakby nie patrzeć, mamy już koniec sierpnia, a wydaje mi się, że dosłownie za chwilę zawita do nas jesień ;) W tym roku chyba jakoś wyjątkowo szybko puka do naszych drzwi. To świetny moment, aby przedstawić, co ostatnimi czasy przypadło mi do gustu. Być może zainspiruję Was do zakupów i również wśród tych produktów traficie na swojego ulubieńca ;) Zapraszam do oglądania!
IsnTree TW-Real Eye Cream
1. IsnTree TW-Real Eye Cream -  Przetestowałam go na wskroś! Kosmetyk umieszczono w zwykłej tubce, ale ma ona pewne "bajerki". Pierwszym z nich, jest nadrukowany złoty wzorek, drugim - złota nakrętka, a trzecim - aplikator! Długi, plastikowy, z elegancką kuleczką na końcu. Tego typu dozowniki spotykałam jedynie w dużo droższych kremach, więc to ogromny plus dla marki. Bardzo polubiłam się z jego konsystencją, która niby na pierwszy rzut oka może wyglądać na lekką, ale tak naprawdę jest treściwa oraz dość gęsta, więc warto chwilę poczekać aby zdążył się wchłonąć jeśli stosujecie go pod makijaż. Po rozsmarowaniu, krem pozostawia po sobie nielepiący film, dający odczucie ukojenia i wygładzenia. Co z działaniem? Pięknie nawilżył, uelastycznił i odżywił okolicę oka, dzięki czemu cała siateczka drobniutkich linii stała się niemal niewidoczna. Nawet zmarszczka pod prawym okiem, której wyjątkowo nie lubię, ze względu na jej głębokość. Po około miesiącu regularnego stosowania kremu, zauważyłam także lekkie rozświetlenie skóry, a cienie i delikatne opuchnięcia stały się znacznie mniejsze. To świetny krem dla osób koło 30stki :)
Dermomedica Tranexamic C Serum Rohto Skin Aqua Tone Up UV Essence SPF 50+ PA++++
2. Dermomedica Tranexamic C Serum - To kosmetyk, który jest u mnie najkrócej, ale bardzo szybko ujawnił swój potencjał. Ma on formę czegoś między żelem, płynem a olejkiem. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza, bo bardzo ładnie się wchłania, niemal nie pozostawiając po sobie filmu. Formuła serum opiera się na połączeniu kwasu traneksamowego z witaminą C i epidermalnym czynnikiem wzrostu. To po prostu kosmeceutyk przeznaczony dla każdego typu skóry skłonnej do powstawania przebarwień. Przerobiłam już wiele tego typu produktów, ale ten już po miesiącu stosowania dał mi lepsze efekty, niż niektóre kosmetyki po pół roku! Strasznie bałam się podrażnienia ze strony witaminy C, które często mi się zdarza, ale nic takiego nie miało miejsca. Hit w czystej postaci. Z pewnością za miesiąc - dwa, napiszę jego pełną recenzję.
3. Rohto Skin Aqua Tone Up UV Essence SPF 50+ PA++++ - Jest to chyba mój ulubiony filtr tego lata... Szczerze Wam powiem, że przeleżał on u mnie w szufladzie masę czasu, a ja z uporem maniaka stosowałam inny SPF. Pewnego dnia stwierdziłam, że w końcu pora i na niego. Przepadłam! Skin Aqua ma on leciutką, przyjemną formułę, pięknie się wchłania, łatwo reaplikuje, nie szczypie ani w oczy ani w twarz, a dodatkowo esencja za sprawą niebiesko - różowego odcienia lawendy neutralizuje żółty odcień skóry. W praktyce cera jest pięknie rozjaśniona, a wszelkie niedoskonałości ładnie zneutralizowane. SPF idealny do noszenia solo, jak i pod makijażem. Polecam wszystkim, a szczególnie tym bladolicym ;) Wersja zielona już czeka w szafce ;)
Dexeryl Shower Krem Myjący pod Prysznic
4. Dexeryl Shower Krem Myjący pod Prysznic - Tu będzie krótko i na temat. Ostatnimi czasy zmagałam się z wysypem łuszczycy na ciele. Dla mnie to nietypowe, bo zmiany zawsze pojawiały się we włosach. Cóż, nowe wyzwanie, któremu trzeba sprostać. W przypadku zmian tego typu, bardzo ważny jest kosmetyk, którego używamy do mycia. Sięgnęłam więc po produkt przeznaczony do codziennego oczyszczania suchej, atopowej skóry całej rodziny. I co? Okazał się bardzo przyjemny w stosowaniu, a jednocześnie wspomógł leczenie plamek, dodatkowo nawilżając podczas mycia. Razem z lekami i balsamem, przyczynił się do tego, że w tym momencie mam jeszcze tylko najbardziej oporne trzy sztuki ;) Polecam dorosłym z suchą skórą, chorobami i maluchom!
Maybelline Lash Sensational Sky High
5. Maybelline Lash Sensational Sky High - Stosunkowo nowa pozycja marki, ale według mnie wyjątkowo interesująca. Ma sylikonową szczoteczkę, która jest bardzo precyzyjna, przez co pozwala uzyskać piękny efekt na rzęsach. Maskara idealnie wydłuża, podkręca i pogrubia włoski, a ten efekt utrzymuje się od nałożenia aż do zmycia. Nie powstają żadne grudki, włoski nie są brzydko sklejone, a tusz nie osypuje się, ani nie rozmazuje. Miałam go nawet ze sobą na urlopie i bez problemu wytrzymywał nawet w upale. Świetnie wygląda zarówno solo, jak i do szerszej kreski (ma piękny, czarny kolor). To, że już kupiłam drugie opakowanie, mówi chyba najwięcej. Nie wiem, czy to nie mój aktualny ulubieniec ;)
I tym razem to już wszystko :) Miałyście może okazję testować któregoś z moich ulubieńców? A może podzielicie się czymś, co Wam ostatnio przypadło do gustu? Dajcie koniecznie znać :) Jeśli macie ochotę, możecie też zostawić w komentarzu link do swojego posta na temat hitów kosmetycznych ;)

sobota, 14 sierpnia 2021

Kwasy podczas oczyszczania? W formie pianki? Tak! O Medik8 Clarifying Foam z Topestetic słów parę

Szczerze powiem, że w trakcie lata nieco odpuściłam wszelkie kuracje kwasowe i postawiłam jedynie na kosmetyki do oczyszczania zawierające chemiczne substancje złuszczające. Z perspektywy czasu, uważam że był to całkiem dobry wybór, a dodatkowo poznałam dwa bardzo ciekawe produkty, które z pewnością zagoszczą w mojej letniej pielęgnacji na dłużej. Jednym z nich jest Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA Topestetic. Chcecie poznać ją bliżej? Zapraszam w takim razie do lektury!
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA umieszczona jest w opakowaniu zawierającym 150ml płynu. Całość wykonano z białego plastiku dobrej jakości, która dzielnie trzyma się przez cały okres użytkowania i bez uszczerbku przetrwała kilka podróży. Mocną stroną tego produktu jest aplikator, który zapewnia nam przyjemną, gęstą piankę, bez żadnych dodatkowych atrakcji. Ja do codziennego mycia stosuję 1-2 pompki i używam kosmetyku, raz dziennie i najczęściej wieczorem (jako drugi etap oczyszczania) ze względu na zawartość substancji aktywnych. Jedyne, czego mogłabym się uczepić, to fakt, że poziom zużycia produktu można kontrolować jedynie "pod światło".
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA
Co mówi o niej producent? "Clarifying Foam to przyjemna w użyciu pianka oczyszczająca dedykowana skórze problematycznej i trądzikowej. Jest dokładnie zbalansowana pod względem pH, dzięki czemu nie zakłóca jej delikatnej równowagi. Doskonale oczyszcza pory, działa antybakteryjnie oraz przeciwzapalnie, nie powodując wysuszenia ani podrażnienia. Złuszczająca mieszanka kwasu migdałowego i kwasu salicylowego połączona z naturalnym olejem z drzewa herbacianego, reguluje wydzielanie sebum, stymuluje wzrost oraz regenerację komórek a jednocześnie detoksykuje cerę. Kojący niacynamid uspokaja problem trądzikowej skóry skutecznie zapobiegając powstawaniu kolejnych zmian".
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA pachnie drzewkiem herbacianym. Dla mnie to bardzo przyjemny aromat i skutecznie zachęca mnie on do stosowania produktu. Konsystencja również jest bardzo delikatna, kosmetyku wyjątkowo przyjemnie się używa oraz co ważne - łatwo spłukać go z twarzy i nie szczypie w oczy. Niestety muszę też wspomnieć o pewnej wadzie tej pianki: jest mało wydajna. To chyba feler każdego produktu w tej formie.
Medik8 Clarifying Foam Bezolejowa Pianka Oczyszczająca z Kwasami AHA/BHA
Co zatem z działaniem Medik8 Clarifying Foam? Na początku stosowałam ją dwa razy dziennie, ale gdy moja skóra zaczęła się lekko łuszczyć w okolicy ust, doszłam do wniosku, że to naprawdę dość mocny produkt. U mnie, aby zyskać, a nie stracić na jej stosowaniu, optymalne okazało się jedno mycie z użyciem tej pianki na dzień. Po po tej zmianie, moja cera po jej użyciu jest ładnie oczyszczona, ale jednocześnie niepodrażniona czy ściągnięta. Nawet jeśli nie nałożę od razu kremu czuję się komfortowo. Dodatkowo na pewno przyczyniła się do redukcji zaskórników, przyspieszyła gojenie i lekko zredukowała przetłuszczanie mojej cery w strefie T. Ja jestem na tak!
Znacie markę Medik8? Zdarza Wam się robić zakupy w sklepie Topestetic? Macie problemy z rumieniem, przebarwieniami, stanami zapalnymi lub barierą hydrolipidową? Dajcie koniecznie znać!

poniedziałek, 9 sierpnia 2021

Nowości ostatnich miesięcy: część 2 - ostatnia

Już w ostatnim poście pisałam Wam, że bardzo odpuściłam aktualizację nowości, które trafiały do mnie od marca. Nazbierało się ich sporo, ponieważ zmieniały się przepisy dotyczące VATu, co wiązało się z faktem podniesienia cen, oraz groziła nam nowa opłata pocztowa wynosząca 8.50zł, ale o dziwo Poczta Polska jednak wbrew plotkom, pobiera ją tylko gdy sklep nie opłaci za nas podatku. Zaszalałam więc i w ramach prezentu imieninowego kupiłam chyba wszystkie japońskie filtry, które wpadły mi w oko. Będzie się więc działo. Na całe szczęście SPF to kosmetyk, który bardzo szybko się zużywa :D Miłego oglądania! Jeśli ktoś nie widział pierwszej części - zapraszam tutaj.
Allie Anessa SKin aqua biore
Tutaj widać miłe złego początki :D Właściwie na zakup wszystkich tych filtrów zdecydowałam się, bo stwierdziłam, że są dobrze dopasowane do moich potrzeb gdyż mają lekkie konsystencje, ale jednocześnie zapewniają bardzo wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Chyba wszystkie wypatrzyłam u mojej guru od japońskich filtrów: Interendo. Kanebo Allie Extra UV Facial Gel SPF50+ PA++++ wzbogacono o kwas hialuronowy i kolagen, przez co w połączeniu z dobrymi opiniami kusił, i to mocno. Anessa Whitening UV Sunscreen Gel SPF50+ PA++++ musiałam wypróbować, bo przeznaczony jest dla osób z przebarwieniami. Poza wysoką ochroną, która w przypadku hiperpigmentacji jest bardzo ważna, zawiera także kwas traneksamowy i ekstrakt z lukrecji (tu znajdziecie moją opinię na jego temat). Skin Aqua Tone Up Essence Mint Green SPF50+ PA++++ kupiłam, gdyż bardzo polubiłam starą, fioletową wersję. Biore Light Up Essence Aqua Rich SPF50+ PA++++ to tegoroczna nowość, a że lubię filtry tej marki - postanowiłam również ją przetestować.
Allie canmake aqua biore missha
Na tym zdjęciu dumnie prezentuje się z kolei Canmake Mermaid Skin Gel UV SPF50+ PA++++, która w teorii jest bazą pod makijaż, a w praktyce może pełnić także funkcję tradycyjnego filtra. Kosmetyk nie zawiera alkoholu i naprawdę bardzo dobrze sprawuje się w obu tych rolach. Kolejnym spfem, który od dawna chciałam przetestować, jest Biore Aqua Rich Watery Essence SPF50+ PA++++ w wersji limitowanej Botanical Peony. Jego zamiennikiem jest podobno Missha Aqua Sun Gel SPF50+ PA++++. To też sprawdzimy ;) Bardzo lubię filtry, które zapewniają cerze poprawę kolorytu. Europejskie produkty tego typu są dla mnie za ciemne, ale te azjatyckie, różowe, fioletowe, bądź miętowe zawsze chętnie wypróbuję. Dlatego trafił do mnie także Kanebo Allie Nuance Change UV Gel Sakura SPF50+ PA++++. To wiosenna limitka w różowym kolorze.
anessa biore
I kolejne filtry przeciwsłoneczne. Pierwszy z nich to Anessa Perfect UV Sunscreen Skincare Milk SPF 50+ PA++++, który dostałam w prezencie od Interendo. Mój umieszczony jest w przepięknym, limitowanym opakowaniu z pokemonem Eevee, do którego mam słabość, od momentu, w którym mój brat zaczął oglądać Pokemony :D Sam filtr został stworzony z myślą o skórze wrażliwej, oraz zawiera ponad połowę składników, które mają nawilżać i odżywiać skórę. Dalej widać mój ukochany Biore UV Watery Gel SPF 50+ PA++++ w dużym opakowaniu oraz dwie wariacje na jego temat: wersja Botanical Peony o zapachu kwiatów i Cool - czyli formuła chłodząca skórę. Nie jestem w stanie zliczyć, ile opakowań tego filtra zużyłam przez ostatnie lata ;) To mój aktualny ulubieniec.
skin79 vichy garnier
Vichy Capital Soleil UV-Age Daily Fluid, przeciw fotostarzeniu się skóry SPF50+ zużyłam praktycznie cały podczas czerwcowego urlopu oraz mam w planach napisanie mu szczegółowej recenzji. W warunkach chorwackich sprawdził mi się bardzo dobrze i ze względu na wysoką ochronę przeciw promieniowaniu UVA jeszcze do niego wrócę ;) Skin79 Waterproof Sun Gel SPF50+ PA++++ także dostałam w prezencie od Interendo, bo któregoś dnia zgadałyśmy się, że to tani, a bardzo dobry filtr, a ja jeszcze go nie miałam. No to mam :) I nie omieszkam wypróbować ;) Vichy Capital Soleil Mleczko do Opalania SPF50+z Kwasem Hialuronowym towarzyszyło nam na plaży jako filtr do ciała. Podpatrzyłam je u Inti Skin i naprawdę jestem z niego zadowolona. Produkt był lekki, dobrze chronił, bez problemu można było go reaplikować i chętnie stosował go nawet mój mąż, który zawsze marudzi, że wszystko się lepi. Brawo Vichy! :) Garnier Anti-Dark Spots&Anti Pollution Super UV Protection Fluid przywiozłam sobie z Chorwacji i to w sumie moja jedyna "pamiątka" w tym roku. Miałam kupić słodycze, kawę, oliwę i inne rzeczy, ale na koniec pochorował się mój mąż i wróciliśmy bez niczego :D
i'm from krave dr jart+
I'm From Rice Cream od jakiegoś roku chodził mi po głowie, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam go wypróbować. Krem zawiera ekstrakt z otrębów ryżowych bogaty w ceramidy, który został wydestylowany oraz specjalnie poddany obróbce, aby poprawić koloryt skóry i wzmocnić barierę hydrolipidową a także skutecznie kontrolować nadmierną produkcję sebum. Przyznajcie same, że brzmi to obiecująco? Oat So Simple Water Cream również podejrzałam u Interendo (bardzo lubię jej polecenia). To kosmetyk nawilżający z prostym, ale dobrze przemyślanym składem, który ma za zadanie nawodnić, ukoić i odżywić naszą cerę, oraz wspomóc barierę hydrolipodową w czasie stosowania substancji aktywnych. Jest lekki, ma żelową konsystencję, nie posiada zapachu - myślę że idealnie wpisze się w pielęgnację każdej osoby, nawet w przypadku skóry z problemami. Dr.Jart + Cicapair Cream to kolejny łagodzący krem do twarzy stworzony na bazie wąkrotki azjatyckiej. Uwielbiam ten składnik, więc musiałam zobaczyć, jak sprawdzi się u mnie drugi, sztandarowy produkt marki ;) Wszystkie trzy kosmetyki pochodzą z Joom.
dhc uriage dior hanyul lip mask blistex
Na tym zdjęciu widać z kolei same produkty do ust, które w ostatnim czasie pojawiły się u mnie całym stadem. DHC Lip Cream oraz Dior Addict Lip Glow to prezenty. Oba wyjątkowo mnie cieszą, bo sztyfty DHC schodzą u mnie hurtowo, a Dior gościł już u mnie w starej odsłonie i bardzo dobrze tę pomadkę wspominam. Więcej na jej temat możecie przeczytać tutaj (wybaczcie te koszmarne zdjęcia sprzed stu lat). Hanyul Yuja Lip Mask to mój eksperyment w kategorii "całonocne maseczki do ust". Należy nałożyć ją grubą warstwą przed pójściem spać, a rano nasze wargi mają być jędrne, miękkie i nawilżone. Jestem ciekawa, czy dorówna tej z Laneige. Uriage Bariésun Invisible Stick SPF 50+ kupiłam, by podczas urlopu chronić przed słońcem usta, oraz bliznę męża i w tej materii świetnie zdał egzamin. Jeśli dobrze pójdzie, to pokuszę się o jego recenzję, bo znaleźć kosmetyk, który nie pozostawia posmaku filtra w ustach wcale nie jest łatwo. Nie robi tego też podobno Blistex Protect Plus SPF30, który kupiłam z Waszego polecenia, ale nie miałam jeszcze okazji go stosować. Skoro sprawdził się Uriage, to ten poczeka na swoje 5 minut. Hello Kitty Beaute Moisturizing Lip Gloss to również prezent i recenzowałam go już na swoim instagramie (klik). Jeśli lubicie błyszczyki, to warto po niego sięgnąć.
integrate to cool for school
Wiecie kto robi takie piękne prezenty z Hello Kitty? Na pewno wiecie :D A jak nie, to zdradzę Wam, że link do profilu tej osóbki już znajduje się w tym wpisie ;) Tym razem widać na zdjęciu piękny, limitowany puder Sanrio INTEGRATE Pro Finish Foundation Special Set K z Japonii który posiada wymienne wkłady i SPF. Ja jestem totalnie kupiona, sama słodycz :D Druga rzecz, to bronzer Too Cool For School Artclass by Rodin Shading. Kolor Modern ma satynowe wykończenie i piękny, chłodny odcień, który ze względu na swoją jasność idealnie nada się dla porcelanowych cer. Trudno zrobić sobie nim krzywdę, a efekt można bez problemu stopniować. Jego również dostałam od Joom
I na szczęście to już wszystkie zakupy i prezenty niemal z ostatniego półrocza. Coś szczególnie wpadło Wam w oko? Dajcie koniecznie znać!

P.S. Kod rabatowy do Joom - INGA10 :) Działa na cały koszyk.

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Nowości ostatnich miesięcy: część 1

Szczerze Wam powiem, że koszmarnie zaniedbałam blogową serię dotyczącą kosmetycznych nowości, które się u mnie pojawiały. Ostatni tego typu post pojawił się na blogu w marcu xD Z racji tego, że mamy początek sierpnia, a mnie jest już troszeczkę wstyd z tego powodu, postanowiłam wziąć się do roboty i w końcu go napisać. Co się jednak okazało? Kosmetyków jest cała masa, więc podzieliłam wpis na dwie części, bo sama nie lubię ani tworzyć, ani czytać tak zwanych "tasiemców" ;) Niektóre produkty zostały już nawet zrecenzowane, więc od razu podlinkuję Wam także moje opinie na ich temat. Życzę miłego oglądania!
Skin1004 Madagascar Centella Ampoule Madagascar Centella Soothing Cream
Produkty Skin1004 wpadły mi w oko już jakiś czas temu na instagramie. Dzięki Joom mam teraz okazję testować sporo koreańskich kosmetyków, więc zdecydowałam się na Madagascar Centella Ampoule oraz Madagascar Centella Soothing Cream. Szczególnie ta pierwsza wywarła na mnie świetne wrażenie. Krem niestety trochę się lepi, więc trafił do mamy ;) Ona jest zadowolona z działania. W tym serwisie przesyłka jest w cenie produktu, pamiętajcie jednak, by kupować na aukcjach, gdzie wyraźnie zaznaczono, że wysyłka kosmetyku następuje z Korei!
Missha - puder Signature Dramatic Two-Way Pact SPF25 PA++ i Vivid Fix Marker Pen Liner Laneige Radian-C Cream Skin1004 Madagascar Centella Cream Hyalu-Cica Blue Serum Isntree Tw-Real Bifida Ampoule
Tutaj widać z kolei kosmetyki, które dotarły do mnie z Jolse. Tym razem postanowiłam zrecenzować dla Was krem Laneige Radian-C Cream, który skutecznie zachęcił mnie do sięgnięcia po więcej z kategorii "witamina C" ;) Poza tym, zdecydowałam się na drugą wersję kremu Skin1004 Madagascar Centella Cream, która już się nie lepi i w pełni mogłam skorzystać z jego dobrodziejstw. Ciekawą propozycją tej marki, jest także Hyalu-Cica Blue Serum. Wypatrujcie recenzji, na pewno niebawem się pojawią! Trzy rzeczy z tego zdjęcia otrzymały już osobne wpisy. Są to serum Isntree Tw-Real Bifida Ampoule (link), oraz kolorówka Missha - puder Signature Dramatic Two-Way Pact SPF25 PA++ i Vivid Fix Marker Pen Liner (post).
Neogen Probiotics Double Action Serum Dermomedica Tranexaic C Serum Hanyul Yuja Vita-C Serum Paula's Choice Skin Perfecting 2% BHA Liquid Exfoliant
Z racji przybierającego na sile trendu na probiotyki, prebiotyki i postbiotyki w pielęgnacji, zapragnęłam zobaczyć, jak zareaguje na nie moja cera. Postawiłam na Neogen Probiotics Double Action Serum, które ma fatalne opakowanie i obiecującą zawartość ;) Dermomedica Tranexaic C Serum to z kolei kosmetyk, który zrobił na mnie chyba najlepsze pierwsze wrażenie w tym roku. Naprawdę opadła mi szczęka :D Na bank będzie recenzja. Hanyul Yuja Vita-C Serum wybrałam ze względu na moją szczerą sympatię do marki. Po miniaturce wiem, że także zapowiada się ciekawie i nie robi mi "kuku" jak wiele kosmetyków z witaminą C. Paula's Choice Skin Perfecting 2% BHA Liquid Exfoliant zna już chyba każdy ;) Jeśli macie problem z zaskórnikami zamkniętymi, to obowiązkowa propozycja do wypróbowania ;) 
nacomi bielenda the ordinary loreal
W ostatnich miesiącach postanowiłam poszukać z czystej ciekawości, innej maseczki z glinką niż Tołpa, której zużyłam trzy opakowania i po prostu mi się znudziła. Wylądowałam więc z Nacomi Pink Clay Mask, Bielenda Proffessional Green Clay Antibacterial Face Mask, oraz z L'oreal "Czysta Glinka" Oczyszczająco-Matująca. Dodatkowo trafiła do mnie także kolejna buteleczka The Ordinary Caffeine Solution 5%+EGCG. Dobrze redukuje u mnie opuchnięcia, działa przeciwzapalnie, rozjaśnia. Za tę cenę - super. 
is clinical, cosmedix
Is Clinical Active Serum jest ze mną już od dawna i szczerze powiem, że na pewno jest to dość mocno działający specyfik. Ja na lato go odstawiłam, ale jesienią z pewnością do niego powrócę. Dobrze robi skórze, ale nie można z nim przesadzić. Z kolei Cosmedix Opti Crystal Liquid Crystal Eye Serum to chyba flagowy produkt marki. Piękny krem pod oczy o kolorze benzyny, w sam raz do wieczornej pielęgnacji. Oba dostałam od kochanej Interendo ;*
loreal
Odkąd skróciłam włosy, przykładam sporo uwagi do uzyskania objętości :) Ostatnimi czasy, pomaga mi powyższe trio z Fryzomania.pl: L'oreal Tecni.art Volume Lift Pianka w Sprayu Nadająca Objętość u Nasady oraz linia L'oreal Professionnel Salicyd Acid Volumetry, z której posiadam szampon i odżywkę. Cały zestaw naprawdę świetnie sobie radzi :) Szczególnie pozytywnie zaskoczyła mnie chyba pianka, a najmniej się tego spodziewałam ;)
Miya cosmetics
Od marki Miya dostałam także paczkę zawierającą kilka ciekawych rzeczy. Jedna z nich niestety nie dotrwała do robienia zdjęć, a był to Miya Nawilżający Krem SPF50+ (recenzja). Poza tym, w paczce znalazło się także Beauty.lab Serum z Probiotykami do Skóry Problematycznej, które od dawna miałam ochotę wypróbować, dwa tusze do rzęs z serii myPOWERlashes (wpis na ich temat), oraz pomadki z linii myLIPstick w kolorach Miya Nude i Miya Rose :)
eveline loreal maybelline
Na tym zdjęciu widoczne z kolei jest małe uzupełnienie stanów magazynowych. Tusze do rzęs schodzą u mnie bardzo szybko, bo ostatnio to moja podstawa makijażu. Chyba się starzeję :P Postawiłam więc na klasyka w postaci L'oreal Volume Million Lashes So Cuture oraz dwie nowości: Maybelline Lash Sensaltional Sky High, którą już kończę i polecam z całego serca, oraz L'oreal Bambi Oversized Eye. Właśnie kilka dni temu otworzyłam tę maskarę i również zapowiada się bardzo obiecująco. Do koszyka wrzuciłam również Eveline Precise Brush Liner i mimo tego, że dwa lata temu napisałam mu dobrą recenzję, to już go nie polecam. Wysycha coraz szybciej, maluje coraz gorzej, nie wiem dlaczego "popsuto" tak fajny produkt... Pora poszukać zamiennika.
I to już wszystko na dziś. Znacie któryś z moich nabytków? A może coś wpadło Wam w oko? Mam nadzieję, że nie nabyłam żadnego bubla :) Druga część nowości kosmetycznych już niebawem! 

środa, 28 lipca 2021

Isntree Tw-Real Bifida Ampoule, czyli o odmładzającej ampułce z lizatem bifidobakterii słów parę

Isntree Tw-Real Bifida Ampoule interesowała mnie chyba od momentu premiery, a kiedy zaczęły spływać pozytywne opinie na jej temat, zapragnęłam wypróbować ją na swojej skórze jeszcze bardziej. Dodatkowo wcześniej stosowałam krem pod oczy z tej serii i byłam z niego naprawdę zadowolona (link do recenzji), co tylko pogłębiało ciekawość. W końcu - pora na recenzję! Czy ampułka sprostała moim wygórowanym oczekiwaniom? Już Wam mówię! :)
Isntree Tw-Real Bifida Ampoule
Serum Isntree Tw-Real Bifida Ampoule umieszczono w eleganckim, szklanym opakowaniu z pipetą, utrzymanym w kremowo-złotej tonacji kolorystycznej. Całość zawiera 50 mililitrów kosmetyku. Wszystko działa bez zarzutu, a dzięki takiemu rozwiązaniu, możemy zachować wysoki poziom higieny (pamiętajcie, nie dotykamy końcówką dłoni ani twarzy). 
Isntree Tw-Real Bifida Ampoule
Co na temat tego serum mówi producent? "TW-Real Bifida Ampoule to serum do twarzy zawierające 88% skoncentrowanego lizatu fermentacji bifida, peptydy oraz ekstrakt z fermentu dyniowego, sojowego i ryżowego, niacynamid, a także adenozynę, która pozwala kompleksowo zadbać o skórę. Esencja o działaniu regenerującym chroni komórki skóry, utrzymuje ją gładką i promienną. Dodatkowo serum stymuluje odnowę komórek, wyrównuje koloryt skóry oraz służy do korygowania zmian związanych z wiekiem. Nie zawiera alkoholu, parabenów i perfum."
Isntree Tw-Real Bifida Ampoule
Isntree Tw-Real Bifida Ampoule ma konsystencję czegoś pomiędzy płynem, żelem, a olejkiem. Całość jest przezroczysta i pachnie tak delikatnie, że niemal nic nie czuć nawet w butelce. Jeśli chcecie, pod spód można zastosować jeszcze tonik, bądź mgiełkę, ale wtedy ampułka wchłania się ciut wolniej. Początkowo nieco zniechęcała mnie formuła produktu, która nieco trąciła olejkiem, ale po kilku użyciach i stwierdzeniu, że produkt ten faktycznie niemal idealnie się wchłania - przekonałam się do niej. Zaraz po nałożeniu całość nieco się świeci, ale po chwili nie czuć go już na twarzy, choć pozostawia po sobie lekki, wygładzający film. Na szczęście nic się nie lepi :) Do zalet warto zaliczyć także fakt, że to produkt wydajny i starczy nam na długi czas.
Isntree Tw-Real Bifida Ampoule
Jak zatem Isntree Tw-Real Bifida Ampoule spisało się u mnie? Na szczęście mimo wygórowanych wymagań udało mu się stanąć na wysokości zadania. Skóra podczas stosowania była pięknie nawilżona, jędrna, gładka i elastyczna, a co za tym idzie - zmniejszyła się także widoczność zmarszczek. Bariera hydrolipidowa również z pewnością zyskała na włączeniu ampułki do mojej pielęgnacji. Skóra była zgodnie z obietnicami niezaróżowiona i ładnie rozświetlona, choć produkt nie usunął moich starszych przebarwień. Mam jednak świadomość, że nie taka była jego rola ;) Co ważne - nie zafundował mi też wysypu zaskórników, a przyznam że nieco się tego obawiałam :) Na Jolse można je dostać już za 17.99$, co jest bardzo atrakcyjną ceną, biorąc pod uwagę wydajność i działanie.
Znacie Isntree Tw-Real Bifida Ampoule? Stosujecie kosmetyki z fermentami lub probiotykami? A może jesteście fankami peptydów? Jakie serum gości w Waszej aktualnej pielęgnacji? Dajcie znać w komentarzach!